|
|
|
|
Nihillum - Geneza Bólu  |
| Autor |
Wiadomość |
KsiadzRobaQ
Leaf mean a loan!


Wersja gry S1: UW: 2.28
Wersja gry S2: Nie mam gry
Wersja gry SC: Citadel
Platforma SC: PC
Wiek: 24 Dołączył: 25 Lip 2007 Posty: 268 Skąd: Kruszyna
|
Wysłany: 2012-04-13, 23:10 Nihillum - Geneza Bólu
|

|
|
[quote]Oj, ciężko mi się było przeboleć, opublikować, czy nie opublikować. Ale spróbuję, raz kozie śmierć. Dość krótkie. Przynajmniej tak mi się wydaje. Pisane w przypływie jakieś tajemniczej weny, szlifowane jakoś łącznie przez półtora tygodnia.[/quote]
- Patrz. - Niebieskie oko błysnęło w ciemności.
- Gdzie? - Zielone, nikłe światło przeniknęło stratosferę, przekręcony Zalążek Świata.
- Właśnie tam. - Zaczęło grzmieć.
- Zatem? - Zieleń przestrzeliła przez Źródła, jaskrawa, gęsta posoka zielonych piór ulatywała wartką strugą między jasnymi punktami, pospolicie zwanymi Gwiazdami. Księgi nie wspominają, czemu te jasne punkty, widocznie nocą na nieboskłonie, nazywają się tak, a nie inaczej.
- Poczuj. - Jedna z nich zgasła pod naporem fluidu. Rozjaśniało wewnątrz; świeca dawała nikłe, przyjemne światło - chodź do mnie, przytul się, bliżej, poczuj, poczuj, poczuj. Dotknij.
Szklane szyby wydały drażniący uszy jęk, przeszywający skórę niczym strzała leśną zwierzynę; dźwięk uległ zagięciu.
- Co robisz?
Cisza. Ciasny pokój zaczęły wypełniać - powoli, jedna po drugiej - nieregularne płaszczyzny światła, mieniące się paletą karmazynowych odcieni, między którymi przelatywały swobodnie witrażowe odłamki, jakby przecząc wszelkiej logice. Powietrze świstało okruchami framug, towarzysząc sferycznym resztkom szkła, walających się w śródsferze poprzez zagiętą czasoprzestrzeń - niezlepiona masa stanowiąca jedność, ułamki sekund tak przed, jak i wczoraj.
Strudze zaczęły towarzyszyć implozje energii, wzbierając niebieskimi i żółtymi plamami pośród jaskrawozielonego pasma, zbliżającego się nieubłaganie w stronę Globu.
- Dlaczego?
- Spójrz. Widziałeś kiedyś taką grę świateł? - spojrzał z ukosa; szklane odłamki, w drodze do twarzy, w zetknięciu z błyszczącą, nienamacalną powierzchnią, po chwili odlatywały w stronę miasta, w którym wszystkie świece gasły w błogiej nieświadomości.
- Czy miałem kiedyś widzieć?
- Otóż... - zawahał się na chwilę, patrząc, jak chmara kruków przesłaniała i tak ledwo widoczny już Księżyc Zenitu, kierując się w stronę słupa nienaturalnego światła, z którego powoli zaczął dochodzić rześki, kojący zapach - właściwie, to nie.
Wszystko wokół krzyczało - chodź do mnie, do mnie, natychmiast, czemu zwlekasz... Wszystko zdawało się tak krzyczeć w nadmiarze braku, pragnąc uzupełnić puste, nagle wyssane, wszystko czerniało, powoli, po cichu... zanikało.
- Ktoś puka.
- Kto? Dlaczego nic nie słyszę?
- Nie dziwota. Stój tu. Jasne? Stój.
[i]Podzieliło Glob na miriady pomniejszych Heliów. Tęskne Helia biegały za sobą z rozpaczy, akumulacja braku implikuje dominantę pustki w okołosferze, niepoliczalne ubytki, pragnące powrotu, złączenia - mimo to entropia ciągle rosła, pośród tęczy trzech barw, przelewających się w jeszcze głębszą czerń, wszystko wymierało, cierpienie i ból rosły wykładniczo - za późno.
Ból przerósł formę Świata.[/i]
- Proszę.
Płonął las. Jaskrawe snopy ciepłego światła wznosiły się ponad przeciętne uśrednienie horyzontu, tworząc ścianę, której sam widok zdawał się pochłaniać wszystkie uczucia, które można było powiązać z jednym z dwóch słów: "litość", bądź "respekt". Garstka śmiałków próbowała wspólnymi siłami ugasić ogień, biegnąc z wyrwanymi z podwórkowych studni wiadrami od pobliskiego jeziora do płonącego skupiska zieleni. Pot wylewał się na ich spracowane od nieśmiałych gestów czoła, który, prócz ognistej ściany, zdawał się błyszczeć na tle wieczornego nieba. Ich nozdrza przepełniał zapach martwej zwierzyny, oraz, mniemając, palonego drzewa. W tym zapachu było jednak coś... coś jeszcze.
Gdyby... pukanie miało zapach, to chyba właśnie tak by pachniało.
Nieświadomi niczego śmiałkowie próbowali ugasić ogień. Bezskutecznie - baczny obserwator z pewnością mógłby zauważyć, że z każdym wylanym wiadrem ściana zdawała się powiększać i rozszerzać. Wyglądało to tak, jakby chciała sięgnąć gwiazd - sięgnąć zielonej strugi, która właśnie otworzyła jedną z kieszeni astralnych i manipulując macierzą zdarzeń, które już się wydarzyły oraz mają się wydarzyć, załamywała u swojego ujścia przestrzeń na każdy możliwy sposób - wybijając na kartach Wszechświata schematy dwu, cztero, czy nawet ćwierć wymiarowe. Szczególnie ten ostatni sprawiał wrażenie... dziwnie głębokiego, a jednocześnie symetrycznego, mieniącego się losowymi, a jednocześnie jednostajnymi barwami. Niemożliwym było dojrzeć to jednak z powierzchni Globu - jedna z płaszczyzn przykryła sobą widnokrąg, pochłaniając, lecz nie oddając światła. Wszystko zatem wydawało się być całkiem normalne - lecz wcale takie nie było.
Zapach pukania nachalnie wkręcał się w resztę zmysłów - ten zapach... można było go dotknąć, posmakować, wysłuchać, zobaczyć... Spróbuj, spróbuj, poczuj mnie, złap, przygarnij...
Po drugiej stronie ściany Lucyfer kończył partię wista.
Wewnątrz tejże otworzyły się drzwi. Odłamki szkła odleciały z niemierzalną siłą z pomieszczenia, które próbowało uciec stąd, gdzie teraz przebywało. Nie minęło kilka chwil, aż ostre, zeszlifowane pyłki, zaczęły opadać na co bliższe osady i miasta.
- Czy powinniśmy ją wpuszczać? - Chmara kruków próbowała bezskutecznie wlecieć do środka. Na zewnątrz zapalały się, niczym na pstryknięcie, wiekowe, przykryte kurzem lampy naftowe - co poniektóre odmawiały jednak posłuszeństwa.
- Nie ruszaj się. Prosiłem. - Kiedy Szklana Armia opuściła Pobojowisko, pośród głośnych szumów wiatru słychać było wiwatowanie Drewnianych Kamikaze, powstających z bólem spod morza krwi, wystawiając na wierzch swoje paskudne łby, wtórując tym Zegarowi, mierzącemu równymi cięciami czas - "tik-tak" wymachiwane rytmicznie szablą. Grunt iluzorycznie osuwał się spod nóg. - Wyjdzie nam to na dobre. - Coś mlasnęło. W pomieszczeniu pozostali tylko oni. W zasadzie – Oni.
Wstrząs. Skup się. Czujesz? Przyjrzyj się. Ziemia rozstępuje się... Nie uciekniesz. Trzyma cię w miejscu. Obraz zamazuje się - nogi oplątane korzeniami. Próbujesz krzyczeć - brakuje sił. Wracasz - próbujesz wrócić, lecz nie możesz, stoisz tak bezradnie, siłujesz się, z pieczary zaczynają wyłaniać się macki, krzyczysz, lecz... obraz zamazuje się znowu, twoje ręce sterczą bezwładnie, dłonie drżą konwulsyjnie, tracisz kontrolę... Przenikające najgłębsze zakątki ciała basy, wydobywające się z czułek mnożących się stale macek... Głosy. Co widzisz? Zmrok nasyca się czernią. Wsłuchujesz się, kiedy twój mózg każe ci trząść się z przerażenia, odejdź, uciekaj, dlaczego jeszcze. Wypuszczasz korzenie... Macki są coraz bliżej, a ty krzyczysz, coraz głośniej, słyszysz tylko ciche, cichsze, niemal niesłyszalne echo... Cisza. Co widzisz? Puściły więzy. Macki pochłonął czas. Nareszcie. Lecz ty nadal... czujesz... przenika cię na wskroś...
Ból.
Wokół Strugi zaczęły formować się wstęgi implozyjne - stosy cierniowych koron, przeciskające, kaleczące ludzkie ciała - z których to zaczęło bić fioletowe światło, próbujące znaleźć się - gdzie? Powłoka zniknęła, ukazując Entropię w jej najczystszej postaci. Została jednak natychmiast przesłonięta fioletowym, miękkim dywanem, zagęszczającym się na linii przecinającej środek.
Gwiazda, w której to stronę zwrócił się - przodem? tyłem? bokiem? - płonący dywan, eksplodowała, pozostawiając po sobie wyłącznie źródło czystej, pierwotnej Energii. Wszechświat w tej chwili, jakby przestraszony - jedyny świadek masowej egzekucji, czujący na skroni wilgotny nóż - wskazał swój Czubek. Punkt Poczęcia. Tam właśnie wystrzelił rażąco biały, ciepły, parzący, masywny słup światła, za którym przygasało łagodnie źródło Strugi, sama natomiast nie stawiała oporu, pozwalając pozostać wchłoniętą przez Posokę Stworzenia.
Lucyfer przymknął oko.
Słup zniknął, pozostawiając po sobie głuchy wrzask. Wszystko, jak na zawołanie, wróciło do normy. A przynajmniej... próbowało wrócić. Wrócić do stanu, który w dość grubym przybliżeniu można by nazwać normą. Normą dopuszczalną.
Na Globie zanikał zapach pukania.
- Coś z tego będzie. - Za oknem, od wszystkich domostw, zaczęło bić łagodne, miarowe światło świeczek. - Ale przyznasz, że ktoś tu... hmmm... nie ma za grosz kunsztu.
- Bynajmniej nie ja. - Kurtyna kasztanowych włosów przysłoniła widok spoconych, wyraźnie zadowolonych z siebie mężczyzn, którzy jeszcze przed paroma sekundami, wbrew naturalnemu porządkowi, podsycali w nadziei ogień.
- Zapewne.
...spójrz na te oczka. Zielony? Nie, to chyba oliwka. Oliwki zamiast oczu? Doprawdy... a czy słyszałeś kiedyś, żeby koty miały oliwki zamiast oczu? Kto tam wie co po kotach można... Dobra, już, skończyłeś. Patrz. No patrz, jak mówię. Ale nie na mnie, [*aaa psik!!*]. Dzięki. Nie ma problemu, no już, wiem gdzie patrzysz. Co z tego, że jesteś niższy? Na kota. Kot. Kot jak kot. No i co w tym takiego niezwykłego? W kocie? Futro. Aha. Przypalone trochę. Przypieczone. Poeta. Żebyś wiedziała, jak cholera. Pamiętam kilka wierszy, wychodzę często nocami i sobie nucę pod nosem, czy aby pamiętam. Mhm. Doprawdy, urzekające. No co z tym kotem, powiesz wreszcie? Z kotem? Nic. Zresztą, jaki znowu kot? Jaki kot? Przecież przed chwilą tu był! Wskazywałaś palcem, o tam, pod tym drzewem. Oliwki zamiast oczu, tak? Czemu się tak na mnie... daj spokój, naprawdę?
Idźmy stąd. Nie podoba mi się tu.
Swąd. Pozostało liczyć. Morze przenikało rzeczywistość - urywki płynnej planszy rozdzieranej przez stado rozwścieczonych orangutanów, strzępy spalonych kanonad - wszystko zaczęło wirować. Szybciej, coraz szybciej... słychać puls... drwi, bezczelnie drwi, podnosząc bezczelność do kolejnych potęg, cały czas szuka, szuka, nieustanie drąży, otwiera kolejne drzwi, sięga, nieskończoność nie może być tak daleko - biało-czarne widma okalające zalążki zer stworzenia...
Słyszysz? Nicość.
W końcu, logika gdzieś musi się złamać. Coś musi powstać z niczego. Puls... wzmaga... boli...
Bezustanne cierpienie. Przeszywa na wskroś, niczym kręcące się wiertło, ciało po ciele, orangutany zasilane dopaminą, wiercą bezustannie, zapełniają morze barwą czerwieni, pośród pełnego smutku śmiechu, barwy cierpienia, barwy rozpaczy, barwy... bólu.
Zegar nadal odmierzał czas, pośród wędrujących wciąż szkieł. Drewno zaczęło skrzypieć, rozpruwać czasochłonnik od wewnątrz, teraz to życie odmierzało czas, na chwilę przygasły światła, bo nie miały dla kogo świecić, ruch zamarł, bo nie miał dla kogo wędrować, zabrakło uczuć, bo nie było potrzeby czucia...
Błysk.
Znasz to uczucie, kiedy się budzisz i przypominasz sobie to, co zdarzyło się jutro? Kiedy twoje ciało drętwieje na myśl o tym, co możesz przeżyć, że twoje życie biegnie wstecz? To żaden ciekawy przypadek - to rzeczywistość. To rzeczywistość w osnowie pękniętego zegara.
Jak to jest, kiedy słyszysz wszystko od tyłu? Kiedy nagle światła zaczynają świecić, kiedy chód nabiera sensu, kiedy zaczynasz czuć i czujesz, że czucie jest... ogarnia... obejmuje... Kiedy zegar znowu odmierza czas? Kiedy płynie tak, abyśmy mogli odpłynąć razem z jego rytmem?
Pytania. Pytania. Pytania. Ich nigdy nie jest dość.
- Więc jak z tym kotem? Był tam faktycznie? - spytała, w gwarze podążających znikąd płomieni.
- Był. Naprawdę nic nie pamiętasz?
- Nic.
- Amnezja?
- Nie.
- Cholera. - W powietrzu zaczęły unosić się opary kwasu. - Ktoś tu rozdaje złe karty.
Coś mrugnęło w oddali. Obok leżały dwie dojrzałe oliwki.
Cykl za cyklem, wszystko zdawało się powtarzać, przesuwać w nieskończoną rozpacz - ile jeszcze, ile jeszcze, jeszcze, jeszcze, jeszcze - dotyka, lecz wbija pal między płuca, żeby zaraz rozewrzeć się na pół, zaciskając jedyną drogę dopływu powietrza, miażdżąc żebra, rozkładając ciało wzdłuż...
Puls Wszechświata w momencie niemierzalny, pozostał takim do końca, dopóki błędne koło miało się nie zakończyć - lecz koło, nie mając końca, dalej się obraca w tym śmiesznym tańcu, na przekór temu, czego by od niego oczekiwać, wyszczerzając swoje nierówne zębiska i plując na pogardę tym, którzy nie chcieli jeszcze dowierzać.
Świat to za mało, a co dopiero Wszechświat, aby pomieścić to, co kurczy się, napawając swoją większością. Gwiazdy, błyskając pomarańczą na wszystkie strony, zalały Oceany Przestworza przekłuwającym na wylot ciepłem - to przyjemne mrowienie, ciarki, na plecach, na ciele, na ręcach, czujesz i nie chcesz, żeby się skończyło, ta chwila ekstazy, uniesienia, wchodzisz w n-ty poziom transu, nic zdaje się nie istnieć, tylko ty, nic więcej, pustka wokół, mrowi, mrowi, mrowi, kolekcjonujesz, póki jeszcze możesz, bo wiesz, że tego nie zatrzymasz, skończy się, za chwilę, właśnie, już teraz.
Wszechświat pulsował na stykach między przestrzennych - żółwie rzeczywistości krzyżujące się na wylot - wyzwalając generowane dotychczas w nadmiarze rozwaliny nadprzewodzące: energie między wymiarowe, obserwowane przez granicznych lunatyków, pozwalające przy wyzwoleniu odpowiedniej ilości w asocjacji z energią Pulsarów - najjaśniejszych Gwiazd - uzyskać transgraniczne styki między innymi Wszechświatami.
Struga właśnie sięgnęła jednego styku. Zmierzona nieskończoność zostawiła u swoich bram ścieżki do innych, jeszcze nieprzemierzonych.
- Patrz.
- Gdzie?
- Właśnie tam. - Zaczęło grzmieć.
Grzmot był inny. Tak, z pewnością - bardziej doniosły, rozrywający bariery rzeczywistości.
Orangutany tańczyły w blaku Księżyca, paląc niedoczytane Księgi. |
_____________________________________________________________________ /*Hah, tu był kiedyś durny podpis. A teraz nie ma. I długo nie będzie, bo nie ma na to pomysłu. Ugh.*/
Much sharper than C#. Much more tasty than Java. |
|
|
|
 |
Peace
Pacyfista


Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: 2.43
Wersja gry S3: FE
Wiek: 21 Dołączył: 09 Lis 2007 Posty: 92 Skąd: Pleszew
|
Wysłany: 2012-04-14, 00:34
|

|
|
Doczytałem do połowy i ciężko mi stworzyć choć zarys fabuły czy ogólnego sensu, przez co brnięcie przez tekst to katorga. Nie wiem co konkretnie miałeś na myśli to pisząc, ale z natury lubię powieści które mówią do rzeczy. Za dużo opisów i porównań niezwiązanych z treścią odbiegających od fabuły. Styl w mojej subiektywnej ocenie też dosyć średni - czasami wybierałeś słownictwo niezupełnie pasujące do sytuacji, a przynajmniej takie miałem wrażenie, ale to oczywiście tylko kwestia tego, jak kto to widzi.
Jedyne co mi się tutaj naprawdę spodobało to Drewniani Kamikadze... A co do reszty to cóż, chyba nie mój typ literatury. |
_____________________________________________________________________
| Cytat: | | Dwie rzeczy są nieograniczone – wszechświat i ludzka głupota. Co do tego pierwszego nie mam jednak pewności. |
Albert Einstein |
|
|
|
 |
Gauri
WHY HELLO THERE


Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: ZE: 2.65.2
Wersja gry S3: FE
Platforma S3: PC
Wiek: 23 Dołączył: 22 Kwi 2008 Posty: 252 Skąd: Wrocław
|
Wysłany: 2012-04-16, 11:27
|

|
|
[quote="Peace"]Styl w mojej subiektywnej ocenie też dosyć średni - czasami wybierałeś słownictwo niezupełnie pasujące do sytuacji, a przynajmniej takie miałem wrażenie, ale to oczywiście tylko kwestia tego, jak kto to widzi. [/quote]
Objection.
Styl jest na każdym etapie tego tekstu utrzymywany taki sam.
Ode mnie: Widzisz, Robaq, brzmi to dobrze, do warstwy słownej nijak nie można się przyczepić ale jeśli chodzi o fabularną istnieje jeden mankament - to, że to, o czym piszesz, rozumiesz prawdopodobnie tylko Ty.
Ciężko jest to po prostu ogarnąć - ciężko jest zarysować wątek, a jeśli go nie ma to trudno jest sobie po prostu wyobrazić poszczególne opisy. Nie idzie pojąć kto w tym opowiadaniu mówi i kiedy. Narracja zmienia się co moment. Moim zdaniem to może być największa wada - to, że większość odbiorców tej abstrakcji, tego chaosu sobie nie ułoży. (Czy raczej bardziej entropii, bo jednak swój początek i koniec ten Twój twór ma - widzę tu zalążki ciekawej formy przedstawienia opowiadania, coś jak zabiegi typograficzne futurystów )
Ogólnie, Księdzu - nie wiem, czy dobrze trafiam, obstawiając, że chciałeś pisać o uporządkowanym chaosie, czy też nie. Jeśli chciałeś, w pewien sposób Ci się udało, przynajmniej w moim odczuciu, bo tak rozpatrując jestem w stanie to ogarnąć. Jeśli nie, zdradź mi właściwą interpretację, bo ma to potencjał który chciałbym poznać do końca. |
_____________________________________________________________________
 |
|
|
|
 |
KsiadzRobaQ
Leaf mean a loan!


Wersja gry S1: UW: 2.28
Wersja gry S2: Nie mam gry
Wersja gry SC: Citadel
Platforma SC: PC
Wiek: 24 Dołączył: 25 Lip 2007 Posty: 268 Skąd: Kruszyna
|
Wysłany: 2012-04-16, 16:52
|

|
|
[quote="Gauri"]Ogólnie, Księdzu - nie wiem, czy dobrze trafiam, obstawiając, że chciałeś pisać o uporządkowanym chaosie, czy też nie. Jeśli chciałeś, w pewien sposób Ci się udało, przynajmniej w moim odczuciu, bo tak rozpatrując jestem w stanie to ogarnąć. Jeśli nie, zdradź mi właściwą interpretację, bo ma to potencjał który chciałbym poznać do końca.[/quote]
Czy miał być to uporządkowany chaos - chaos na pewno tak, wszystko tutaj realizowane było pod wpływem impulsu. Impuls ten nie był jednak... czy impuls może być przemyślany? Jeżeli na moment założymy, że owszem, impuls, bodziec jest odpowiedzią na coś (co jest nawet całkiem poprawne), to w tej chwili to wszystko nazwał bym właśnie śledzeniem impulsów nieprzemyślanych. Zawiłe? Możliwe - bliżej ma się to do chaosu całkowitego, spojrzysz, chcesz zanalizować - za późno, stało się, a za rogiem czekają kolejne miriady możliwości, z czego każda - jak w fizyce kwantowej - jest, a jednocześnie nie ma. Kot Schroedingera: żyje i nie żyje. Jest albo nie ma. My możemy założyć pewien stan kota. Tu dzieje się inaczej: nie jesteśmy w stanie zdeterminować stanu kota.
Tutaj muszę zahaczyć o to co napisałeś kawałek wcześniej:
[quote="Gauri"] (Czy raczej bardziej entropii, bo jednak swój początek i koniec ten Twój twór ma - widzę tu zalążki ciekawej formy przedstawienia opowiadania, coś jak zabiegi typograficzne futurystów)[/quote]
Koniec jest, ale jest jedno małe ale. Zakończył się cykl. Cykl Bólu. Może tutaj sytuacja wymaga sprostowania - Ból nie jest tutaj jakąś szczególną formą. Ból jest po prostu bólem, tyle że starałem się go ukazać w kilku różnych warstwach (nie wprost, nie wprost).
Konwencje tego, jak ukazać Ból, przychodziły dość spontanicznie - chaotycznie - co [i]może[/i] sprawić Ból? Przebiegłą pierwsza myśl - nie czekam, notuję (notabene, sam wychodzę z założenia że niektóre pierwsze myśli są tymi najlepszymi, pozwolę sobie użyć słowa: "czystymi"). Otaczam to jeszcze warstwą niepewności - zostawiam. Koniec.
Cała otoczka tego, co działo się we Wszechświecie, przez cały czas maluje się jako tło - aż zostają otwarte bariery do innych Wszechświatów. Być może jest to trochę naiwne, ale o czym to świadczy - cykl się tutaj już domknął, lecz gdzieś - tam, gdzie wędruje - ten cykl może zostać rozpoczęty. Symbol - Ból powraca. Kończymy odczuwać, hmmm... jeden ból, za jakiś czas pewnie dotknie nas następny. Czy silniejszy? Być może. Ale na pewno [i]inny[/i].
[quote="Peace"]Nie wiem co konkretnie miałeś na myśli to pisząc, ale z natury lubię powieści które mówią do rzeczy. Za dużo opisów i porównań niezwiązanych z treścią odbiegających od fabuły.[/quote]
[quote="Gauri"]Ciężko jest to po prostu ogarnąć - ciężko jest zarysować wątek, a jeśli go nie ma to trudno jest sobie po prostu wyobrazić poszczególne opisy. Nie idzie pojąć kto w tym opowiadaniu mówi i kiedy. Narracja zmienia się co moment. Moim zdaniem to może być największa wada - to, że większość odbiorców tej abstrakcji, tego chaosu sobie nie ułoży.[/quote]
Oboje aplikujecie tutaj dużą dawkę racji - wszystko tu jest chaotyczne, nieuporządkowane. Coś raczej też jest w tym, że jedynie sam mogę rozumieć, o co mi tu chodzi. Cóż, sam po prostu [i]przepadam[/i] za takimi zabiegami. W książki pisane w taki właśnie sposób wsiąkałem najbardziej - i to już mi chyba tak zostało.
Za słowa [i]rzeczowej krytyki[/i] - jak najbardziej w tym miejscu mówię: serdeczne dzięki. A co do [b]Gauri'ego[/b], mam nadzieję, że rozwiałem choć co nieco wątpliwości. A kto wie, może i wprowadziłem kolejne? Na to bym chyba nawet i liczył. |
_____________________________________________________________________ /*Hah, tu był kiedyś durny podpis. A teraz nie ma. I długo nie będzie, bo nie ma na to pomysłu. Ugh.*/
Much sharper than C#. Much more tasty than Java. |
|
|
|
 |
Alcalata
Death and Glory


Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Klan S1: Freedom
Wersja gry S2: Nie mam gry
Klan S2: Freedom
Wiek: 22 Dołączył: 18 Mar 2008 Posty: 172 Skąd: Ancaria
|
Wysłany: 2012-04-19, 14:49
|

|
|
Dość mieszane uczucia we mnie wywołuje we mnie ten utwór, RobaQ
Wg mnie tego typu opowiadania powinny być interpretowane jak wiersze, czyli na bok z fabułą, liczą się tylko uczucia i kreacja podmiotu lirycznego. Choćby w kilku pierwszych linijkach burzysz schemat opowiadania, wtrącając do tego, co powinno być opisem mówiącego, kawałek fabuły (użyje tu tego słowa, bo brakuje mi lepszego).
Nie wiem. Jeżeli założeniem tego utworu było wywołanie we mnie jakichś emocji i/lub pobudzenie wyobraźni, to Ci się udało. Jednak siliłeś się na hardcorową fabułę to być może po prostu tego nie dostrzegam. |
_____________________________________________________________________ Nigdy nie zapomnij, skąd pochodzisz, bo zapomnisz, gdzie już byłeś.
[img]http://miniprofile.x...sznka.png[/img]
[img]http://img266.imageshack.us/img266/9518/sznka.png[/img]
[img]http://www.ubar.pl/img_1171_normal.gif[/img]
[img]http://www.ubar.pl/img_14651_normal.gif[/img]
Najlepsza Leśna Elfka w Tabeli
Triumph or Agony - Top 5 HC ladder
Szukam hostera na S:UW - kontakt w profilu |
|
|
|
 |
KsiadzRobaQ
Leaf mean a loan!


Wersja gry S1: UW: 2.28
Wersja gry S2: Nie mam gry
Wersja gry SC: Citadel
Platforma SC: PC
Wiek: 24 Dołączył: 25 Lip 2007 Posty: 268 Skąd: Kruszyna
|
Wysłany: 2012-04-19, 17:14
|

|
|
[quote="Alcalata"]Jednak siliłeś się na hardcorową fabułę to być może po prostu tego nie dostrzegam.[/quote]
Fabuła była tu raczej czynnikiem 1,5-rzędnym. No, aproksymując, 1,43-rzędnym. |
_____________________________________________________________________ /*Hah, tu był kiedyś durny podpis. A teraz nie ma. I długo nie będzie, bo nie ma na to pomysłu. Ugh.*/
Much sharper than C#. Much more tasty than Java. |
| Ostatnio zmieniony przez KsiadzRobaQ 2012-04-19, 17:14, w całości zmieniany 1 raz |
|
|
|
 |
|
|
|
|
|
| Strona wygenerowana w 0,32 sekundy. Zapytań do SQL: 12 |
|
|