logo



FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Na razie bez tytułu
Autor Wiadomość
zolwik03 


Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: 2.31
Wiek: 25
Dołączył: 03 Sty 2011
Posty: 1
Skąd: Wiocha
Wysłany: 2012-01-22, 12:55   Na razie bez tytułu

Nikt tu nie pisze i ten dział stoi nakurzony, więc czas go trochę odświeżyć. Takie opowiadanko, fabułę już mam nakreśloną, więc mam nadzieję, że to doprowadzę do końca. Dalsze części później.


Słońce oświetlało zatłoczone dróżki miasta. Wisiało wysoko na niebie dając tym samym znak, że jest około południa. Większość chłopów właśnie pracowało, a matki z dziećmi spacerowały i okupowały stragany, z których co jakiś czas można było usłyszeć nawoływania handlarzy. Na uboczu stały oparte o drzwi karczmy dwie zakapturzone postacie.
- Pamiętasz co mamy zrobić? – zapytała jedna z nich.
- Tak, tak… śledzić tego posłańca i pilnować, żeby bezpiecznie dotarł do zamku. Jakie to nudne, nie mogliście przydzielić mi ciekawszego zadania?
- Nie marudź. Ty byś chciał tylko machać mieczem. To zadanie jest bardzo ważne. Ile razy mam ci powtarzać, że sytuacja jest teraz niestabilna i…
- Wiem, wałkowałeś mi już to tyle razy, że zapamiętam jeszcze na długo. Cholera, gorąco jak w piecu. – postać zdjęła kaptur i przetarła spocone czoło. Był to niewysoki, siedemnastoletni chłopak o długiej, czarnej jak smoła, potarganej czuprynie, która niechlujnie opadała na czoło.
- Izborze, nie odsłaniaj twarzy. Zapominasz o podstawowych zasadach. Chciałbyś być rozpoznany?
- Przestań znowu smęcić, przecież mówię, że jest gorąco. Poza tym nic się nie dzieje i nie wygląda na to, żeby miało to się zmienić.
- Nigdy nic nie wiadomo… - odparł towarzysz chłopca. – Lepiej przestań rozmawiać i obserwuj nasz cel. Nie powinieneś spuszczać go z oczu.
- Przecież sam przed chwilą…
- Ja cały czas go śledzę.
Chłopak żachnął się i zwrócił w stronę rynku. Lubił Biezdara, był dobrym nauczycielem, ale nie cierpiał tego, że jest taki sztywny i za poważnie traktuje misje. Uważał, że powinien trochę odpuścić. Izbor popatrzył na stragany. Wśród nich ujrzał swój cel – bogato ubranego posłańca z cesarstwa Fenzartu, który przybył do króla Lederga. Razem z Biezdarem miał go pilnować i potajemnie odprowadzić go do zamku. Chciał, żeby goniec czym prędzej dotarł do celu, bo nastolatek nudził się niemiłosiernie. Tymczasem ten zatrzymał się na rynku i marnował czas na zakupy. Chłopak uważał to zadanie za niepotrzebne, bowiem posłańca nie odstępowało na krok czterech ciężkozbrojnych rycerzy, więc uważał, że jest zbędny. Jednak musiał słuchać przełożonych i chciał czy nie chciał, zmuszony był stać w tym upale. Miał chociaż nadzieję na małą potyczkę, jednak wiedział, że prędzej zanudzi się na śmierć.
Po krótkim czasie, który dłużył się chłopakowi niemiłosiernie, goniec wraz z eskortą ruszyli naprzód. Kilka metrów za nimi dyskretnie podążał Izbor z Biezdarem. Szli przez zatłoczoną, główną ulicę, wprost w stronę zamku. Minęli już dzielnicę mieszczańską i wkroczyli do centrum miasta. Chaty zmieniły się w murowane, kilkupiętrowe domy a piaszczystą, polną drogę zastąpiła wykładana kamieniami ulica. Chłopak nie lubił tego miasta. Jego zdaniem było ponure i nudne. Stary, ociężały styl budownictwa jeszcze sprzed Wielkiej Rewolucji prawie w całym królestwie został wyparty przez styl sheradzki, skopiowany od elfów, których budowle są wysokie i smukłe, jednak zostały jeszcze miejsca gdzie zmiany jeszcze nie dotarły, jak w mieście Izengard, gdzie właśnie się znajdowali.
Ruch zmalał, zostali prawie sami, więc Izbor z Biezdarem zmuszeni byli bardziej się ukrywać. Gdy minęli ogromny, postawiony na wielkich głazach kościół, posłaniec wraz ze świtą nagle skręcili między domy w boczne uliczki. Chłopiec z mentorem przyspieszyli, żeby ich nie zgubić. Zagłębiali się coraz dalej, a z każdym krokiem domy stawały się mniejsze i biedniejsze, ulice zmieniały się w błotne place a z każdą chwilą ich nozdrza dosięgał coraz mocniejszy odór . Znaleźli się w najuboższej dzielnicy miasta, gdzie żyły najgorsze szumowiny i najobrzydliwsi zbrodniarze jakich oczy ludzkie widziały. Plugawe odgłosy nierządu wydobywające się zza okien tuż przy uliczce i szczury biegające między nogami tylko wzmacniały odrazę do tego miejsca. Gdy usłyszeli odgłosy rozmowy, Biezdar zatrzymał ucznia ręką i wskazał pobliski dach niskiej chaty. Izbor bez słowa zrozumiał i kilkoma zręcznymi ruchami wskoczył we wskazane miejsce. Po chwili towarzysz był obok niego. Biezdar zręcznym skokiem przemieścił się na sąsiedni dach poczym kucnął tuż nad posłańcem. Chłopak chciał zrobić to samo, jednak przy lądowaniu postawił nogę na spleśniałej desce, która z łatwością rozleciała się, przez co prawie wleciał do wnętrza domu. Izbor podciągnął się najszybciej jak umiał poczym dołączył do nauczyciela, który tylko skarcił go spojrzeniem.
Goniec rozmawiał z jakimś mężczyzną o parszywej twarzy. Izbor znał takich ludzi i każdy z nich miał długą listę przewinień na swoim koncie. Po dwóch stronach uliczki rozglądali się rycerze.
- Cholera, jestem już za stary na to. – zaklął Biezdar poczym zdjął kaptur, żeby lepiej widzieć. Chłopak popatrzył na jego łagodną twarz. Rzeczywiście musiał być stary. Pokreślone wieloma zmarszczkami oblicze dodatkowo szpeciła blizna ciągnąca się od lewego kącika ust do ucha, a długie, siwe włosy opadały na barki. Lubił go. Zawsze służył dobrą radą i nigdy na niego nie wrzeszczał. Gdyby tylko był bardziej rozchmurzony. Izbor zwrócił się ku posłańcowi.
- …zrobię co mam zrobić i skontaktuję się z tobą. – powiedział rozmówca gońca. – Stawka niezmieniona?
- Tak. Wiesz, gdzie mnie szukać. Tylko nie spieprz. – odpowiedział posłaniec poczym ruszył dalej krętymi uliczkami.
Mężczyzna z nieciekawą aparycją splunął na ziemię poczym rozejrzał się po okolicy, ogarniając wzrokiem również dachy pobliskich domów, jednak Izbora i Biezdara już tam nie było. Śledzili cel bezszelestnie skacząc po dachach, a gdy goniec wrócił na główną ulicę, zeskoczyli na ziemię i nie spuszczali go z oczu. Koniec końców posłaniec dotarł do zamku.
- Jak myślisz, co oznaczało to spotkanie? – zapytał Biezdar, gdy już wracali do swojej siedziby. Znał odpowiedź, ale chciał sprawdzić ucznia.
- Posłaniec wrogiego państwa tuż przed wizytą z naszym królem spotyka się w nieciekawej dzielnicy z nieciekawym człowiekiem i gadają o jakiejś umowie. Podejrzanie do wygląda. – odpowiedział Izbor, mając nadzieję na pochwałę.
- Masz rację. A przyjrzałeś się twarzy tego faceta?
- Wyglądał na typowego zbira.
- No tak, ale jest coś jeszcze.
- Hm?
- Nie zauważyłeś? – zdziwił się Biezdar. – On był Fenzartianinem. Jego rysy były typowe dla cesarstwa.
- Jak ty to poznałeś? –spytał zaskoczony chłopak. – Przecież my się niczym nie różnimy,
- Musisz się jeszcze wiele nauczyć. – uśmiechnął się Biezdar poczym poklepał ucznia po ramieniu.

Po długiej wędrówce, którą Biezdar umilał opowiadaniem anegdot ze swojego długiego i ciekawego życia, przyjaciele wrócili do swojej siedziby, do małego pałacyku zwanego Thindaar, czyli Oaza. A raczej tego, co z niego zostało. Dawno minęły już lata świetności bractwa Białego Kruka. Kiedyś, wiele lat temu, brać liczyła setki członków, pociągała za sznurki całego królestwa i miała wielkie wpływy w ówczesnym świecie. A dzisiaj? Dzisiaj stowarzyszenie to ruiny, kilku ocalałych, starych szpiegów i czterech młodych uczniów.
Izbor wraz z nauczycielem wkroczył na ogromny dziedziniec przez zardzewiałą bramę. Chłopak zobaczył jak reszta adeptów jest w trakcie ćwiczeń szermierki. Młody Znamir, który ma zaledwie osiem lat, szkolił właśnie swą zręczność na urządzeniu zwanym pieszczotliwie „belą”, a jego kolega Wszerad ćwiczył fechtunek siłując się z nauczycielem Wysławem. Brakowało tylko…
- Izbor, wróciłeś! – młoda dziewczyna krzyknęła radośnie poczym rzuciła się na szyję przyjaciela. Po chwili, która dla chłopca trwała zdecydowanie zbyt krótko, puściła go poczym spojrzała mu prosto w oczy – Martwiłam się o ciebie.
- Daj spokój Mirela, przecież wiesz, że nic by mi się nie stało. A poza tym był przy mnie Biezdar, nie? Jedyne co mi groziło to tragiczna śmierć z nudów.
Chłopak spojrzał na dziewczynę. Była piękna. Miała długie do pasa, rude włosy upięte w kucyk, liczne, małe piegi na policzkach i wesołe, piwne oczy. Podobała mu się, i to bardzo, jednak nie mógł zdobyć się na odwagę, żeby to jej wyznać.
- Może kiedyś… - pomyślał. Chciał coś jeszcze powiedzieć, jednak zaraz padł pod wpływem silnego ciosu.
- Orientuj się stary! – krzyknął jego przyjaciel, który w nietypowy sposób przywitał Izbora. Chłopiec szybko wstał i otrzepał się. Chciał oddać Wszeradowi, jednak przerwał mu nauczyciel.
- Co wy sobie myślicie obiboki? Żeby bez pozwolenia przerywać trening? Już wracać na miejsca, bo tak wam tyłki złoję, że… – krzyczał Wolimir świetnie udając gniew, jednak po chwili dodał ze śmiechem:
- No normalnie brak szacunku, co za młodzież.
Wszyscy doskonale wiedzieli, że ten niski, krępy, zawsze uśmiechnięty staruszek nie potrafi się gniewać. W międzyczasie obok przybyszów niepostrzeżenie zjawił się Tebor – kolejny z nauczycieli, najstarszy i przywódca bractwa, który był wzorem dla reszty. Izbor podziwiał jego umiejętności, między innymi jego bezszelestne poruszanie się.
- Jakieś interesujące spostrzeżenia Biezdarze? – zapytał.
- Wejdźmy do środka, zaraz opowiem. – zaproponował mężczyzna.
- Dobra, zbierać się. Koniec treningu na dziś, i tak się zaraz ściemni. – zawołał Wysław poczym wszyscy weszli do pałacyku.

Wnętrze budynku było ciemne, ponure, zimne – czyli kompletnie nie pasowało Izborowi, jednak to był jego dom – nie mógł wybrzydzać. Szli pogrążonym w cieniu korytarzem, aż trafili do wielkiego salonu połączonego z kuchnią. Przy wielkim kotle stała jedyna, oprócz Mireli, członkini bractwa – Lumira. Była to wysoka, zgrabna, młoda kobieta z rozpuszczonymi, czarnymi włosami. Świetnie walczyła, ale pełniła tu również rolę medyka i kucharza. Tebor nakazał wszystkim usiąść poczym kazał zdać sprawozdanie z wyprawy. W tym czasie Lumira przyniosła każdemu po kuflu nalewki, tylko małemu Znamirowi podała kubek soku, na co ten okazał niezadowolenie krzywiąc wargi. Biezdar uśmiechając się dał ręką znak Izborowi, żeby to on mówił. Chłopak zaczął powoli.
- Obyło się bez większych kłopotów. - zaczął. – Jednak gdy posłaniec szedł do zamku spotkał się z pewnym podejrzanym mężczyzną. Chyba dał mu jakieś zlecenie. Mieli się potem spotkać…
- Biezdarze? – przerwał mistrz.
- Facet był Fenzartianinem. Może jednak cesarz Goldweld nie chce pokoju, może to tylko przykrywka?
- Czemu mieliby znowu atakować? Przecież ostatnio dostali nieźle w rzyć, nie? – wtrącił się głośno Wolimir. – Co im, życie niemiłe?
- To prawda, ale może mają jakiegoś asa w rękawie? – dodała Lumira. – Może chcą potajemnie zabić króla? Ten facet mógłby być skrytobójcą.
- Ale przecież… - wtrąciła Mirela. – Przecież król ma syna, młodego i walecznego, który szczerze nienawidzi cesarstwa i podobno garnie się do walki jak mało kto a słyszałam, że świetnie zna się na sztuce wojennej. Gdyby król zginął a on zasiadł na tronie, to pierwsze co by zrobił, to rozgromił wojska cesarskie.
- Dobrze gada mała, dobrze. Za to cię lubię Wiewióreczko! – zaśmiał się Wysław.
Dziewczyna uśmiechając się oblała się delikatnym rumieńcem.
- Musimy dowiedzieć się co to za mężczyzna spotkał się z gońcem i jakie dostał zlecenie. Jutro z rana się tym zajmiemy. Późna już pora, idźcie do izb.

[center]***[/center]

Było już dawno po północy, jednak Izbor nie mógł zasnąć. Po wielu latach walk między królestwem Alborgu a cesarstwem Fenzartu miał w końcu nastać pokój, po wielu próbach podpisania rozejmu nareszcie matki miały przestać bać się o swoich synów, a żony o swoich mężów. Chwila niecierpliwie wyczekiwana przez wszystkich, jednak po tym, co chłopiec zobaczył w Izengardzie, nie był taki pewien, czy cesarz rzeczywiście chce zakończyć tę wojnę.
- [i]„Czy naprawdę cesarz Goldweld planuje zamach na króla?”[/i] – myślał chłopak. Od początku trwania wojny Alborg utrzymywał niemalże miażdżącą przewagę, jednak nigdy jeszcze wojskom nie udało się dotrzeć do stolicy cesarstwa, Wolgradu, która była tak pilnie strzeżona, że nawet całe wojsko królewskie nie zdołałoby przebić się przez obronę. Tak przynajmniej słyszał którejś nocy w knajpie od starego rycerza, który przeszedł w stan spoczynku po paskudnej ranie nogi. Podobno cesarz zaciągnął wiele długów, żeby móc wynająć wojsko od sprzymierzonych państw.
Izbor przypomniał sobie początek wojny. Doskonale pamiętał, jak będąc zaledwie ośmioletnim chłopcem bawił się w ten upalny dzień ze swoją o dwa lata młodszą siostrą. Jego ojciec, Sławomir, robił na polu a matka krzątała się w kuchni. Nic nie zapowiadało nadchodzącej tragedii. Mieszkali wtedy niemalże przy samej granicy z cesarstwem i jego wioska jako jedna z pierwszych padła ofiarą najeźdźców. Nagle zewsząd zaczęły dochodzić krzyki i lamenty kobiet oraz odgłosy walk. Nie wiedzieli co się dzieje. Po chwili na podwórko wjechało konno kilku rycerzy cesarstwa, którzy zaczęli niszczyć i grabić. Sławomir chwycił widły i próbował przegonić napastników, jednego udało mu się nawet zwalić z konia, lecz zaraz po tym został przebity mieczem. Nie chcąc tracić ani chwili matka kazała schować się dzieciom w stodole. Chłopak był szybszy od swojej siostry i prędzej znalazł się w środku. Wyciągnął już swoją rękę żeby ją chwycić, jednak tuż przed drzwiami została złapana przez jednego z wojowników. Trzymał ją mocno i odchodził dalej i dalej, aż zniknęli za domem. Nawet nie krzyczała. Widział tylko jej wielkie, przestraszone oczy. Ukradkiem zdążył zobaczyć, jak matkę zaciągają do domu, bo zaraz obok stodoły usłyszał głosy napastników. Chłopiec bez namysłu wskoczył w wielki stóg siana i z całych sił starał się nie wydać ani jednego, najmniejszego dźwięku. Żołnierz rozejrzał się, przeszukał każdy kąt, poczym wyjął z pochwy miecz i zaczął wbijać ostrze w snop. Przerażony Izbor skulił się jeszcze bardziej i błagał, żeby nie odkryto jego obecności. Po chwili poczuł ostry ból w lewym ramieniu i zrozumiał, że wojownik musiał go zranić, lecz chłopak z całej siły zacisnął zęby i starał się nie krzyczeć. Rycerz pokręcił się jeszcze chwilę poczym wyszedł ze stodoły, Izbor jednak nie wyszedł z siana, dopóki całkowicie nie ucichły odgłosy na podwórku. Gdy opuścił stodołę zobaczył na ręce głęboką ranę po ostrzu miecza, która go bardzo bolała. Przerażony i obolały nawet nie miał siły płakać. Nie wiedział co się stało. Wszedł do domu w nadziei na znalezienie mamy. Znalazł ją w sypialni rodziców, leżała nago na łóżku, z poderżniętym gardłem, a wokół były porozrzucane jej podarte ubrania. Jej oczy były szeroko otwarte, a twarz zastygła w grymasie bólu. Wtedy chłopiec klęknął przy matce i zaczął rzewnie płakać.

[color=cyan]Izbor przetarł łzy spływające mu po policzku, poczym usiadł na łóżku. Był wściekły na siebie, bo nie powinien płakać. Nie powinien w ogóle poddawać się jakimkolwiek emocjom. Wiedział, że już nie uśnie, więc ubrał się, chwycił swój miecz poczym zszedł po schodach na dół. Pamiętał, że gdy po raz pierwszy zobaczył tę broń nie lada się zdziwił. Bardziej przypominał nóż niż pełnoprawny miecz. Był znacznie krótszy od innych broni a ostrze miał jednosieczne i lekko zgięte. Wydawał się chłopakowi po prostu śmieszny a przede wszystkim za krótki, jednak szybko przekonał się, czemu członkowie Białego Kruka używali tylko jego. Jak Wysław sam mówił, broń ta nazywała się Wakizashi i pochodziła z Bliskiego Wschodu. Był krótki, jednak dzięki temu można było go lepiej schować, co w profesji szpiega jest nieocenione. Dzięki swoim małym gabarytom oraz stopem metali znanym tylko jego twórcom był znacznie lżejszy od tutejszych broni, a dzięki specjalnie wyprofilowanym ostrzu stawał mniejszy opór powietrza. Dzięki temu można było atakować znacznie szybciej niż jakimkolwiek innym mieczem. Chłopiec szybko się do niego przekonał.
Po drodze zajrzał jeszcze do zbrojowni i zabrał stamtąd dwa sztylety. Nie były one zwykłe, ich konstruktorem był mistrz Izenvar żyjący kilka pokoleń wstecz. Posiadały proste, dwusieczne ostrza a ich rękojeści przypominały kruka. Sztylety te umieszczało się na specjalnych, ruchomych bransoletach, które z kolei zakładało się na przedramiona. Z bransolet zwisały dwa małe sznureczki zakończone pętelką. Gdy pociągnęło się za linkę palcem, wtedy mechanizm zwalniał ostrza, które spadały prosto w dłoń użytkownika. Dzięki temu można je było schować w rękawach, były małe, poręczne i bardzo łatwe do schowania. Izbor uwielbiał te bronie, lubił nimi walczyć i był pewien podziwu dla Izenvara za to, że stworzył taki mechanizm. Jednak wiele lat zajęło chłopcu opanowanie płynnego chwytania cienkiego sznureczka, szczególnie w czasie ruchu, lecz teraz, gdy opanował walkę nimi niemal do perfekcji, korzystał z każdej okazji, żeby się nimi posługiwać, jednak nauczyciele nie pozwalali mu zabierać je na misje, czasami tylko mógł nimi potrenować.
Wybiegł na dziedziniec. Postanowił poćwiczyć, żeby rozładować frustrację. Trwała jeszcze noc, jednak Izbor był już przyzwyczajony do mroku. Padał mały deszczyk.
- [i]Świetnie[/i] – pomyślał. - [i]Będzie jeszcze trudniej.[/i]
Chłopak ustawił się przed „belą”, co nazywano kilka owalnych, drewnianych kloców wiszących na łańcuchach. Każdy z nich poruszał się samodzielnie, więc utrzymanie na nich równowagi było nie lada wyczynem. Izbor wyprostował się, wziął kilka głębokich oddechów poczym wystrzelił do przodu. Przebiegł kilka kroków i wskoczył długim susem na rozhuśtane kloce. Zręcznie skakał z jednego na drugi, następnie zeskoczył z nich, po drodze wyjmując szybko miecz i tnąc nim głowę słomianej kukły. Biegł prosto na wiatrak, który składał się z trzech sąsiadujących kukieł z wyciągniętymi, metalowymi ramionami kręcącymi się w przeciwnych kierunkach. Szybkim piruetem ominął pierwszą z nich, poczym błyskawicznie kucnął unikając ramion drugiej. Wykręcił mieczem młynka, tym samym blokując ramiona trzeciej kukły poczym zgrabnym skokiem wyskoczył stamtąd. Nie dając sobie chwili wytchnienia pobiegł ku następnym przeszkodom. Kilkoma susami ominął ciężkie wahadła a następnie wskoczył na kilkadziesiąt wysokich, wąskich pali postawionych obok siebie. Szybko przeskakiwał z jednego na drugi. Po drodze schował miecz a zręcznym ruchem palców uwolnił dwa sztylety. Dalej skacząc na palach przeskoczył nad kukłą tnąc ją ostrzami w sam czubek głowy, lądując poderżnął gardło kolejnej a następnej wbił sztylety w sam środek klatki piersiowej. Zeskakując z pali wskoczył na linę, podciągnął się na jej samą górę poczym zeskoczył chwytając się mokrych od deszczu drabinek. Jedna ręka wyśliznęła mu się, jednak szybko odzyskał równowagę i błyskawicznym tempem pokonał przeszkodę, zaraz też wskoczył na kolejne wahadła, tym razem jednak utrzymał się na nich przez chwilę bez użycia rąk. Zeskakując z ostatniego wykonał szybkie salto jednocześnie rzucając oba sztylety, które wbiły się w samą głowę słomianej kukły. Izbor wylądował na mokrej trawie i cicho sapnął. Zaraz tez usłyszał ciche rozmowy. Kilka metrów dalej stała Lumira wraz z Biezdarem, Wolimirem i Wysławem i zawzięcie dyskutowali spoglądając na chłopca. Gdy nauczycielka zorientowała się, że Izbor na nich patrzy, zawołała go na śniadanie. Chłopak chciał już się spytać czemu posiłek jest o tak wczesnej porze, jednak zaraz zdał sobie sprawę, że musiał ćwiczyć już tak kilka godzin i zaraz pewnie nadejdzie świt.

Chłopiec usiadł przy stole i zaczął łapczywie pochłaniać posiłek. Trening strasznie go zmęczył. Po dłuższej chwili ze schodów zbiegł mały Znamir a tuż za nim szła Mirela, a dopiero po jakimś czasie przyszedł Wszerad, który od razu zaczął droczyć się z Izborem. Nauczyciele omawiali sprawy związane z sytuacją państwa i najbliższymi misjami. Zaraz po posiłku Biezdar zwrócił się do Izbora:
- Jako, że widziałeś z kim spotkał się Fenzartiański goniec i gdzie mieszka, udasz się tam jeszcze przed południem i będziesz go śledził. Weźmiesz ze sobą Mirelę. Dostaniecie trochę groszy na strawę. Musicie go obserwować także w nocy, to ważne. Zostaniecie w mieście przez kilka dni a potem przyniesiecie raport. Ja wraz z Wszeradem uczynimy to samo względem samego posłańca. Przy okazji pokażę ci – Tu wrócił się do ucznia. – Jak dostać się niepostrzeżenie do zamku, to bardzo przydatna umiejętność.
- A ja? A ja co mam robić? – wykrzyknął Znamir, który nie był zadowolony, że dla niego nie ma żadnego zadania.
- Ho ho, widzę, że też chcesz się wykazać, mały! –zaśmiał się głośno Wolimir. – My mamy dzisiaj bardzo ważną sprawę do załatwienia, ważniejszą nawet od śledzenia cesarskiego posłańca.
- Tak? A jaką? Powiedz proszę! – domagał się malec.
- My musimy upolować w lesie jakąś dziczyznę, żebyśmy tu nie pomarli z głodu. Jedzenie jest ważniejsze od wszystkich królewskich spisków i zamachów, nawet cesarz dużo nie zdziała, jak nie będzie miał co do żołądka wrzucić! – odparł swoim tubalnym głosem poczym zaczął jeszcze obgryzać tłuste, indycze skrzydło.
Wszyscy obecni zaśmiali się serdecznie, tylko mały Znamir naburmuszył się poważnie, ponieważ nie rozumiał dlaczego śmieją się z tak poważnej sprawy.[/color]
Ostatnio zmieniony przez zolwik03 2012-08-31, 14:45, w całości zmieniany 10 razy  
 
 
zolwik03 


Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: 2.31
Wiek: 25
Dołączył: 03 Sty 2011
Posty: 1
Skąd: Wiocha
Wysłany: 2012-01-26, 22:14   

Kolejna część: u góry
Ostatnio zmieniony przez zolwik03 2012-08-14, 23:01, w całości zmieniany 5 razy  
 
 
Kalia 
w(y)kurzacz trolli



Wersja gry S1: UW: 2.28
Wersja gry S2: IB/WS: 2.65.2
Platforma S2: PC
Wersja gry SC: Jungle Hunt
Platforma SC: PC
Wersja gry S3: FE
Wiek: 30
Dołączyła: 13 Lut 2007
Posty: 2045
Skąd: Zielonka k. Warszawy
Wysłany: 2012-08-08, 15:29   

[quote="zolwik03"]więc uważał się zbędny[/quote]
'Uważał, że jest zbędny' albo 'wydawał się zbędny' - nie mieszaj konstrukcji.
[quote="zolwik03"]Stary, ociężały, romański styl budownictwa prawie w całym królestwie został wyparty przez gotycki, który jego zdaniem był o wiele ciekawszy, jednak zostały jeszcze miejsca, gdzie zmiany jeszcze nie dotarły, jak w mieście Izengard, gdzie właśnie się znajdowali. [/quote]
Jedna z rzeczy, których nie lubię najbardziej - wykorzystywanie rzeczywistych zjawisk historycznych/architektonicznych, a jednocześnie kreowanie własnego świata. Skoro wymyślasz własne uniwersum, to wymyśl jakieś własne nazwy dla tych zjawisk. Opis zjawiska może być ten sam, ale zmień nazwy.
[quote="zolwik03"]aż dotarli pod same mury miasta, w bardzo nieciekawą dzielnicę.[/quote]
Równie nieciekawą jak opis, a w zasadzie jego brak.
[quote="zolwik03"]spytał wielce zaskoczony chłopak.[/quote]
Czytałeś 'Dżumę'? Był tam jeden początkujący pisarz, który miał właśnie problem z przymiotnikami. A polegał on na tym, że uparcie używał ich zbyt wielu i w zbyt doniosłych formach. Chłopak był po prostu zaskoczony i wystarczy.
[quote="zolwik03"]klepnął ucznia po ramieniu.[/quote]
'Klepnął w ramię' albo 'poklepał po ramieniu' - ponownie: nie mieszaj.
[quote="zolwik03"]Chłopak zobaczył jak reszta adeptów ćwiczy walkę.[/quote]
'że reszta adeptów jest w trakcie ćwiczeń' brzmi zdecydowanie lepiej.
[quote="zolwik03"]Młody Znamir, który ma zaledwie osiem lat, szkolił właśnie swą zręczność[/quote]
To 'ma' czy 'szkolił'? Trzymaj się jednego czasu.
[quote="zolwik03"]go[color=red],[/color] po[color=red]_[/color]czym spojrzała[/quote]
[quote="zolwik03"]weszli do środka pałacyku.[/quote]
Wyznaczyli środek geometrycznie? Wystarczy 'do pałacyku', a jeśli koniecznie chcesz rozwinąć, to może być 'do wnętrza'.
[quote="zolwik03"]to by zaraz rozgromił wojska cesarskie.[/quote] Znaczy co, zaatakowałby żeby im nakopać? Trochę to pogmatwałeś - rozważamy inwazję, zabójstwo czy jedno i drugie?

Ogólnie zapowiada się całkiem ciekawie.
_____________________________________________________________________


Gauri napisał/a:
Wpisuję Cię na listę osób, którym Kalia może niechcący urwać głowę przy samych kostkach ^^

:vampir: Oh, I love this job... :]

Polecam: http://takbardzozle.blogs...2-pisownia.html
 
 
zolwik03 


Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: 2.31
Wiek: 25
Dołączył: 03 Sty 2011
Posty: 1
Skąd: Wiocha
Wysłany: 2012-08-08, 19:02   

Wielkie dzięki, że odpisałaś.

Poprawiłem błędy, które mi wskazałaś, dodałem opis slumsów (który zaznaczyłem na żółto), a oprócz tego dodałem kilka mniejszych opisów i urozmaiceń.

Co do fabuły: nie wiem, czy tak pokrętnie to opisałem. Nie chciałem wszystkiego od razu podawać na tacy, tylko wyjawiać informacje oszczędnie, w miarę fabuły.
Chodzi o to, że posłaniec wrogiego cesarstwa (Fenzart) przybywa do królestwa (Alborg) z propozycją pokoju, jednak ten posłaniec w drodze do króla spotyka się z tajemniczym zbirem, również narodowości Fenzartańskiej.
Później nasi szpiedzy zastanawiają się o czym oni rozmawiali, mówią, że może cesarz zastawia pułapkę i chce zabić króla. Mirela z kolei mówi, że syn króla nienawidzi cesarstwa, więc gdyby cesarz zabił króla, to zostałby od razu zaatakowany, a wcześniej było mówione, że dostali niezłe baty.
Może źle to wyjaśniłem w opowiadaniu?

A nad następną częścią pracuję.
Ostatnio zmieniony przez zolwik03 2012-08-08, 19:04, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Kalia 
w(y)kurzacz trolli



Wersja gry S1: UW: 2.28
Wersja gry S2: IB/WS: 2.65.2
Platforma S2: PC
Wersja gry SC: Jungle Hunt
Platforma SC: PC
Wersja gry S3: FE
Wiek: 30
Dołączyła: 13 Lut 2007
Posty: 2045
Skąd: Zielonka k. Warszawy
Wysłany: 2012-08-08, 22:01   

[quote="zolwik03"]Nie chciałem wszystkiego od razu podawać na tacy, tylko wyjawiać informacje oszczędnie, w miarę fabuły. [/quote]
Ale ja nie mówię o fabule :P Mówię o domysłach bohaterów, które przecież mogą być błędne ;)
Wyjaśniłeś bardzo dobrze :)
Może ja mało dokładnie napisałam: chodzi o wypowiedź Mireli. Rozważa ona wersję skrytobójstwa czy skrytobójstwa+najazdu? Bo wygląda raczej na to drugie. Inaczej skąd miały by się w okolicy wziąć wojska cesarskie, które trzeba by gromić? Ale dyskusja wcześniejsza wyglądała tak, jakby argument Wolimira zakończył kwestię ew. inwazji. Jeśli jednak rozważała samo skrytobójstwo, to żeby dobrać się cesarskim do troków, książę musiałby zaatakować cesarstwo. A to oznaczałoby rozpoczęcie wojny - a wojny raczej nie polegają na pojedynczym, ostatecznym rozgromieniu przeciwnika, gdyż ten ma w zwyczaju robić odwroty, przegrupowywać się, kontratakować itd. Rozgromić przeciwnika można w pojedynczej bitwie.
Tak więc moja propozycja:
[quote="zolwik03"]Gdyby król zginął a on zasiadł na tronie, to pierwsze co by zrobił, to rozpoczął otwartą wojnę z cesarstwem.[/quote]
- jeśli mamy rzeczywiście mocno temperamentnego księcia
[quote="zolwik03"] Gdyby król zginął a on zasiadł na tronie, rozgromił by wojska cesarskie, gdyby próbowały zagrozić królestwu.[/quote]
- jeśli wybierzemy wersję obronną
_____________________________________________________________________


Gauri napisał/a:
Wpisuję Cię na listę osób, którym Kalia może niechcący urwać głowę przy samych kostkach ^^

:vampir: Oh, I love this job... :]

Polecam: http://takbardzozle.blogs...2-pisownia.html
 
 
zolwik03 


Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: 2.31
Wiek: 25
Dołączył: 03 Sty 2011
Posty: 1
Skąd: Wiocha
Wysłany: 2012-08-08, 22:39   

No może "rozgromił" to nieodpowiednie słowo, po prostu cesarstwo w czasie ostatniej wojny dostało mocno w tyłek, no :P

A czy to będzie najazd, czy skrytobójstwo... przyjdzie i pora na rozwiązanie tej kwestii. Później.

Poza tym nie myśl sobie proszę, że fabuła będzie taka oczywista i liniowa. Znajdzie się parę zwrotów akcji, a nie wszystko będzie takie oczywiste jak się wydaje.
Na razie to jest to, co czytelnik wiedzieć powinien. :D
Ostatnio zmieniony przez zolwik03 2012-08-08, 22:40, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Kalia 
w(y)kurzacz trolli



Wersja gry S1: UW: 2.28
Wersja gry S2: IB/WS: 2.65.2
Platforma S2: PC
Wersja gry SC: Jungle Hunt
Platforma SC: PC
Wersja gry S3: FE
Wiek: 30
Dołączyła: 13 Lut 2007
Posty: 2045
Skąd: Zielonka k. Warszawy
Wysłany: 2012-08-09, 10:26   

[quote="zolwik03"]A czy to będzie najazd, czy skrytobójstwo... przyjdzie i pora na rozwiązanie tej kwestii.[/quote]
Nie-chodzi-mi-o-fabułę.
Chodzi mi o wypowiedź bohaterki. A wypowiedzi/domysły bohaterów są tu-i-teraz i raczej nie ma miejsca na 'odkręcanie' ich w przyszłości. No i nie muszą pokrywać się z fabułą, mogą wprowadzać dodatkowe zamieszanie wręcz. Ale dobrze żeby miały logiczny wydźwięk i jakoś pasowały do słów pozostałych postaci (chyba, że kreujemy jakiegoś wariata czy innego postrzeleńca).
_____________________________________________________________________


Gauri napisał/a:
Wpisuję Cię na listę osób, którym Kalia może niechcący urwać głowę przy samych kostkach ^^

:vampir: Oh, I love this job... :]

Polecam: http://takbardzozle.blogs...2-pisownia.html
Ostatnio zmieniony przez Kalia 2012-08-09, 10:28, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
zolwik03 


Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: 2.31
Wiek: 25
Dołączył: 03 Sty 2011
Posty: 1
Skąd: Wiocha
Wysłany: 2012-08-14, 23:09   

Dodałem krótki fragment. Chciałem dobrze opisać ten napad, dobrze oddać emocje itp, jednak nie jestem pewien, czy udało mi się. Może powinienem to rozwinąć, bardziej opisać?

Proszę o porady.
 
 
Hadzik 


Wersja gry S1: Classic: 1.66
Wersja gry S2: 2.0.2
Wiek: 25
Dołączył: 15 Sie 2012
Posty: 0
Skąd: Ryjewo
Wysłany: 2012-08-16, 18:08   

Nie jestem zbyt biegły w pisarstwie, ale wydaje mi się, że nie powinieneś tak długo drążyć jednej sytuacji. Jak dla mnie zbyt dużo opisu. Wydaje mi się, że część z nich może być wyrzucona, da to lepszy wgląd na fabułę i nie będę musiał czytać dwa razy by zrozumieć. :P (jak czytam długi opis to zapominam o wątku głównym). Szczegółowe opisy są ważne w sytuacji kiedy będziesz chciał później powrócić do tych terenów, do danej osoby. Po za tym bardzo fajne. :) :beer:
 
 
zolwik03 


Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: 2.31
Wiek: 25
Dołączył: 03 Sty 2011
Posty: 1
Skąd: Wiocha
Wysłany: 2012-08-16, 20:16   

@UP

Dzięki. Te długie opisy są zamierzone, myślę, że jak są to jest lepiej. Urozmaicają opowieść i właśnie dają "odpocząć" od głównej akcji, żeby się nie znudziło.
 
 
Kalia 
w(y)kurzacz trolli



Wersja gry S1: UW: 2.28
Wersja gry S2: IB/WS: 2.65.2
Platforma S2: PC
Wersja gry SC: Jungle Hunt
Platforma SC: PC
Wersja gry S3: FE
Wiek: 30
Dołączyła: 13 Lut 2007
Posty: 2045
Skąd: Zielonka k. Warszawy
Wysłany: 2012-08-29, 09:46   

[quote="zolwik03"]Tak przynajmniej słyszał którejś nocy w knajpie od byłego rycerza.[/quote]
Z tego, co mi wiadomo rycerzem zostaje się raczej do końca życia - chyba nigdy nie słyszałam o przypadku cofnięcia pasowania. Tak więc wydaje mi się, że może to być 'rycerz w służbie nie-czynnej' (ze względu na wiek, kontuzje lub inne przypadłości), ale nie 'były rycerz'.
[quote="zolwik03"]wykupić wojsko od sąsiednich państw. [/quote]
Wykupić wojsko? W sensie sąsiedzi samodzielnie rozbrajają się, siedząc na kupie forsy i wystawiają się jak tłusta kaczka myśliwemu pod lufę? Kapkę bez sensu, nie uważasz? Może zamień to na ściąganie najemników z (nawet) odległych państw, wtedy będzie brzmiało bardziej wiarygodnie.
[quote="zolwik03"]padła ofiarą napadu.[/quote]
Albo została kopnięta kopniakiem :P Trochę maślano-masłowato wyszło. Można zamienić 'napad' na 'najeźdźców' i będzie ok.
[quote="zolwik03"]zaczęli wszystko niszczyć i grabić.[/quote]
Stwierdzenie, że 'wszystko' nie jest konieczne - skoro nie wymieniasz niczego konkretnego, to dość jasnym jest, że nie trudzili się z wyborami celów.
[quote="zolwik03"]Nie chcąc tracić ani chwili [/quote]
Brzmi jakby miała jakiś większy, złożony plan i nie chciała marnować czasu. Podejrzewam jednak, że był to ruch spontaniczny, więc wystarczy po prostu 'nie tracąc ani chwili'.
[quote="zolwik03"]Wyciągnął już swoją rękę żeby ją chwycić, jednak tuż przed drzwiami została złapana przez jednego z wojowników. Trzymał ją mocno i odchodził dalej i dalej, aż zniknęli za domem.[/quote]
A tego już zupełnie nie rozumiem - dzieciak siedział w drzwiach stodoły, a przechodzący obok rycerz zwinął dziewczynkę i odmaszerował, nie zauważając chłopca, który wystawał za drzwi (a przynajmniej jego ręka). Z tym, że 'odchodził' to też głupio brzmi - w tumulcie walki ot tak spacerkiem, trzymając dziecko pod pachą sobie poszedł. Rozpędziłeś nieźle akcję, po czym zderzyłeś ją z żelbetonowym murem.
[quote="zolwik03"]Ukradkiem zdążył zobaczyć, jak matkę zaciągają do domu, bo zaraz obok stodoły usłyszał głosy napastników.[/quote]
'Ukradkiem' to tak jakby już był schowany, a przecież w siano skoczył dopiero za chwilę. Dodatkowo 'ukradkiem' wykonuje się czynności aktywne - zagląda, spogląda itd. Zobaczenie czy widzenie jest czynnością bierną (wiem, że głupio to brzmi, ale lepsze wytłumaczenie nie przychodzi mi do głowy). Tak więc może być np. 'zdążył jeszcze zobaczyć'.

Generalnie ok - historia dość klasyczna, ale ładnie i spójnie opisana. Swoim stylem (wbrew opinii [b]Hadzika[/b]) dodałabym pewnie jeszcze więcej opisów (walk, uzbrojenia itp.), czym można by zasugerować fakt, że całe zdarzenie odbiło się traumą na chłopaku tak, że zapamiętał każdy szczegół, ale jeśli nie chcesz tego rozwlekać w czasie i przestrzeni, to nie musisz.
_____________________________________________________________________


Gauri napisał/a:
Wpisuję Cię na listę osób, którym Kalia może niechcący urwać głowę przy samych kostkach ^^

:vampir: Oh, I love this job... :]

Polecam: http://takbardzozle.blogs...2-pisownia.html
 
 
zolwik03 


Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: 2.31
Wiek: 25
Dołączył: 03 Sty 2011
Posty: 1
Skąd: Wiocha
Wysłany: 2012-08-29, 22:21   

[quote]Z tego, co mi wiadomo rycerzem zostaje się raczej do końca życia - chyba nigdy nie słyszałam o przypadku cofnięcia pasowania. Tak więc wydaje mi się, że może to być 'rycerz w służbie nie-czynnej' (ze względu na wiek, kontuzje lub inne przypadłości), ale nie 'były rycerz'.[/quote]
Masz rację, ale nie wiedziałem, jak takiego rycerza inaczej nazwać ;p

[quote]Wykupić wojsko? W sensie sąsiedzi samodzielnie rozbrajają się, siedząc na kupie forsy i wystawiają się jak tłusta kaczka myśliwemu pod lufę? Kapkę bez sensu, nie uważasz? Może zamień to na ściąganie najemników z (nawet) odległych państw, wtedy będzie brzmiało bardziej wiarygodnie. [/quote]
Nie chodziło mi oczywiście o całe wojsko, po prostu źle to opisałem.

[quote]A tego już zupełnie nie rozumiem - dzieciak siedział w drzwiach stodoły, a przechodzący obok rycerz zwinął dziewczynkę i odmaszerował, nie zauważając chłopca, który wystawał za drzwi (a przynajmniej jego ręka). Z tym, że 'odchodził' to też głupio brzmi - w tumulcie walki ot tak spacerkiem, trzymając dziecko pod pachą sobie poszedł. Rozpędziłeś nieźle akcję, po czym zderzyłeś ją z żelbetonowym murem.[/quote]
On już był w środku, drzwi były uchylone, jego ręka nie wystawała za stodołę - dlatego żołnierz go nie zauważył

[quote] ale ładnie i spójnie opisana.[/quote]
Dziękuję :D

[quote]Swoim stylem (wbrew opinii Hadzika) dodałabym pewnie jeszcze więcej opisów (walk, uzbrojenia itp.), czym można by zasugerować fakt, że całe zdarzenie odbiło się traumą na chłopaku tak, że zapamiętał każdy szczegół, ale jeśli nie chcesz tego rozwlekać w czasie i przestrzeni, to nie musisz.[/quote]
Jak posiedzę nad tym, to może coś jeszcze wymyślę.

Dzięki za wyczerpujący komentarz. Muszę ponaprawiać te błędy.

Niedługo powinienem wstawić kolejny fragment, tym razem dłuższy.
Ostatnio zmieniony przez zolwik03 2012-08-29, 22:23, w całości zmieniany 3 razy  
 
 
Kalia 
w(y)kurzacz trolli



Wersja gry S1: UW: 2.28
Wersja gry S2: IB/WS: 2.65.2
Platforma S2: PC
Wersja gry SC: Jungle Hunt
Platforma SC: PC
Wersja gry S3: FE
Wiek: 30
Dołączyła: 13 Lut 2007
Posty: 2045
Skąd: Zielonka k. Warszawy
Wysłany: 2012-08-30, 13:51   

[quote="zolwik03"] nie wiedziałem, jak takiego rycerza inaczej nazwać[/quote]
Nie zawsze da się jednym słowem ;) Czasem trzeba opisowo, nawet zdarza się, że trzeba zjawisku poświęcić co najmniej jedno zdanie.
[quote="zolwik03"]Nie chodziło mi oczywiście o całe wojsko, po prostu źle to opisałem. [/quote]
Nawet 'sprzedawanie' jednego kontyngentu piechoty jest bez sensu. Chyba, że dopiszesz, że wojska te należą do krajów sprzymierzonych z cesarstwem i są tylko 'wypożyczane' jako państwu sojuszniczemu na czas wojny.
_____________________________________________________________________


Gauri napisał/a:
Wpisuję Cię na listę osób, którym Kalia może niechcący urwać głowę przy samych kostkach ^^

:vampir: Oh, I love this job... :]

Polecam: http://takbardzozle.blogs...2-pisownia.html
 
 
zolwik03 


Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: 2.31
Wiek: 25
Dołączył: 03 Sty 2011
Posty: 1
Skąd: Wiocha
Wysłany: 2012-08-30, 20:14   

[quote="Kalia"]
Nawet 'sprzedawanie' jednego kontyngentu piechoty jest bez sensu. Chyba, że dopiszesz, że wojska te należą do krajów sprzymierzonych z cesarstwem i są tylko 'wypożyczane' jako państwu sojuszniczemu na czas wojny.[/quote]
No o to mi właśnie chodziło. Muszę wprowadzić małe zmiany w tekście :)
 
 
Hadzik 


Wersja gry S1: Classic: 1.66
Wersja gry S2: 2.0.2
Wiek: 25
Dołączył: 15 Sie 2012
Posty: 0
Skąd: Ryjewo
Wysłany: 2012-08-30, 22:19   

Kiedy będzie dalszy ciąg? Nie mogę się doczekać. A Kalia chyba jest pisarzem, zna takie chwyty. :-)
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,35 sekundy. Zapytań do SQL: 12