logo



FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
ProfilProfil  Nie masz wiadomościNie masz wiadomości  Wyloguj [ Arch ]Wyloguj [ Arch ]

Poprzedni temat «» Następny temat
Zemsta #1    Ignoruj ten temat
Autor Wiadomość
BardJaskier 
Cynik marzyciel



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: Nie mam gry
Platforma S2: PC
Wiek: 21
Dołączył: 18 Sty 2011
Posty: 2
Skąd: Sandomierz
Wysłany: 2011-01-19, 18:05   Zemsta #1  

Mam nadzieję, że się spodoba. Opowiadanie w uniwersum wymyślonym przeze mnie ;-)

[center]Zemsta[/center]

Lata intryg i podstępów prowadziły do tej chwili. Mogła wypełnić stawiane jej oczekiwania lub wszystko popsuć. Jako wychowanka Gildii Zabójczyń wiedziała, że porażka jest równa oddaniu się w ręce kata. Całe życie była przygotowywana do tego zadania. Teraz miało się okazać, czy szkolenie i lata treningów miały sens. Zaraz miała wkroczyć do sali tronowej Imperatora. Wejść tam i wykonać zadanie. Nie mogła zawieść. Nie teraz, nie dziś.

Drzwi sali tronowej stanęły przed nią otworem, lord Gabriel podał jej rękę.
- Lady Aleksandra i lord Gabriel! – zaanonsował ich herold.
Wkroczyli powoli, dostojnie, do sali tronowej Imperatora. Długi tren ciągnął się za jej suknią. Na szyi ciążył naszyjnik z drogich kamieni diamentowa. Nie czuła się dobrze w tym przebraniu. Jej partner, lord Gabriel, był imperialnym paladynem. Miał na sobie srebrną tunikę i takież nogawice. Założył małe płytowe naramienniki, do boku przypasał miecz. Do tuniki miał zamocowany kaptur i małe, metalowe skrzydła. Wyglądał więc równie niepoważnie co ona.

Sam Imperator wyglądał jeszcze wznioślej niż na przedstawiających go malowidłach. Niemalże nieruchomo siedział na tronie, kiwał jedynie ręką na klękających przed nim paladynów i ich partnerki. Pomniejsi rycerze stali w innej części pomieszczenia, wchodzili nawet przez inne odrzwia. Na to, by stanąć przed Imperatorem, trzeba było zasłużyć. Zasłużyć przelaną krwią. Swoją i innowierców. Trzeba było zabić tysiące istot, których jedyną winą było to, że nie znały wiary we Wszechojca. Śmierć zapewniała ich duszom życie wieczne, przynajmniej teoretycznie.

Aleksandra w to nie wierzyła. Sama wielokrotnie zabijała wyznaczone cele. Zabijała za pieniądze ludzi, którzy ją do tego wynajmowali. Tego nauczyło ją życie i takie jej było przeznaczenie jak powtarzała mistrzyni gildii. Szczerze mówiąc powtarzała to wszystkim uczennicom. Większość z tych, które dziewczyna pamiętała, już nie żyło.

Bal, na którym się znalazła był zorganizowany z okazji, którą mógł zrozumieć jedynie wierny sługa Imperium. Nie było jedzenia, ani alkoholu. Wszyscy się do niej uśmiechali i pytali o rodzinę.
[i]Podstęp działa, uwierzyli w bajeczkę o księżniczce.[/i]

Jej zadanie było teoretycznie proste. Miała uwieść lorda Gabriela i dzięki temu poznać plany militarne Imperium. Za te informacje płaciło wielu anonimowych klientów. Jednak zadanie było proste tylko teoretycznie. Lord Gabriel, jak wszyscy paladyni, miał nakaz życia w celibacie. Dlatego wyznaczono ją do tego zadania. Ją – zjawiskowo piękną szatynkę o talii osy i szlachetnych rysach twarzy. To zwiększało szanse na powodzenie misji.

Przyjęcie trwało do godzin porannych. Lord Gabriel odprowadził Aleksandrę do wyznaczonych jej komnat. Jako dama, której towarzyszył podczas balu, miała pokoje tuż koło jego sypialni. Dziewczyna wiedziała, że pomiędzy tymi pokojami istnieje tajne przejście umożliwiające jej wykonanie zadania.
Lord ukłonił się i odszedł do swego pokoju. Ona tymczasem udała się do prywatnej łaźni, do której wchodziło się przez jej pokój. Stojąc koło baseniku zrzuciła z siebie suknię i bieliznę. Rozpuściła włosy. Zeszła po małych stopniach na samo dno basenu.
Przez uchylone okno wleciał zimny podmuch, więc czym prędzej odkręciła kurek z ciepłą wodą. Napełniła basen po same brzegi, wlała kilka butelek wonnych olejków i zanurkowała. Doskonale się czuła mogąc zmyć z siebie makijaż. Tak jakby zdejmowała fałszywą skórę. Czuła się wolna ze swoją prawdziwą twarzą. Bez maski szlacheckiego chłodu i powagi. Była pewna, że przy odrobinie wysiłku zedrze tę maskę także lordowi.
[i]Ciekawi jacy są szlachcice? Ciekawe czym się różnią od chłopców stajennych, wyposzczonych żołnierzy, młynarzy, kowali i tych wszystkich innych mężczyzn, do których można mieć dostęp w każdej chwili. Będę miała okazję się o tym przekonać.[/i]

Ktoś odsłonił zasłony w oknach. Promienie słoneczne wpadły do pomieszczenia. Aleksandra odruchowo sięgnęła pod poduszkę, szukając sztyletu. Nie znalazła go. Nie był jednak potrzebny, gdyż to służka wyrwała ją ze snu.
- Dawno świtało? – spytała młodej kobiety.
- Dopiero kury piały, pani.
[i]Przespałam cały dzień.[/i]
- Dziękuję ci, że mnie obudziłaś.
- To należy do moich obowiązków, pani. Przyniosłam także śniadanie. Czy zechcesz coś zjeść, pani?
- Owszem i jeszcze raz dziękuję.
Służka odeszła onieśmielona wdzięcznością dziewczyny.
Na srebrnej tacy Aleksandra znalazła bochen razowego chleba, kawałek polędwicy, imbryk z gorącą kawą, kostkę masła, czerwone jabłko i dwie bułki drożdżowe.
[i]Na takiej porcji to trzeba było wyżyć przez tydzień podczas szkolenia. Całym oddziałem. Pieprzona szlachta się obżera, a plebs głoduje. [*aaa psik!!*] jedne.[/i]

Gdy skończyła jeść służka znów weszła do jej pokoju i zaproponowała pomoc przy ubraniu. Dziewczyna przystała na propozycję. Zabójczyni stała z rozłożonymi rękoma, gdy tamta ją ubierała i rozmyślała o swoim zadaniu.
- Gdzie znajdę lorda Gabriela?
- Nie wiem, pani. A – a – ale on nie może obcować z kobietami. Kodeks tego zabrania.
- Kodeks? A może interes?
Służka nie wytrzymała. Parsknęła śmiechem.
- Proszę mi wybaczyć, pani.
- Nic nie szkodzi – odparła Aleksandra i mrugnęła porozumiewawczo lewym okiem.
Służąca uśmiechnęła się nieśmiało. Została między nimi zawiązana nić porozumienia.

Okazało się, że lord Gabriel został wysłany z jakąś misją do odległego miasta Imperium, gdzieś na północy. Aleksandra postanowiła wymknąć się z pałacu, bo męczyło ją dworskie życie i udawanie szlachcianki. W swoich komnatach przebrała się w strój, który bardziej pasował do skrytobójczyni i ruszyła do miasta.

Im dalej od pałacu tym domu były mniej okazałe, owoce mniej świeże, ludzie gorzej ubrani, a oferty zamtuzów tańsze. Pałac stał bowiem w centrum Romii, a miasto było zbudowane na bazie kwadratu. Poza dworskimi salami stolica niewiele różniła się innych miast. Co prawda tu i tam stały pomniki Imperatora i wszędzie był obecny jego symbol – czarny krzyż na białym polu, ale poza tym stolica Imperium była zwyczajnym miastem. Ze zwyczajnymi przechodniami, kramami i bardzo zwyczajną uliczką, w którą weszła Aleksandra.

Ulica śmierdziała, biegały po niej szczury, a przy ścianach leżeli żebracy. Aleksandra poczuła się jak w domu. Do szóstego roku życia żyła na takiej ulicy, była szczurem, nikomu nie potrzebnym przedmiotem.
- Hej! Lalunia! Zdaje się, że zabłądziłaś – drogę zastąpił jej barczysty mężczyzna o twarzy orka.
- No. Zgubiła się. Żabciu nieźle wpadłaś – dodał drugi, mniejszy, przypominający szczura.
- Mylicie się drodzy panowie – powiedziała, dyskretnie sięgając po dwa noże ukryte w fałdach stroju.
- Jaka wygadana – rzucił ten większy.
- Ta. My już wiemy co z takimi robić – dodał ten drugi – od dzisiaj będziesz pracowała dla nas. Ale najpierw musimy sprawdzić, czy się nadasz – powiedział z paskudnym uśmiechem na szczurzej twarzy.
Barczysty rzucił się na nią, nie doceniał jej jednak. Jednym sprawnym ruchem wyjęła oba noże i dźgnęła go w serce i główną żyłę. Drugi zamarł w pół kroku i patrzył na to przerażony. Zabójczyni wytarła noże o brudny fartuch martwego przeciwnika.
- Wciąż sądzisz, że będę dla ciebie pracowała? – spytała z drwiącym uśmieszkiem na ustach.
Mężczyzna odwrócił się i zaczął uciekać. Aleksandra czekała kilka chwil.
[i]Niech sobie pomyśli, że uda mu się uciec.[/i]
Nóż śmignął w powietrzu.
[i]Całkiem nieźle, w samo serce, tuż pod łopatką.[/i]
Poszła go wyjąć. Tego pierwszego zdążyły już obleźć szczury i żebracy. Dziewczyna odeszła z obrzydzeniem.

[center]***[/center]
Miesiąc minął na oczekiwaniu na powrót lorda. Wrócił w wyznaczonym terminie. Zadanie nie było więc trudne. Aleksandra postanowiła uderzyć. Udała się do niego, gdy był sam w swoich komnatach. Przekonała strażników, że przyszła tu na modlitwę, w czym pomógł jej brzęczący mieszek.
Gdy weszła, do jego komnaty, klęczał przy łóżku i odmawiał modlitwy. Dokończył ostatnią i odwrócił się. Ukłonił się dworsko.
- Witam, milady.
- Witam, milordzie.
- Czymże sobie zasłużyłem na twą wizytę? Wybacz, proszę, zwłokę, jednak musiałem odmówić modlitwę do Wszechojca, bom zgrzeszył przeciw niemu.
- Chciałam cię zobaczyć, milordzie. A cóż takiego uczyniłeś, że zasłużyłeś sobie na gniew Wszechojca?
- Me przewinienia... – paladyn wyraźnie się zmieszał.
- Wybacz mą śmiałość, milordzie.
- Wybaczam ci, aczkolwiek jest coś, co mogłabyś zrobić bym nie musiał więcej grzeszyć.
- Cóż takiego, milordzie?
- Moim jedynym występkiem od lat, przeciw woli Wszechojca było pożądanie cię, milady. Odkąd pojawiłaś się w mym życiu nie mogę przestać o tobie myśleć.
Dziewczyna przywołała na twarz rumieniec.
- Proszę, mów mi Aleksandra.
- Gabriel – rzekł paladyn schylając się, by pocałować dłoń dziewczyny.
Aleksandra udała się do tajemnych drzwi i otworzyła je. Zachęciła paladyna gestem dłoni. Wszedł za nią do jej komnat.
Zrzuciła z siebie suknię. Stała przed nim zupełnie naga. On podszedł do niej i włożył dłonie w jej włosy. Rozplątał skomplikowaną fryzurę. Ona, tymczasem, chwyciła jego karwasze i szybko uporała się ze sprzączkami. Następnie ściągnęli wspólnie jego tunikę. Popchnęła go na łóżko, zdjął swoje buty i nogawice. Dziewczyna położyła się tuż koło niego. Czuł ciepło bijące z jej ciała. Aleksandra przesunęła się jeszcze bliżej paladyna.

Następnego ranka w pałacowych koszarach szeptano o niezwykle bogobojnej lady Aleksandrze, która całą noc i ranek spędziła z lordem Gabrielem na modlitwach. Nikt nie podejrzewał prawdy. Lord Gabriel miał nieposzlakowaną opinię wśród żołnierzy.

W południe wyszła z jego pokoju. Ubrana była tak samo jak poprzedniego wieczoru. Stojąc w drzwiach ukłoniła się i podziękowała za wspólną modlitwę. Odeszła do swoich sypialni. Zjadła tam późne śniadanie i siadła przed lustrem. Z diamentowej kolii wyjęła największy kamień i włożyła go do zagłębienia w ramie. Mogła dzięki temu komunikować się z tym, kto posiadał bliźniaczy klejnot.
Lustro zamigotało, zamgliło się, a po chwili ukazała się w nim twarz mistrzyni gildii.
- Pani – powiedziała Aleksandra.
- Słucham.
- Pierwszy punkt został wykonany zgodnie z planem.
- Będziesz realizować kolejne, aż do zakończenia misji.
- Tak jest.
- Wydobądź z niego jak najwięcej informacji, a następnie zabij i zniknij. Gdy wykonasz zadanie skontaktujesz się ze mną ponownie. Wskażę ci drogę ucieczki.
- Tak jest, pani.
Rozmowa została zakończona. Aleksandra wyprostowała się przed lustrem. Do zmierzchu pozostało kilka godzin.

Przyszedł do niej około północy. Miał na sobie jedynie koszulę. Usiadł koło niej na łóżku i zaczęli. Działała na niego jak narkotyk z każdą minutą pożądał jej coraz mocniej.

Obudziło ją pianie kura. Lord spał przytulony do jej piersi. Pogłaskała go po głowie. Obudził się i uśmiechnął. Wyszedł po godzinie. Tajnym przejściem.

Tak było za każdym razem, gdy spędzał noc w pałacu. Przychodził po nocnych modlitwach, ona nadrabiała je wraz z nim, krzycząc „O bogowie!”. Budzili się o pianiu kura, a on wychodził po godzinie. Aleksandrze podobał się taki układ. Z każdą nocą poznawała więcej szczegółów, zdobywała więcej informacji. Po dwóch miesiącach miał znów wyjechać. Tym razem na krucjatę przeciw niewiernym na południu. Aleksandra postanowiła wykonać swój plan do końca.

Lord Gabriel wkroczył do jej komnaty tajnym przejściem. Była północ.
- Niebawem wyjeżdżam, ma luba – rzekł.
- Wiem, o najdroższy. Me serce będzie tęsknić za tobą.
Paladyn zawahał się. Nie miał pewności, co zrobić. Spędzić noc ze swą ukochaną, czy wypełnić ją modlitwami o powodzenie misji. Dziewczyna rozwiała jego wątpliwości zsuwając z siebie pierzynę. Lord Gabriel usiadł na jej łóżku i zaczął się rozbierać. Gdy skończył położył się obok niej.

Było kilka godzin do świtania. Aleksandra już nie spała. Lord Gabriel także. Już od jakiegoś czasu nie żył. Trucizna zadziałała sprawnie i szybko. Jad rozszedł się po jego układzie krwionośnym. Pozostało tylko skontaktować się z mistrzynią. Dziewczyna ubrała się i siedziała już przed lustrem. Migotało i błyskało. Ostatecznie pojawiła się w nim twarz mentorki.
- Pani – przywitała się Aleksandra pochylając głowę.
- Czy zadanie zostało wykonane?
- Zgodnie z planem, pani. Przekazałam już wszystkie informacje.
- Doskonale.
- Czy moja droga ucieczki jest już gotowa?
- Niestety nie ma żadnej drogi ucieczki.
- Co?!
- Nie pomożemy ci uciec z Romii.
- Ale, ale dlaczego?
- Przekazałaś informacje. Wykonałaś zadanie. Twoja życiowa misja kończy się i twoje życie także.
- Pieprzyć przeznaczenie i misje. Nie taki był układ!
- Żegnaj, zabójczyni lorda Gabriela. Osobiście zadbam, aby twe imię zostało zapamiętane dla potomnych.
Obraz zamigotał, rozbłysnął i lustro stało się zwykłym lustrem. Aleksandra ujrzała swoją przerażoną twarz.
[i]Chrzanić przeznaczenie. Muszę stąd zniknąć nim przyjdzie służka i zaalarmuje wszystkich strażników.[/i]

Nagle usłyszała kroki na korytarzu. Bez namysłu wzięła rozbieg i wyskoczyła przez okno.
[i]Muszę przeżyć, żeby się zemścić. To moje nowe przeznaczenie, moja nowa misja.[/i]

Biegła po dachach domów, niczym nocna zjawa przemieszczała się pomiędzy kominami. Z jej komnaty dobiegały krzyki. Ktoś zapłakał rzewnie. Zeskoczyła z dachu i pomknęła ku dzielnicy biedoty. Do otwarcia bram miasta pozostały dwie godziny. Musiała je przeżyć.
[i]Potrzebuję wierzchowca.[/i]
Wiedziała, że tuż koło zachodniej bramy odbędzie się targ koni wyścigowych.

Wokół stajni nie chodzili żołnierze. Wszyscy byli zajęci poszukiwaniami w centralnej części miasta.

Widziała bramę. Dwóch strażników namiętnie grało w kości o ostatni kufel piwa. Do świtu brakowało godziny.

Po półgodzinie miała już ułożony plan. Postanowiła ukraść karego ogiera. Był to piękny, muskularny koń z plamą białej sierści, w kształcie strzałki, na czole. Zdążyła go do siebie przyzwyczaić.

Brakowało kwadransa. Osiodłała już konia, którego nazwała Awenger, co w Starszej Mowie znaczy „mściciel”. Usłyszała krzyki. Strażnicy przy bramie meldowali się. Jakaś kobieta krzyczała. Aleksandra wyjrzała przez szparę między deskami. Przed bramą stał oddział żołnierzy. Odźwierni tłumaczyli się ze swojego stanu. Ostatecznie musieli oddać swoje pasy i udać się do aresztu, gdzie będą czekać na wyrok – ułaskawienie lub karę śmierci – w Sacrum Imperium nie było miejsca na inne decyzje sądu

Kobieta, która krzyczała była zakuta w kajdany. Cały czas przysięgała, że jest niewinna, że nie była nigdy w pałacu.
[i]Biorą ją za mnie.[/i]

Żołnierze powlekli ją przed oblicze sądu. Aleksandra była pewna, że kobieta zginie przed południem. Było dziesięć minut do otwarcia bram miejskich.

Pięć minut. Przed bramą zaczęli przychodzić ludzie, ale byli odganiani przez czterech nowych strażników.
[i]A co jeśli nie otworzą?[/i]

Już! Brama zazgrzytała, powoli się otwierała. Gdy już niemal w połowie stanęła otworem przybiegł posłaniec. Zaczął krzyczeć i gestykulować. Aleksandra zrozumiała rozkaz, który miał przekazać: „zamknąć bramę, nie wypuszczać nikogo z miasta!”.

Żołnierze już mieli zamykać bramę, gdy ze stajni śmignął koń czarny jak noc . Niósł na grzbiecie wątłego jeźdźca. Cała czwórka strażników rzuciła się do mechanizmów bramy. Posłaniec pognał po posiłki.

Czarny koń wyskoczył z miasta. Dziewczyna popędziła go. Na horyzoncie ciemniał las. Z miasta była do niego godzina drogi dla pieszego. Konno powinna tam się znaleźć znacznie prędzej. Usłyszała za sobą zgrzytnięcie bramy.
[i]Zamknęli.[/i]

Pognała dalej, cały czas popędzając ogiera. Mimo olbrzymiego wysiłku koń nie wykazywał oznak zmęczenia. Było to zwierzę idealnie przeznaczone do ucieczek. Kwadrans zajęło jej dotarcie do ochronnej ściany lasu. Za nią pędził oddział żołnierzy. Jednak ona była już w lesie. Była bezpieczna.

Zatrzymała się na niewielkiej polance, otoczonej wiekowymi świerkami. Płynął tam mały strumień. Ugasiła swoje pragnienie i usiadła na pniu padłego drzewa.
- Zemszczę się. Choćbym miała umrzeć to się zemszczę! – krzyknęła, myśląc o mistrzyni gildii zabójców.

[center]***[/center]
Aleksandra zatrzymała się w sennym miasteczku. Potrzebowała odpoczynku i ciepłego posiłku. Kary koń był zmęczony długą ucieczką, z jego boków spływał pot, a z pyska kapała piana.

Dziewczyna zajechała na plac przed karczmą. Zsiadła z konia i podała lejce koniuszemu.
- Jeśli mu się coś stanie, to zapłacisz za to głową.
Młody chłopak zamruczał coś pod nosem i posłusznie odprowadził konia do stajni. Zabójczyni skierowała się do gospody.

Wśród belek podtrzymujących strop kłębiły się kółka fajkowego dymu. Mieszkańcy siedzieli przy długich, ciężkich ławach, popijając z kufli, pomrukując z cicha i obłapiając służebne dziewki. Aleksandra zmierzyła salę wzrokiem i stanowczym krokiem podeszła do kontuaru. Brodaty karczmarz zadarł wysoko głowę. Brakowała mu kilku zębów.
- Czego sobie panienka życzy?
- Podaj piwa, gospodarzu, byle dobrego albo jeszcze lepiej gorzałki.
- Coś do jedzenia?
- Chleb, ser, jakieś mięsiwo, tylko żywo gospodarzu, bo hojnie płacę.
Mężczyzna udał się do składziku, by przynieść zamówione wiktuały. Wrócił po kilku chwilach, niosąc bochen razowego chleba, spory kawałek sera i pękatą butlę „Krasnoludzkiej mocnej”.
- Do mięsa polecam kartofle – wysapał.
- Też wezmę. I przynieś kiełbasę nim pieczeń będzie gotowa... i ogórki kiszone. Zaparz też herbaty.
- Oczywiście, oczywiście – odparł karczmarz, zacierając ręce z uciechy.
Dziewczyna szybko zjadła przystawkę. Wypiła kieliszek wódki. Wykrzywiła się i odkaszlnęła.
- Szklanicę lub kufel podajcie, panie gospodarzu.

Zabójczyni spędziła noc w karczmie. Nad ranem zeszła na dół. Zapłaciła
gospodarzowi, któremu oczy świeciły się z uciechy, gdy podawała mu złote monety. Gdy się odwróciła przygryzł jedną i jego uśmiech powiększył się jeszcze.
- Dziękuję i zapraszam ponownie, panienko – powiedział.
- Nie wrócę tu, aczkolwiek wielkie dzięki za gościnę.
- Cała przyjemność...

Wtem drzwi gospody rozwarły się z hukiem i do sali wpadło kilku inkwizytorów.
Aleksandra stanęła naprzeciw elitarnych oddziałów Imperium.

Inkwizytorzy są jedynymi lekkozbrojnymi oddziałami w Imperium. Ich liczba nie jest zatrważająco wielka, bo zajmują się zwalczaniem problemów wewnętrznych państwa, egzekucjami i torturowaniem więźniów, jednakże są to najokrutniejsi i najbardziej fanatyczni ze wszystkich ludzi podległych Imperatorowi.

Dziewczyna chciała stanąć do nierównej walki, jednakże, gdy wyciągnęła nóż, karczmarz uderzył ją ciężkim garncem w potylicę w głowę. Świat przez chwilę wirował, a potem zniknął w ciemnościach. Jeden z inkwizytorów rzucił mieszek złota na ladę i powlekli dziewczynę na konia.

[center]***[/center]
Aleksandra siedziała przed inkwizytorem. Dwóch kolejnych stało za jej plecami. Na stalowym stole stała mosiężna lampa. Jej blask raził w oczy i nie pozwalał przypatrzeć się oprawcy.
- Kto kazał ci to zrobić? – spytał bezwzględnym tonem.
Dziewczyna uparcie milczała.
- Dziesięć.
Aleksandra drgnęła. Do tej pory jej nie bili. Dwóch stojących za nią mężczyzn postawiło ją na nogi. Miała kajdany na rękach. Przykuli ją twarzą do ściany i zdarli z pleców ubranie.
[i]Podobno nie leje się krew na tych przesłuchaniach, [*aaa psik!!*] prawda. [/i]

Usłyszała odgłos przesuwania czegoś ciężkiego po kamiennej posadzce. Potem podnieśli ją, położyli na drewnianej ławie i przykuli ją do niej. Jeden z oprawców złapał ją za podbródek i czoło, uniemożliwiając zamknięcie ust. Drugi, stojący po przeciwnej stronie, zaczął oblewać jej twarz wodą. Zimny płyn szybko wypełnił jej usta, nie mogła go połknąć, ani wypluć, zaczęła tonąć, kolory zaczęły blednąć i zamazywać się. Dziewczyna straciła przytomność.

Ocknęła się w celi. Leżała na stercie przegniłej słomy. Próbowała wstać, lecz czyjeś ręce jej na to nie pozwoliły.
- Leż spokojnie.
- Kim jesteś? – spytała nieufnie.
- Siedzę w tym samym [*aaa psik!!*] co ty. Wystarczy?
- Wystarczy, dziękuję.
- Podziękujesz jeśli pomożesz mi się stąd wyrwać.
- Co?
- Jak już będziesz po drugiej stronie, to powiedz temu co tam spotkasz, żeby mi pomogło.
- O czym ty mówisz?
- Niebawem mają cię ściąć. Jeśli spotkasz jakiegoś boga, to poproś, żeby mi pomógł.
Współwięzień zamilkł. Aleksandra usiadła i uśmiechnęła się lekko.

Towarzysz jej niedoli był mężczyzną po trzydziestce. Miał ciemnobrązowe włosy i błękitne oczy. Jego strój był niegdyś bogato zdobiony, koronki i hafty zostały zdarte przez inkwizytorów.
- Aleksandra – powiedziała, podając mu rękę.
- Ładnie, na Wyspach zdrabniają do „Ola”, od tego zdrobnienia wzięła się nazwa jednej z wysp. Jesteś z Sarmacji?
- Jesteś uczonym?
- Poetą – powiedział wyniośle.
- Urodziłam się w Sarmacji, w Lechistanie, ale wychowywałam się gdzieś indziej.
- Jesteś z Gildii Zabójczyń, prawda?
- Czemu tak sądzisz?
- Biorąc pod uwagę twój akcent, zachowanie i sposób w jaki cię torturowali, sądzę, że mam rację.
- Masz...
- O bogowie! Zapomniałem się przedstawić. Mistrz Albin, do usług – powiedział, chyląc czoło.
- Za co cię zamknęli?
- Śpiewałem balladę o bohaterach krasnoludów, arcydzieło nieznanego artysty z północy. Istny majstersztyk pod względem rytmicznym i składniowym. Piętnaście tysięcy wersów spisanych około tysiąca lat temu, gdy ludzie mieszkali w glinianych chałupach. Krasnoludy od zawsze stoją na wyższym poziomie kulturowym i technologicznym niż my!
- Nic dziwnego, że wsadzili cię do lochu. Głosisz herezje.
- Przez taką ignorancję ludzkość cofa się w rozwoju.
- Możliwe, mnie nic do tego.
- A za co... ciebie?
- Uwiodłam i zamordowałam jednego z paladynów.
- O cholera! To nic dziwnego, że wysłali po ciebie Ogra.
- Jakiego ogra?
- To ten co cię tu przywlókł. Najważniejszy z inkwizytorów, nie podlega nawet paladynom, ale to zwykły cham i prostak. Jego ojciec był lichwiarzem, a matka prostytutką, w którymś z wielkich miast Imperium.
- Dużo wiesz.
- To prawdziwy zaszczyt usłyszeć słowa uznania w tym miejscu.
Dziewczyna zmarszczyła czoło.
- Coś tu jest nie w porządku. Dlaczego egzekucja kogoś, kto zabił paladyna, odbywa się w nocy? Powinna się odbyć w Romii wielka uroczystość z tej okazji.
- Bo już się odbyła.
- Co?
- Tego dnia, którego lord Gabriel został zamordowany, dokonano egzekucji w Romii. Zabili jakąś kobietę, oskarżając ją o morderstwo paladyna.
- Czyli egzekucja...
- Nie odbędzie się publicznie.
- Musimy uciekać.
- Co? Niby jak?
- Nie zwolnią cię przecież za dobre zachowanie. A na mnie już czeka kat. Musimy uciec.

[center]***[/center]
Albin rozpoczął przedstawienie.
- Ratunku! Pomocy!

Do celi weszło czterech inkwizytorów. Rozejrzeli się po pomieszczeniu, nie spostrzegli dziewczyny i wyciągnęli miecze.
- Odejdź do Wszechojca i dostąp jego światłości! – powiedział jeden z oprawców.
- Nie pomogłem jej uciec – jęknął Albin.

Aleksandra opadła ze sklepienia na jednego ze strażników, wyrwała jego broń i wbiła mu ją w gardło. Następnemu przejechała ostrzem po ścięgnach nóg, przeciwnik upadł na kolana i został przeszyty mieczem. Zabójczyni wydarła mu broń i cisnęła nią w biegnącego po posiłki strażnika. Padł z ostrzem wbitym w pierś.

W celi został ostatni z inkwizytorów. Wyciągnął buławę zza pasa i podsunął poecie miecz do gardła, cały czas mierząc buławą w dziewczynę.
- Na kolana i błagaj, bym go nie zabijał.
Aleksandra stała z mieczem w prawej ręce. Lewą miała za plecami, trzymała w niej drugi miecz.
- Na kolana powiedziałem!

Na jedno tchnienie zapadła niczym niezmącona cisza, którą przeciął świst rzuconego miecza. Inkwizytor odbił go i odepchnął poetę buławą. Skoczył w stronę dziewczyny, która błyskawicznie, koszącym ruchem rozpruła mu tors. Inkwizytor patrzył na nią nierozumnym wzrokiem. Z jego klatki piersiowej wypływała krew. Po chwili padł martwy. Dziewczyna podeszła do leżącego poety.
- Nie płacz pani, rycerz odnalazł swą królewnę – wybełkotał Albin.
- Co?
- Panie karczmarzu, tamten pan powiedział, że płaci za mnie – powiedział równie niewyraźnie co poprzednio
- Albin! – dziewczyna uderzyła go w twarz otwartą dłonią.
- Co? Gdzie ja jestem?
- W lochu. Musisz mi pomóc

W zbrojowni panował półmrok. Ciemności rozświetlał jedynie blask kilku pochodni. Przy stojaku na bronie siedział strażnik, kolejny stał nieopodal oparty o halabardę. U jego stóp leżał wielki czarny brytan i nasłuchiwał odgłosów z loszka.
- Może powinniśmy sprawdzić, co się tam na dole dzieje? – spytał ten z halabardą.
- E tam, chcesz się mieszać do spraw inkwizycji?
- No niby nie, ale...
- Żadne ale. Kazali nam tu siedzieć to, siedzimy, czekamy, każą iść, to pójdziemy, proste prawda?
- Proste – odpowiedziała Aleksandra, odcinając mu głowę.

Drugi strażnik zaparł się halabardą i nerwowo spojrzał na psa. Zwierzę warknęło i skoczyło ku dziewczynie. Aleksandra skręciła się w biodrach i koszącym ruchem rozpruła tułów brytana. Dało to strażnikowi czas na zmianę pozycji, zasłaniał teraz sobą drzwi i pewnie trzymał halabardę kilka piędzi od dziewczyny. Aleksandra zaczęła okrążać strażnika, krok po kroku zbliżając się do wyjścia. Powoli, ale pewnie stawiała stopy, cały czas zmniejszając dystans do drzwi. Strażnik zamachnął się halabardą i byłby trafił, gdyby w jego oku nie utkwił bełt z kuszy. Mężczyzna rzucił swoją broń, upadł n kolana i zaczął krzyczeć, wzywając pomocy Wszechojca. Aleksandra podeszła do niego i sprawnym ruchem pozbawiła go głowy.
- Twój bóg ci nie pomoże – spojrzała na Albina – całkiem niezły strzał, poeto.
- Nie takie się rzeczy robiło w życiu.

Po zabiciu strażników Aleksandra zabrała swój ekwipunek i ruszyła do wyjścia Przystanęła koło stajni, Nie była pewne, czy zabrali Awengera z karczmy. Kary ogier był jednak uwiązany wewnątrz jednego z boksów. Zabójczyni przecięła pęta i wyprowadziła konia ze stajni. Zwierzę nie posiadało się z radości ze spotkania z właścicielką.
- Tak, tak, ja też się cieszę ze spotkania – powiedziała, gdy Awanger lizał ja po karku.

Radość trwała do czasu, gdy zwierzę ujrzało poetę. Dziewczyna pogładziła konia po głowie.
- To przyjaciel - powiedziała zabójczyni, po raz kolejny gładząc grzywę wierzchowca.

Wsiedli razem na konia i odjechali w stronę granic Imperium i Lechistanu.
[i]Mistrzyni i Ogr.[/i]


[center]***[/center]
Poeta i zabójczyni popasali pod gwiazdami. Albin objawiał dziewczynie nazwy kolejnych gwiazdozbiorów.
- To Centaur, tam dalej jest Gryf, Tarcza Imperatora, przez krasnoludy zwana Tarczą, w Sarmacji Egidą, a na Wyspach Dyskiem.
- Skąd to wiesz?
- Chodziłem do szkół – powiedział poeta – takie wiadomości nadają się do rozmów z dziewczętami.
- Albin!
- Wiem, wiem przecież. Mówię ci tylko, dlaczego się tego uczyłem, to znaczy w jakim celu zakradałem się na wykłady z astronomii.
- Wykłady dla dziewcząt? – spytała Aleksandra, mrugając okiem.
- Głównie.
Oboje się roześmiali.
- Szkoda, że nie mam mojej lutni.
- Lutni?
- Tak, mojego instrumentu. Zapewne został poświęcony i spalony ku chwale Wszechojca Imperatora – ironizując, powiedział poeta - zabrali mi ją, ale mam coś innego – na wysuniętej dłoni spoczywał wysuszony liść.
- Co to?
- Z Amazonii. Chcesz spróbować?
Albin oderwał kawałek liścia, wsunął go w cienki kawałek pergaminu, zrolował i podał dziewczynie.
- To też umiesz ze szkół?
- W pewnym sensie.
Poeta skręcił sobie drugi kawałek liścia, a resztę schował za pazuchę płaszcza. Odpalił od ogniska i podał ogień zabójczyni, która pospiesznie zaciągnęła się gęstym, słodkawym dymem.
- Co teraz zrobimy? - spytała dziewczyna, wypuszczając z ust jasny kłąb dymu.
- Niedaleko ma karczmę mój stary znajomy. To po drodze. Będziemy mogli tam odpocząć i zregenerować siły.

[center]***[/center]
Karczma była zbudowana z wypalanej cegły i kryta dachówką. Z szeroko otwartych okien płynęła wesoła muzyka, bardzo skoczna i głośna. Aleksandra nie mogła rozróżnić słów, ale była przekonana, że jest to pieśń krasnoludzka. Albin przywiązał konia do palika.
- Tu powinno być bezpiecznie – powiedział poeta.
- Nigdzie nie jest bezpiecznie, Albin.

Ciężkie dębowe drzwi zgrzytnęły, gdy wchodzili. Dzwonek, niesłyszalny w wieczornym gwarze, obwieścił ich przybycie. Nikt z obecnych nie zwrócił na nich uwagi. Tej nocy karczma była pełna gości. Za stołami siedzieli chłopi, w jednym z kątów sali znajdował się ring. Niski i krępy człowieczek okładał pięściami wyższego o dwie głowy przeciwnika. Obok wielkiego paleniska stało kilku grajków, którzy także byli niezwykle niscy, krzepcy i mieli długie, kasztanowe brody. Zespół liczył dwóch skrzypków i śpiewaka, który ryczał słowa wybitnie wojennej, wulgarnej krasnoludzkiej pieśni. Za kontuarem stał dziwny, brodaty i krępy jegomość w opasce na prawym oku. W jego to stronę machał ręką Albin. Aleksandra zdążyła zauważyć, że szynkarz ma dziwnie krótkie ręce, nim zniknął za ladą. Po chwili podszedł do nich. Wpierw uścisnął Albina, a następnie podał rękę Aleksandrze. Dziewczyna dopiero teraz zrozumiała, że ma do czynienia z krasnoludem. Szynkarz sięgał jej zaledwie do pasa.
- Mogłeś mnie uprzedzić – syknęła do poety.
- Racja, mogłem. Warnimie pozwól, że przedstawię ci moją towarzyszkę podróży, Aleksandrę.
- Cała przyjemność po mojej stronie, panienko – krasnolud ukłonił się ceremonialnie.
- Moglibyśmy porozmawiać w ustronniejszym miejscu?
- Jeśli tylko znowu nie chcesz pożyczać ode mnie pieniędzy, to tak.
- Nie, nie chodzi mi o pieniądze.
- W takim razie chodźmy na stryszek – powiedział właściciel gospody.

Stryszek okazał się magazynem na piętrze. Warnim rozejrzał się, splunął pod nogi i
krzyknął.
- Koniec tego migdalenia się!
Zza regału wyszła młoda krasnoludka, kroczył za nią krasnolud z siwą brodą. Kobieta poprawiała w pośpiechu suknię. Krasnolud wyminął ją z niezadowoloną miną i pospiesznie zszedł na parter, by utopić swoje smutki w kilku kielichach gorzałki.
- Wybaczcie, mówiłem chłopcom, żeby nie wpuszczali…, no ale jakaś się zawsze wciśnie.
- Nic nie szkodzi.
- O co tym razem chodzi Albin? Nie widzę, żeby nadszedł jej czas - powiedział krasnolud, wskazując na wąską talię zabójczyni.
- Warnim, nie rób sobie żartów, ja w poważnej sprawie.
- A więc o co chodzi?
- Potrzebujemy pomocy, musimy odpocząć… przez jakiś czas. Od razu ci mówię, że ci od Imperatora będą nas szukać. Możemy tu zostać?
- Oczywiście, że tak. Wróg mojego przyjaciela jest moim wrogiem, czy jak to tam mówicie.
- Gdzie my właściwie jesteśmy? – spytała, milcząca dotąd Aleksandra.
- To karczma nieludzi, „Szczęśliwy kombatant”. Prowadzę ten przybytek dla krasnoludów, na których Imperator się wypiął i nie dał im nic w zamian za walkę z jego przeciwnikami. Byliśmy najemnikami. Niewielu nas tu zostało, kilku szulerów, pięściarz, kapela grajków i ja. Żaden z nas nie może wrócić do Karlandu, gdyż nie moglibyśmy utrzymać się z powodu odniesionych ran. Egzystujemy na granicy łaski i niełaski kundli Imperatora. Tyle odstaliśmy za krew przelaną w imię fałszywego boga ludzi.
- Przykro mi. Zostanę tylko kilka dni. Nie chcę robić kłopotów.
- Ja i tak zginę, dziecinko, jestem przekonany, że Udin przyjmie mnie do swojego stołu z otwartymi rękami.

Nagle na parterze, w sali biesiadnej zamarła cisza. Słychać było tylko jeden władczy i
bezwzględny głos.
- Zostańcie tutaj, sprawdzę, co się stało – powiedział Warnim.
- Zgoda.

Krasnolud zszedł po schodach i wszedł do sali biesiadnej. W pomieszczeniu
znajdowali się jedynie krasnoludowie, pozostali goście znikli jak kamfora. W drzwiach stało dwóch pancernych żołnierzy Imperium, sylwetki kolejnych ciemniały na zewnątrz. Na jednym z krzeseł siedział inkwizytor i przyglądał się krasnoludom.
- Właściciel? – rzucił w stronę Warnima.
- Tak, ale o co…? – człowiek uciszył go gestem dłoni, kolejnym przywołał jednego ze swoich ludzi.
- „[i]Mocą edyktu Wszechojca, Wielkiego Imperatora, Władcy Świata, Pogromcy Bestii, nakazuje się otoczyć gospodę „Szczęśliwy weteran” murem i fosą, wyznaczając tym samym teren o odpowiedniej wielkości pod zabudowanie przez innych, podobnych właścicielowi wyżej wymienionej gospody członków społeczeństwa, by mogli w spokoju rozwijać swoją kulturę. Po wybudowaniu odpowiedniego osiedla zostanie ono przydzielone opiece miasta Turintina, by zamieszkali w nim członkowie społeczeństwa nie musieli się obawiać prześladowań i innych form agresji. W tej i podobnych jej dzielnicach, umieszczonych na terenie całego Imperium, zamieszkają wszyscy członkowie społeczeństwa Sacrum Imperium, którzy nie należą do gatunku ludzkiego. Chwała Imperatorowi.[/i]” Podpisano „[i]Lord Mikael.[/i]” To wszystko.
- Ciesz się szynkarzu, że nie musisz zostawiać swojego przybytku. A wy, krasnoludy, wykopcie sobie nory wokół tego burdelu, bo będziemy do was regularnie przychodzić w gościnę.
Inkwizytor wstał, splunął pod nogi Warnimowi i wyszedł. Wraz z nim wyszli jego podwładni.
- Niech was piekło pochłonie – wyszeptał właściciel gospody.

Przed karczmą stali chłopi, a za nimi w równym rzędzie pancerni żołnierze. Inkwizytor przechodził wzdłuż szeregu chłopów, niektórym się przyglądał.
- Od dziś ta gospoda i cały teren wokół niej, aż do miasta Turintiny stają się zakazane dla ludzi. Jedynie żołnierze Wszechojca mają prawo się na nich znajdować.
- Ależ panie, mój dom jest pół staja stąd – powiedział wieśniak, który stał najbliżej inkwizytora.

Po chwili leżał na ziemi, a kałuża jego krwi rosła. Pancerny wycierał krew z potężnego, dwuręcznego miecza. Inkwizytor wskoczył na konia i pojechał w stronę miasta. Piechurzy pomaszerowali za przełożonym. Chłopi zrozpaczeni płakali i krzyczeli.

Albin i Aleksandra zeszli na parter. Smutni krasnoludowie siedzieli przy jednym ze stołów. Atmosfera sielanki i szczęścia pękła niczym bańka mydlana. Bez muzyki i gwaru rozmów karczma wydawała się zupełnie inna.
- Musicie uciekać – powiedział Warnim.
- Racja – odparła bez namysłu zabójczyni.
- Na pewno damy sobie radę? – spytał Albin.
- Jadę do Turintiny, nie mogę cię zabrać ze sobą, Albin.
- Dlaczego?
- To skomplikowane – ucięła zdecydowanie.

[center]***[/center]
Był środek dnia. Mimo umiarkowanego klimatu słońce prażyło niemiłosiernie i nawet cień nie dawał wytchnienia oblewanej gorącem skórze. Tysiące przechodniów przemierzało ulice Turintiny, byle tylko jak najszybciej załatwić naglące sprawy i wrócić do dających trochę wytchnienia domostw.

Aleksandra zmierzała do domu publicznego o wdzięcznej nazwie „Przybytek Madame Tusound”. Dowiedziała się, że stałym bywalcem jest szef imperialnych służb specjalnych – Ogr, któremu poprzysięgła zemstę za okrutne traktowanie podczas przesłuchania.

Wkradła się przez okno na piętrze. Dziewczyna stała naga przed zwierciadłem, przeglądała swoją garderobę, szukając odpowiedniego stroju na przyjęcie następnego klienta. Spod podłogi dobiegały krzyki młodej kurtyzany i głośne sapanie.

[i]Zapewne jakiś możny lub bogaty kupiec.[/i]
Prostytutka ostatecznie wybrała dość ubogi jaskrawy strój i przystąpiła do układania włosów. Najwidoczniej poprzedni dzień pracy dopiero się skończył, a kolejny miał zacząć za jakiś czas.

Aleksandra postanowiła działać. Wyjęła nóż, wyskoczyła zza kotary, złapała dziewczynę za usta i podsunęła jej ostrze pod gardło.
- Zdychaj suko – syknęła i poderżnęła jej gardło.

Zwłoki wsunęła pod łóżko, krew zmyła z posadzki wodą, dla pewności wylała sporą ilość perfum i innych olejków. Zanurzyła nóż w eliksirze obezwładniającym i schowała go pod jedną z krzykliwych poduszek, zrzuciła z siebie strój, ukryła go za kotarą i zanurkowała wśród pościeli i prześcieradeł.

Ogr przyszedł o czasie. Jego wygląd zrobił na Aleksandrze wrażenie. Był to potężnie zbudowany, dwumetrowy mężczyzna. Nie posiadał zarostu, a głowę miał ogoloną na łyso. Zdjął z siebie tunikę, a potem kolczugę. Blizny na jego torsie błyszczały w świetle licznych lampek oliwnych. Odpiął klamrę od pasa, zsunął nogawice, i, nie zastanawiając się wiele, rzucił się na łóżko.

Aleksandra doszła do wniosku, ze okrutnika bawi zabawa w chowanego, a, że nie chciała mu sprawiać większej satysfakcji, szybko pozwoliła mu się odnaleźć. Ku jej przerażenie mężczyzna złapał ją w biodrach i odsunął od poduszki, pod którą ukryty był nóż. Szorstkie dłonie błądziły po jej skórze do momentu, gdy pewnie złapał ją za lewą pierś.

Wtedy wszystko zamarło. Ogr przydusił ją do łoża i odwrócił na plecy. Spojrzała w jego okrutne zimne oczy.
[i]Kolczyk.[/i]
- Gdzie ona jest?
- Nie ma jej.

Inkwizytor zapewne zaalarmowałby gospodynię tego przybytku, gdyby Aleksandra nie zachowała zimnej krwi. Zaplotła swoje nogi nad jego lędźwiami i wyprężyła się, eksponując piersi. Ogr pochylił się i złożył na jej szyi pocałunek. Zaczął schodzić niżej, ewidentnie kierując się do łona dziewczyny. Aleksandra, niby to chcąc przyspieszyć cały proces, przesunęła się w górę. Gdy mężczyzna był swoim językiem w okolicach jej pępka, wyjęła spod poduszki nóż i lekko przeciągnęła nim po jego łysej głowie.

Zabójczyni zerwała się na równe nogi i ubrała.

Postanowiła zakończyć żywot Ogra. Owinęła jego szyję mocną liną i przeciągnęła go pod okno. Zamocowała sznur pod sufitem, objęła inkwizytora w pasie i wyskoczyła przez okno. Zgrabnie wylądowała na ziemi, a Ogr zawisł nagi cztery łokcie nad ziemią. Dziewczyna ruszyła po pozostawionego w tawernianej stajni Awengara.
Wyjechała z miasta w chwili, gdy ktoś odkrył zamordowanego mężczyznę i oznajmił to światu krzykiem, bardzo głośnym krzykiem.

[center]***[/center]
Zabójczyni zwinnie wsunęła się przez otwarte okno. Komnata mistrzyni była przestronna, wielkie łoże, które stało przy północnej ścianie, znajdowało się dwadzieścia łokci od bogato zdobionych drzwi, które mieściły się w ścianie południowej. Kamienną posadzkę dekorował purpurowy perski dywan. Fragment wschodniej ściany zasłaniało sięgające sufitu lustro. W jednym z kątów pomieszczenia stało potężne dębowe biurko, na którym leżały równo ułożone pergaminowe zwoje i pozłacany kałamarz z bordowym atramentem.

Mistrzyni siedziała w fotelu przy tym właśnie biurku i zawzięcie skrobała coś na jednej z kartek. Podniosła głowę, gdy Aleksandra zeskoczyła z parapetu.
- Wiedziałam, że ci się uda. Ci głupcy nie mogli cię powstrzymać – powiedziała mistrzyni.
Dziewczyna postąpiła kilka kroków w przód.
- O czym ty mówisz?
- Gratuluję ci pozytywnego zdania testu, młoda zabójczyni – powiedziała mistrzyni, wstając – Zabiłaś imperialnego paladyna i zdołałaś tu wrócić, mimo pogoni, ba zamordowałaś najokrutniejszego ze ścigających cię inkwizytorów.
- Co?!
- Miałaś zabić lorda Gabriela i zginąć. Tobie udało się przeżyć i wrócić, zapewne po to, by dokonać zemsty, nieprawdaż?
Aleksandra wyjęła nóż.
- I zemszczę się, nie ma dla mnie znaczenia to, o czym mówisz. O mały włos nie zginęłam! I to z twojej winy!
- Uspokój się, uspokój. Teraz wszystko będzie dobrze.

Mistrzyni powoli zbliżała się do dziewczyny. Wydawać by się mogło, że chce ją uściskać. Aleksandra postąpiła kilka kroków i już byłaby wpadła pomiędzy rozpostarte ramiona kobiety, ale szybko skręciła się w biodrach i wbiła jej nóż w serce. Złapała mistrzynię, nim ta upadła na ziemię i bezwzględnie obróciła nóż w jej trzewiach. Z ust kobiety pociekła cienka strużka krwi. Niebawem mistrzyni Gildii Zabójczyń już nie żyła.

[center]EPILOG[/center]
Dzwon wieńczący dach katedry w Turintinie miarowo obwieszczał godzinę egzekucji. Gawiedź zbierała się powoli przez świątynią. Handlarze, rzemieślnicy, chłopi i ogólnie pojęte mieszczaństwo przybyło, by obejrzeć palenie heretyka.

Inkwizytor komenderował układającymi stos strażnikami. Rozejrzał się wokół, rzucając gniewne spojrzenia w zebrany tłum gapiów. Niebawem jego podwładni przyprowadzą skazaną.

Miarowe uderzenia dzwonu.

Ding – dong.

Ding – dong.

Korowód strażników rozstępuje się. Idzie skazana. Ciemnowłosa dziewczyna ma ręce skute łańcuchami, wargi wyschły i popękały, bo odmówiła przyjmowania wody.
Dowódca melduje wykonanie rozkazu, a inkwizytor ucisza go gestem dłoni. Gawiedź krzyczy, domaga się krwi, ognistych igrzysk, bólu i cierpienia tej młodej dziewczyny.
- Spalić nieczystą! – krzyczy piekarz zdradzający żonę z małżonką kowala.
- Spalić za herezję! – wrzeszczy ponad tłumem miejscowy kaznodzieja.

Dziewczyna została przykuta do wystającego ponad stos pala. Strażnicy podłożyli ogień. Od płonących żagwi zajęły się misternie ułożone wiązki drewna.
- [i]„W imieniu Wszechojca, Wielkiego Imperatora, Władcy Świata, Pogromcy Bestii, niniejszym skazuje się tę o to niewiastę na śmierć poprzez spalenie na stosie za wystąpienia przeciw woli Wszechojca, szerzenie herezji, morderstwa i rozpustę. Chwała Imperatorowi”[/i] Podpisano: [i]„Lord Mikael.”[/i]

Inkwizytor zrolował wyrok, schował go do kieszeni wszytej w za pazuchą płaszcza i oddalił się z miejsca egzekucji.

O zachodzie słońca strażnicy miejscy zdjęli kopcące się szczątki i zanieśli do katakumb pod świątynią, gdzie miały spłonąć, ku chwale Wszechojca Imperatora.

[center]KONIEC[/center]
Ostatnio zmieniony przez Kalia 2011-03-03, 16:01, w całości zmieniany 16 razy  
 
     
Peace 
Pacyfista



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: 2.43
Wersja gry S3: FE
Wiek: 21
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 92
Skąd: Pleszew
Wysłany: 2011-01-19, 21:27     

Czymżeśmy zasłużyli na obecność i obcowanie z twórczością samego kompana Wieśka z Rivii? : >

No, nareszcie coś na poziomie.

Grał kolega w Disciples? Opowiadanie jak wyjęte z zamku Imperium :P

Wszystko fajnie, tylko parę rzeczy mi nie leży. Po pierwsze dużo gadania, opisów, mało się dzieje. Trochę to wszystko takie przegadane wręcz nudne. Do tego język trochę prosty, ale to już trochę na siłę się czepiam :P Lubię jak opowiadanie trzyma za jaja, a na wstępie naprawdę mnie muliło.

[quote="BardJaskier"]- Która jest godzina? – spytała młodej kobiety.[/quote]
Z tego co wywnioskowałem akcja dzieje się gdzieś w średniowieczu, więc pytanie o godzinę trochę nie na miejscu (za to odpowiedź dobra)

[quote="BardJaskier"]- Gdzie znajdę lorda Gabriela?
- Nie wiem, pani[/quote]
Hola, czegoś tu nie rozumiem. Gabriel ukradkiem uciekł od swej panny w nocy, nic jej nie mówiąc? Dość to nielogiczne.[quote="BardJaskier"]- No. Zgubiła się. Żabciu nieźle wpadłaś –[b] dodał drugi,[/b] mniejszy, przypominający szczura.
- Mylicie się drodzy panowie – powiedziała chwytając dwóch noży ukrytych w fałdach stroju.
- Jaka cwana – rzucił ten większy.
- Ta. My już wiemy co z takimi robić – [b]dodał ten drugi[/b]
od dzisiaj będziesz pracowała dla nas. Ale najpierw musimy sprawdzić, czy się nadasz – powiedział z paskudnym uśmiechem na szczurzej twarzy.
Barczysty rzucił się na nią, jednak nie docenił jej. Jednym sprawnym ruchem wyjęła oba noże i dźgnęła go w serce i główną żyłę. [b]Drugi[/b] patrzył na to przerażony.[/quote]
[quote="BardJaskier"]Nóż śmignął w powietrzu. Poszła go wyjąć.[/quote]
Brakuje wzmianki o tym gdzie trafił.

I kolejne niuanse fabularne. Rozumiem że pani Aleksandra podszywała się za madmułazel-laska Gabriela. A ten bez zaskoczenia wita ją ubraną w ciuchy zawodowej zabójczyni?...
[quote="BardJaskier"]Zrzuciła z siebie suknię.[/quote]
Którą zdjęła już wcześniej, przebierając się do podróży...
[quote="BardJaskier"]Obudziło ją pianie kura[/quote]
Tożto ciekawe zwierze, kur ^^

I kolejna rzecz fabularnie zagmatwana. Najpierw wzmianka że spędziła z Gabrielem czas do rana, potem że wyszła w południe, a zaraz po hotline'nie z panią guru już był wieczór?

[quote="BardJaskier"]- Pani – przywitała się Aleksandra pochylając głowę.
- Czy zadanie zostało wykonane?
- Zgodnie z planem, pani. Przekazałam już wszystkie informacje.
- Doskonale.
- Czy moja droga ucieczki jest już gotowa?
- Niestety nie ma żadnej drogi ucieczki.
- Co?!
- Nie pomożemy ci uciec z Romii.
- Ale, ale dlaczego?
- Przekazałaś informacje. Wykonałaś zadanie. Twoja życiowa misja kończy się i twoje życie także.
- Pieprzyć przeznaczenie i misje. Nie taki był układ! [/quote]
Spędziwszy całe życie w zakonie raczej nie miałaby tak niewyparzonej gęby jak współcześni nastolatkowie i nie krzyknęłaby "Pieprzyć to" :P

Btw. nie było wzmianki o tym że się ubrała, mam nadzieję że nie gadała nago z panią guru i nie paradowała w niecodziennym "stroju" "przemieszczając się po dachach niczym nocna mara" :lol:

"Szlachta ucztuje a plebs głoduje - burżuje!" :lol:

O ile na początku wszystko jest straaasznie szeroko pisane, że wręcz momentami nuży, im dalej tym szybciej, aż do tempa w którym akcja przestaje być spójna. Takie moje zdanie.

Jednakże na pewno dużą część wrażenia skradł mi monitor - mam jakąś naturalną skłonność do oczopląsów i nie wyciągam 100% wartości czytanego tekstu : x
_____________________________________________________________________
Cytat:
Dwie rzeczy są nieograniczone – wszechświat i ludzka głupota. Co do tego pierwszego nie mam jednak pewności.

Albert Einstein
 
 
     
BardJaskier 
Cynik marzyciel



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: Nie mam gry
Platforma S2: PC
Wiek: 21
Dołączył: 18 Sty 2011
Posty: 2
Skąd: Sandomierz
Wysłany: 2011-01-19, 22:07     

[quote="Peace"]Grał kolega w Disciples? Opowiadanie jak wyjęte z zamku Imperium :P [/quote]

Grałem, grałem w drugą część. Aczkolwiek wzorowałem się raczej na Imperium z Warhammera 40.000, taki rygor i nieliczące się jednostki.

[quote="Peace"]BardJaskier napisał/a:
- Która jest godzina? – spytała młodej kobiety.

Z tego co wywnioskowałem akcja dzieje się gdzieś w średniowieczu, więc pytanie o godzinę trochę nie na miejscu (za to odpowiedź dobra) [/quote]

no nie wiem jak można inaczej zadać pytanie o porę dnia

[quote="Peace"]BardJaskier napisał/a:
- Gdzie znajdę lorda Gabriela?
- Nie wiem, pani

Hola, czegoś tu nie rozumiem. Gabriel ukradkiem uciekł od swej panny w nocy, nic jej nie mówiąc? Dość to nielogiczne. [/quote]

on poszedł do siebie, a ona do siebie po tej uczcie

[quote="Peace"]BardJaskier napisał/a:
- No. Zgubiła się. Żabciu nieźle wpadłaś – dodał drugi, mniejszy, przypominający szczura.
- Mylicie się drodzy panowie – powiedziała chwytając dwóch noży ukrytych w fałdach stroju.
- Jaka cwana – rzucił ten większy.
- Ta. My już wiemy co z takimi robić – dodał ten drugi
od dzisiaj będziesz pracowała dla nas. Ale najpierw musimy sprawdzić, czy się nadasz – powiedział z paskudnym uśmiechem na szczurzej twarzy.
Barczysty rzucił się na nią, jednak nie docenił jej. Jednym sprawnym ruchem wyjęła oba noże i dźgnęła go w serce i główną żyłę. Drugi patrzył na to przerażony.


BardJaskier napisał/a:
Nóż śmignął w powietrzu. Poszła go wyjąć.

Brakuje wzmianki o tym gdzie trafił.

I kolejne niuanse fabularne. Rozumiem że pani Aleksandra podszywała się za madmułazel-laska Gabriela. A ten bez zaskoczenia wita ją ubraną w ciuchy zawodowej zabójczyni?...
[/quote]

No tu w sumie można by poprawić z tym trafieniem.
Ci faceci to byli zupełni inni ludzie.

[quote="Peace"]BardJaskier napisał/a:
Zrzuciła z siebie suknię.

Którą zdjęła już wcześniej, przebierając się do podróży... [/quote]

To było miesiąc później. Trochę zamieszania jest przez to, że nie zrobiło mi akapitów.

[quote="Peace"]BardJaskier napisał/a:
Obudziło ją pianie kura

Tożto ciekawe zwierze, kur ^^ [/quote]

hym, no Wikipedia rozumie o co chodzi

[quote="Peace"]I kolejna rzecz fabularnie zagmatwana. Najpierw wzmianka że spędziła z Gabrielem czas do rana, potem że wyszła w południe, a zaraz po hotline'nie z panią guru już był wieczór?


BardJaskier napisał/a:
- Pani – przywitała się Aleksandra pochylając głowę.
- Czy zadanie zostało wykonane?
- Zgodnie z planem, pani. Przekazałam już wszystkie informacje.
- Doskonale.
- Czy moja droga ucieczki jest już gotowa?
- Niestety nie ma żadnej drogi ucieczki.
- Co?!
- Nie pomożemy ci uciec z Romii.
- Ale, ale dlaczego?
- Przekazałaś informacje. Wykonałaś zadanie. Twoja życiowa misja kończy się i twoje życie także.
- Pieprzyć przeznaczenie i misje. Nie taki był układ!

Spędziwszy całe życie w zakonie raczej nie miałaby tak niewyparzonej gęby jak współcześni nastolatkowie i nie krzyknęłaby "Pieprzyć to" :P [/quote]

i tutaj znowu przez ten brak akapitów się psuje kompozycja. da się je ustawić? bo ani z tabu nie weszły ani ze spacji( bo jakby co to ja nowy na forum jestem)
Ona nie była wychowanką zakonu, tylko Gildii Zabójców i nie miała tam lekko, więc pozwoliłem jej się unieść

to chyba wszystko, mam nadzieję, że wszystko Ci wyjaśniłem. Dzięki wielkie za krytykę ;D
 
     
Peace 
Pacyfista



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: 2.43
Wersja gry S3: FE
Wiek: 21
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 92
Skąd: Pleszew
Wysłany: 2011-01-19, 22:14     

[quote="BardJaskier"]no nie wiem jak można inaczej zadać pytanie o porę dnia [/quote]
"Cóż za pora" już bardziej pasuje do średniowiecza. Takie przeplatanie staropolszczyzną... Wtedy podejrzewam że nie operowało się godzinami.
[quote]on poszedł do siebie, a ona do siebie po tej uczcie [/quote]
Niemniej i tak dziwna sprawa że tak brzydko nawiał od swojej wybranki.
[quote]Ci faceci to byli zupełni inni ludzie. [/quote]
Chodziło mi o samą rozmowę w kaplicy. Nie miała czasu żeby się przebrać.[quote="BardJaskier"]To było miesiąc później.[/quote]
: O
Wypadałoby wspomnieć (chyba że przeoczyłem, to pardon)
[quote="BardJaskier"]hym, no Wikipedia rozumie o co chodzi
[/quote]
Ja nigdy nie słyszałem tejże formy, nie lepiej napisać kogut? ^^
[quote="BardJaskier"]Ona nie była wychowanką zakonu, tylko Gildii Zabójców[/quote]
Bardzo podobna struktura. Wychowanie w totalnym rygorze. Śmiem twierdzić że behawioryści i socjolodzy śmialiby się do rozpuchu, ale żadnym z nich nie jestem więc jak uważasz ^^
[quote="BardJaskier"]i tutaj znowu przez ten brak akapitów się psuje kompozycja. da się je ustawić? bo ani z tabu nie weszły ani ze spacji( bo jakby co to ja nowy na forum jestem) [/quote]
Z tego co ja się męczyłem, można tylko od nowej linii zaczynać niestety.

Btw., tam gdzie pogrubiłem słowa w dialogu, miałem na myśli powtórzenia. [b]Drugi[/b].

[quote="BardJaskier"]Grałem, grałem w drugą część. Aczkolwiek wzorowałem się raczej na Imperium z Warhammera 40.000, taki rygor i nieliczące się jednostki.

[/quote]
Eee, Imperium i W40k? :shock:

Mnie Wszechojciec od razu wyrzucił do DII :D
_____________________________________________________________________
Cytat:
Dwie rzeczy są nieograniczone – wszechświat i ludzka głupota. Co do tego pierwszego nie mam jednak pewności.

Albert Einstein
Ostatnio zmieniony przez Peace 2011-01-19, 22:19, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
     
BardJaskier 
Cynik marzyciel



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: Nie mam gry
Platforma S2: PC
Wiek: 21
Dołączył: 18 Sty 2011
Posty: 2
Skąd: Sandomierz
Wysłany: 2011-01-19, 22:36     

[quote="Peace"]BardJaskier napisał/a:
no nie wiem jak można inaczej zadać pytanie o porę dnia

"Cóż za pora" już bardziej pasuje do średniowiecza. Takie przeplatanie staropolszczyzną... Wtedy podejrzewam że nie operowało się godzinami. [/quote]

no mnie z kolei "cóż za pora" niezbyt pasowałoby do koncepcji głównej bohaterki

[quote="Peace"]Cytat:
on poszedł do siebie, a ona do siebie po tej uczcie

Niemniej i tak dziwna sprawa że tak brzydko nawiał od swojej wybranki. [/quote]

A tam od razu wybranki. Ona tylko towarzyszyła mu podczas uczty, nie było czegoś takiego, że była mu przeznaczona czy cóś. A że miał nakaz życia w celibacie, to nie chciał zaczynać, bo mogłaby go wydać i wtedy kat, a oficjalnie podaliby, że został pokonany w jakiejś walce.

[quote="Peace"]Cytat:
Ci faceci to byli zupełni inni ludzie.

Chodziło mi o samą rozmowę w kaplicy. Nie miała czasu żeby się przebrać. [/quote]

[quote="Peace"]BardJaskier napisał/a:
To było miesiąc później.

: O
Wypadałoby wspomnieć (chyba że przeoczyłem, to pardon) [/quote]

[quote="BardJaskier"]Miesiąc minął na oczekiwaniu na lorda. Wrócił jednak dokładnie w wyznaczonym terminie.[/quote]

[quote="Peace"]BardJaskier napisał/a:
hym, no Wikipedia rozumie o co chodzi


Ja nigdy nie słyszałem tejże formy, nie lepiej napisać kogut? ^^ [/quote]

Pozostanę jednak przy moim kurze[quote="Peace"]BardJaskier napisał/a:
Ona nie była wychowanką zakonu, tylko Gildii Zabójców

Bardzo podobna struktura. Wychowanie w totalnym rygorze. Śmiem twierdzić że behawioryści i socjolodzy śmialiby się do rozpuchu, ale żadnym z nich nie jestem więc jak uważasz ^^ [/quote]


Ja mam różne koncepcje dotyczące zabójców i kleryków w "tamtym świecie". Ci pierwsi są szkolenie do zabijania za pieniądze, a ci drudzy mają wytrzymać szarżę ciężkiej konnicy, bo tak każe Imperator-Wszechojciec. Jeśli są szkoleni do zabijania za pieniądze to są okrutni i bezwzględni, czyli trochę tak jak wiedźmini, a taki weźmy Geralt to był całkiem niezłe ziółko.
 
     
Hammer 
Love Hentai :3



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Klan S1: WzC!
Wersja gry S2: ZE: 2.65.2
Platforma S2: PC
Wersja gry SC: Citadel
Platforma SC: PC
Wersja gry S3: Nie mam gry
Wiek: 19
Dołączył: 12 Lis 2010
Posty: 56
Skąd: Växjö/Olecko
Wysłany: 2011-01-20, 15:20     

Opowiadanie bardzo dobre,ale nie tak dobre jak "Zew Krwi" które jest najlepszym opowiadaniem które czytałem. :]
Czekam na dalszą część. :)
_____________________________________________________________________

 
  My status
     
Kalia 
w(y)kurzacz trolli



Wersja gry S1: UW: 2.28
Wersja gry S2: IB/WS: 2.65.2
Platforma S2: PC
Wersja gry SC: Citadel
Platforma SC: PC
Wersja gry S3: Nie mam gry
Wiek: 27
Dołączyła: 13 Lut 2007
Posty: 1945
Skąd: Zielonka k. Warszawy
Wysłany: 2011-01-21, 11:03     

[quote="Peace"]Grał kolega w Disciples? Opowiadanie jak wyjęte z zamku Imperium[/quote]
O patrz, też pierwsze, o czym pomyślałam xD
[quote="Peace"]Spędziwszy całe życie w zakonie raczej nie miałaby tak niewyparzonej gęby jak współcześni nastolatkowie i nie krzyknęłaby "Pieprzyć to"[/quote]
A czytałżeś Wiedźmina?
[quote="Peace"]nie lepiej napisać kogut?[/quote]
Skoro chcesz staropolszczyzny, to właśnie 'kur' jest staropolską nazwą koguta (forma męska od 'kura').
[quote="Peace"]Bardzo podobna struktura. Wychowanie w totalnym rygorze.[/quote]
Rygorze tak, ale nie świętości. Podejrzewam, że w Gildii danie komuś po pysku spotkałoby się z podobną dezaprobatą, co w zakonie, ale nie sądzę, aby aż tak pilnowano tam kultury języka (owszem - savoir-vivre jest obowiązkowym elementem nauki, ale służy tylko do obracania się we właściwych kręgach).

Generalnie opowiadanie bardzo mi się podoba, najlepsze od dłuższego czasu. W kilku miejscach tylko się przyczepię, ale o tym poniżej. Poza tym, panie [b]Jaskier[/b], proszę edytować swój pierwszy post, nie wrzucać z każdą poprawką od nowa.

[quote="BardJaskier"]Wkroczyli powoli, dostojnie, do sali tronowej Imperatora. Jasnobłękitny tren ciągnął się za jej białą suknią. Na szyi ciążyła jej diamentowa kolia, dłonie były ociężałe z powodu złotych pierścieni.[/quote]
Uwaga natury estetycznej - dziewczyna jest śniadą szatynką o zielonych oczach. Gdzież do takiej urody biało-błękitną suknię? W dodatku z diamentową kolią i złotymi pierścieniami?
Do tego typu urody pasować by mogły złoto, zieleń, ciepłe brązy itp. A jako biżuterię złoto i kamienie typu szmaragdy, topazy, beryle - cokolwiek, byle w ciepłych odcieniach.
Tak, wiem, że faceci nie rozróżniają kolorów, ale postanowiłam nad tym popracować.
[quote="BardJaskier"]Co oni sobie myśleli, przysyłając tu zabójczynię?[/quote]
A co mieli myśleć? Komentarz jakby wchodziła do niesamowicie bronionej twierdzy albo zaplutej speluny - miejsca, w którym zadanie było niemożliwe do wykonania albo nie było godne jej osoby. Po prostu nie widzę sensu tego komentarza.
[quote="BardJaskier"]takie jej było przeznaczenie[color=darkred],[/color] jak powtarzała mistrzyni gildii. Szczerze mówiąc powtarzała to wszystkim uczennicom. Większość z tych, które pamiętała[color=darkred],[/color] nie żyje.[/quote]
Kto pamiętał? Aleksandra czy mistrzyni? Masz tu dwa podmioty, więc wyspecyfikuj, o kogo chodzi. I sprawdź sobie cały tekst na (nie)obecność przecinków.
[quote="BardJaskier"]Nie było jedzenia ani alkoholu.[/quote]
Tu z kolei za dużo przecinków... Resztę braków/nadmiarów sam wytrop, ok?
[quote="BardJaskier"]Jako dama, której „usługiwał”[/quote]
Skoro nie było stołu, to raczej nie miał jak usługiwać. Może raczej 'towarzyszył'?
[quote="BardJaskier"]miała pokoje tuż koło jego sypialni. Dziewczyna wiedziała, że pomiędzy tymi pokojami istnieją tajne przejścia pozwalające jej na wykonanie zadania.
Lord ukłonił się i odszedł do swego pokoju. Ona tymczasem udała się do prywatnej łaźni. Do pomieszczenia tego wchodziło się przez jej pokój.[/quote]
Pokoje ci się namnożyły. Spróbój wytępić powtórzenia, będzie brzmiało lepiej.
[quote="BardJaskier"]Ona tymczasem udała się do prywatnej łaźni. Do pomieszczenia tego wchodziło się przez jej pokój.[/quote]
'Ona tymczasem udała się do prywatnej łaźni, do której wchodziło się przez jej pokój.' Brzmi ładniej.
[quote="BardJaskier"]Weszła po małych stopniach na samo dno basenu.[/quote]
Do basenu to raczej w dół, więc 'zeszła'.
[quote="BardJaskier"]Poczuła zimno, więc czym prędzej odkręciła kurek z ciepłą wodą.[/quote]
Dziwne, że nie poczuła go wcześniej. To raczej dziwne, tak nagle - jakby weszła w strefę zimna... Może 'w komnacie było zimno' albo po prostu 'było zimno'? I coś, co mocno mi nie pasuje - kurek z ciepłą wodą... Jak pięść do nosa. Albo bawimy się w fantasy albo w SF. Bo inaczej wyjdzie nam TG z S2. A to nie jest dobry efekt.
[quote="BardJaskier"]których można mieć dostęp w każdej chwili[color=darkred]?[/color][/quote]

W tym miejscu następuje zagięcie czasoprzestrzeni.
Jeśli chcesz wyraźnie rozdzielić tekst, zrób np.:
[b][center]***[/center][/b]
[code][b][center]***[/center][/b][/code]

[quote="BardJaskier"]Promienie dzienne[/quote]
Dobrze, że nie gamma, bo to szkodliwe. Albo 'światło dzienne' albo 'promienie słońca', bo sam z siebie dzień jest sprawą umowną i nie promieniuje.
[quote="BardJaskier"]odeszła przerażona wdzięcznością dziewczyny.[/quote]
Czy to aż takie straszne? Rozumiem, że jako służąca może być onieśmielona albo zakłopotana, ale żeby z tego powodu wpadać w przerażenie, to chyba przesada.
[quote="BardJaskier"]i takie jedno zielone coś, co nie wiedziała co to jest.[/quote]
Kolejny poważny zgrzyt. Zupełnie brak formy i stylu. Możesz napisać 'i coś zielonego, czego nie potrafiła zidentyfikować.', ale, na litość Pańską, nie cofaj się do poziomu pierwszych klas podstawówki... Nie po tym, co napisałeś do tej pory.
[quote="BardJaskier"][*aaa psik!!*] jedne.[/quote]
Daruj sobie kichanie. Dużo wyżej ceniona jest umiejętność zapisania wulgaryzmów w formie kulturalnej niż nawrzucanie ich w ich pierwotnej postaci (bo to, niestety, każdy potrafi).
[quote="BardJaskier"]Gdy skończyła jeść służka znów weszła do jej pokoju i zaproponowała pomoc przy ubraniu. Dziewczyna znów musiała ubrać suknię, więc przystała na propozycję.[/quote]
Znowu mamy dwa podmioty - która dziewczyna? Naturalnym jest, że chodzi o zabójczynię, ale tego trzeba się domyślić, a czytelnicy nie lubią się domyślać ;)
[quote]a [*aaa psik!!*] tańsze.[/quote]
Na zdrowie. Uwaga jak dwa wyżej.
[quote="BardJaskier"]chwytając dwóch noży ukrytych w fałdach stroju.[/quote]
'chwytając dwa noże' - poza tym to trochę bez sensu. Jeśli pozwolisz mi przeredagować trochę ten akapit:
[quote="BardJaskier"]- Mylicie się drodzy panowie – powiedziała[color=green], dyskretnie sięgając po dwa noże, ukryte[/color] w fałdach stroju.
- Jaka [color=green]wyszczekana[/color] – rzucił ten większy.
- Ta. My już wiemy co z takimi robić – dodał ten drugi – od dzisiaj będziesz pracowała dla nas. Ale najpierw musimy sprawdzić, czy się nadasz – powiedział z paskudnym uśmiechem na szczurzej twarzy.
Barczysty rzucił się na nią, jednak nie docenił jej. Jednym sprawnym ruchem wyjęła oba [/color=green]ostrza[/color][/quote]
W takiej formie wydaje mi się, że brzmi bardziej jak działanie profesjonalnej skrytobójczyni. Nie zwróciła uwagi na fakt, że jest uzbrojona, ale zaatakowała sprawnie.
[quote="BardJaskier"]Drugi patrzył na to przerażony.[/quote]
Możesz dodać dynamizmu akcji tym, że np. 'drugi zatrzymał się w pół kroku, przerażony losem kompana'. Takie trochę rozbudowanie, bo tak to brzmi, jakby cały czas stał i się patrzył.[quote="BardJaskier"]- I co teraz? – spytała z drwiącym uśmieszkiem na ustach.[/quote]
Trochę naiwne i oklepane pytanie. Bardziej zadziornie brzmiałoby 'czy nadal chcesz, bym dla 'was' pracowała' albo coś w tym stylu.
[quote="BardJaskier"]Mężczyzna odwrócił się i zaczął uciekać. Aleksandra czekała kilka chwil.
Niech sobie pomyśli, że uda mu się uciec.[/quote]
Może 'zaczął biec', żeby uniknąć powtórzenia.


Co do reszty - jak nie zapomnę, to też się przez nią przekopię, ale później, teraz muszę iść :)
_____________________________________________________________________


Gauri napisał/a:
Wpisuję Cię na listę osób, którym Kalia może niechcący urwać głowę przy samych kostkach ^^

:vampir: Oh, I love this job... :]

Polecam: http://takbardzozle.blogs...2-pisownia.html
 
     
Peace 
Pacyfista



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: 2.43
Wersja gry S3: FE
Wiek: 21
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 92
Skąd: Pleszew
Wysłany: 2011-01-21, 14:54     

[quote="Kalia"]Skoro chcesz staropolszczyzny, to właśnie 'kur' jest staropolską nazwą koguta (forma męska od 'kura'). [/quote]
Gdzieżem pisał że chcę staropolszczyzny albo że nie pasuje mi "kur"? :P
[quote="Kalia"]A czytałżeś Wiedźmina? [/quote]
Nope, nie wiem do czego dążysz.
[quote="Kalia"]Rygorze tak, ale nie świętości.[/quote]
Nie czepiam się samego użytego słowa lecz adresata.
[quote="Kalia"]Uwaga natury estetycznej [/quote]
Geez, kobiety xD
_____________________________________________________________________
Cytat:
Dwie rzeczy są nieograniczone – wszechświat i ludzka głupota. Co do tego pierwszego nie mam jednak pewności.

Albert Einstein
 
 
     
BardJaskier 
Cynik marzyciel



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: Nie mam gry
Platforma S2: PC
Wiek: 21
Dołączył: 18 Sty 2011
Posty: 2
Skąd: Sandomierz
Wysłany: 2011-01-21, 15:06     

Wielkie dzięki za poświęcenie chwili na przeczytanie moich wypocin.

Zastanowię się nad wytkniętymi błędami, ale jak mawia moja polonistka: "Ja bym napisała inaczej, ale to twój esej."

Z przecinkami mam problem, ale kurcze nie wiedziałem, że aż taki ;/
Przejrzę i poprawię.

A co do kurka:

"W ścianie nad zagłębieniem są ukryte dwa pokrętła; obróć je i możesz wykąpać się w wodzie o dowolnej temperaturze."
Christopher Paolini - [i]Najstarszy[/i]

Taki kurek może działać w oparciu o system naczyń połączonych, więc żadne pompy czy inne cuda techniki nie są potrzebne. Wystarczy zbiornik z wodą, który posłuży za wieżę ciśnień, połączony z wannami na zamku. Po odkręceniu kurka woda "dąży" do wyrównania poziomu i leci z kranu do wanny.

Raz jeszcze wielkie dzięki Pani [b]Kalio[/b]
 
     
Kalia 
w(y)kurzacz trolli



Wersja gry S1: UW: 2.28
Wersja gry S2: IB/WS: 2.65.2
Platforma S2: PC
Wersja gry SC: Citadel
Platforma SC: PC
Wersja gry S3: Nie mam gry
Wiek: 27
Dołączyła: 13 Lut 2007
Posty: 1945
Skąd: Zielonka k. Warszawy
Wysłany: 2011-01-21, 17:04     

[quote="Peace"]Tożto ciekawe zwierze, kur[/quote]
[quote="Peace"]"Cóż za pora" już bardziej pasuje do średniowiecza. Takie przeplatanie staropolszczyzną...[/quote][quote="Peace"]Ja nigdy nie słyszałem tejże formy, nie lepiej napisać kogut?[/quote]
[quote="Peace"]Gdzieżem pisał że chcę staropolszczyzny albo że nie pasuje mi "kur"?[/quote]
Ech, a mówią, że to kobiety zmieniają zdanie... A może po prostu masz dobrą pamięć, ale krótką? xD
[quote="Peace"]Nope, nie wiem do czego dążysz.[/quote]
Nie pamiętam imienia przełożonej świątyni Melitele, ale dążę do dania ci paru przykładów na to, że nawet zakon nie zawsze oznacza świętość, a tym bardziej gildia zabójców.
[quote="Peace"]Nie czepiam się samego użytego słowa lecz adresata.[/quote]
Imo jak najbardziej adekwatne dla kogoś, kto nagle zostaje sam z trupem (którego to stanu obecnego jest przyczyną) i bez wyjścia pomimo wcześniejszych obietnic pomocy. Są dwie możliwości - spanikować (co byłoby mało ciekawe) albo się wściec. Według mnie pasuje.
[quote="Peace"]Geez, kobiety[/quote]
Faceci - każdy chce żeby jego dziewczyna/żona była piękna i żeby wszyscy kumple mu jej zazdrościli, ale gdy rzeczona niewiasta ogłasza, że chce wybrać się do kosmetyczki lub na zakupy celem skompletowania pasujących do siebie ciuchów, to się im włącza tryb protestu... Gdzie tu logika? :]
[quote="BardJaskier"]ale jak mawia moja polonistka: "Ja bym napisała inaczej, ale to twój esej."[/quote]
Dokładnie :) Staram się nie zmieniać samego opowiadania, jedynie daję ci znać, gdzie coś brzmi źle/wybitnie źle lub jest po prostu błąd.
[quote="BardJaskier"]Christopher Paolini - Najstarszy[/quote]
Sorki, jego nie poprawię xD Choćby dlatego, że książka już dawno wydana.
[quote="BardJaskier"]Taki kurek może działać w oparciu o system naczyń połączonych[/quote]
Wiem, na jakiej zasadzie działają krany. Tyle, że nadal nie pasuje mi to do realiów średniowiecznych-fantasy.
_____________________________________________________________________


Gauri napisał/a:
Wpisuję Cię na listę osób, którym Kalia może niechcący urwać głowę przy samych kostkach ^^

:vampir: Oh, I love this job... :]

Polecam: http://takbardzozle.blogs...2-pisownia.html
 
     
Peace 
Pacyfista



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: 2.43
Wersja gry S3: FE
Wiek: 21
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 92
Skąd: Pleszew
Wysłany: 2011-01-21, 20:33     

[quote="Kalia"]
Ech, a mówią, że to kobiety zmieniają zdanie... A może po prostu masz dobrą pamięć, ale krótką? xD [/quote]
Aj, tu nie o pamięć chodzi a o interpretację. Przeplatane polszczyzną napisałem jako stwierdzenie a nie sugestię :P Kogut, bo "kura" nigdy nie słyszałem.
[quote="Kalia"]Imo jak najbardziej adekwatne dla kogoś, kto nagle zostaje sam z trupem (którego to stanu obecnego jest przyczyną) i bez wyjścia pomimo wcześniejszych obietnic pomocy. Są dwie możliwości - spanikować (co byłoby mało ciekawe) albo się wściec. Według mnie pasuje. [/quote]
Nie sądzę aby można powiedzieć coś takiego po całym życiu spędzonym na wychowaniu w szacunku wobec danej osoby. To zbyt mocno wpływa na psychikę.
[quote]Faceci - każdy chce żeby jego dziewczyna/żona była piękna i żeby wszyscy kumple mu jej zazdrościli, ale gdy rzeczona niewiasta ogłasza, że chce wybrać się do kosmetyczki lub na zakupy celem skompletowania pasujących do siebie ciuchów, to się im włącza tryb protestu... Gdzie tu logika? :] [/quote]
Nie wiem gdzie w mojej wypowiedzi zawarłem powyższe, niemniej proponuję zakończyć tą dygresję : D
_____________________________________________________________________
Cytat:
Dwie rzeczy są nieograniczone – wszechświat i ludzka głupota. Co do tego pierwszego nie mam jednak pewności.

Albert Einstein
 
 
     
Kalia 
w(y)kurzacz trolli



Wersja gry S1: UW: 2.28
Wersja gry S2: IB/WS: 2.65.2
Platforma S2: PC
Wersja gry SC: Citadel
Platforma SC: PC
Wersja gry S3: Nie mam gry
Wiek: 27
Dołączyła: 13 Lut 2007
Posty: 1945
Skąd: Zielonka k. Warszawy
Wysłany: 2011-01-22, 09:58     

[quote="Peace"]Nie wiem gdzie w mojej wypowiedzi zawarłem powyższe, niemniej proponuję zakończyć tą dygresję : D[/quote]
To odnośnie twojego odniesienia do 'uwagi natury estetycznej' :P

Wracając do tematu... na czym skończyłam...
Wyprawa do miasta.
Element jak najbardziej ciekawy, podejrzewam, że zawarty celem opisania walki. Ale dobrze by było, żeby miał też jakieś inne podstawy (ot choćby wyrwanie się ze sztywnego klimatu życia na zamku), bo tak wychodzi takie oderwane od kontekstu cuś. Generalnie ten fragment możnaby rozbudować, gdybyś właśnie dał jej wyprawom jakiś cel.
No i pamiętaj, że musi wracać do zamku i swoich komnat zanim pojawi się służąca, bo brak 'szlachcianki' mógłby z lekka zaniepokoić ludzi, skoro nikt nie widział żeby wychodziła.
Ot - pożywka dla kolejnych przygód ;)

[quote="BardJaskier"]Z diamentowej kolii wyjęła największy kamień i włożyła go do zagłębienia w ramie. Mogła dzięki temu komunikować się z tym, kto posiadał drugi kamień.[/quote]
Nie ma potrzeby wspominania, że ten drugi to też kamień, bo w poprzednim zdaniu mowa jest tylko o kamieniu - inaczej wychodzi powtórzenie. Możesz dać 'drugi klejnot' lub 'bliźniaczy klejnot'.
[quote="BardJaskier"]Wyszedł po godzinie. Tajnym wejściem.[/quote]
A wszedł wyjściem? Żeby nie rozgraniczać wejść i wyjść można napisać 'przejście' i będzie obsługiwało ruch w dwie strony ;)
[quote="BardJaskier"]twarz starej zabójczyni.[/quote]
Nie brzmi epicko... Może 'starszej', bo 'stary', to jakoś zalatuje stetryczeniem, niedołęstwem itd. A mistrzyni Gildii raczej nie z tym powinna się kojarzyć :P
[quote="BardJaskier"][...]Bez namysłu wzięła rozbieg i wyskoczyła przez okno.[/quote]
Hmmm... w sumie też jestem za tym, żeby dodać gdzieś, że się stosownie ubrała i nie latała po dachach jak ją Wszechojciec stworzył xD
[quote="BardJaskier"][color=darkred]- [/color]Zemszczę się[/quote]
Poprawka kosmetyczna :)

Poza tym, co powypisywałam, wszystko jak najbardziej mi się podoba ^^ Czekam na ciąg dalszy :)
_____________________________________________________________________


Gauri napisał/a:
Wpisuję Cię na listę osób, którym Kalia może niechcący urwać głowę przy samych kostkach ^^

:vampir: Oh, I love this job... :]

Polecam: http://takbardzozle.blogs...2-pisownia.html
Ostatnio zmieniony przez Kalia 2011-01-22, 10:00, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
BardJaskier 
Cynik marzyciel



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: Nie mam gry
Platforma S2: PC
Wiek: 21
Dołączył: 18 Sty 2011
Posty: 2
Skąd: Sandomierz
Wysłany: 2011-02-21, 13:50     

Po dość długiej przerwie wstawiam kolejny fragment opowiadania. Następne w drodze i mam nadzieję, że pojawią się szybciej.
 
     
Kalia 
w(y)kurzacz trolli



Wersja gry S1: UW: 2.28
Wersja gry S2: IB/WS: 2.65.2
Platforma S2: PC
Wersja gry SC: Citadel
Platforma SC: PC
Wersja gry S3: Nie mam gry
Wiek: 27
Dołączyła: 13 Lut 2007
Posty: 1945
Skąd: Zielonka k. Warszawy
Wysłany: 2011-02-25, 16:58     

[quote="BardJaskier"]przy długich, ciężkich ławach[/quote]
Wydaje mi się, że ławy są do siedzenia :P
[quote="BardJaskier"]Brakowała mu kilku zębów[/quote]
Literówka - brakowało.
[quote="BardJaskier"]by przynieść potrawy[/quote]
Ciężko ser i chleb nazwać 'potrawą' - to po prostu jedzenie. Potrawą byłby na przykład gulasz.
[quote="BardJaskier"]Nad ranem zabójczyni zeszła na dół. Spędziła noc w karczmie.[/quote]
Źle brzmi w tej kolejności. Lapiej:
[quote="BardJaskier"]Zabójczyni spędziła noc w karczmie. Nad ranem zeszła na dół.[/quote]
[quote="BardJaskier"]są to najgorsi ze wszystkich ludzi podległych Imperatorowi.[/quote]
To też jakoś dziwnie brzmi 'najgorsi z ludzi...' - jakby był to najgorszy z oddziałów, a jest wręcz odwrotnie. Jeśli chcesz opisać ich charakter, to lepiej wybrać wyraz wyraźnie odnoszący się do charakteru - np. najpodlejsi ;)
[quote="BardJaskier"]ciężkim kotłem[/quote]
Och, my... Ty wiesz, jak wyglądają kotły, w dodatku ciężkie? Podejrzewam, że zmieściłbyś się w jednym cały. Wybierz jakiś mniejszy kaliber broni ;)
[quote="BardJaskier"]Jeden z inkwizytorów rzucił mieszek złota na ladę i powlekli dziewczynę na konia.[/quote][quote="BardJaskier"]został przyłożony go jej pleców[/quote]
Literówka - do.
[quote="BardJaskier"]Obmył rany dziewczyny wodą i przetarł kawałkiem tkaniny. Aleksandra usiadła i uśmiechnęła się lekko.[/quote]
Życzę szczęścia - po przypalaniu skóry (prawdopodobnie głębokim, sądząc po wcześniejszym opisie) dostać jeszcze ścierą przez plecy... Poparzyłeś się kiedyś albo obtarłeś sobie skórę? Próbowałeś potem choćby dmuchnąć na miejsce urazu? Jeśli nie, to nie próbuj, bo potrafi boleć jak diabli. Po takich przejściach nie ma również szans na szybkie wstanie - strupy i skrzepy po poparzeniu są zbyt sztywne, a jak któryś pęknie, to naprawdę - nie polecam wyobrażania sobie tego uczucia. Generalnie - jeśli chcesz żeby bohaterka była szybko zdolna do dalszej podróży, musisz wymysleć jakąś inną torturę, bo po przypalaniu miałaby co najmniej dwa tygodnie grzecznego leżenia (w czystych warunkach i z odpowiednimi łagodzącymi okładami na rany).
[quote="BardJaskier"]- Urodziłam się w Sarmacji, w Lechistanie[/quote]
O rany, ale dajesz xD Pomieszanie Warhammera, Disciples i naszego XV wieku xD
[quote="BardJaskier"]chwyciła jego dłoń i wbiła mu miecz w gardło[/quote]
Ojć, pomyśl czasem o stosunku długości - nie odgięłaby jego ręki tak daleko, żeby dźgnąć go jego własnym mieczem w gardło. Mogła mu je poderżnąć, ale nie wbić w nie ostrze - do tego musiałaby mu broń wyrwać.
[quote="BardJaskier"]Wyciągnął buławę zza pasa i chwycił poetę. Podsunął mu miecz do gardła, cały czas mierząc buławą w dziewczynę.[/quote]
Wyszło jakby miał trzy ręce :P Możesz pominąć element 'chwytania', bo jest do niczego nieprzydatny, a zredukujesz w ten sposób nadmiarowość kończyn inkwizytora.
[quote="BardJaskier"]W zbrojowni Aleksandra zabiła pięciu strażników i zabrała swoją broń[/quote]
Oj, tutaj rozpłaszczyłeś akcję gorzej niż naleśnik na patelni... Bez obrażania młodych autorów, ale w ten sposób piszą dzieci - 'przyszedł wielki bohater, zabił dziesięciu wrogów, poszedł dalej, zabił pięćdziesięciu i poszedł dalej'. Raz - nie przesadzajmy z liczbami, jeśli chcemy zachować realizm. Dwa - zabawa w wyliczanie daje kiepskie efekty, wystarczy wspomnieć, że zabiła strażników. Trzy - suche stwierdzenie 'zabiła' jakoś nie pasuje mi do dotychczasowego, barwnego sposobu opisu.
[quote="BardJaskier"]Dziewczyna pogładziła konia po głowie i powiedziała, że nie ma się czego martwić, że to przyjaciel.[/quote]
Kolejny, podobny do powyższego, problem. Zastępowanie dialogów przez 'powiedział, że...' bardzo nieprzyjemnie dusi akcję. Albo daj tutaj 'kwestię mówioną' ablo jakiś inny opis uspokojenia wierzchowca.
[quote="BardJaskier"]Nie widzę, żeby zaskoczyła.[/quote]
Ja też niekoniecznie zaskoczyłam, gdzie tem był wspomniany żart.
[quote="BardJaskier"]Tyle odstaliśmy[/quote]
Literówka - dostaliśmy.
[quote="BardJaskier"]powiedział wieśniak, który stał najbliżej inkwizytora.
Po chwili leżał na ziemi, a kałuża jego krwi rosła. Pancerny wycierał krew z potężnego, dwuręcznego miecza.[/quote]
Nie no, rozumiem - bezwzględność i traktowanie ludzi jak śmieci, ale żeby od razu wyżynać wszystkich, którzy się odezwą? Wystarczyłoby, żeby inkwizytor zbyt go milczeniem/pogardliwym spojrzeniem bądź niemiłą uwagą. Albo któryś z przypocznych zdzielił go w zęby lub przeponę, żeby mu się odechciało, ale takie z miejsca mordowanie jest zupełnie nieuzasadnione.

Poza tym - zapowiada się coraz ciekawiej :)
_____________________________________________________________________


Gauri napisał/a:
Wpisuję Cię na listę osób, którym Kalia może niechcący urwać głowę przy samych kostkach ^^

:vampir: Oh, I love this job... :]

Polecam: http://takbardzozle.blogs...2-pisownia.html
 
     
BardJaskier 
Cynik marzyciel



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: Nie mam gry
Platforma S2: PC
Wiek: 21
Dołączył: 18 Sty 2011
Posty: 2
Skąd: Sandomierz
Wysłany: 2011-02-26, 16:48     

Błędy poprawione, mam nadzieję, że na lepsze.

A co do konstrukcji świata, tj. nazewnictwa krain geograficznych, państw, narodów i ras to rzeczywiście wzorowałem się na poznanych światach fantasy i historii, choć od razu zaznaczam, że nie uważam się za wielkiego eksperta w którejkolwiek z tych dziedzin.

„Dyskusja rodzi niepewność. Niepewność rodzi lęk. Lęk rodzi zdradę” jest to zdanie z innego opowiadania, także dziejącego się w Imperium (choć możliwe, że gdzieś usłyszałem coś podobnego), które jest państwem totalitarnym no i tam życie ludzkie się nie liczy. I to jest uzasadnienie tego mordowania.

Kolejne fragmenty w przygotowaniu.
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

No i koniec. Chętnie wysłucham... ;/ przeczytam słowa krytyki.
Ostatnio zmieniony przez BardJaskier 2011-03-02, 22:59, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Możesz zmieniać swoje posty
Nie możesz usuwać swoich postów
Możesz głosować w ankietach
Możesz załączać pliki na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Powiadom znajomego o tym temacie
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Śledź odpowiedzi w tym temacie
Oznacz temat jako nieczytany

Skocz do:  
Szybka odpowiedź


Wygaśnie za Dni
 
 
 
 
 
 
Opcje
Dodaj podpis (może być zmieniony w profilu)
Powiadom mnie gdy ktoś odpowie
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,81 sekundy. Zapytań do SQL: 14