|
|
|
|
Zew Krwi  |
| Autor |
Wiadomość |
zolwik03

Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: 2.31
Wiek: 22 Dołączył: 03 Sty 2011 Posty: 1 Skąd: Wiocha
|
Wysłany: 2011-01-04, 16:26 Zew Krwi
|

|
|
Witam. Chciałbym przedstawić Wam moje opowiadanie. Nie jest to historia Wampirzycy z gry Sacred, tylko ogólnie opowiadanie fantasy o pewnej wampirzycy. Nie jest to moja pierwsza proza. Chciałbym wiedzieć co o tym myślicie, jakie popełniam błędy. szczególnie zależy mi na opinii Kalii , bo wiem, że lubi Wapirzycę. Czytałem również jej opinie i wydają mi się... profesjonalne Jednak chcę żeby jak najwięcej osób napisało opinie o mojej "twórczości". mam nadzięję, że podczas czytania nie będziecie załamywać się Miłej lektury!
PROLOG
Karine obudziło potworne zimno. Usiadła. Nie miała pojęcia gdzie się znajduje. Dopiero po chwili dotarło do niej, że jest w lesie. Było ciemno, tylko księżyc w pełni dawał nikły blask. Co się stało? Ach tak... była na spacerze z przyjaciółkami i... o rany! To coś... zabiło pozostałe dziewczyny a ją... pomacała szyje ale zaraz tego pożałowała i syknęła z bólu. Wyczuła ślad po ukąszeniu. Próbowała wstać ale była strasznie słaba i kręciło jej się w głowie. Chciała znależć drogę do domu lecz nie znała tego miejsca.
Powoli, przytrzymując sie drzew, ruszyła przed siebie. Po chwili usłyszała wrogie warczenie. Spojrzała w jego stronę i przez osłonę nocy ujrzała wilka. Chciała uciec lecz nie miała siły biec. Nogi odmawiały jej posłuszeństwa. Zwierzę powoli podchodziło do niej ukazując swe wielkie kły. Gdy już szykowało się do skoku, Karinie nagle pryspieszyło serce. Poczuła wielki głód. Wzrok sie jej wyostrzył i widziała wszystko w czerwieni. Wpadła w dziwny amok. Z szybkością błyskawicy rzuciła się na wilka zanurzając swe wydłużone kły w jego szyi.. teraz poczuła się o wiele lepiej. Gdy napoiła się jego krwią do syta, oprzytomniała. Spojrzała na rozszarpane zwierzę i na swoje zakrwawione ręce.
- Na Valiosa! Co ja uczyniłam!
Oczy zaszły jej łzami. Zaczęła biec czym prędzej przed siebie, jak najdalej od wilka. Przedzierała się przez gęste krzaki szarpiąc swoją suknię. Cały czas myślała o tym, co się przed chwilą stało. Wtem straciła grunt pod stopami a drzewa i krzaki znikły. Przez chwilę widziała tylko skały. Potem był ból i ciemność.
ROZDZIAŁ 1
„Skąd się wzięło tyle krwi?”
Dziewczyna obudziła się. Przez chwilę nie mogła otworzyć oczu, ponieważ poranne promienie słońca ją oślepiały. Chwilę później rozejrzała się. Leżała w wygodnym łóżku, przykryta grubą narzutą. Była w jakiś pokoju. Meble były dość stare. Chciała wstać ale poczuła wielki ból w całym ciele. Krzyknęła. Za chwilę drzwi otworzyły się i wszedł wysoki mężczyzna w podeszłym wieku. Jego długa, siwa broda podkreślała starczy wygląd.
- Nie próbuj wstawać. Jesteś poważnie ranna. – powiedział mężczyzna.
- Gdzie jestem?
- W moim domu. Znalazłem cię pod urwiskiem skalnym. Musiałaś z niego spaść. Połamałaś sobie wiele kości.
Rzeczywiście miała na sobie wiele bandaży. Ale dziewczyna dopiero teraz zauważyła, że jest naga.
- Gdzie moje ubranie? Czemu mnie rozebrałeś?
- Musiałem cię dokładnie opatrzeć. Poza tym twoja suknia była cała podarta. Nie nadawała się już do noszenia. Ale sądząc po jej wyglądzie musisz pochodzić z bogatej rodziny. Jak masz na imię?
- Ja... nie pamiętam.
- A pamiętasz jak spadłaś z urwiska?
- Ja... nic nie pamiętam.
- Pewnie straciłaś pamięć w wyniku upadku. Niedobrze. Ale znalazłem to na twojej szyi. – powiedział i podał jej srebrny naszyjnik. – Jest na nim wygrawerowane słowo: Karina. To może być twoje imię.
Ranna wzięła biżuterię do ręki. Chwilę się jej przyglądała poczym ścisnęła w dłoni.
- Długo tu leżę?
- Pół nocy. Musisz teraz odpoczywać – rzekł starzec. – Oczywiście możesz zrezygnować z mojej pomocy, nie radziłbym jednak.
Mężczyzna wstał i skierował się do drzwi ale po chwili namysłu odwrócił się w stronę łóżka.
- Nie wiesz może skąd się wzięła krew na twojej sukni?
- Poraniłam się podczas upadku
- No tak... – zadumał się starzec i wyszedł.
Dziewczyna spojrzała w dół. Rzeczywiście była cała pokryta krwią. Ręce, piersi, brzuch... na stoliku obok łóżka leżało małe lsterko. Wzięła je do ręki i spojrzała na swoją twarz. Usta i szyję też miała w osoczu. Trochę jej za dużo jak na upadek. Kim jest? Skąd pochodzi? Co się stało minionej nocy? Skąd się wzięło tyle krwi?
ROZDZIAŁ 2
„Jesteś wampirem.”
Starzec przychodził później do niej jeszcze kilka razy. Usnęła tuż przed zmierzchem, bo była bardzo zmęczona. W nocy obudził ją wielki głód. Czuła krew. Słyszała bicie jego starego seca. Był niedaleko. Oczy zaszły jej czerwienią, kły się wydłużyły. Wstała i cicho zeszła po schodach. Krew była coraz bliżej. Spał na łóżku. Powoli zbliżyła się do niego. Już otworzyła usta żeby wbić swoje kły, gdy nagle poczuła ostry ból. Ten głupiec wylał na nią jakiś kwas! Chciała się rzucić na niego, ale ten w oka wgnieniu zniknął. Nagle poczuła ból i straciła przytomność.
Obudziła się ponownie w tym samym łóżku. Tyle tylko, że była przywiązana. Obok niej stał starzec.
- Co się stało? – spytała. – Czemu mnie przywiązałeś?
- Napadłaś na mnie. – spokojnie odpowiedział.
- Ja... ach tak, pamiętam. Ja kompletnie nie rozumiem, co się ze mną stało. Poczułam głód...
- Byłaś spragniona krwi.
- Co? Oszalałaś?
- Jesteś wampirem. A jakim cudem twoje kły się wydłużyły? Oczy zaszły krwią? Jesteś wampirem.
- Jesteś pomylony!
- Spójrz niewierna! – krzyknął mędrzec i przytrzymał lusterko przed nią. – Widzisz te dwa ślady? To ukąszenie wampira! Musiał cię zarazić tamtej nocy. Pewnie teraz też jesteś głodna, co? Chcesz krwi? Chcesz?
Mężczyzna paznokciem rozdrapał sobie skórę na nadgarsku i przysunął rękę do twarzy Kariny. Dziewczyna wnet zmieniła swą postać. Wrzeszczała, bluźniła, wyrywała się. W końcu się uspokoiła. Zaczęła płakać.
- Nie... Nie! Nie! Nie! To nie może być prawda! Ja nie chcę. Pomóż mi...
- Niestety nie ma już dla ciebie ratunku, na zawsze już pozostaniesz nocnym upiorem. Masz, napij się. – powiedział starzec poczym podał jej do ust szklankę z czerwoną cieczą. Wampirzyca od razu poczuła krew. Źrenice się jej zaczerwieniły i w mig wypiła całą szklankę.
- To była krew jagnięcia. Teraz jesteś osłabiona ale zaraz powinno ci się polepszyć.
Zaczął odwijać jej bandaże.
- O, widzisz? Wszystkie rany zniknęły. Jesteś już zdrowa. Teraz wybór nalezy do ciebie: czy chcesz zostać demonem nocy i żywić się krwią, czy chcesz nauczyć się żyć pośród ludzi i przeciwstawić się swojemu przekleństwu?
- Ja... nie chcę być taka...
- Już zawsze będziesz „taka”. Ale możesz nauczyć się kontrolować swoją wampirzą naturę.
- Pomóż mi...
ROZDZIAŁ 3
„Jestem potworem...?”
Od tamtego dnia minął niespełna miesiąc. Przez ten czas starzec nauczył Karine kontrolować jej żądzę krwi. Mędrzec dawał jej specjalny eliksir, który mogła spożywać zamiast osocza. Nauczył ją przyrządzać ten napój, żeby mogła sama sobie poradzić. Dziś stwierdził, że wampirzyca jest gotowa, by żyć wśród ludzi.
- Możesz już wyruszyć w świat, moja droga. Umiesz zapanować nad swoim przekleństwem. Tylko pamiętaj: wszystko zależy od ciebie. Musisz sama chcieć zapanować nad tym. Nikt inny tego za ciebie nie zrobi.
Karina stała zdziwiona.
- Mam... odejść? Tak po prostu?
- Myślałem, że pragniesz się stąd wyrwać czym prędzej. Chcesz zostać w tej dziurze? Na takim odludziu? Masz całe życie przed sobą. Zrobiłem co mogłem. Zgaduję, że będziesz chciała poznać swoją przeszłość. Znam pewną zielarkę, może ona przywróci ci pamięć. Ja niestety nie mam takiej mocy. Nazywa się Zygida i mieszka w małym miateczku Al-Karon, na południowy-wschód stąd.
- Ja... bardzo ci dziekuję. Za wszystko, co dla mnie zrobiłeś. Jestem ci bardzo wdzięczna.
- Spakowałem dla ciebie małą torbę. Masz tam eliksiry, parę drobiazgów i trochę orenów. Życzę ci powodzenia w poszukiwaniu samej siebie. Na początek lepiej zajdź do miasta Karish. Dojdziesz do niego idąc około dziesięciu wiorst ścieżką na południe, cały czas prosto. Możesz tam kupić lepsze ubranie.
Karina wzięła torbę, uściskała serdecznie starca i ruszyła przed siebie. Na koniec uszłyszała ostatnie słowa swojego nauczyciela:
- Tylko nie zapomnij mnie kiedyś odwiedzić.
- [i]Zabawne.[/i] – pomyślała wampirzyca. – [i]Nawet nie wyjawił mi swojego imienia.[/i]
Po jakimś czasie znalazła się u bram miasta. Wyglądało nawet okazale. Gdy chciała do niego wejść, zatrzymało ją dwóch strażników.
- Stój! Musimy cię przeszukać! – rzekł jeden z rycerzy,
- A co to za kontrole? – spytała, podczas gdy drugi zaczął ją przeszukiwać.
- Ostatnio więcej zabójstw w mieście.
- A co to za eliksiry? – spytał rewizjujący.
- To... moje lekarstwa.
- Ja chyba gdzieś już panią widzałem. – zagadnął drugi strażnik.
- Nie wydaje mi się.
Karina chciała o coś zapytać, lecz powstrzymała się. Poczuła jak strażnik, który ją przeszukiwał, maca jej piersi. Zdenerwowana chwyciła go za dłoń i wykręciła ją.
- Jeszcze raz mnie dotkniesz a, nie zważając na to kim jesteś, złamię ci tę rękę w pięciu miejscach! – krzyknęła poczym puściła mężczyznę.
- Spokojnie! – wrzasnął strażnik masując obolały nadgarstek. – widziałem broń i nielegalne towary ukryte w różnych dziwnych miejscach. Dbamy tylko o bezpieczeństwo.
- Proszę pamiętać, że zabronione jest posiadanie broni i narkotyków na terenie miasta. – dodał drugi.
Karina przeszła przez bramy.
- Dziwne, że zdołałam go obezwładnić. Przecież jest dwa razy większy ode mnie... – zdziwiła się dziewczyna. Zdołała usłyszeć jeszcze rozmowę dwóch strażników:
- Oszalałeś? Chcesz mieć kłopoty?
- Daj spokój, widziałeś ją? Nigdy nie spotkałem takiej [*aaa psik!!*]. A jej balony! Ostra jest. Lubię takie. Ale bym ją wychędożył...
Rzeczywiście miasto było wielkie. Był ogromny rynek i okazałe budowle. Na targowisku znalazła dobry ubiór. W sam raz na długie wędrówki. Po jakimś czasie na rynku pojawił się rycerz w okazałej zbroi. Widać było, że jest kimś ważnym.
- Słuchajcie ogłoszenia wielmożnego króla, Rhobarta IV. – przemówił. – Jego córka, księżniczka... – tu Karina nie usłyszała imienia, bowiem ktoś przy niej mocno kichnął. - ...zaginęła. Jest młoda, ma rude, długie włosy. Ostatnio widziano ją we wsi Wilcze Pole, niedaleko stąd. Miała na sobie białą suknię. Osobie, która znajdzie księżniczkę, król obiecał sowitą nagrodę. – dokończył rycerz poczym odszedł. W tłumie zawrzało. Wszyscy zaczęli dyskutować o zniknięciu córki króla.
- [i]Dziwne[/i]. – pomyślała wampirzyca. – [i]Przecież stolica jest daleko stąd. Ciekawe co ona robiła tak daleko od domu. Z opisu wynika, że jest podobna do mnie...[/i]
Gdy słońce zaczęło znikać za horyzontem, Karina postanowiła znaleźć miejsce do spania. Niestety mieszkańcy nie byli chętni do rozmowy z obcą osobą, a gdy zrobiło się już ciemno, ulice kompletnie spusztoszały. Blądziła po ciemnych zaułkach, gdy nagle przed nią wyrosło trzech dryblasów.
- Kogo my tu mamy... biedna dziewczynka zgubiła się. – zaczął jeden z nich.
- Nie wiesz, że w nocy lepiej zostać w domu? Pewnie w tym plecaku masz kilka wartościowych rzeczy... a może nawet złoto?
- Lepiej jak nam to oddasz, my się tym zaopiekujemy.
- Tobą też możemy się zaopiekować... – zaśmiał się drugi i mocno złapał ją za ręce.
Dziewczyna próbowała się wyrwać i kopnęła napastnika w kolano. Ale ten ledwo to poczuł i rozjuszony uderzył ją w twarz. Karina pod wpływem uderzenia upadła.
- Próbujesz się stawiać? My cię nauczymy pokory!
Karina była wściekła. Trochę się bała ale gniew wziął górę nad strachem. Oczy zaszły jej krwią, kły zwięszyły swą długość a pazury wydłuzyły się zamieniając się w śmiercionośne szpony. Lecz teraz było inaczej. W pełni kontrolowała swoje wampirze moce dzięki starcowi. Spokojnie wstała i odwróciła się w stronę bandytów. Gdy zobaczyli ją w wampirzej postaci, znieruchomieli ze strachu.
- A wy nie wiecie, że nie wypada napadać na bezbronną, samotną kobietę? – zaśmiała się przeraźliwym, demonicznym głosem.
Jeden z bandziorów krzyknął, czy to z gniewu, czy ze strachu, wyjął miecz z pochwy i ruszył z impetem na wampirzycę. Ta w mgnieniu oka znalazła się za atakującym i wbiła mu szpony wplecy. Strumień krwi trysnął na pobliski ogródek z bliżej nieokreślonymi roślinami. Karina odwróciła się do pozostałych. Ku jej rozbawieniu, zdążyła zauważyć tylko ich nogi znikające za ścianą budynku. Nie chciało jej się ich ścigać. Spojrzała jeszcze raz na zwłoki. Zapach osocza uderzył jej do głowy. Już się pochylała nad zmarłym, lecz powstrzymała się.
- Nie dam się owładnąć żądzy krwi. Nie jestem potworem. – rozejrzała się w około. Na szczęście nikt ich nie widział. – Lepiej jak usunę stąd ciało. Niedobrze by było gdyby ktoś je zobaczył.
Wzięła zwłoki na ręce i zastanowiła się, gdzie je ukryć.
- Najlepiej by było wynieść je za mury miasta... ale jak?
Stała niedaleko muru osłaniającego Karish.
- A może z moimi mocami udałoby mi się go przeskoczyć? – zastanowiła się. Chwilę później stała pod wysoką przeszkodą. Wskoczyła na nią. Jedną ręką przytrzymała ciało a drugą, dzięki pazurom, pomagała sobie wspinać. Nie minęło wiele czasu i już była po drugiej stronie. Tuż obok rósł las. Wbiegła w niego głęboko, żeby mieć pewność, że nikt nie znajdzie trupa. Niedaleko usłyszała skowyt wilków.
- [i]Świetnie.[/i] – pomyślała. –[i] Drapieżniki szybko zjedzą padlinę. A nawet jak nie zdążą i ktoś ją znajdzie, to będą myśleli, że to robota zwierząt.[/i]
Porzuciła ciało i szybko wróciła do Karish. Dopiero gdy była w mieście, wróciła do swojej ludzkiej postaci. Po niedługich poszukiwaniach udało jej się znaleźć miejsce do spędzenia nocy. Około czterdziestoletnia kobieta o wątpliwej przeszłości bez zbędnych pytań szybko schowała zapłatę i wskazała pokój. Nie był to może szczyt marzeń wampirzycy ale narazie musiał wystarczyć. Rozebrała się i położyła na łóżku. Myślała o tym, co się dzisiaj wydarzyło. Wcześniej nie miała wyrzutów sumienia, ale teraz zastanawiała się, czy dobrze zrobiła. Czy ten osiłek naprawdę musiał umrzeć? Może nie zasługiwał na śmierć? Może wystarczyło by go postraszyć? Czy naprawdę jestem potworem...? |
| Ostatnio zmieniony przez zolwik03 2011-01-07, 15:28, w całości zmieniany 4 razy |
|
|
|
 |
zolwik03

Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: 2.31
Wiek: 22 Dołączył: 03 Sty 2011 Posty: 1 Skąd: Wiocha
|
Wysłany: 2011-01-04, 16:33
|

|
|
heh nie wiedziałem, że tu jest cenzura w miejsce tego aaa psik powinno byc słowo rymujące się z "zupy"
|
| Ostatnio zmieniony przez zolwik03 2011-01-04, 16:34, w całości zmieniany 2 razy |
|
|
|
 |
Kalia
w(y)kurzacz trolli


Wersja gry S1: UW: 2.28
Wersja gry S2: IB/WS: 2.65.2
Platforma S2: PC
Wersja gry SC: Citadel
Platforma SC: PC
Wersja gry S3: Nie mam gry
Wiek: 27 Dołączyła: 13 Lut 2007 Posty: 1945 Skąd: Zielonka k. Warszawy
|
Wysłany: 2011-01-05, 12:46
|

|
|
[quote="zolwik03"]Gdzie się w ogóle znajdowała?[/quote]
Pytanie do publiczności? Nienajlepszy pomysł. Lepiej coś w stylu:
'Nie miała pojęcia, gdzie się znajduje'.
[quote="zolwik03"]Jego długa, siwa broda jeszcze potęgowała jego wiek.[/quote]
Wiek do kwadratu czy sześcianu? Może raczej 'podkreślała starczy wygląd'?
[quote="zolwik03"]nieradziłbym[/quote]
Spacja (nie+czasownik).
[quote="zolwik03"]wgnieniu[/quote]
Literóweczka - 'mgnieniu'.
[quote="zolwik03"]Nagle poczuła tylko ból[/quote]
Nie ma potrzeby podkreślania, że poczuła tylko ból - jest to dość logiczne.
[quote="zolwik03"]zemdlała[/quote]
Jeśli dostała czymś w głowę to raczej nie zemdlała, a straciła przytomność.
[quote="zolwik03"]Pewnie musiał cię zarazić tamtej nocy.[/quote]
Ponownie nadmiarowość tekstu. Albo 'musiał zarazić' albo 'pewnie zaraził'. Ze względu na kolejne zdanie polecam pierwszą formę (unikniesz powtórzenia).
[quote="zolwik03"]idąc 10 kilometrów[/quote]
Raz - nie używaj cyfr! To nie zadanie z matmy ani sprawozdanie. Druga rzecz to określanie odległości i innych precyzyjnych danych - masz pewność, że nie było to np. 9,99993 km? Możesz podać, że miasto jest [u]około[/u] dziesięciu kilometrów (a jeszcze weselej będzie jak wymyślisz własną miarę długości, skoro wymyśliłeś nazwę dla pieniądza - takie szczegóły bardzo fajnie rozbudowują świat) stamtąd.
[quote="zolwik03"]Nie wydaje mi się.[/quote]
Znaczy potwierdza, że też go kojarzy? To trochę dziwnie brzmi (choć jest poprawne) - mniej zastanawiania się wymaga forma np. 'nie sądzę'.
[quote="zolwik03"]Poczuła jak strażnik, który ją przeszukiwał, macał ją za piersi.[/quote]
Uwaga, pułapka czasowa Powinno być 'maca', gdyż czynność ta dzieje się w tym samym momencie, kiedy 'poczuła'. Poza tym maca się coś, nie 'za coś' ('za coś' można złapać).
[quote="zolwik03"]na terenie miasta oraz narkotyków.[/quote]
Na terenie narkotyków?
[quote="zolwik03"]- Dziwne, że zdołałam go obezwładnić. Przecież jest dwa razy większy ode mnie... – zdziwiła się dziewczyna.[/quote]
Szczególik - możesz pisać myśli postaci w inny sposób, np.:
[quote][i]"Dziwne, że zdołałam go obezwładnić. Przecież jest dwa razy większy ode mnie..."[/i] – zdziwiła się dziewczyna.[/quote]
Wtedy widać wyraźnie, co postać mówi na głos, a co nie.
[quote="zolwik03"]a gdy zrobiło się już ciemno to ulice kompletnie[/quote]
To 'to' źle brzmi. Zastąp je po prostu przecinkiem.
[quote="zolwik03"]Blądziła[/quote]
Literówka.
[quote="zolwik03"]– Lepiej jak usunę stąd ciało. Niedobrze by było gdyby ktoś je zobaczył.[/quote]
Trochę bezsensowne stwierdzenie. Lepiej by brzmiało w formie zwykłego tekstu niż 'mówionego'/'myślanego'.
[quote="zolwik03"]- Najlepiej by było wynieść je za mury miasta... ale jak?[/quote]
J.w.
[quote="zolwik03"]Niedaleko jej stał mur osłaniający Karish.[/quote]
Często zmienia miejsce postoju? Lepiej jest 'mur był niedaleko' lub 'była niedaleko muru', co jest bardziej statyczną formą.
[quote="zolwik03"]- A może z moimi mocami udałoby mi się go przeskoczyć?[/quote]
Ponownie sprawa z tekstem 'myślanym'.
[quote="zolwik03"]Chwilę później była pod wysoką przeszkodą.[/quote]
Przygniótł ją czy wkopała się pod spód? Stała przed przeszkodą (tutaj 'stanie' jest jak najbardziej na miejscu).
[quote="zolwik03"]Wskoczyła na niego[/quote]
Przeszkoda jest rodzaju żeńskiego - ostatnio pisałeś o przeszkodzie, nie murze. Pilnuj podmiotów.
[quote="zolwik03"]pomagała sobie wspinać[/quote]
Pomagała sobie we wspinaczce. A co było podstawą wspinaczki, skoro [u]jedyną wolną ręką[/u] tylko sobie pomagała?
[quote="zolwik03"]znajdzie napastnika[/quote]
Napastnika czy ofiarę? Tutaj to trochę kontrowersyjna sprawa. Może po prostu 'trupa'?
Generalnie opowiadanko milutkie. Trochę tam błędów jest, ale ogólnie zapowiada się przyjemnie, jeśli będziesz kontynuować. |
_____________________________________________________________________
| Gauri napisał/a: | Wpisuję Cię na listę osób, którym Kalia może niechcący urwać głowę przy samych kostkach |
Oh, I love this job...
Polecam: http://takbardzozle.blogs...2-pisownia.html |
| Ostatnio zmieniony przez Kalia 2011-01-05, 12:48, w całości zmieniany 1 raz |
|
|
|
 |
zolwik03

Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: 2.31
Wiek: 22 Dołączył: 03 Sty 2011 Posty: 1 Skąd: Wiocha
|
Wysłany: 2011-01-05, 14:02
|

|
|
No w końcu napisałaś. Z niecierpliwością czekałem na jakąkolwiek opinię. O w mordę. nie wiedziałem, że mam aż tyle błędów. Dzięki wielkie za ich wskazanie. Literówki chyba każdym się zdażają. Czasami poprostu nie trafisz w klawisz. Jedną ręką trzymała zwłoki a do wspinaczki miała dwie nogi i rękę. Z tą brodą, to chodziło mi o to,że ona go postarzała. A w wypowiedzi strażnika miałem na myśli:
- Na terenie miasta nie można mieć broni ani narkotyków.
Poprawię wszystkie błędy. Już piszę następne rozdziały. Cieszę się, że opowiadanie się podoba. |
| Ostatnio zmieniony przez zolwik03 2011-01-05, 14:08, w całości zmieniany 1 raz |
|
|
|
 |
Kalia
w(y)kurzacz trolli


Wersja gry S1: UW: 2.28
Wersja gry S2: IB/WS: 2.65.2
Platforma S2: PC
Wersja gry SC: Citadel
Platforma SC: PC
Wersja gry S3: Nie mam gry
Wiek: 27 Dołączyła: 13 Lut 2007 Posty: 1945 Skąd: Zielonka k. Warszawy
|
Wysłany: 2011-01-05, 14:52
|

|
|
[quote]No w końcu napisałaś[/quote]
Proszę o wybaczenie, że kazałam ci czekać
[quote="zolwik03"] Literówki chyba każdym się zdażają.[/quote]
Tak, w szczególności każdemu
[quote="zolwik03"]Jedną ręką trzymała zwłoki a do wspinaczki miała dwie nogi i rękę.[/quote]
Wiem, tyle, że po pionowym murze ciężko jest się wspinać, używając nóg (chyba, że moje założenie, że mur był pionowy, jest błędne albo wspinała się po schodach po tym murze, ale to nie byłby szczególny wyczyn). Raczej pomagała sobie nogami.
[quote="zolwik03"]Z tą brodą, to chodziło mi o to,że ona go postarzała.[/quote]
Tudzież wiem - dało się tego domyśleć. Jednak ogólnie stwierdzenie było nieestetyczne, więc postanowiłam wypunktować.
[quote="zolwik03"]A w wypowiedzi strażnika miałem na myśli:
- Na terenie miasta nie można mieć broni ani narkotyków.[/quote]
No tak, tak, po prostu kolejność wyrazów w zdaniu czasem działa cuda (niekoniecznie pożądane).
[quote="zolwik03"]Cieszę się, że opowiadanie się podoba[/quote]
Ano podoba.
Szczególnie dlatego, że wiele z powyższych uwag spowodowanych było tylko estetycznym dopracowywaniem tekstu do poziomu opowiadań wydawanych w gazetach, a nie poprawianiem podstawowych błędów składniowych i logicznych. |
_____________________________________________________________________
| Gauri napisał/a: | Wpisuję Cię na listę osób, którym Kalia może niechcący urwać głowę przy samych kostkach |
Oh, I love this job...
Polecam: http://takbardzozle.blogs...2-pisownia.html |
|
|
|
 |
zolwik03

Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: 2.31
Wiek: 22 Dołączył: 03 Sty 2011 Posty: 1 Skąd: Wiocha
|
Wysłany: 2011-01-06, 15:54
|

|
|
| Poprawiłem błędy |
|
|
|
 |
zolwik03

Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: 2.31
Wiek: 22 Dołączył: 03 Sty 2011 Posty: 1 Skąd: Wiocha
|
Wysłany: 2011-01-07, 11:55
|

|
|
część druga:
ROZDZIAŁ 4
„Rozpoczęła się Wielka Wojna...”
Karina obudziła się jeszcze przed świtem. Poszła na spacer. Postanowiła poznać nieodwiedzone dotąd osiedla miasta. Minęła krawca, karczmy, handlarzy. Po jakimś czasie zaczęła dostrzegać niewielką różnicę. Mianowicie gdy podążała coraz to bardziej na zachód, widziała coraz mniej ludzi a więcej innych stworzeń. Po ulicach chodziły krasnoludy, elfy, orkowie.
- [i]No tak[/i] – pomyślała dziewczyna. – [i]Dzielnica nieludzi.[/i]
Kiedyś ludzie i inne rasy żyły ze sobą w zgodzie. Wszystko się zmieniło gdy trzysta lat temu przybyły smoki. Te pradawne, magiczne stworzenia nie żyły od tysięcy lat. Chociaż krążyły słuchy o ich domniemanym istnieniu. Potwory zaczęły pustoszyć całe krainy. Ucierpiały wszystkie rasy: ludzie, krasnoludy, centaury... było wiadome, że smoki nie wzięły się z nikąd. Ktoś je musiał przyzwać. Ktoś potężny. Nieludzie po cichu szeptali, że to musi być sprawka jakiegoś maga, bo żadna z ras magicznych nie ma tak wielkich mocy, nawet elfy, znawcy naturalnej magii. Lecz ludzie zaprzeczali pogłoskom jakoby to oni byli winni tragedii. Wybuchały zamieszki między rasami, które nawzajem się oskarżały. Elfy, które były najdumniejszą rasą spośród wszystkich, spoglądały na to wszystko z boku. Gardzili ludźmi i ich pychą, chciwością i żądzą władzy, ale pragnęli pokoju i nie mieszali się w walki. Gdy inne rasy zaczęły coraz śmielej atakować przywódców ludzkich, ówczesny król, Tarmir III, nie wytrzymał presji. Za namowami swoich podłych synów, którzy tylko czekali na dobrą okazję do zajęcia tronu, oficjalnie ogłosił, że to elfy i ich współbratymcy są wszystkiemu winni przez swoje dzikie, magiczne rytuały.
Elfy po tych oskarżeniach wściekły się. Ich magia była pierwszą, dziewiczą magią tego świata zaczerpniętą prosto od natury. Na początku swojego istnienia ludzie nie posiadali wiedzy na temat owej mocy. Zdobyli ją poprzez chaniebną kradzież dawno temu i splamili swoimi grzechami czyniąc ją kolejnym narzędziem pozwalającym zdobyć władzę i tworząc czarną magię służącą zaspokajaniu najplugawszych zachcianek ludzi. I to oni, te proste, barbażyńskie stworzenia mieli czelność oskarżać je – elfy, ojców tej ziemi – o dzikie rytuały!
Rozpoczęła się Wielka Wojna, która pochłonęła miliony istnień. Walki trwały przez dziesiątki lat. Ludzie przeciw wszystkim innym rasom. Gdy żołnierze wyżynali się nawzajem, smoki dopełniały krwawe żniwo zabijając kobiety i dzieci pozostawione w swoich domach. Jednak po długich modłach i przekleństwach pojawił się wybawiciel. Potężny mag Krufix próbował pogodzić obie strony wyjaśniając, że okrutna rzeź do niczego nie prowadzi i, że głównym wrogiem są smoki. Lecz ani ludzie, którzy byli owładnięci szałem wojny, ani elfy, widzące w czarodzieju ucznia złodziei ich magii, nie chcieli go słuchać.
Nieludzie byli ciężkim przeciwnikiem z powodu zaciętości centaurów, szałowi orków, technologii krasnoludów i mądrości elfów. Jednak w końcu ludzie zdobyli przewagę. Zmusili inne rasy do złożenia broni, ale w okrutny sposób. Rycerze palili lasy zamieszkane przez elfy, niszczyli jaskinie i łąki, słowem: całą przyrodę. Przez wiele lat po wojnie miejsca bitw wyglądały jak cmentarzyska wysłane popiołem. Nieludzie stali się niewolnikami. Urządzano ich masowe egzekucje. Byli bici i poniżani. Ale nastała nadzieja, gdy po wielu latach tron objął Kharon I zwany Miłościwym. Rozumiał on inne rasy. Przywrócił im pełnię praw i surowo zakazał ich krzywdzenia . Nadał im specjalne przywileje i osobiście przeprosił za wszystkie krzywdy. Żeby uniknąć niepotrzebnych starć kazał w miastach wyznaczyć dzielnice dla krasnoludów i im podobnych. Część nieludzi przyjęła przeprosiny ale część dalej pałała nienawiścią do ludzi za wszystkie lata cierpień i poniżeń.
Nieludzie podejrzliwie spoglądali na ludzką dziewczynę spokojnie przechadzającą się po ich dzielnicy. Ludzkie istoty nie są tu ani często ani mile widziane. Karina spokojnie zwiedzała ulice. Jej uwagę przyciągnęły odgłosy zabawy i hulanki. Okazało się, że dobiegały z karczmy. Zaciekawiona weszła do środka. Ujrzała tam różne magiczne stworzenia oddające się pijaństwu i swawoli. Gdy podeszła do baru, prawie wszystkie oczy skierowały się na nią. Czuła, że ktoś jej kiedyś bardzo chwalił krasnoludzkie piwo.
- [i]Dziwne.[/i] – pomyślała. – [i]Takie błahostki pamiętam ale już ważniejszych rzeczy nie. [/i]
Zamówiła owe piwo. Barman, który był centaurem, dziwnie się jej przyjrzał poczym podał jej pełny kufel trunku. Po chwili podszedł do niej krasnolud.
- Nieczęsto widujemy tu ludzi. – zagadnął. – Czy aby nie zgubiłaś się przypadkiem?
- Nie. Poprostu zwiedzam miasto. Lubię poznawać nowe miejsca. To wygląda na ciekawe.
- Może[i] mnie[/i] też chciałabyś poznać? Potrafię być ciekawy... – zaśmial się poczym klepnął wampirzyce w tyłek. Karina była dziś w dobrym humorze, więc tylko odpowiedziała uśmiechając się:
- Uważaj, bo przez takie zachowanie ześliesz na siebie kłopoty.
- Grozisz mi? Jestem od ciebie silniejszy, hic!
- Chcesz się przekonać? – spytała wampirzyca, poczym podeszła do najbliższego stolika i jednym ruchem ręki zrzuciła wszystko, co na nim leżało,na podłogę.
Usiedli naprzeciwko siebie i ścisnęli sobie dłonie przygotowując się do siłowania.
- Widzę, że zadziorna z ciebie dziewczyna. – zagadnął krasnolud. Widzowie zaczęli dopingować swoich faworytów. Ktoś uderzył w talerz i zaczął się pojedynek. Karina, mimo swych wampirzych mocy, musiała się trochę przyłożyć, żeby go pokonać. Jednak już po kilku minutach dłoń mężczyzny spoczywała na blacie.
- Myślałam, że będziesz bardziej wymagającym przeciwnikiem. – prychnęła i wróciła do baru dokańczając swój napój. Lecz po chwili jej niedawny przeciwnik podszedł do niej.
- Nie doceniłem cię, ale nie widać po tobie, że jesteś taka silna. Widzę, że zasmakowało ci nasze piwo? Barman! Jeszcze jedną kolejkę dla tej miłej pani.
Dziewczyna chętnie piła kolejne kufle, szczególnie, że bimber był naprawdę dobry. Po jakimś czasie była już trochę odurzona.
- To jak? Chcesz zobaczyć mój pokój? Rozciąga się z niego fajny widok, hic! – zachęcał krasnolud, też już lekko wstawiony.
- [i]A co mi tam szkodzi.[/i] – pomyślała.
Weszli po schodach na piętro. Jego pokój znajdował sie na samym końcu.
- Mają tu bardzo wygodne łóżka, hehe.
Weszli do środka. W pomieszczeniu znajdowało się tylko duże łóżko, szafka i kredens. Z okna rzeczywiście rozciągał się piękny widok. Akurat trwał zachód słońca.
- Mają tu naprawdę miękkie i wygodne łóżka. Ale to tylko moje zdanie. Może ty sądzisz inaczej? Wypróbuj je zatem i oceń. – zachęcał dalej.
Karina wiedziała do czego zmierza. Nie wiedziała tylko, czy powinna to robić. Jednak może to pod wpływem alkoholu, lub może pod wpływem jej wampirzej, niegrzecznej natury, poszła z nim do łóżka.
Wampirzyca leżała obok chrapiącego krasnoluda. Nie przypuszczała, że odważy się na coś takiego. Niedawno robiła coś, co dla niektórych wydać się mogło nieprzyzwoite, a nawet zbereźne. Ale jej to się podobało. Nie wiedziała, czy wcześniej też taka była, czy to przez ukąszenie wampira. Było niedługo po północy. Gdy jej nocny towarzysz spał, Karina ubrała się i wyszła z karczmy. Skierowała się na południe. Opuściła dzielnicę nieludzi i trafiła do portu. Minęła stoisko z rybami i niewielką knajpę. Gdy szła dalej wzdłuż brzegu, jej uwagę przyciągnął niewielki budynek. Nad drzwiami wejściowymi przybita była stara deska z wyrytym napisem:
Kartograf
Widziała jak w środku pali się świeca. Zdziwiła się, że ktoś nie śpi mimo tak później pory. Pomyślała, że może przydać się jej mapa okolic. Weszła więc do środka. Przy dużym biurku siedział pochylony nad pergaminem niski mężczyzna w kwiecie wieku. Zauważywszy dziewczynę wstał i przywitał ją serdecznie:
- A witam, witam miłą panią. Świetnie pani trafiła, mam najlepsze mapy w okolicy. Ale ostrzegam, nie powinna pani sama wałęsać się poza domem o tej porze. To miasto nie jest już bezpieczne. Jaka mapa panią interesuje? Mapa Karish, okolicy a może całej krainy Avalon.
- Hmm... wezmę mapę Avalonu. Niedługo czeka mnie długa podróż. Ile kosztuje?
- Tylko 50 orenów. To uczciwa cena.
Karina zapłaciła i skierowała się do drzwi. Gdy wychodziła, usłyszała głos kartografa.
- Uważaj na siebie panienko. Bądź ostrożna.
Wampirzyca przyjrzała się mapie. Widać było na niej Karish i inne miasta, w tym Al-Karon – jej cel. Blisko niego wyraźnie zaznaczona była stolica Avalonu, Torash.
Gdy przechodziła obok burdelu, zaczepił ją pewien mężczyzna.
- Hej, panienko! Widzę, że jesteś tu nowa. Pewnie szukasz pieniędzy. Mam tutaj miłą robótkę dla ciebie – powiedział wskazując na dom publiczny.
Wampirzyca zaśmiała się głośno.
- Hahahahah! Nie... nie, dzięki. Szukam pieniędzy, ale do takiej pracy się nie nadaję.
- Wręcz przeciwnie! Widzę, że masz duże... predyspozycje do takiej robótki. Można naprawdę nieźle zarobić. A z resztą, w dzień możesz pracować gdzie indziej a tu przychodzić po zmroku. Większość klientów i tak przychodzi w nocy. I jesli lubisz seks, to nie będziesz musiała szukać partnerów. Oni sami będą przyłazili do ciebie.
Dziewczyna odeszła śmiejąc się. Skierowała się w stronę hotelu. Musiała wypocząć przed podróżą do Al-Karon. Chciała wyruszyć następnego dnia. Wracając, myślała o swojej wampirzej naturze.
- [i]Co ja w ogóle wiem o wampirach?[/i] - -pomyślała. – [i]Wiem, że wysysają krew, są silne i szybkie. Muszę dowiedzieć się czegoś więcej. [/i]
Postanowiła, że przed wyjazdem kupi u handlarza jakąś księge traktującą o krwiopijcach.
Noc była niespokojna dla Kariny. Miała koszmary i co chwilę się budziła. Śniło jej się, że musi ciągle uciekać, bo wszyscy, nawet nieludzie, uważają ją za demona i chcą ją zabić.
[i]Ale przecież ja nie jestem potworem... [/i]
ROZDZIAŁ 5
„...na północny wschód, do miasta AL-Karon.”
Wampirzyca już o świcie zapłaciła za nocleg w hotelu i skierowała się na rynek. Szybko znalazła handlarza sprzedającego księgi.
- Witam. – przywitała się.
- A witam, witam serdecznie. Czego panienka szuka? – odpowiedział wysoki starzec z długą, siwą brodą.
- Czegoś o wampirach?
- Wampiry, tak? Paskudne stworzenia. Zaraz zobaczę czy mam. – powiedział handlarz poczym zaczął grzebać w wielkiej skrzyni pełnej zwojów i książek. - Bestiariusz o ghulach, mitologia Avalonu, mikstury, wampiry... o, mam!
Ucieszony mężczyzna podniósł znalezisko i położył ją na prowizoryczną ladę przed sobą. Księga wyglądała fantastycznie. Była gruba, w doskonałym stanie. Na okładce widniał złoty napis:[i] „Księga o wampirach”[/i]. Zachwycona Karina spytała o cenę.
- Pięćset orenów. - odpowiedział handlarz.
- Co tak drogo? Pięćset orenów za książkę?
- Sama panienka widzi jak ona wygląda. Jest w idealnym stanie a napis jest ze szczerego złota.
Wampirzyca zamyśliła się, poczym odparła.
- Nie mam tyle pieniędzy. Ale może mogłabym dla pana coś zrobić? Potrafię dużo rzeczy.
- Ech, co ty możesz... mam pewien proble z okolicznymi bandytami ale nie sądze, żebyś mogła sobie z tym poradzić. Jeszcze sobie krzywdę zrobisz.
- Bez obaw. Znam kilka sztuczek. Wie pan kiedy przyjdą tu następnym razem?
- Właśnie tu idą! Schowaj się, szybko! Valiosie, pomóż mi...
Karina schowała się za pobliskim drzewem. Po chwili na rynku pojawiło się dwóch dryblasów. Okazało się, że pobierają haracz od wszystkich handlarzy. Gdy dziewczyna ujrzała ich twarze, zaśmiała się. To byli ci sami tchórze, co napadli na nią kilka dni temu. Wampirzyca wyszła zza drzewa i podeszła do nich.
- Nieładnie tak okradać porządnych ludzi. Może znajdziecie sobie uczciwą pracę, chyba, że chcecie sobie guza narobić.
Mężczyźni słysząc znajomy głos, szybko się odwrócili. Przez chwilę stali jak rażeni piorunem. Nie minęło jednak wiele czasu a bandyci wyjęli miecze i ruszyli na wampirzycę. Ta z gracją unikała ich ataków. Kilka razy zadała parę ciosów ale na nich to nie robiła wrażenia. Myślała jak ich pokonać, bo przecież nie mogła zmienić się w wampira przy wszystkich.
- Trzymaj! – krzyknął handlarz bronią i rzucił jej piękny, długi miecz.
Wampirzyca chwyciła go w powietrzu i zaczęła walczyć. Dy jeden z nich zamachnął się, Karina zrobił unik i szybkim ruchem ucięła mu dłoń, w której trzymał broń. Drugi napastnik stał oszołomiony. Dziewczyna wykorzystała to. Podbiegła do niego i przyłożyłakoniec ostrza do jego szyi.
- Mówiłam, że nabijecie sobie guza. – warknęła.
Napastnik bez dłoni leżał na ziemi i jęczał z bólu
- Moja ręka! Ucięłaś mi rękę ty...
- Ciesz się, że to tylko dłoń. Jeszcze raz was zobaczę, obojętnie gdzie, to przysięgam, że utnę wam głowy i wbiję na pale!
Przerażony bandzior pomógł wstać swojemu wspólnikowi i czym prędzej uciekli. Dziewczyna zdziwiła się, że umie tak dobrze władać mieczem.
-[i] Pewnie zanim zostałam ukąszona uczyłam się szermierki.[/i] – pomyślała. Karina odwróciła się w stronę kupców. Wszyscy podeszli od niej i zaczęli jej dziękować.
- Dziękuję za użyczenie miecza. – powiedziała poczym chciała oddać broń handlarzowi.
- Nie, nie, zatrzymaj go. Masz tu jeszcze pochwę do niego. W pełni ci się należy. Nie jest nawet tyle wart, ile ci bandyci nam zabrali.
Dziewczyna podziękowała. Zaraz podszedł do niej znajomy kupiec z księgą o wampirach w rękach.
- Proszę, przyjmij ją jako dowód mojej wdzięczności. Nigdy byśmy się od nich nie uwolnili. Myślałem już o przeprowadzce do innego miasta. Dziekuję ci!
Karina podziękowała wszystkim i pożegnała się. Księgę schowała do torby, miecz przywiązała do pasa i ruszyła na północny wschód, do miasta Al-Karon.
ROZDZIAŁ 6
(...) bowiem lepiej umrzeć, niż przez wieczność być bestią!
Po kilku wiorstach drogi Karina ujrzała blisko drogi wielki głaz. Postanowiła odpocząć. Wskoczyła na niego, poczym wyjęła miecz z pochwy. Chciała bliżej mu się przyjrzeć. Rękojeść była złota. Ona i ostrze, które pięknie świeciło pod wpływem promieni słonecznych, był ozdobione runami elfickimi.
Głowica, wykonana ze srebra, przedstawiała głowę orła ze złotymi oczami a jelec uformowany był na kształt skrzydeł. Jednym słowem: był piękny.
- Wart jest pewnie kilka tysięcy. – pomyślała dziewczyna, poczym schowała miecz i z torby wyjęła księgę o wampirach. Jej piękny, złoty napis na okładce zachęcał do przeczytania. Dziewczyna otworzyła ją. Na pierwszej stronie był wstęp.
[i]Drogi Czytelniku
Jeśli czytasz tę księgę, musi to być znak iż interesują Cię istoty zwane wampirami.
Musisz jednk wiedzieć, że te demony nieczyste to największe plugastwo jakie kiedykolwiek postawiło stopę na tej ziemi. Mam nadzięje, że czytasz to tylko po to, aby zwiększyć swą odrazę do nich lub, żeby dowiedzieć się jak je zabić.
Miłej lektury.
PS: Uważaj, może właśnie w tej chwili jakiś wampir czai się za Twymi plecami! [/i]
Karina zmieszała się. Kiedyś pewnie też była gotów tak myśleć. Ale teraz sama jest wampirem.
- [i]Czy naprawdę jestem taka zła?[/i] – myślała. –[i] Ale przecież... starzec nauczył mnie zapanować nad moją ządzą krwi. Nie! Napewno nie jestem potworem! Może pozostałe wampiry są pragnącymi krwi bestiami, ale ja napewno taka nie jestem!. Ciekawe jakie jeszcze bzdury wypisują w tej księdze... [/i]
Dziewczyna pochłonęła się w lekturze.
[i](...) Czym właściwie jest wampir? Istnieje wiele hipotez, ale najbardziej prawdopodobna głosi, że pewien żądny władzy mag stworzył portal do innego wymiaru, gdzie żyły bestie piekielne. Przyzwał jedną z nich po to, by posiąść niewyobrażalną moc. Potwór zabił maga poczym wszedł w jego ciało i mag posiadł jej umiejętności.był zarazem żywy i martwy. Dostał dar, ale także przekleńtwo, bowiem by przeżyć musiał żywić się krwią. Tak oto powstał pierwszy wampir.
(...) Gdy wampir dopadnie swoją ofiarę, ma dwie możliwości: może wyssać krew nieszczęśnika i uśmiercić go, ale może także ugryżć i zmienić w podobnego sobie. Moim zdaniem ta pierwsza opcja jest korzystniejsza, bowiem lepiej umrzeć, niż przez wieczność być bestią!
(...) Krwiopijcy są niemalże nieśmiertelni. Nie starzeją się. Nie chorują. Są odporne na trucizny. Można jednak odcinać im członki. I można je zabić. Są na to dwa posoby: trzeba zniszczyć ich ciało, np: poprzez wybuch lub spalenie, lub należy odciąć im głowę. Istnieje pogłoska że wampir umrze od wbicia drewnianego kołka w serce. To bujda, ponieważ serce wampira i tak nie bije więc uszkodzenie narządów wewnętrznych nic mu nie zrobi... [/i]
Karina przyłożyła dłoń do piersi. Rzeczywiście jej serce nie biło, ale wcześniej jakoś tego nie zauważyła. Zrobiło jej się trochę nieswojo. Czytała dalej.
[i](...) Kiedyś wampiry można było łatwo rozpoznać. Ich czerwone oczy, wydłużone kły i pazury, upiorna twarz zawsze im toważyszyły. Jednak stopniowo nauczyły się upodabniać do ludzi. Dzisiejszy wampir może swobodnie zmieniać się pomiędzy postacią ludzką i wampirzą... [/i]
Nagle Karina usłyszała hałas za plecami. Szybko wyciągnęła miecz i odwróciła się. Okazało się, że to królik buszował w trawie. Rozbawiona wampirzyca schowała broń i księge poczym wyruszyła w dalszą podróż.
Proszę o komentarze |
| Ostatnio zmieniony przez zolwik03 2011-01-14, 16:06, w całości zmieniany 2 razy |
|
|
|
 |
zolwik03

Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: 2.31
Wiek: 22 Dołączył: 03 Sty 2011 Posty: 1 Skąd: Wiocha
|
Wysłany: 2011-01-07, 15:30
|

|
|
| W części pierwszej dodałem jedno małe wydarzenie. |
|
|
|
 |
Hammer
Love Hentai :3


Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Klan S1: WzC!
Wersja gry S2: ZE: 2.65.2
Platforma S2: PC
Wersja gry SC: Citadel
Platforma SC: PC
Wersja gry S3: Nie mam gry
Wiek: 19 Dołączył: 12 Lis 2010 Posty: 56 Skąd: Växjö/Olecko
|
Wysłany: 2011-01-14, 13:01
|

|
|
[quote="zolwik03"] Potrafię durzo rzeczy[/quote]
Literówka.
To opowiadanie jest najciekawsze jakie czytałem tu na forum. |
_____________________________________________________________________
 |
|
|
|
 |
zolwik03

Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: 2.31
Wiek: 22 Dołączył: 03 Sty 2011 Posty: 1 Skąd: Wiocha
|
Wysłany: 2011-01-14, 16:08
|

|
|
Dzięki Już poprawiłem. Zmotywowałeś mnie do dalszego pisania, bo przez moment miałem zastój |
| Ostatnio zmieniony przez zolwik03 2011-01-14, 16:45, w całości zmieniany 1 raz |
|
|
|
 |
zolwik03

Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: 2.31
Wiek: 22 Dołączył: 03 Sty 2011 Posty: 1 Skąd: Wiocha
|
Wysłany: 2011-01-14, 16:51
|

|
|
ROZDZIAŁ 7
„(...) grupa uzbrojonych po zęby orków.”
Dziewczyna bez wytchnienia podążała w stronę miasta Al-Karon. Minęła kilka wiosek poczym droga, którą szła, zanurzyła się w lesie. Po jakimś czasie usłyszała odgłosy rozmowy. Zaciekawiona poszła w tym kierunku, jednak zaraz schowała się za drzewem. Na niewielkim skrawku ziemi obleczonej mchem stała grupa uzbrojonych po zęby orków. Było ich około dwudziestu. Wszystcy byli skierowani w stronę swojego przywódcy, który mówił coś w języku niezrozumiałym dla Kariny. Wokół nich wałęsały się wargi. Wampirzyca nie wiedziała co dokładnie planują, jednak widok ludzkich czaszek wbitych na drewniane pale nie wróżył nic dobrego.
- Chcą chyba napaść na okoliczne wioski. – pomyślała. – Do ataku na miasto jest ich za mało.
Dziewczyna myślała jak ich zatrzymać. Sama nie da sobie rady z bandą orków. Po chwili spojrzała w górę. Wysoko nad orkami uginała się wielka gałąź wychodząca w pnia starego dębu.
- Gdybym mogła spuścić ją na nich... – jak pomyślała, tak zrobiła. Po chwili była już na gałęzi. Wampirzyca wyjęła swój miecz i uderzyła nim w drzewo. Ostrze zrobiło tylko niewielkie nacięcie. Dziewczyna spojrzała w dół. Na szczęście bandyci nie usłyszeli jej.
- Nie ma sensu szczerbić miecza. Muszę spróbować czegoś innego. – pomyślała poczym zamieniła się w wampira. Zamachnęła się prawą ręką i z całej siły uderzyła swoimi długimi szponami w konar, który już prawie oddzielił się od pnia. Tym razem orkowie usłyszeli to. Zdezorientowani rozglądali się w około szukająć źródła tych odgłosów. Po jakimś czasie jeden z nich wskazał swoją ogromną łapą w górę i krzyknął. Karina nie miała chwili do stracenia. Wzięła potężny zamach drugą ręką i gałąź z rumorem spadła na ziemię przygniatając pięcioro orków. Karina szybko wyjęła broń i przykotowała się do walki. W jednej dłoni dzierżyła miecz a w drugiej śmiercionośne, wampirze szpony. Bandyci od razu rzucili się na nią. Dziewczyna walczyła dzielnie lecz zaczęła przegrywać. W ferworze walki zobaczyła jak wielki warg, prawie takiej wielkości jak ona, szarżuje na nią szczerząc kły. Wampirzyca powaliła dwóch najbliżej znajdujących się orków i przerażona spojrzała zwięrzęciu w oczy, na co ono przystanęło na chwilę poczym rzuciło się nieludziom do gardeł. Po chwili reszta wargów również przeszła na jej stronę. Karina zmotywowana do dalszej walki zaciekle cięła, raz mieczem raz szponami, coraz więcej przeciwników. Po długiej rzezi ostani oponent padł martwy. Karina chciał świętować zwycięstwo nad tyloma przeciwnikami, lecz nagle poczuła ostry ból w brzuchu. Tuż nad pępkiem wbity miała grot włóczni, zapewne źle umocowany na drzewcu przez orków. Chwyciła go pewną ręką i wyjęła. Syknęła w bólu i upadła na kolana. Zobaczyła również, że ma poranione ramiona oraz łydkę. Chciała wstać lecz ból w nodze nie powzwolił na to. Rozejrzała się. Wokół niej wszędzie walały się trupy orków. Po wargach nie było ani śladu. Niedaleko siebie zobaczyła gruby kij. Powoli, na jednej nodze, jakoś dotarł do niego. Podparła nię nim i zaczęła przczesywać ciała. Pomyślała, że może znaleźć przy nich coś wartościowego. Niestety zyskała tylko kilka monet złota. Ich zbroj nie były w jej rozmiarze, a bronie były ciężkie i toporne. O wiele bardziej podobał jej się własny miecz. Nagle usłyszała skompenie. Dopiero teraz spostrzegła bardzo młodego warga. Szczęnie nieporadnie przybiegło do niej poczym zaczęło lizać jej rany na nogach. Rozczulona karina wzięła je na ręce.
- Jej, skąd się tu wziąłeś mały? – spytała czułym głosem. – Pewnie ciebie też chcieli wytresować na okrutną bestię, co? Twoja mama pewnie uciekła... no nic. Pójdziesz z e mną. Napewno nie zostaniesz w tym lesie sam.
Wampirzyca położyła warga na ziemi a następnie, powróciwszy na ścieżkę, szła dalej ku AL-Karon co chwilę odwracając się i obserwując z uśmiechem na ustach, jak szczeniak gania po krzakach i obszczekuje latające w około motyle.
ROZDZIAŁ 8
„Zwą mnie Altar.”
Nowy towarzysz rozweselał karinę, lecz ta nie czuła się zbyt dobrze. Rana w brzuchu ropiała.
- Muszę szybko znaleźć jakiegoś medyka albo maga. – myślała. – Bo daleko już nie zajdę.
Na szczęście po kilku godzinach drogi ujrzała chaty. Dotarła do wioski Qr. Dzieczyna zaczepiła jakiegoś chłopa.
- Przepraszam panie, czy w tej wiosce mieszka jakiś zielarz, uzdrowiciel? – spytałą.
- Oj to ja widze po twoim bebechu, ze paskudną szrame masz dziewecko. – odpowiedział. - A no mieszka tu jeden taki co umie uzdrawiać. Na końcu wioski jego chata je. Tylko panienka uważa bo to czarci syn jest. Nieraz w noc hałasy dobiegają stamtąd, dym leci i niewiadomo co tam się robi.
Wampirzyca podziękowała poczym skierowała się do wskazanej chaty. Dom był mały i ubogi. Karina zapukała w drewniane drzwi. Spodziewała się ujrzeć jakiegoś starca z siwą brodą i okularami. Jednak widok osoby, która jej otworzyła, zaskoczył ją. W progu stał młody, chyba nawet młodszy od niej, chłopak o czarnej jak smoła czuprynie. Miał na sobie niebieski płaszcz z kapturem sięgający do samej ziemi. Od razu zobaczył ropiejącą ranę.
- Oj, niedobrze to wygląda. Wejdź czym prędzej, masz mało czasu. – powiedział poczym niemalże wpchnął dziewczynę do środka.
Chłopak kazał położyć jej się na łóżku. Sam zaczął przygotowywać jakieś wywary. Warg biegał po izbie i obwąchiwał wszystkie przedmioty. Karina spostrzegła, że w pokoju panuje bałagan. Na stole leży wiele pergaminów, po drugiej stronie stoi stół alchemiczny.
- Jesteś zielarzem? – spytała.
- Magiem. Tylko nie mów o tym mieszkańcom wioski. Wiesz jacy oni sa przesądni. Dobrze, że znaazłaś mnie dzisiaj. Jutro byłoby za późno. Gotowe. – odpowiedział czarodziej poczym podszedł do wampirzycy z flakonikie wypełnionym dziwną substancją. Kazał jej to wypić.
- Co to jest? – zapytała niepewnie.
- Znieczulenie. Będzie mniej bolało.
Dziewczyna wypiła napój. Chciała o coś jeszcze spytać lecz nie zdążyła. Mag szybko przyłożył do jej rany gazik nasączony nieznanym jej płynem. Rana potwornie zapiekła. Karina zawyła z bólu. Mężczyzna chwycił bandaże poczym zawinął dziewczynie brzuch. Zaraz potem obejrzał ranę na nodze. Ją również zawinął bandażem.
- Gotowe. – powiedział. – Masz tu sześć gazików i wywar z ziół. Co dobę musisz zmieniać okłady.
- Dziękuję. Ile jestem ci winna?
- Nie przyjmuję zapłaty. Wystarczy mi wdzięczność.
- Zatem jestem ci gozgonnie wdzięczna. – rzekła.
- Z kim walczyłaś, że masz taką ranę? – zapytał chłopak.
- Z orkami. Chcięli napaść na okoliczne wioski.
- Musisz być wybitnym wojownikiem skoro dałaś sobie radę z bandą orków. Wielu rycerzy nie da sobie rady nawet z jednym.
- Taaa... miałam dobrego nauczyciela. Co się stało, że nie jesteś w klasztorze magów? Jesteś za młody na ukończenie nauki.
- Wywalili mnie. Byłem poprostu zbyt... ambitny. Chciałem przedwcześnie poznać tajemnice, jakich mi nie wolno było znać.
- Chyba nie jesteś tu zbyt szczęśliwy? Widzę to po twojej twarzy.
- A co mam począć? Gdzie mam się wybrać? Boję się wyruszyć na dalszą wędrówkę, bo przy drogach aż roi się od bandytów i bestii. A nie znam jeszcze żadnych czarów ofensywnych. Cały czas się uczę...
- Właśnie poróżuję do miasta Al-Karon, na północny wschód stąd. Miło by było gdybyś zechciał wyruszyć ze mną.
- Naprawdę. To ja powinienem ci dziękować. W końcu wywę się z tej dziury. Poczekaj chwilę, mam tu wiele ważnych rzeczy, które muszę spakować.
- Czyli jesteśmy kwita. – powiedziała zadowolona wampirzyca. Ten mag podobał się jej. Był przystojny, lecz miał też coś z małego chłopczyka.
- Jak ci na imię? – zapytała.
- Zwą mnie Altar. – odpowiedział czarodziej. Po chwili podniósł ręce do góry, wypowiedział jakieś nieznane dziewczynie słowa, poczym wszystkie pergaminy, runy, księgi i wiele innych przedmiotów skurczyło się do minimalnych rozmiarów mieszcząc się w małej, poręcznej torbie.
- Jestem gotowy. – powiedział.
- Niesamowite. – pomyślała zachwycona Karina. – Ciekawe czy potrafi też powiększać różne przedmioty albo... części ciała...
Jednak jej fantazje przerwał głos Altara:
- Muszę jeszcze zapłacić pewnej starszej kobiecie, u której wynajmowałem tę chałupę.
Po załatwieniu formalności przez maga, Karina kontynuowała swoją pordróż, tym razem z dwoma przyjaciółmi, ku poznaniu przeszłości.
ROZDZIAŁ 9
„(...) wędrówki z tobą będą pełne przygód.”
- Skąd masz tego warga? – spytł Altar.
- Mieli go orkowie. Na szczęście nie zdążyli wytresować go na potwora. Jakie zaklęcia znasz? Pytam, żeby wiedzieć co możesz zrobić podczas ewentualniej walki.
- Umiem uleczać, tworzyć powłokę ochronną. Ani strzały, ani topór jej nie przebiją. Lecz mogę utrymać ją przez krótki czas. Właśnie uczę się zaklęcia kuli ognia. Narazie mi nie wychodzi.
- Możesz pokazać? – spytała zaciekawiona dziewczyna.
Mag przystanął, złożył obie dłonie, wymówił zaklęcie i puśćił do nieba kulę ognia wielkości pięści.
- Niesamowite. – zachwyciła się Karina.
- Ja się nie cieszę. Widziałem jak naprawdę potężni magowie stwarzali ognistą kulę wielkości małej chaty.
- Spokojnie. Na wszystko przyjdzie czas. – odpowiedziała.
Po jakimś czasie dziewczyna poczuła głód. Usiadła na pobliskim kamieniu i wypiła „sztuczną krew”. Zaciekawiony czarodziej spytał co to za ciecz.
- To moje lekarstwo. Mam... częste bóle głowy. Pewien starzec mi je dał. – skłamała Karina. Nie chciała mówić mu, że jest wampirem. Bała się, że zrazi go tym do siebie.
Idąc przed siebie podróżnicy minęli kilka wiosek. Zatrzymywali się na noc u gościnnych gospodarzy. Gdy pewnego wieczoru wchodzili do małej wioski żeby znaleźć miejsce do noclegu, usłyszeli lament kobiety. Podeszli do niej.
- Co się stało? – spytał Altar.
- Och! Dziecko mi porwał! Moją ukochaną córeczkę! Jedyną...
- Kto porwał? – zdziwiła się Karina.
- Wilkołak! Krąży tu od jakiegoś czasu i porywa ludzi błąkających sięsamemu! Widzę, że masz miecz panienko! Błagam! Skoro jesteś wojownikiem, uwolnij moją córeczkę! Błagam...
- A gdzie ten wilkołak pobiegł? – zapytał gotowy do działania mag.
- Ach! Tamtą ścieżką, do lasu wbiegł z dziesięć minut temu, trzymając moje małe dziecko! – Zawodziła kobieta. Bohaterowie czym prędzej pobiegli we wskazanym kierunku. Po kilku minutach droga zakończyła się małą polanką.
- I co teraz? – zapytał zdezorientowany czarodziej.
Wampirzyca czujnie roglądała się. Po chwili poczuła dziwny zapach.
- Przygotuj się. – warknęła.
Mag chciał spytać, na co ma się przygtować ale nie zdążył. Nagle zza drzewa wyłoniła się owa matka porwanego dziecka.
- Ależ wy jesteście naiwni. – rzekła uśmiechając się. – Dzięki temu będę miała dobrą kolację.
- To ty jesteś wilkołakiem! – krzyknęła wampirzyca poczym wyjęła miecz.
Kobieta zaśmiała się i zaczęła swą przemianę. Urosła kilkakrotnie, czym spowodowała porwanie sukni, ciało pokryło się czarnym futrem, z palców wyrosły długie pazury a twarz zmieniła się w pysk. Spojrzała na swoich przeciwników poczym rzuciła się na Karinę. Zamachnęła się swoją olbrzymią łapą, lecz dziewczyna szybko kucnęła i chciała wbić ostrze miecz w brzuch bestii. Ta jednak złapała miecz i wyrwała go wampirzycy. Mały warg przerażony uciekł w głąb lasu.
- Jaka ładna zabaweczka. Pewnie wart jest kilka orenów. Dzięki za prezent. – śmiał się wilkołak.
- Niedobrze. – pomyślała Karina. – Nie mam broni. A nie chcę zmieniać się w wampira przy Altarze.
¬- Masz srebro przy sobie? – spytała się maga.
- Zabrałem kołki srebrne na wszelki wypadek. Mam je w torbie...
- To znajdź je i daj mi! – krzyknęła dziewczyna robiąc kolejny unik przed ciocem wilkołaka.
Gdy bestia zobaczyła jak czarodziej wyciąga srebro ze swej torby, zmieniła cel ataku.
- Niee! – krzyknęłą i rzuciła się na maga. Ten cisnął w nią niewielką kulę ognia, co tylko rozwścieczyło potwora. Zanim Karina przybiegła na ratunek, wilkołak zdołał odrzucić torbę kilka metrów dalej a Altara walnąć o drzewo. Gdy chciał zatopić swe kły w jego ciele, dziewczyna, korzystając z okazji, że jej przyjaciel stracił przytomność, zmieniła się w wampira poczym swymi pazurami rościęła plecy napastnika, który zawył z bólu.
- Wampir? – zdziwił się wilkołak. – Tego się nie spodziewałam.
Walka była zażarta. I bestia, i Karina zostały poważnie ranne, ale w końcu wampirzyca skoczyła na barki potwora i skręciła mu kark. Potwór upadł martwy i zmienił się z z powrotem w nagą kobietę. Wampirzyca wyczerpana straciła przytomność.
Obolała dziewczyna obudziła się. Leżała w miejscu wczorajszej potyczki. Nad nią pochylał się Altar.
- Nawet nie chcę wiedzieć jak zabiłaś tego wilkołaka. – powiedział. – Tym razem twoje rany były poważniejsze. Musiałem użyć magii żeby cię uleczyć.
- Czemu nie uleczyłeś mnie za pomocą magii jak do ciebie przyszłam? – spytała zdziwiona dziewczyna.
- Ponieważ mag nie może używać mocy bez przerwy. Ma określony limit. Ja jestem początkującym czarodziejem, więc mam mało mocy. Rzuciłem kulę ognia, kilka razy użyłem zaklęcia uzdrowienia i moja mana wyczerpała się. Dlatego wolę ją trzymać na takie okazje jak te.
Karina spojrzała na swoje ciało. Nie miała już żadnej rany. Zadowolona usiadła i pocałowała młodego czarodzieja w policzek. Ten zaczerwienił się poczym powiedział uśmiechnięty.
- Coś czuję, że wędrówki z tobą będą pełne przygód.
ROZDZIAŁ 10
„(...) ujrzała przerażającą rękę wystającą z ziemi”
Karina wraz z przyjaciółmi dotarła do wioski, gdzie poprzedniego wieczora znaleźli kobietę – wilkołaka. Wokół nie było widać żywej duszy. Dziewczyna weszła do najbliższej chaty. Od razu poczuła odór rozkładających się ciał. Okazało się, że bestia zabiła wszystkich mieszkańców wioski. Bohterowie z niedowieżaniem ruszyli w dalszą wędrówkę. Szli aż do wieczora. Nie byli specjalnie zmęczeni, więc postanowili iść także w nocy. Wampirzyca świetnie widziała po ciemku a Altar oświetlał sobie drogę za pomocą magicznego światła, który trzymał w lewej dłoni. Nagle dziewczyna zatrzymała maga ręką.
- Zgaś światło i spójrz tam. – powiedziała wskazując w stronę lasu. Czarodziej posłusznie przestał używać zaklęcia i zwrócił się ku wskazanemu kierunkowi. Między drzewami jasno świeciło wiele punkcików.
- To chyba świetliki. – pomyślała wampirzyca poczym ruszyła w tamtym kierunku.
Po krótkiej walce z gęstymi krzakami wędrowcy znaleźli się w małym maliniaku. Wokół latały tysiące świetlików, które w tak ogromnej liczbie, dawały niesamowite światło. Młody warg biegał wokoło próbując złapać któregoś.
- Fascynujące. – wyszeptał mag. Wtem świetliki zgasły.
- Szybko, zaświeć tutaj. – powiedziała zdziwiona Karina. Nagle krzyknęła, ponieważ poczuła, jak coś łapie ją za nogę. Spojrzała w dół i ujrzała przerażającą rękę wystającą z ziemi. Zanim się obejrzała, już byli okrążeni przez zombie. Zobaczyła również, że jakby spod ziemi wyrosły groby i drewniane krzyże.
- Uważaj Altar, to pułapka. Rób co możesz, żeby je zniszczyć! – krzyknęła i ruszyła do ataku. Ucinała ożywieńcom ręce i nogi, żeby nie mogły atakować i poruszać się a czarodziej podpalał je ognistymi kulami. Nie byli oni wymagającymi przeciwnikami. Jedynie w taki sposób można zniszczyć zombie. Gdy było już po wszystkim, zmęczeni walką bohaterowie usiedli na trawie.
- Ciekawe co za potworny czarnoksiężnik je ożywił. – powiedział mag. Gdy natknął się na pytające spojrzenie towarzyszki, szybko dodał:
- Trupy nie ożywają tak po prostu. Tylko za pomocą magii można je wskrzesić. Po takim zaklęciu ożywieńcy są całkowicie posłuszni magowi, który je przyzwał. Tylko, że tylko czarnoksiężnicy władają takimi plugawymi czarami. Żaden inny mag nie odważył by się zrobić czegoś takiego.
- Musisz sobie koniecznie kupić jakąś broń. – rzekła po chwili wampirzyca. – Czasami kula ognia może nie wystarczyć. |
| Ostatnio zmieniony przez zolwik03 2011-01-14, 19:09, w całości zmieniany 2 razy |
|
|
|
 |
Hammer
Love Hentai :3


Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Klan S1: WzC!
Wersja gry S2: ZE: 2.65.2
Platforma S2: PC
Wersja gry SC: Citadel
Platforma SC: PC
Wersja gry S3: Nie mam gry
Wiek: 19 Dołączył: 12 Lis 2010 Posty: 56 Skąd: Växjö/Olecko
|
Wysłany: 2011-01-14, 18:15
|

|
|
[quote="zolwik03"]Dziewczyna spojrzał w dól[/quote]
Spojrzała w dół
[quote="zolwik03"]pewnie ciebie też chcięli wytresować na okrutną bestię[/quote]
chcieli
[quote="zolwik03"]Po załatwieniu formalnościprzez maga[/quote]
Zapomniałeś spacji.
Są małe literówki,ale to nic.
Super opowiadanie. |
_____________________________________________________________________
 |
|
|
|
 |
zolwik03

Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: 2.31
Wiek: 22 Dołączył: 03 Sty 2011 Posty: 1 Skąd: Wiocha
|
Wysłany: 2011-01-14, 19:10
|

|
|
Dzięki. Jestem teraz w 10 rozdziale i nie wiem co dalej. Nie mam pomysłu na następne wydarzenia. Może pomożesz mi? Masz pomysł na ciekawe przygody? |
|
|
|
 |
Hammer
Love Hentai :3


Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Klan S1: WzC!
Wersja gry S2: ZE: 2.65.2
Platforma S2: PC
Wersja gry SC: Citadel
Platforma SC: PC
Wersja gry S3: Nie mam gry
Wiek: 19 Dołączył: 12 Lis 2010 Posty: 56 Skąd: Växjö/Olecko
|
Wysłany: 2011-01-14, 19:29
|

|
|
Może Karina poszła by ze swym towarzyszem Altarem,by w Al-Karon odnaleźć zielarkę Zygidę,by przywróciła jej pamięć,a następnie wyruszyć na poszukiwania wampira,który zabił jej przyjaciółki i ją ukąsił.
To mój pomysł.Mam nadzieję,że to Ci pomoże w dalszym pisaniu. |
_____________________________________________________________________
 |
|
|
|
 |
zolwik03

Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: 2.31
Wiek: 22 Dołączył: 03 Sty 2011 Posty: 1 Skąd: Wiocha
|
Wysłany: 2011-01-14, 19:54
|

|
|
Heh, napisałeś dokładnie to, co ja już zaplanowałem. Czytasz w myślach, czy jak? ogólny zarys fabuły mam zaplanowany (nie będę Ci go zdradzać, żeby nie psuć Ci przyjemności z czytania ) chodzi mi o takie "małe przygody" jak z tym wilkołakiem albo orkami. przed dotarciem do Al-Karon chcę umieścić kilka takich małych wydarzeń ale nie mam pomysłów. |
|
|
|
 |
|
|
|
|
|
| Strona wygenerowana w 0,61 sekundy. Zapytań do SQL: 12 |
|
|