|
|
|
|
Mój cały świat  |
| Autor |
Wiadomość |
Ezrile


Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Klan S1: White Warriors
Wersja gry S2: ZE: 2.65.2
Klan S2: White Warriors
Platforma S2: PC
Wiek: 42 Dołączyła: 15 Lip 2009 Posty: 58 Skąd: Katowice
|
Wysłany: 2010-08-10, 13:04 Mój cały świat
|

|
|
Jeśli się wam spodoba, będę pisać dalej
Czy myślicie czasami o tym co by było gdyby...? Ja ostatnio często się nad tym zastanawiam. A gdybym JEJ nie spotkała...? Pewnie dalej żyłabym swoim nudnym i zwyczajnym życiem, rano odstawałabym dzieci do szkoły i pędziła do pracy, potem odbierałabym je, robiła jakieś zakupy i wracała do domu. Cudowne i zwyczajne ale , niestety,
nie dane mi już. Chociaż przyznaję, wtedy sądziłam, że w moim żywocie wydarzył się cud.
Wszystko zaczęło się dwa lata temu...
Wracałam raczej w podłym nastroju z pracy, dobrze, że przynajmniej Patryk i Patrycja byli już u cioci na wsi. Kłopot z udawaniem cudownej, niezniszczalnej, mamy nie wchodzi w grę. Kupiłam mrożonkę- nawet gotować mi się nie chciało. Szef objechał mnie przy wszystkich za spartolony artykuł, i niestety miał rację, wracałam z mocnym postanowieniem popracowania nad tym w weekend. Zwykle piątkowe popołudnie nastraja mnie zupełnie inaczej, dziś jednak było odwrotnie! Czekała mnie praca, i co z tego, że umysłowa, i tak było to niełatwe. Kupiłam sobie butelkę wina i postanowiłam najpierw się trochę odprężyć zanim wezmę się do pracy.
W końcu dotarłam do domu i, jak zwykle, zastałam pustkę...Michał miał dziś wrócić później.
Dobrze, że chociaż Zbój przyszedł się przywitać. Mój kot to w ogóle zadziwiająca postać. Znalazłam go w śmietniku przy budynku redakcji, w której pracuję. Był cały poharatany, brakowało mu jednego oka, ale wbrew temu co wszyscy mówili postanowiłam go zatrzymać.Wydałam krocie na weterynarza, było warto, bo czasami miałam wrażenie, że tylko jego naprawdę obchodzę. Ma niesamowity dar wyczuwania moich nastojów, wie kiedy mnie unikać i kiedy się przymilać...z wiekiem wyrósł na wielką rudo-pręgowaną bestię. Dziś ostrożnie stanął kilka kroków przedemną i przymilnie zamiauczał.
- Chodź tu, ty paskudny futrzaku- powiedziałam potrząsając saszetką z jego ulubionym przysmakiem - mam coś specjalnie dla ciebie!
Na to od razu podszedł i zaczął się łasić. Podrapałam go za poszarpanymi uszami i poszłam do kuchni nałożyć zawartość do miseczki, oczywiście Zbój towarzyszył mi jak cień nie narzucając się zbytnio. Gdy tylko miska stanęła na ziemi stracił całe zainteresowanie moją osobą i skupił się na zawartości. Uśmiechnęłam się z przekąsem i włożyłam gotowy obiad do mikrofalówki. Po zjedzeniu nijakiego posiłku nawet nie musiałam zmywać, wystarczyło wyrzucić pusty pojemnik do śmieci. Najpierw kąpiel, potem dres, paskudny i powyciągany ale za to wygodny. Z lampką wina w ręce odpaliłam laptopa, żeby jeszcze raz przeczytać ten nieszczęsny artykuł i zobaczyć co można z nim zrobić. Udało mi się przeczytać trzy pierwsze zdania gdy ktoś energicznie zapukał do drzwi. Za progiem stała młoda, około dwudziestopięcioletnia,dość kurpulentna kobieta.
- Tak? - spytałam.
- Pani nazywa się Michalina Zdębska?
- Zgadza się, czy mogę pani w czymś pomóc?
- Owszem - odparła kobieta - ale nie sądzę, żeby to co mam pani do powiedzenia wymagało słuchaczy- wskazując na drzwi sąsiadki.
Zaintrygowana wpuściłam ją do mieszkania.
To co od niej usłyszałam przewróciło mój świat do góry nogami. Byłam tak zdezorientowana tym co od niej usłyszałam, że nawet nie zauważyłam kiedy wyszła, jedyną pamiątką po jej wizycie została mała, czarno biała wizytówka leżąca na stole.
Musiałam natychmiast wyjść i zaczerpnąć świeżego powietrza, uczepiłam się tej myśli jakby miało mi to uratować życie.Do wielkiej kieszeni bluzy wepchnęłam tylko portfel z dowodem i poszłam nie zamykając nawet za sobą drzwi na klucz. Park dwie przecznice dalej był stary i nezbyt zadbany, ale wiedziałam,że jest bezpieczny, jakoś wszystkie miejscowe żule omijałly go szeroko twierdząc,że jest nawiedzony, nie przeszkadzałoby mi to nawet gdyby było prawdą...zwłaszcza teraz. Skierowałam się w stronę starej fontanny, zwykle siadałam na ławce i zastanawiałam się jak to miejsce wyglądało w czasach swojej świetności jednak dzisiaj ciężko opadłam na ławkę, podliłam nogi, objęłam je rękami i oparłam czoło na kolanach. W głowie huczały mi słowa wypowiadne przez tę kobietę...sekcja działań paranormalnych, obserwacja obiektów pozazmysłowych...Obiektów...ja jestem obiektem...jak to możliwe?
Co prawda nie wiedziałam wiele o swoim pochodzeniu, jak każda chyba sierota, gdy miałam trzy lata adoptowali mnie wspaniali ludzie, których uważałam za swoich rodziców a po ich śmierci w wypadku samochodowym przygarnęła mnie siostra mamy, miałam wtedy piętnaście lat. Ciocia była dla mnie prawdziwą ostoją i zawsze biegałam do niej z wszystkimi problemami, może nie było by źle znowu do niej pojechać.Ona mogłaby coś wiedzieć o moim pochodzeniu i rzucić trochę światła na to czego się dzisiaj dowiedziałam. Nagle poczułam się strasznie przytłoczona i zwyczajnie puściły mi nerwy, zaczęłam ryczeć i nie potrafiłam przestać.
- Mogę ci jakoś pomóc?- usłyszałam cichy głos
Przestraszona, gwałtownie opuściłam nogi i wzdrygnęłam się.
-Nie bój się, nie zamierzam zrobić ci krzywdy- powiedziała kobieta stojąca przy ławce
-Mam na imię Anna
Po chwili, gdy doszłam do siebie zauważyłam, że w wyciągniętej ręce trzyma chusteczkę, ten jakże zwykły gest rozkleił mnie na nowo i znowu wybuchnęlam płaczem.
- To nic... jakoś sobie poradzę...tyle, że....za dużo na raz...muszę poukładać pewne sprawy...i znowu będzie jak dawniej...-plątałam się między jednym a drugim szlochem. Chusteczkę, oczywiście z wdzięcznością przyjęłam, bo o swoich nie pomyślałam.
Anna popatrzyła na mnie przenikliwie i przecząco pokiwała głaową.
- Wiesz, że potrzebujesz pomocy w tym wszystkim? Wiesz to, prawda? To ja jestem twoją pomocą, nie mogliśmy pozwolić, żebyś zrobiła coś nierozważnego.
Teraz zdurniałam do reszty - Jacy my? Kim ty jesteś? - zdołałam tylko tyle wykrztusić przyglądając się jej, a było czemu. Czarne włosy opadały kaskadą wijących się splotów aż do bioder, była prześliczna, nie mogłam zobaczyć koloru jej lekko skośnych oczu, mały nosek miała nieco zadarty a pod nim usta, jakby stworzone po to by ciągle się uśmiechać. Jednak najdziwniejszą rzeczą był delikatny blask, który zdawał się ją całą otaczać. Czułam, że mogę jej zaufać, zawsze miałam taki wewnętrzny czujnik i potrafiłam oceniać ludzi. Teraz wiem, że to nie było takie naturalne, jak mi się wydawało.
- Posłuchaj, dowiedziałaś się dzisiaj od nieprzyjaciela rzeczy, o których jeszcze nie powinnaś wiedzieć. Tak, wszystko dotyczy ciebie, ale sama miałaś stopniowo odkrywać swoje zdolności i dopiero wtedy przyszedłby do ciebie Opiekun, który służył by ci radą i pomocą. Niestety, dzisiaj wszystkie nasze plany do twojej osoby niemal przepadły, gdybym się nie zjawiła przysłali by swojego agenta, a on niczego by ci nie ułatwił.
Patrzyłam na nią i nie do końca rozumiałam. o czym mówi.
- Wytłumacz mi, proszę, kim jestem...Anno...- tylko tyle przeszło mi przez ściśnięte gardło.
- Dobrze, zacznijmy od początku, jesteś chodzącym, żywym przekaźnikiem, kimś z kim mogą kontaktować się na różnych płaszczyznach ludzie żywi, i istoty niematerialne, czyli duchy. Nie wszyscy są nastawieni przyjaźnie, ale tych wrogich nauczyłaś się już sama unikać. Ta twoja zdolność przyciągania dobrych i omijania mniej, powiedzmy, szlachetnych osobników
rozwinęła się w pełni już kilka lat temu, teraz obserwowaliśmy jak rozwijają się twoje zdolności telepatyczne, sama pewnie zdążyłaś zauważyć, że zdarza ci się kończyć zdanie rozpoczęte przez kogoś innego i odgadywać to co ktoś powie za chwilę.
- Poczekaj, przerwałam jej , czy możemy kontynuować tą rozmowę u mnie w domu, muszę doprowadzić się do porządku i znaleźć się w miejscu, które od początku do końca uważam za własne.
- Dobrze, odparła, ale to też wkrótce może ulec zmianie.... |
_____________________________________________________________________ "Nasza młodość jest czymś w rodzaju osobistego Olimpu, gdzie żyją jedyni bogowie, jakich stworzyliśmy. Tam wiara i wyobraźnia są najpotężniejsze, tam byliśmy niewinni, zanim staliśmy się naiwni a wreszcie cyniczni. I obojętnie, czy pamiętamy wszystkie szczegóły czy tylko fragmenty, młodość jest niewyczerpana" Jonathan Carroll
[img]http://miniprofile.x...zrile.png[/img] |
|
|
|
 |
Namari


Wersja gry S1: UW: 2.20
Wersja gry S2: Nie mam gry
Dołączyła: 08 Sie 2010 Posty: 0 Skąd: Chorzów
|
Wysłany: 2010-08-10, 15:15
|

|
|
[quote="Ezrile"]Jeśli się wam spodoba, będę pisać dalej
Wracałam raczej w podłym nastroju z pracy, dobrze, że przynajmniej Patryk i Patrycja byli już u cioci na wsi. Kłopot z udawaniem cudownej, niezniszczalnej, mamy nie wchodzi w grę.
[/quote]
Głupio to brzmi, że wcześniej użyłaś czasu przeszłego a na końcu drugiego zdania używasz teraźniejszego. Gdybyś napisała "nie wychodziło w grę" wszystko byłoby ok.
[quote="Ezrile"]
(...)artykuł, i niestety miał rację, wracałam(...)
[/quote]
Nie dawaj przecinka przed "i", jeżeli występuje jako 1 w zdaniu. Następne "i" oddzielaj przecinkiem. Oczywiście w regule występują wyjątki.
Tak to nie zwróciłam uwagi na inne błędy, może ich nie zauważyłam może ich nie ma. Mało napisałaś, by ocenić fabułę i przebieg akcji. Pisz dalej. |
|
|
|
 |
Kalia
w(y)kurzacz trolli


Wersja gry S1: UW: 2.28
Wersja gry S2: IB/WS: 2.65.2
Platforma S2: PC
Wersja gry SC: Citadel
Platforma SC: PC
Wersja gry S3: Nie mam gry
Wiek: 27 Dołączyła: 13 Lut 2007 Posty: 1945 Skąd: Zielonka k. Warszawy
|
Wysłany: 2010-08-11, 08:15
|

|
|
Parę pomniejszych literówek i zaczyna się fajnie
Jestem za dalszą częścią. |
_____________________________________________________________________
| Gauri napisał/a: | Wpisuję Cię na listę osób, którym Kalia może niechcący urwać głowę przy samych kostkach |
Oh, I love this job...
Polecam: http://takbardzozle.blogs...2-pisownia.html |
|
|
|
 |
|
|
|
|
|
| Strona wygenerowana w 0,29 sekundy. Zapytań do SQL: 12 |
|
|