logo



FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
ProfilProfil  Nie masz wiadomościNie masz wiadomości  Wyloguj [ Arch ]Wyloguj [ Arch ]

Poprzedni temat «» Następny temat
Ostatni Palladyn    Ignoruj ten temat
Autor Wiadomość
Gauri 
WHY HELLO THERE



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: ZE: 2.65.2
Wersja gry S3: FE
Platforma S3: PC
Wiek: 23
Dołączył: 22 Kwi 2008
Posty: 252
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2009-11-03, 17:54   Ostatni Palladyn  

Tym razem z dedykacją dla beta-testerki :P

Prolog

Anno Domini, 23.07.2312r.
Ksiądz wziął od rodziców małego niemowlaka na ręce. Spojrzał na małego albinosa - pierwsze dziecko do ochrzszczenia od roku - po czym nachylił się nad misą.
-Granvesie, ja ciebie chrzczę...
Ktoś otworzył z impetem drzwi od nieformalnego kościoła. Oddział wojskowych wpadł do środka i zaczął torować sobie drogę do księdza łokciami, kopniakami i uderzeniami kolb od karabinów.
-W imię Ojca...
Stukot ciężkich, wojskowych butów. Bliski.
-I Syna...
-Zamknij się! - Wrzasnął biegnący na czele grupy żołnierz.
Ksiądz, lekko przygłuchy, nie zareagował. Kontynuował.
-I Ducha Świętego...
-RYJ!
-...Amen.
Żołnierz, niewiele myśląc, wycelował w głowę księdza i strzelił.
Ksiądz wypuścił małe dziecko z rąk i padł na misę. Ktoś krzyknął, ktoś znowu strzelił.
Chlupot wody.
Matka dziecka wrzasnęła, ojciec rzucił się do misy. Wyciągnął płaczącego i krztuszącego się malca.
-Cholera... - Powiedział dowódca oddziału, po czym włączył wideofon w kasku. Ten zamknął się na głowie żołnierza izolując wszelkie dźwięki.
-Góra, tu Bravo II, odbiór.
-Tu Góra. Zlecenie wykonane?
-Wykonane z opóźnieniem. Zdążył włączyć. Ofiar cywilnych: jedna. Jakiś bohater z swojej łaski próbował sie postawić tuż po wykonaniu zlecenia.
Cisza.
-Szefostwo nie będzie zadowolone.
-Co robić z młodym?
-Zostawimy go w pokoju. Będziemy go obserwować.
-Rodzice?
-Mogą uczyć, cholera. Wiesz, co robić.
-Mogę ustrzelić też małego...
-On nie jest niczemu winny. Weźcie go i wracajcie. Damy go Opiekunom. Bez odbioru.
Cicho kliknęło, osłona schowała się i żołnierz spojrzał dookoła.
Matka trzymała niemowlę na rękach za plecami męża. Chłopaki z drużyny nie bardzo wiedzieli, co robić, więc profilaktycznie celowali do wszystkich naokoło.
-Zmywamy się. Tych - wskazał rodziców - Zabrać. Mamy was tylko przesłuchać, potem was wypuścimy -zwrócił się do nich.
Żołnierze spojrzeli po sobie i zaczęli się cofać w kierunku wyjścia. Dwóch poprowadziło małą rodzinę w tą samą stronę. W całym pomieszczeniu zapadła cisza.
Tylko krople krwi księdza z głośnym plumkaniem kapały do misy, mieszając krew z wodą.


[color=cyan]Ostatni Palladyn
[/color]

Anno Domini, 04.04.2327r.
Albinos położył się do śniennika i skrzywił się. Wątpił, czy mu to pomoże.
-Panie Boże, dziękuję Ci za codzienne łaski, którymi mnie obdarzasz. Dziękuję Ci za wszelkie drobne i duże przyjemności. Przeraszam Cię natomiast za moje złe czyny. Przepraszam za to, że nie modliłem się rano. Przepraszam, że kłóciłem się z mamą.
Panie Boże, proszę Cię o błogosławieństwo dla moich najbliższych, o miłość Termeny, wydaje mi się, że ją kocham. Wydaje mi się, bo skąd mogę w tym wieku wiedzieć, co to miłość. Wiem tyle, że często o niej myślę i tęsknię za nią, gdy jej nie ma. Proszę Cię również o to, żebym jutro miał dobry dzień i żeby nie sprawdzili mi zadania domowego na chemii. Bardzo Cię proszę i z góry dziękuję. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego, Amen.
Granves Rileez przeżegnał się i przewrócił na bok na łóżku. Czekając na sen, przypomniał sobie cały dzień, jak rano w pośpiechu zjadł śniadanie i w tym samym czasie pisał na handbooku wypracowanie na polski. Jak w drodze do szkoły, biegnąc, zobaczył kolegę z klasy. Przywitał się w pełnym pędzie i nie zatrzymał się. Miał jeszcze jedno zadanie domowe do spisania. Ciągle brakowało mu na wszystko czasu.
Potem 9 godzin lekcji, obiad i do domu. Dostał uwagę za korzystanie z Sieci w celach nienaukowych na matmie. Nie miał zamiaru mówić o tym rodzicom.
Na następnej lekcji z Bogownictwa było strasznie nudno. Jednym uchem słuchał Fanatysty, jak opowiadał o tym, kim możemy być dla samych siebie. Gdy wyobraził sobie co by było, gdyby nauczyciel dowiedział się o tym, co praktykuje, ledwo stłumił chichot. Zaraz potem uspokoił się i zaczął odrabiać zadania domowe z następnego przedmiotu.
Granves przewrócił się na drugi bok. Przykrył sobie głowę poduszką i dopiero teraz uświadomił sobie, że nie wyjął słuchawki z ucha. Wygrzebał się z kołdry i wstał z śniennika. Odłożył słuchawkę na biurko, sprawdził czy ustawił dobry sen i wlazł z powrotem.
Po kwadransie piętnastolatek głęboko oddychał, a śniennik właśnie włączał sen o lataniu.

Anno Domini, 05.04.2327r.

Zerwał się z łóżka, gdy tylko zadzwonił budzik. Dziś się nie spóźni.
Wpadł do kuchni, wyjął ze spiżarni frytki z jajkiem i wrzucił do makrofali. Będą za pięć minut.
W tym czasie pobiegł do łazienki, podniósł klapę i, klnąc na drewniaka, wysikał się. Umył ręce, obmył twarz, wyczyścił uszy. Spojrzał na siebie w lustro.
Prawie że białe włosy, odrobnę dłuższe niz zwykle, długo nie ścinane. Zaczątki zarostu pod nosem, będące źródłem skrywanej dumy. Głęboko osadzone, lekko skośne oczy o nieokreślonym kolorze, mocno zarysowana szczęka z wydatnymi kościami policzkowymi. Wyszczerzył zęby, kontrolując je sam nie wiedząc po co. Poszukał nowych syfów na twarzy i nie znalazłszy ich przypomniał sobie brak czegoś ważnego.
Pacnął się ręką w czoło i wrócił do pokoju po słuchawki.
Wsadził je czym prędzej do uszu i ubrał się. Wsadził tablety do torby i postwił ją koło drzwi. Znowu pacnął sie w czoło, tym razem w pełnym biegu.
W kuchni zaczęło już śmierdzieć. Otworzył makrofalę i wyjął lekko spieczone jedzenie. Zjadł błyskawicznie, umył zęby i uszy, założył handbooka i złapał torbę. Musnął palcem tabliczkę dotykową przy drzwiach i wybiegł do szkoły.
~Coś zadane? - Tabal.
Wyciągnął z torby mały mikrofon i podczepił do słuchawki.
~Taa, mnie sie pytasz, zwłaszcza, że ja robię zadania.
W biegu wskoczył na stację monometra. Wcisnął przycisk ,,szkoła", usiadł na fotelu, przypiął się pasami i pojechał.

Gdy po południu wszedł do domu, rodziców jeszcze nie było. Nic dziwnego. Pracowali dla Korporacji Zarządzania Miastem.
Granves rzucił torbę w kąt i poszedł coś przekąsić. Włączył projektor. Wiadomości.
-...iś Dyrektor KZM odebrał z rąk obywateli nagrodę ludu. W dedykacji zawarte były podziękowania za pracę na rzecz Nevicity. Dyrektor w ciągu czterech lat zbudował ponad tysiąc stacji monometra, opracował sposób reformy rządu i zwiększył płace dla 80% społeczeństwa naszego miasta unikając przy tym inflacji. Według wielu nastał właśnie Złoty Wiek miasta. Aktualna liczba ludności to 12 milionów 800 tysięcy obywateli. Pogoda na jutro- ciepło, 29 stopni Celsjusza, lekki wiatr. Dzień będzie trwał 14 godzin. Życzę miłego dnia. Do widzenia państwu. - Prezenterka uśmiechnęła się, patrząc w obiektyw. Po dwóch sekundach szczerzenia się do kamery ktoś rozsądny w końcu wyłączył kamerę.
Granves, uśmiechnięty, zjadł batona i poszedł się pouczyć.

-W końcu w domu, ile można...
Rodzice już są!
Granves wyszedł ze swojego pokoju i spojrzał na rodziców stojących w drzwiach. Ojciec, dosyć wysoki i chudy, był najwidoczniej zmęczony, jednak nawet to nie starło uśmiechu z jego ust. Matka natomiast drobna kobieta tryskała energią - nic dziwnego, skoro chodziła na przeróżne treningi w weekendy od trzech lat. W dodatku praca Zarządzcy Od Spraw Rekreacji bezwzględnie jej służyła.
Ojciec był brunetem, mama szatynką. Granves czasami zastanawiał się, w jaki sposób on ma tak specyficzny kolor włosów.
-Cześć mamo, cześć tato!
-Cześć kochanie. Jak tam dzień?
-Same nudy. Dostałem 4 z kartkówki z polskiego. A w pracy jak?
-Jak pewnie wiesz, nasz dyrektor odchodzi na emeryturę... - Powiedziała mama ze smutną miną -... A tato najprawdopodobniej zajmie jego miejsce. - Dokończyła, szczerząc zęby.
-Co? Nie wierzę! Ale super! Tato, gratulacje!
-Dzięki, młody. Ale nie ma się co cieszyć na zapas, bo jeszcze nic nie jest pewne.
-Dostaniesz tę fuchę, zobaczysz.
Ale ekstra, pomyślał. Ojciec będzie zarządzał całym miastem.
Granves poszedł do pokoju dokończyć lekcje w dobrym humorze. Potem wykąpał się, zjadł kolację i położył się do łóżka, pomodlił się ze złudną nadzieją nadnaturalnej pomocy na jutrzejszy dzień i zasnął.

Anno Domini, 06.04.2327r.

Następnego dnia idąc do szkoły podświadomie czuł, że to nie będzie fajny dzień. Minął jeden z nielicznych sklepów miejskich sprzedający artykuły spożywcze i zauważył coś niecodziennego. Bezdomnego. Tak przypuszczał, bo tak naprawdę nigdy jeszcze żebraka na oczy nie widział.
Mijając go przyjrzał się dokładniej. W rzeczywistości była to bezdomna, całkiem młoda, trochę starsza od niego. Siedziała przy ścianie sklepu z podkulonymi nogami i widać było, że jej zimno. Trzęsła się lekko. Długie, niezadbane włosy spływały strąkami na jej twarz, skutecznie ją do połowy zasłaniając. Brudne jeansy były odrobinę za długie. Ubrana była w poszarpaną gdzieniegdzie staromodna bluzkę, spod której widoczny był zarys jej sutków. Przysłowiowy obraz nędzy i rozpaczy.
Minął ją, patrząc się tylko ciekawie.
Doszedł do stacji monometra po kilkuset metrach i spojrzał za siebie. Trójka chłopaków zaśmiewając się wskazywali na nią palcami. Jeden, mijając ją, rzucił ogryzkiem jabłka, trafiając w głowę. Drgnęła mocno i cofnęła się. Chłopaki zarechotali.
Granves poczuł natychmiastową niechęć. Wsiadł do monometra i pojechał do szkoły, puszczając z handbooka znajome dźwięki Slaves of Audio.

Po kolejnym dniu szkolnym wracał do domu. Cieszył się, że to koniec lekcji na dzisiaj.
Wracając myślał o kolegach - żaden nie cieszył się na myśl, że ojciec ich kumpla będzie zarządzać miastem. Przeciwnie, czuł się odtrącany przez nich. Tacy z nich koledzy, jak z handbooka mikroskop.
Wysiadając z monometra na swojej stacji, zarzucił plecak na ramię. Było jeszcze dość jasno na dworze, ale widać było nutkę zmierzchu wkradającej się na pięciolinię nieba. Granves westchnął i ruszył w stronę domu.
-...Awmy ją może, co?
Te dranie, ci od ogryzka... Granves już wiedział, co się święci. Wiedział, kto jest obok ściany sklepu. Przyśpieszył kroku.
-Czemu? TO nic nie czuje, na pewno... Skoro nie ma własnego domu...
-Skąd o możesz wiedzieć?
-Czytałem. - powiedział z dumą któryś. - Nooo, zabawimy się...
-Lepiej daj spokój. Pewno ma kiłę, HIV-a czy innego parcha, cholera wie. Grzyba więcej jak mięsa.
-Zadbałem o to. 3 globale, uwierzycie? Za całą paczkę... Dobra. Ja pierwszy.
Granves biegł.
Odgłos uderzenia, drącego się materiału i cichy jęk. Rechot.
Biegnący nastolatek zrzucił plecak z ramion i wpadł w zaułek między sklepem a kolejnym budynkiem. Trzech chłopaków, dosyć rosłych. Granves w mgnieniu oka zauważył leżącą bezdomną z rozszarpaną bluzką, a nad nią jednego z chłopaków, najwyraźniej przewodnika stada. Rozpinał rozporek, w ręku trzymał paczkę prezerwatyw. Dookoła widać było trochę krwi.
-Ej, ty! Zostaw ją!
Przewodnik obrócił się do Granvesa tak, że stali vis a vis. Lekkie zdumienie.
-Spadaj stąd, szczylu. Lepiej szybko.
-Powiedziałem, zostaw ją. Spiep.rzaj stąd, w podskokach.
Chłopak zapiął rozporek i popatrzył z rozbawieniem po kompanach. Potem na Granvesa z litością.
- Czyżbyś mi groził, knypku?
Granves milczał. Sytuacja szła nie po jego myśli, chociaż ... I tak nie miał żadnego planu.
Rosły chłopak podwinął rękawy. Zaczął zbliżać się do Granvesa. Pozostali stali w kiejscu.
Albinos stał.
W chwili, gdy mięśniak zbliżył się na pół kroku do niego, Granves trzasnął go pięścią w brzuch. Jakby walnął w kamień. Przewodnik parsknął i sieknął albinosa po twarzy. Padł na ziemię. Skulił się już po pierwszym kopnięciu w policzek, ale mięśniak długo nie przestawał. Gdy ten skończył kopać leżącego, Granves nie czuł rąk, a poobijana twarz i głowa dawała o sobie znać. Krew lała mu się z nosa i ucha.
-Mówiłem ci, szczylu, żebyś się nie wtrącał.
-Su-su-suki...Suk-sukinsy...
Mięśniak trzasnął go butem w potylicę.
Świat zgasł.

~*Granves*.
Dziwne miejsce. Ciemność dookoła, ale widać było wszystko. Granves wstał i otrzepał się. Dopiero wtedy zauważył, że nie leżał na ziemi. Pod sobą nie widział nic, nie czuł też niczego pod stopami. Ale stał.
~*Graaanveeesss*...
Spojrzał dookoła. Ciemno, ale widział wszystko doskonale. Niestety nic przed sobą, tylko ciągle na granicy wzroku.
~*GRAAANVESSS*...
Wtedy zobaczył, jak przed sobą rośnie punkt światła, jego kolor balansował na granicy czerwieni i błękitu.
-Jestem..?
~W końcu... Tyle *Cię* szukałam...
-Kim ty w ogóle jesteś?
~Nieważne... *Ważne* jest to, co musisz wiedzieć...
-Najpierw powiedz mi, gdzie jestem.
~To *Twój* *umysł*. *Ty* go tworzysz, pamiętaj, że nie on *Ciebie*, tylko *Ty* go.
-Ciemno tu...
~Przez to, że aktualnie leżysz nieprzytomny.Teraz ... *Śpi*.
-Więc jakim cudem myślę?
~Bo *Ty* nie myślisz *umysłem*, *Granves*... Ale to *teraz* nieistotne. Posłuchaj mnie teraz *uważnie*...
To, co *wyznajesz*, to nie tylko zabawa. Tak, wiem, że tak traktujesz to, w co *wierzysz*. To, w co w głębi duszy *wierzysz*, ale nie jesteś pewien. *Musisz* uwierzyć, że to prawda. Bo to *JEST* prawda. *Bóg* istnieje. Ma kilkudziesięciu swoich *wyznawców*. W Nevicity *kilkunastu*. *Musisz* do nich *dołączyć*.
-Co... W jakim celu?
~To bardzo *ważne*. *Ludzie* się już szykują. Nie *daj* się im. Spróbują *Cię* powstrzymać. Ale *musisz* dołączyć. Nie dołączysz, jeśli nie *uwierzysz*. *Uwierz*.
Światło dotknęło dłoni Granvesa, a ten poczuł.
Poczuł, że Bóg istnieje; poczuł, że jest słaby. Uświadomił sobie, że cieszy Go każda moditwa, nawet, jeśli jest krótka. Wyczuł, że potrzebują siebie nawzajem.
~Już *czas*. Twój umysł się *budzi*. Od *tej* chwili... *On* będzie z *Tobą*.
-A Ty?
~Nie *mogę*.
-Czemu nie mówiłaś mi o tym wszystkim wcześniej?
-Śniłeś *fałszywie*, jak wielu. *Przestań*. *Budź* się. *Odejdź*. *Zostaw* mnie. *Pomóż* mi. *Pooomóóóóżżż*! *POOOMMÓŻŻŻŻ*!!!!!!!!!!!! *POOOOOOOOOOOOOOOOOOO...
Granves zauważył, że światło drży. Chwilę po tym zauważył, że blednie. Dookoła robiło się jasno.

Drgnął i otworzył oczy.
Zaczerpnął głębko powietrza i wypuścił je z otwartymi ustami. Wstał. Nic go nie bolało.
Trzech chłopaków nadal stało w załuku. Jeden szarpał rozpaczliwie broniącą się bezdomną. Światło... Czuł, że ona nim była. Chłopak brutalnie trzymał jej rękę i drugą ściągał jej brudne jeansy.
Granves podszedł.
-Ej! - jeden z chłopaków zaalarmował kolegę.
Ten spojrzał w kierunku albinosa i mocno się zdziwił, że jest jeszcze w stanie chodzić.Ba, że nawet nie widac żadnych obrażeń...
-Przytrzymajcie ją. - Ruszył w kierunku Granvesa.
Zamachnął się pięścią. Tym razem wydawał się wiele wolniejszy. Granves z łatwością zbił ten cios i trzasnął ięścia na odlew, po uchu. Momentalnie przewodnik zaczął krwawić. Złapał się za bok głowy, popatrzył na krew i rzucił się na albinosa z wyciągnietymi rękoma. Ten wyminął go, w locie kopnął w nogi, złapał za jedną, druga rękę, położył stopę na jego plecach i mocno docisnął. Mięśniak zarył głową w beton. Granves ciągle wykręcał mu ręce do góry i w międzyczasie przesunął stopę na kark mięśniaka.
-Nigdy. Nigdy więcej się tu nie pokazuj. Bo wtedy cię ZABIJĘ, rozumiesz?
Przewodnik zacharkotał w odpowiedzi. Najwyraźniej coś sobie zrobił w płuca.
Granves przesunął środek ciężkości na stopę spoczywającą na jego karku i zszedł.
Pozostali chłopacy spojrzeli po sobie i obeszli Granvesa szerokim łukiem, prawie że biegiem. Złapali mięśniaka za ręce i pomogli mu się podnieść. Z jego kieszeni na tyłku wystawała para prezerwatyw.
Albinos podszedł do bezdomnej. Bluzka w strzępach odsłaniała jej średniego rozmiaru wdzięki. Z nosa leciała jej krew.
Granves przykucnął obok i zdjął własną bluzę.
-Masz. Tamci już poszli. Nie wrócą. Jak masz na imię?
Zatoczyła dookoła wzrokiem. Chyba jeszcze do końca nie doszła do siebie. Granves założył jej własną bluzę, odrobinę za dużą. Spojrzał na jej twarz.
Włosy były zbyt brudne, by można określić jej kolor. Oczy... Oczy były najdziwniejsze... Błądziły bezustannie, mącąc prawie że idealną biel oka połączeniem czerwieni i błękitu. Z nosa leciała krew, najwyraźniej był złamany. Duże usta, ze znamieniem na górnej wardze mamrotały dziwne słowa w sobie tylko znanym języku. Policzki chude, zapadnięte, dopełniały wizerunku twarzy osoby bardzo biednej i szalonej. W ogólnym rozrachunku byłaby dosyć ładna, gdyby nie tak drastyczne zaniedbanie.
Granves przytrzymał jej twarz i przyjrzał się bliżej nosowi. Ewidentnie złamany... Chyba nie pierwszy raz.
-Będziemy musieli iść do szpitala. Możesz iść? Ej? Słuchasz mnie?
Dziewczyna skupiła na nim wzrok. Przestała drżeć. Jej wargi starały się złożyhć jakieś słowo, może nawet zdanie.
-Ee..Eee... oeeee...
Zamknęła usta. Granves przeanalizował to, co usłyszał. Nic.
-Eee... oeeee...
Znów nic.
~NIE MOGĘ!
Głos, czysty i mocny, który pojawił się z nikąd w jego głowie prawie go przewrócił. Rozbolała go głowa.
~POOMÓÓŻ MII... DOOTKNIIJJ...
Granves spojrzał na nią, oszołomiony. Dziewczyna złapała go za rękę i przystawiła ją do twarzy.
~CHCIJ...
Albinos, zdumiony, zechciał.
Poczuł, jak coś spływa z jego ręki, kumuluje się w jej krwi i delikatnie wtłacza się do jej rany. Po kilku sekundach nie było widać po niej śladu. Poczuł przypływ energii.
-Odlot....
Dziewczyna upadła.
~Zostaw mnie. Przyjdź jutro. Koniecznie.
-Kim ty w ogóle jesteś?
~Jutro. idź.
Granves cofnął się. Ten dzień był jakis dziwny. Dzisiaj dołożył większemu od siebie, uleczył sam siebie, potem bezdomną... Słyszał o Bogu. Albinos zupełnie nie wiedział, co się dzieje. Pomyślał, że przyjdzie tu jutro. Ale teraz...
Oglądając się za siebie, poszedł w stronę domu. Musi powiedzieć rodzicom.
Pobiegł.


-Mamo! Tato?
Granves wszedł do domu. Cisza. Jeszcze ich nie ma.
Poszedł do swojego pokoju.
Średni rozmiar. Bałagan w granicach przyzwoitości. Ściany pomalowane na zielono, gdzieniegdzie napisy przypominające o zadaniach domowych czy sprawdzianach. Granves złapał szmatkę i zmazał je. Rozejrzał się dookoła. Biurko, śniennik, stosy gazet przy regale z książkami, kilka plakatów na ścianach. Małe głośniki na rogach ścian. Włożył płytę do otworu w regale i głośnki puściły muzykę Rage'ów.
Albinos złapał ołówek i zaczął pisać po ścianie.
Najpierw zapisał ,,Bezdomna". Nad nią ,,Bóg", połączył ich dwoje kreską. Od kreski odchodziła następna, do napisu ,,Wizja", a z niej ,,Polecenie" łączące się też z ,,Bezdomną". Napisał ,,Moc" i połączył z ,,Bogiem" i Bezdomną". Nad ,,Bogiem napisał ,,Chrześcijaństwo (Wyznawcy)".
Spojrzał. Dopisał ,,Ja" , po czym zmazał je. On łączył się z tym wszystkim. Wtedy sobie przypomniał.
Odłożył ołówek i podszedł do śniennika. Odsunął go z wysiłkiem i ze szpary przy podłodze wyciagnął dysk. Włożył go do otworu w handbooku.
,,Dzień 81.
Dziś o mało co nas nie wykryli. Chrześciajństwo oficjalnie jest niepoprawne, w praktyce oni nas zabijają. Czemu?
Dan znalazł dla nas nową kryjówkę. Nie wiemy, ile czasu zdołamy wytrzymać. W razie, gdyby ktoś to znalazł: Uwierz. Uwierz w to, co jest tu napisane."
Dalej były tu wypisane wszystkie dogmaty chrześcijaństwa. Granves pamiętał swoje podekscytowanie, gdy znalazł ten dysk. Pamiętał, jak powiedział sobie, że postara się uwierzyć, bo Bogownictwo do niego nie przemawia. Pamietał ten dzień, który wydarzył się 3 lata temu.
Podszedł do ściany i ołówkiem zapisał ,,Dysk?" obok chrześcijaństwa.
Cała sprawa, jak zauważył, była skomplikowana. Kluczem zaś do rozwiązania jej... Była Bezdomna.


-Synkuu....
Powie im.
-Taak?
-Mamy dobre wieści... Tato został Dyrektorem! Jutro zaczyna! - Mama nie kryła radości.
Chwilowa euforia zaćmiła jego umysł.
-Tato, gratuluję! Wiesz co... Jestem z ciebie dumny. - Powiedział z poważną miną i wybuchnął śmiechem.
-Dzięki młodzieńcze. - Ojciec zmierzwił mu włosy.
Powie im przy obiedzie... Teraz nie chce psuć tej chwili.
Mama zaczęła szykować obiad. Dzisiaj kurczak w warzywach, jedno z ulubionych dań Granvesa.
Po kilku minutach zasiedli do stołu. Chwilę jedli w milczeniu, widać było, że rodzice strasznie się cieszą.
-Tato... Co sądzisz o... Chrześcijaństwie?
Ten spojrzał na syna zdumiony.
-A czemu pytasz?
-A, zadanie na Bogowictwo...
Ojciec zamyślił się.
-Chrześcijańswto jest jedną z religii. W zasadzie, jest religią prawie martwą... Mało kto ją wyznaje. Jej głównymi założeniami jest to, że gdzieś w ,,niebie" istnieje bóg. On niby stworzył nas i zarządza nami wszystkimi. Ta religia była zalążkiem wielu konfliktów w wielu krajach na przestrzeni dziejów. Siedzibą ich przywódcy duchowego, zwanego papieżem, był do niedawna Watykan. Dawno temu, w starożytności przez nią zabito wielu ludzi, w średniowieczu ich papieże starali się walczyć o panowanie nad światem z prawowitymi władcami. Ogólnie przez tą religię ginęło wielu ludzi.
Oczywiście jej założenia to kompletne bzudry. Każde dziecko wie, że człowiek powstał w drodze ewolucji, a zarządzamy się sami. Od kiedy wprowadzono Bogownictwo, liczba chrześcijan drastycznie spadła. I badzo dobrze zresztą... Dziwne zadania macie w tej szkole. Mało kto pamięta o tej religii.
-Hm. Dzięki tato.
No i jak im to powiedzieć, skoro ojciec ma nieprzychylne zdanie o chrześcijanach?
~Nie mów.
Znowu głos. Tym razem nie Bezdomnej. Czyj więc...?
Albinos pomyślał, czy to aby nie objaw szaleństwa, głosy w głowie każące robić mu różne rzeczy...
Granves zjadł obiad i poszedł do siebie. W drodze przypomniał sobie ze strachem, że nie zmazał napisów na ścianie. Wrócił czym prędzej, sfotografował je handbookiem i zmazał. Wyciągnał dysk i schował go do szpary. Przesunął z powrotem śniennik.
Świeżo zainstalowana kamera w obudowie śnienniku śledziła go bezustannie, rejestrując każdy jego ruch.
_____________________________________________________________________
 
     
Ezrile 



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Klan S1: White Warriors
Wersja gry S2: ZE: 2.65.2
Klan S2: White Warriors
Platforma S2: PC
Wiek: 42
Dołączyła: 15 Lip 2009
Posty: 58
Skąd: Katowice
Wysłany: 2009-11-04, 14:29     

Liściu...znowu mnie zaskoczyłeś.
_____________________________________________________________________
"Nasza młodość jest czymś w rodzaju osobistego Olimpu, gdzie żyją jedyni bogowie, jakich stworzyliśmy. Tam wiara i wyobraźnia są najpotężniejsze, tam byliśmy niewinni, zanim staliśmy się naiwni a wreszcie cyniczni. I obojętnie, czy pamiętamy wszystkie szczegóły czy tylko fragmenty, młodość jest niewyczerpana" Jonathan Carroll



[img]http://miniprofile.x...zrile.png[/img]
 
     
Gauri 
WHY HELLO THERE



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: ZE: 2.65.2
Wersja gry S3: FE
Platforma S3: PC
Wiek: 23
Dołączył: 22 Kwi 2008
Posty: 252
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2009-11-11, 17:29     

Zaczynam się przyzwyczajać :P
<pytanie podchwytliwe> Bo?
_____________________________________________________________________
 
     
Kowalka_umysłów 



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Klan S1: Freedom
Wersja gry S2: Nie mam gry
Wiek: 22
Dołączyła: 30 Lip 2008
Posty: 232
Skąd: Nocy
Wysłany: 2009-11-11, 17:43     

Przeczytałam część tego w dniu kiedy to wstawiłeś na forum i... zawiodłam się. O ile styl pisania jest niezły, to trochę pokręciłeś. Albinos jest wierzący, a z tego co jest napisane, wnioskuję że wierzących się likwiduje, więc czemu pozwalano mu się modlić? Poza tym drobne głupotki - makrofala na przykład, makro to mniej niż mikro, więc w takiej makrofali siłą rzeczy nic by się nie zmieściło, poza tym już dziś jedenie w mikrofali się robi krócej niż 5 minut ;) . Fabuła średnio mi się podoba, lubisz chodzić z kolegami i gwałcić bezdomnych? Ogólnie mogło by być lepiej, gdybyś postarał się uniknąć takich głupotek, spróbuj pisać bez żadnych wynaturzeń. Moim zdaniem nie trzeba scen gwałtów, żeby chcieć pomóc bezdomnemu... Ale ogólnie nie jest źle ;) .
_____________________________________________________________________
[center]
:eat: [color=red][size=18]I'm CHEATER EATER![/size][/color] :eat:
[img]http://img259.images...93776.png[/img]
[color=orange]Zapraszam do spamowania na www.fd.pun.pl[/color]
[img]http://i-point.nazwa.pl/host/upload/2397/woma1.png[/img]
[/center]
 
 
     
Gauri 
WHY HELLO THERE



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: ZE: 2.65.2
Wersja gry S3: FE
Platforma S3: PC
Wiek: 23
Dołączył: 22 Kwi 2008
Posty: 252
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2009-11-11, 17:57     

[quote="Kowalka_umysłów"]Albinos jest wierzący, a z tego co jest napisane, wnioskuję że wierzących się likwiduje, więc czemu pozwalano mu się modlić? [/quote]
Kto mu pozwalał? O tym nic nie ma...

[quote="Kowalka_umysłów"]Poza tym drobne głupotki - makrofala na przykład, makro to mniej niż mikro, więc w takiej makrofali siłą rzeczy nic by się nie zmieściło,[/quote]
Tu nie o rozmiar chodzi... Jakbym napisał gigafala, oznaczałoby to, że jest wielkości słonia? :P

[quote="Kowalka_umysłów"]lubisz chodzić z kolegami i gwałcić bezdomnych? [/quote]
Hmm... Nie miałem okazji i ochoty, powiem szczerze. W dodatku nie jest napisane, że to Granves miał taki zamysł, tylko osiłki.
[quote="Kowalka_umysłów"]bez żadnych wynaturzeń. [/quote]
Zależy, co za owe wynaturzenia uważasz....
Dzięki za opinię. :)
_____________________________________________________________________
 
     
Kowalka_umysłów 



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Klan S1: Freedom
Wersja gry S2: Nie mam gry
Wiek: 22
Dołączyła: 30 Lip 2008
Posty: 232
Skąd: Nocy
Wysłany: 2009-11-11, 18:14     

To po co zmieniałeś nazwę mikrofali?


[quote="Liść"][quote="Kowalka_umysłów"]Albinos jest wierzący, a z tego co jest napisane, wnioskuję że wierzących się likwiduje, więc czemu pozwalano mu się modlić? [/quote]
Kto mu pozwalał? O tym nic nie ma...
[/quote]

Skoro jego rodziców zabito za wiarę, to jego także powinni zabić skoro po tylu latach skoro zachował wiarę, tym bardziej że jeden z tych kolesi stwierdził, że będą go mieć pod kontrolą, nie?

[quote="Liść"]Hmm... Nie miałem okazji i ochoty, powiem szczerze. W dodatku nie jest napisane, że to Granves miał taki zamysł, tylko osiłki.[/quote]

Wiem, o osiłków mi chodzi... Skoro żyją w nowoczesnym, rozwiniętym świecie gdzie można łatwo zaspokoić swoje potrzeby to po co chcieli wykorzystywać brudną, śmierdzącą, brzydką dziewczynę?

[quote="Liść"]Zależy, co za owe wynaturzenia uważasz....[/quote]

Wyżej napisałam :) .


Nie ma za co :) .
_____________________________________________________________________
[center]
:eat: [color=red][size=18]I'm CHEATER EATER![/size][/color] :eat:
[img]http://img259.images...93776.png[/img]
[color=orange]Zapraszam do spamowania na www.fd.pun.pl[/color]
[img]http://i-point.nazwa.pl/host/upload/2397/woma1.png[/img]
[/center]
Ostatnio zmieniony przez Kowalka_umysłów 2009-11-11, 18:15, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Gauri 
WHY HELLO THERE



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: ZE: 2.65.2
Wersja gry S3: FE
Platforma S3: PC
Wiek: 23
Dołączył: 22 Kwi 2008
Posty: 252
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2009-11-11, 18:21     

[quote]Skoro jego rodziców zabito za wiarę, to jego także powinni zabić skoro po tylu latach skoro zachował wiarę, tym bardziej że jeden z tych kolesi stwierdził, że będą go mieć pod kontrolą, nie? [/quote]
A kto INNY oprócz niego wie o tym, że wierzy? A w dodatku tą kontrolą są jego Opiekunowie... Pilnują go na co dzień. Ale tego, co myśli raczej nie przejrzą.
(Są różne rodzaje fal - jedne, mikrofale, używane są w mikrofalówkach, makrofale w przyszłościowych makrofalówkach, no. :P )
[quote="Kowalka_umysłów"]Wiem, o osiłków mi chodzi... Skoro żyją w nowoczesnym, rozwiniętym świecie gdzie można łatwo zaspokoić swoje potrzeby to po co chcieli wykorzystywać brudną, śmierdzącą, brzydką dziewczynę? [/quote]
W tym nowoczesnym, rozwiniętym świecie brak prostytucji (o czym miało być później), a wykorzystywać Bezdomną? Niee... Według mnie chcieli ją ukarać, za samo... bycie. :(
_____________________________________________________________________
 
     
Ezrile 



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Klan S1: White Warriors
Wersja gry S2: ZE: 2.65.2
Klan S2: White Warriors
Platforma S2: PC
Wiek: 42
Dołączyła: 15 Lip 2009
Posty: 58
Skąd: Katowice
Wysłany: 2009-11-11, 18:28     

[quote="Liść"]
<pytanie podchwytliwe> Bo?[/quote]

Bo to zupełnie inna bajka... :lol:
_____________________________________________________________________
"Nasza młodość jest czymś w rodzaju osobistego Olimpu, gdzie żyją jedyni bogowie, jakich stworzyliśmy. Tam wiara i wyobraźnia są najpotężniejsze, tam byliśmy niewinni, zanim staliśmy się naiwni a wreszcie cyniczni. I obojętnie, czy pamiętamy wszystkie szczegóły czy tylko fragmenty, młodość jest niewyczerpana" Jonathan Carroll



[img]http://miniprofile.x...zrile.png[/img]
 
     
Madrik 


Wersja gry S1: S+: 1.8.96
Wersja gry S2: Nie mam gry
Dołączył: 14 Cze 2009
Posty: 12
Skąd: Pcim
Wysłany: 2009-11-12, 15:38     

A ja się czepnę czegoś innego, niż opowiadanko przy okazji...

[quote="Kowalka_umysłów"] Poza tym drobne głupotki - makrofala na przykład, [b]makro to mniej niż mikro[/b], więc w takiej makrofali siłą rzeczy nic by się nie zmieściło [/quote]

Uuuuu.... :lol:
Toż to się podstawówka kłania... Od kiedy to "Makro" znaczy mniej niż mikro? :wink:
Z greckiego: Makros - wielki, długi.
Mikros - mały...

Ukorz się o niewierna, a grzechy twe wybaczone zostaną... Ale lańsko na gołą .... szynkę i tak będzie... :wink: Jakaś pokuta musi być... ;p
_____________________________________________________________________
"Widzisz, mój uczniu. Magia to wspaniałe narzedzie, ale ma brzydki zwyczaj zawodzić w trudnych chwilach. I właśnie dlatego, warto mieć przyjaciela Kowala, który umie wykuć porządny miecz."
Ze "Wspomnień Zebranych" Arcymistrza Klobergena Starego, Mistrza z Mascarell.
Ostatnio zmieniony przez Madrik 2009-11-12, 15:41, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Możesz zmieniać swoje posty
Nie możesz usuwać swoich postów
Możesz głosować w ankietach
Możesz załączać pliki na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Powiadom znajomego o tym temacie
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Śledź odpowiedzi w tym temacie
Oznacz temat jako nieczytany

Skocz do:  
Szybka odpowiedź


Wygaśnie za Dni
 
 
 
 
 
 
Opcje
Dodaj podpis (może być zmieniony w profilu)
Powiadom mnie gdy ktoś odpowie
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,45 sekundy. Zapytań do SQL: 12