logo



FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
ProfilProfil  Nie masz wiadomościNie masz wiadomości  Wyloguj [ Arch ]Wyloguj [ Arch ]

Poprzedni temat «» Następny temat
Być Innym    Ignoruj ten temat
Autor Wiadomość
Yassamet 



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: 2.40
Wersja gry S3: Nie mam gry
Wiek: 22
Dołączyła: 04 Lip 2009
Posty: 90
Wysłany: 2009-08-05, 15:03   Być Innym

Cóż, postanowiłam nie być gorsza i napisać(już drugie w sumie, ale pierwsze w Ancarii) opowiadanie. Dopiero jezaczęłam i dodawać będę nieregularnie, ale bądźcie cierpliwi ^^

Prolog:

Wzniósł oczy ku niebu. Ganur, ciepły księżyc, osiągnął zenit. Było południe. Wioska pozostała daleko w tyle, a on przyszedł nad jezioro. Mętna, pojaśniała od blasku Ganura woda cienia delikatnie falowała. Rośli rosły znacznie wyżej od niego, zaś potem wypuszczały liany ku skale.
Uśmiechnął się przechodząc obok jaszczurkowatego zwierzątka zjadającego jedną z nich.
Doszedł do dziwnego miejsca/. Tutaj była góra, a teraz ujrzał skalne rumowisko. Zauważył oszlifowany kamień i podniósł go. Zobaczył swoją białą, odbijającą światło, pociągłą twarz, wyłupiaste czerwone oczy, dwie dziurki zamiast nosa, wąskie usta i uszy zwinięte w rolki. Poprawił czarną, szpiczastą czapkę z czerwonym kryształem i brunatną tunikę.
- Masz dziesięć lat – mówił do odbicia – A wyglądasz i myślisz już jak dorosły Sajsun.
„Kto właściwie tak nazwał naszą rasę?” Przeleciało mu przez głowę. Rzucił kamyczek da siebie i ruszył wgłąb zawaliska.
Przed nim wznosił się majestatyczny kamienny łuk na nieznanym mu podłożu. W nim widać było zieloną krainę. Rośliny przy ziemi były brązowe, a na górze ciemnozielone. Do tego wydawała się tak jasna i tak ciepła… Nie mógł się oprzeć. Rozpędził się i wskoczył…

Rozdział 1:

Obudził się na czymś miękkim. Wyglądało to jak długi mech. Wokół było tak ciepło… Spróbował się podnieść, lecz zalała go fala bólu głowy. Nagle się ściemniło. Z wielkim trudem udało mu się usiąść i spojrzeć na osobę przed nim. To była dziewczyna. Była jego wzrostu, lecz miała kremową skórę, ukryte błękitne oczy, mniej pociągłą twarz, nos, czerwone usta i… coś na głowie. Nie czapkę ani nic. Wyglądało to jakby… nitki jej z głowy wyrastały. Jej sukienka była żółta. Kimkolwiek była, uśmiechnęła się i podała mu jego czapkę, którą włożył bez wahania.
- Kim jesteś? – Spytała nieznajoma – Ja mam na imię Anika.
- Kim… jestem? – Zastanowił się chłopak – Ja… ja nie wiem, kim jestem… Ja… nic nie wiem… Nic nie pamiętam! – Ukrył twarz w dłoniach, lecz poczuł przyjacielskie klepanie na ramieniu.
Podniósł oczy na dziewczynę.
- Każdy coś wie. Ty wiesz, że ja nazywam się Anika – roześmiała się na chwilę, lecz zaraz spoważniała – Nie wyglądasz dobrze. Chodź, zaprowadzę cię do mojego domciu!
Pomogła mu wstać, a potem utrzymać równowagę na czymś innym niż skała. Oboje ruszyli.
Domek dziewczynki stał na uboczu, a ona wprowadziła go przez tylne drzwi.
- Maaaamoooo… - zawołała – Przyprowadziłam kolegęęęę… - westchnęła i zwróciła się do niego – Zaczekaj chwilę, zaraz wracam.
Jak mniemał, była to kuchnia, gdyż na środku stał stół, a w jednej ze ścian zostało wbudowane palenisko z gankiem. Podłoga była wyłożona czymś brązowym, prawdopodobnie efektem pochodnym tych dużych roślin. Ściany były białe… W tej chwili wróciła Anika.
- Mama zajęta, kazała mi podać zupkę. Chyba jesteś głodny?
Położył bladą dłoń na brzuchu, który był pusty, i energicznie potaknął. Głowa już go przestała boleć, jednak dalej jego pamięć była jakby za mgłą.
Dziewczyna wyciągnęła dwie miski z tworzywa, którego on nie znał oraz dwie łyżki, prawdopodobnie również pochodne z tej rośliny. Gestem zaproponowała mu, żeby usiadł, co też wykonał, a sama zajęła się nalewaniem tego czegoś, co było w garnku. Chciał sobie przypomnieć, co jadł u siebie w domu i jak wyglądał jego dom, ale z marnym skutkiem.
Anika postawiła przed nim miskę wypełnioną czymś płynnym, w którym coś pływało. Obrócił się do dziewczyny, która nalewała swoja porcję i powtarzała sobie po cichu „Jarzyniówka, jarzyniówka, lepsza nawet niźli dniówka”. Spojrzał na substancję przed nim, powąchał, wziął łyżkę i posmakował… Dobre. Anika usiadła i bez zastanowienia zaczęła jeść, więc i on się za to zabrał.
Dopiero teraz zrozumiał, jak był głodny. Zjadł całą porcję i grzecznie podziękował, choć nie odmówiłby dokładki.
- Więc mówisz… - zaczęła dziewczyna – że nic nie pamiętasz?
Smętnie tylko pokiwał głową
- Nikt nie może być bez imienia. Nazwę cię… Den. Ładnie?
Uśmiechnął się, słysząc swoje nowe imię i potaknął.
- A chcesz zobaczyć miasto?
- Oczywiście!
Wyszli frontowymi drzwiami, zaś na dróżce nie było nikogo. Podeszli trochę, nim minęli dalsze budynki i znak „Witamy w Silver Creek”. Przechodnie, kiedy zauważali Dena, przechodzili pośpiesznie na drugą stronę ścieżki i pośpiesznie coś szeptali.
Wyszli na pewien placyk, gdzie było więcej osób z kremowej rasy. Anika podeszła do grupki rówieśników i chłopak już miał do niej dołączyć, kiedy pewna kobieta złapała go za ramię i szarpnęła do góry tak mocno, że o mało nie zgubił czapki.
- Patrzcie! – Zawołała, a wszyscy zwrócili się w jej kierunku – A cóż to jest?! Czy ktoś ze zgromadzonych widział tutaj kiedy takie dziwo? – Cisza – Nikt! Bo to jest demon!
Inni zaczęli krzyczeć obelgi tak głośno, że Den zaczął się szamotać i wyrywać ze strachu. Naprzeciw kobiecie wyszła Anika.
-Ale on nic nie zrobił! Pojawił się tutaj! Może to nowy gatunek?
Kobieta i ją podniosła
- A to dziecko broni tego nieświętego! To czarownica! Spalić oboje!
Tłum jednogłośnie zaczął skandować wyraz „spalić”, kiedy jeden ze znajomych niebieskookiej dziewczyny rzucił się babie na plecy i odciągnął ją, a inna dziewczyna w białej sukni i chłopak w niebieskim wdzianku wyciągnęli pojmanych. Chwilę później cała piątka uciekała, a tłum dorosłych ich gonił. Dzieci uciekły do lasu, ciemnego, pełnego tych dziwnych roślin, zostawiając tłum na wejściu. Dało się słyszeć „zostawcie ich”, czy „Orkowie się nimi zajmą”.
- Właźcie na drzewa! – Rozkazał chłopak ubrany na zielono z czarnym czymś na głowie.
A więc to były drzewa. Anika ze swoją koleżanką pomogły Denowi się na nie wdrapać.
- Spać – jęknął blady
- To śpij – odparła ta w białej sukience – Wszyscy śpijcie, ale niech jedna osoba zawsze trzyma wartę. Ja pierwsza.
- Ale… - odezwała się Ani – Nie budźcie Dena. Miał ciężki dzień.
_____________________________________________________________________
Konto odświeżone po wielu latach. Na poprzednie posty proszę nie patrzeć. Do społeczności powoli wracam.
 
  My status
     
Madrik 


Wersja gry S1: S+: 1.8.96
Wersja gry S2: Nie mam gry
Dołączył: 14 Cze 2009
Posty: 12
Skąd: Pcim
Wysłany: 2009-08-05, 17:31   

Zapowiada się ciekawie. Czekamy na dalszy ciąg. :wink:
_____________________________________________________________________
"Widzisz, mój uczniu. Magia to wspaniałe narzedzie, ale ma brzydki zwyczaj zawodzić w trudnych chwilach. I właśnie dlatego, warto mieć przyjaciela Kowala, który umie wykuć porządny miecz."
Ze "Wspomnień Zebranych" Arcymistrza Klobergena Starego, Mistrza z Mascarell.
 
     
Yassamet 



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: 2.40
Wersja gry S3: Nie mam gry
Wiek: 22
Dołączyła: 04 Lip 2009
Posty: 90
Wysłany: 2009-08-25, 23:31   

Rozdział 2:

Obudził się na twardym konarze skąpanym w promieniach porannego słońca. I choć wszystkie części ciała go bolały to on czuł się wypoczęty i szczęśliwy. Spojrzał w dół i stwierdził, że widzi pod drzewem czapkę, lecz dopiero po dłuższej chwili zorientował się, że należy ona do niego. Zeskoczył z gałęzi i spodziewał się stanąć miękko, a tymczasem impet lotu z dwumetrowej wysokości kazał jego kolanom ugiąć się, a on sam się przewrócił. Den podniósł się natychmiast, zabrał swoją własność i omiótł spojrzeniem krajobraz lasu w świetle poranka.
Zlustrował sytuację na ich miejscu: dziewczyna w czarnych włosach zasnęła na warcie, pozostali również wypoczywali. Sprawdził swój ekwipunek przy pasie pod tuniką: proca, sztylet, krzesiwo i kilka monet, których pochodzenie było kolejną rzeczą zasłoniętą przez mgłę amnezji. Zebrał kilka kamieni z ziemi i wyjął procę. Co mógł upolować? Usłyszał szelest. Obrócił się, by ujrzeć małe, futrzaste zwierzę o długich uszach jedzące trawę. Naciągnął pocisk i strzelił. Trafił perfekcyjnie, zwierzątko padło. Podszedł i pogłaskał je, i zrobiło mu się trochę smutno, że musiał je zabić. Lecz nie miał wyboru i zabrał się za patroszenie.

Obudził się ten chłopak, który wcześniej im przewodził. Den właśnie wyjmował ostatnie flaczki, pozostawiając jedynie surowe mięsko i właśnie zastanawiał się nad możliwością rozpalenia ognia. Nieznajomy zsunął się po pniu i podszedł do Dena.
- Przepraszam, że się wcześniej nie przedstawiłem. Mm na imię Akor. A ty?
- Den. – Odparł lekko uprzejmym tonem.
- Fajnie! – Chłopak zadowolony wyciągnął rękę, lecz jego rozmówca pokazał mu tylko mokre, zakrwawione dłonie, więc chłopak ograniczył się do skinięcia głową. – Co upolowałeś?
W odpowiedzi Den podniósł za uszy głowę zwierzęcia, z której sterczały żyły, tętnice i nerwy oraz fragment kręgosłupa. Akor jednak odwrócił się ze wstrętem na ten widok.
- Choć zając jest piękny – zaczął kremowo skóry – To jednak sama głowa jest wstrętna.
Den uśmiechnął się i odłożył element ciała chwilę temu jeszcze żyjącej istoty.
- Co się pali? – Spytał wprost
Akor rozłożył ręce.
-Wszystko dookoła! Pozwól mi zorganizować ognisko.
Wyrwał dosyć spory kłąb trawy w jednym miejscu, pozostawiając gołą ziemię. Zebrał kamienie u ułożył krąg, jakby szykował zaklęcie. Następnie wszedł na jedno z mniejszych drzew i pozrywał mniejsze gałązki. Zrzucił je na dół, a tam poukładał je w stos właśnie w tym kręgu. Skinął na Dena i ten za pomocą krzesiwa i kamienia rozpalił ognisko.

Zapach pieczonego mięsa wyrwał dziewczyny ze snu. Anika ziewnęła i zeszła po pniu, tak samo jej koleżanka i obydwie podeszły do prowizorycznego rożna obsługiwanego przez Akora. Dziewczyna o czarnych włosach nieśmiało podeszła do bladego chłopca i wyciągnęła rękę
- Safija. A ty jesteś Den?
Uśmiechnął się i wyciągnął już czystą rękę, by uścisnąć dłoń dziewczyny.
-Wszyscy mnie tak nazywają.
- To znaczy, że to nie twoje imię? – Safija zdziwiła się
Den westchnął
- Ja nic nie pamiętam.
Dziewczyna uniosła brwi.
- Przykro mi – powiedział Akor z nutą smutku, patrząc się na nich.
Blady na przekór wszystkiemu rozpromienił się.
- Staram się – powiedział - uczyć tego, co mnie otacza, zamiast się użalać.
- Może – wtrąciła Anika – jest sposób, żeby ci przywrócić pamięć?
- To znaczy? – Spytał Akor
- Wiecie, że mój tata jest podróżnikiem. – Ciągnęła Anika – Opowiadał mi kiedyś, że w okolicach Drakenden jest stary smok, który szkoli ludzi na rycerzy. Jeśli smoki naprawdę żyją milion lat, to on może coś wiedzieć na twój temat…
- Drakenden? – Zamyśliła się Safija – Przecież to ziemie ciemności! I to jest niedaleko Zhugar-Nar!
- Nie musimy iść przez Zhugar-Nar. – Odparowała Anika – Pod Hedgenton jest jaskinia, która nas wytransportuje pod Drakenden.
- W porządku, a jak chcesz się tam dostać? – Spytał Akor rozdając każdemu porcje – Rzeka Tradekole skutecznie uniemożliwia przejście.
- Pod Bravesbury jest most… - rzuciła wolno Safija
Anika potaknęła, lecz zaraz zesztywniała. W oddali słychać było, jak dzwoni metal, a dźwięk narastał. Den jednak nie okazywał strachu, lecz zaciekawiło go to.
Z pomiędzy drzew wyszedł zielony stwór z lichym pancerzem na korpusie i w czymś na kształt majtek. Z ust sterczały mu kły, a jego żółte ślepia spoglądały na każdego nienawistnym spojrzeniem.
- Ork! – Krzyknął Akor i czym prędzej wskoczył na ich gałąź, a w jego ślady poszły dziewczyny.
Den jednak przyglądał się z zaciekawieniem przybyszowi. Ten jednak wziął ogromny topór, który był zamocowany na plecach, co się bardzo blademu nie spodobało.
„Wstań” coś mu podpowiedziało. Poszedł za głosem ze środka i podniósł się. „Obejrzyj go dokładnie. Tak, niech jego obraz wypełni twój umysł. Teraz sięgnij w głąb siebie i niech ten obraz stanie się rzeczywistością.” Ork właśnie chciał się zamachnąć, kiedy Den rozbłysnął jasnym światłem, stał się białą postacią. Urósł, rozszerzył się… Wreszcie światło zgasło i stał się identyczny, jak stojący naprzeciwko ork. Przybyły zamarł w przerażeniu na ten widok, zostawiając topór w górze. Den wziął za rękojeść broni przeciwnika i wyszarpnął ją z dłoni zielonej istoty. Następnie sam się zamachnął i wydał z siebie ryk wściekłości. Przeciwnik krzyknął z przerażenia i rzucił się do ucieczki, potykając się o korzenie, aż pył wzbił się w powietrze.
Chłopak odrzucił topór i tym samym sposobem powrócił do swojej naturalnej postaci. Pozostali, powoli schodzili z drzewa.
- Jak? – Zdołała wyksztusić z siebie Anika
- Ja… Nie wiem. To głos.. On mi podpowiadał, co robić… - Den pokręcił bezradnie głową.
Akor klasnął w dłonie.
- Chyba musimy iść od razu. Chodźcie!

--------------------------
Przepraszam, że tak długo, ale nie miałam czasu spisywać z zeszytu. Acha, szukam redaktora, ale niech to nie będzie osoba zamieszana już w forum.
_____________________________________________________________________
Konto odświeżone po wielu latach. Na poprzednie posty proszę nie patrzeć. Do społeczności powoli wracam.
 
  My status
     
Ezrile 



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Klan S1: White Warriors
Wersja gry S2: ZE: 2.65.2
Klan S2: White Warriors
Platforma S2: PC
Wiek: 42
Dołączyła: 15 Lip 2009
Posty: 58
Skąd: Katowice
Wysłany: 2009-08-26, 01:31   

Proszę, proszę...kolejna utalentowana duszyczka :brawo: . Fajnie się czyta, czekam na ciąg dalszy ( a Safija-kojarzy mi się z NwN2 :) )
_____________________________________________________________________
"Nasza młodość jest czymś w rodzaju osobistego Olimpu, gdzie żyją jedyni bogowie, jakich stworzyliśmy. Tam wiara i wyobraźnia są najpotężniejsze, tam byliśmy niewinni, zanim staliśmy się naiwni a wreszcie cyniczni. I obojętnie, czy pamiętamy wszystkie szczegóły czy tylko fragmenty, młodość jest niewyczerpana" Jonathan Carroll



[img]http://miniprofile.x...zrile.png[/img]
 
     
Yassamet 



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: 2.40
Wersja gry S3: Nie mam gry
Wiek: 22
Dołączyła: 04 Lip 2009
Posty: 90
Wysłany: 2009-08-31, 19:35   

Rozdział 3:

Przez Silver Creek przechodziło się łatwo, lecz za miastem tu i ówdzie przebiegały grupki goblinów, dlatego Den musiał znów przemienić się w zapamiętanego orka i cały czas trzymać jego formę. Kilka z małych, żółtawych stworzonek podeszło bliżej, lecz jedno zimne spojrzenie orczych żółtych ślepi je odgoniło.
Za mostem było zdecydowanie mniejsze niebezpieczeństwo, więc zmęczony chłopak mógł powrócić do swojej naturalnej formy, choć musiał po tym poprosić o pięć minut przerwy.
- I co dalej? – Safija zwróciła się do Aniki, siedząc pod rozłożystym drzewem z zielonymi kłującymi kulkami, w których znajdowały się takie brązowe.
- Wyjdziemy z lasu i pójdziemy na zamek Braverkok. Nie znam innej drogi.
- Toć to szmat drogi! – Zaprotestował Akor
- Może nie? – Den zwrócił uwagę na jaszczury. Odpoczął trochę i miał na tyle sił, żeby znów trochę się zmienić. Rozbłysnął, lecz tym razem opadł na czworaka, wydłużył się i urósł niesamowicie.
Zmienił się w wielkiego zielonego gada o podłużnym pysku i czterech krótkich ptakopodobnych łapach, długim ogonie i dwóch skrzydłach. Cały był pokryty łuskami. Szyję też miał niezwykle krótką, a sam był niezwykle lichej budowy. Poruszał się na wszystkich czterech łapach, prawie szorując przy tym brzuchem po ziemi. Nie był smokiem, bardziej przypominał przerośniętą jaszczurkę.
Anika uśmiechnęła się dziecinnie i wskoczyła mu na grzbiet, a w jej ślady poszli inni.
Den metodą podpatrzoną u ptaków wzbił się w powietrze i zatoczył koło. Potem zawisł i odwrócił łeb tak, by chociaż jedno oko spoglądało na przewodniczkę. Ona pokazała mu kierunek wschodni, gdzie się skierował.
Po chwili ujrzeli wspaniałe Hedgenton. Miasto to było położone nad strumieniem Welao-ri, przez który prowadziły mosty. W części północnej była dzielnica mieszkaniowa, w której znajdowały się wszelakie chaty oraz pałac burmistrza. Część południowa została przerobiona na jeden wielki bazar nazwany „dzielnicą kupiecką”.
Den wylądował na południe od miasta i natychmiast wrócił do swojej naturalnej postaci.
- Dajcie mi się teraz zastanowić... – Anika rozejrzała się po okolicy, zaś blady chłopak na jej słowa posłużnie usiadł – Wydaje mi się, że jesteśmy niedaleko tej jaskini, być może nieco bliżej miasta, niż powinniśmy. Może chodźmy pod góry, żebym miała łatwiejsze zadanie.
Zmiennokształtny skrzywił się, lecz z trudem wstał i ruszył za kolegami.
Po chwili byli już pod pasmem górskim. Anika dała znak i wszyscy ruszyli za nią, lecz po kilku krokach przed nimi świsnęła strzała. Z prawej strony nadbiegała do nich trójka Mrocznych Elfów, każdy o szarej cerze, czarnych włosach i czerwonych oczach. Mieli też szpiczaste uszy, lecz bardziej przypominały one te od kolegów Dena, niż jego samego.
Wśród „gości” byli dwaj mężczyźni: łucznik i wojownik ostrzy, oraz kobieta mag.
- No i – Odezwał się łucznik – co my tu mamy? Trójka małych ludzkich dzieci i... Co?
Kobieta podeszła do chłopca o bladej cerze. Pozostali odsunęli się od niej w przestrachu, kiedy ona zmierzyła ich kolegę zimnym wzrokiem. Ten jednak tylko przechylił głowę i uśmiechnął się delikatnie.
- To – Wskazała na Dena – jest zdobycz dla przywódcy.
Jej sprzymierzeńcy roześmiali się złowieszczo.
- Związać ich. – Rozkazała – Zabieramy ich do Zhugar-Nar.

---------------------------------
Teraz nie wiem, jak mi to będzie wchodzić, bo w końcu zaczynam nową szkołę. Ale obiecuję, że nie porzucę tego opowiadania.
_____________________________________________________________________
Konto odświeżone po wielu latach. Na poprzednie posty proszę nie patrzeć. Do społeczności powoli wracam.
 
  My status
     
Kalia 
w(y)kurzacz trolli



Wersja gry S1: UW: 2.28
Wersja gry S2: IB/WS: 2.65.2
Platforma S2: PC
Wersja gry SC: Citadel
Platforma SC: PC
Wersja gry S3: Nie mam gry
Wiek: 27
Dołączyła: 13 Lut 2007
Posty: 1945
Skąd: Zielonka k. Warszawy
Wysłany: 2009-09-19, 22:10   

Opowiadanie dość nietypowe - trójka dzieci wybiera się w towarzystwie małego demona na bagna... Samo w sobie ciekawe, choć mało realne :P Zazwyczaj ludzie żyjący w świecie, gdzie istnieje magia, zachowaują się i wychowują dzieci nieco ostrożniej. No i na pewno nie łażą ot tak na mokradła i tereny pobliskie, zwłaszcza zamieszkałe przez Mroczne Elfy :P

Najfajniejsze z tego wszystkiego jest chyba odkrywanie 'nowego świata' przez Dena i jego zmiennokształtność :)
_____________________________________________________________________


Gauri napisał/a:
Wpisuję Cię na listę osób, którym Kalia może niechcący urwać głowę przy samych kostkach ^^

:vampir: Oh, I love this job... :]

Polecam: http://takbardzozle.blogs...2-pisownia.html
 
     
Yassamet 



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: 2.40
Wersja gry S3: Nie mam gry
Wiek: 22
Dołączyła: 04 Lip 2009
Posty: 90
Wysłany: 2009-10-09, 21:56   

Rozdział 4

Wędrowali przez jakieś trzy godziny, choć każdemu wydawało się, że to wieczność. Słońce zachowało, a porywacze w końcu postanowili zrobić przerwę. Dzieci z westchnieniem ulgi usiadły pod drzewem, ale Den nie zwrócił na nich uwagi i padł jak długi na środku obozowiska, od razu zasypiając.

„Ale ciemno” myślał „Mam zamknięte oczy, ale widzę przez powieki światełka, być może to te elfy rozpaliły ogniska. Czy wszyscy myślą, że śpię? Chyba tak, zwłaszcza, że któryś z nich przeciągnął mnie w inne miejsce. Chyba im przeszkadzałem. Oj, zdziwicie się jeszcze…”
Otworzył jedno oko i sprawdził sytuację. Jego koledzy siedzieli pod drzewkiem i wpatrywali się w ziemię, a Mroczne Elfy rozmawiali między sobą. Przypomniał sobie małe, zielonkawe, podłużne zwierzątko, które napotkał w czasie podróży. Musiał się postarać, żeby szybko się przemienić i nie za mocno rozbłysnąć, ale udało mu się. Chwilę potem więzy nie stanowiły dla niego żadnego problemu. Wił się, lecz wyszedł, a właściwie wypełzł ze sznurów. Trawa była dla niego bardzo wysoka, sunął teraz praktycznie na ślepo, lecz obrał dobry kierunek i po chwili wlazł na gałąź, pod którą siedzieli jego przyjaciele.
Akurat łucznik odwrócił głowę i krzyknął
- Gdzie ten… - drugi elf był w szoku, by dokończyć.
Czarodziejka rozglądała się po okolicy, wydając z siebie potok przekleństw we wszystkich językach, jakie Den kiedykolwiek słyszał.
- No co wy oczami świecicie?! Szukać go!
Dwójka popleczników rozbiegła się po lesie, a tamta usiadła podtrzymując rękoma głowę.
„Inteligentny wąż” odwrócił spojrzenie w kierunku lasu. Wybrał zwierzę, które ujrzał i zszedł po cichu z drzewa.
Przemienił się w wielkie futrzaste stworzenie, brunatne, o czarnych oczach i wielkich szponach.
- Jaki wielki misio! – Krzyknęła Safija
Den stanął na tylnych łapach i wydał z siebie straszliwy ryk. Drovka poczęła gestykulować, magiczne pole wezbrało się wokół nich, lecz on poczuł w sobie zew i ruszył z całym impetem na czarodziejkę. Nim ona ukończyła zaklęcie, miś wgryzł się w jej szyję. Trysnęła krew, całe pole magiczne opadło. Chwilę potem „wielki miś” stał w kałuży krwi, ciało elfki leżało tuż obok, lecz jej głowa trochę dalej.
Den wyszedł z czerwonej mazi, otrzepał się i wrócił do swojej naturalnej postaci. Rozwiązał przyjaciół i pokierował ich wgłąb lasu.
_____________________________________________________________________
Konto odświeżone po wielu latach. Na poprzednie posty proszę nie patrzeć. Do społeczności powoli wracam.
 
  My status
     
Madrik 


Wersja gry S1: S+: 1.8.96
Wersja gry S2: Nie mam gry
Dołączył: 14 Cze 2009
Posty: 12
Skąd: Pcim
Wysłany: 2009-10-10, 07:28   

Cytat:
Den wyszedł z czerwonej mazi, otrzepał się i wrócił do swojej naturalnej postaci. Rozwiązał przyjaciół i pokierował ich wgłąb lasu.


:wink:
Otrzepał się? Z mazi? ... Trochę to nie fortunne. :P
_____________________________________________________________________
"Widzisz, mój uczniu. Magia to wspaniałe narzedzie, ale ma brzydki zwyczaj zawodzić w trudnych chwilach. I właśnie dlatego, warto mieć przyjaciela Kowala, który umie wykuć porządny miecz."
Ze "Wspomnień Zebranych" Arcymistrza Klobergena Starego, Mistrza z Mascarell.
 
     
Kalia 
w(y)kurzacz trolli



Wersja gry S1: UW: 2.28
Wersja gry S2: IB/WS: 2.65.2
Platforma S2: PC
Wersja gry SC: Citadel
Platforma SC: PC
Wersja gry S3: Nie mam gry
Wiek: 27
Dołączyła: 13 Lut 2007
Posty: 1945
Skąd: Zielonka k. Warszawy
Wysłany: 2009-10-11, 21:20   

Yassamet napisał/a:
Mroczne Elfy rozmawiali

Albo 'Mroczne Elfy rozmawiały' (Elfy są rodzaju niemęskoosobowego... znaczy nie Elfy, tylko wyraz 'Elfy' jest rodzaju niemęskoosobowego xD ) albo 'Mroczni Elfowie rozmawiali' - z tym, że ta druga forma wykluczałaby udział kobiety, więc polecam tę pierwszą ;)
Yassamet napisał/a:
Akurat łucznik odwrócił głowę i krzyknął
- Gdzie ten… - drugi elf był w szoku, by dokończyć.

Yyyyymmm... Znaczy łucznik krzyknął, a drugi był w zbyt dużym szoku by dokończyć? Raczej bardziej bym dała tutaj zaskoczenie lub zmieszanie zamiast szoku, bo zniknięcie więźnia nie jest raczej aż tak traumatycznym przeżyciem aby kończyło się szokiem :P
Yassamet napisał/a:
- No co wy oczami świecicie?! Szukać go!
Dwójka popleczników rozbiegła się po lesie, a tamta usiadła podtrzymując rękoma głowę.

Nietypowa składnia na - raczej inteligentną skoro jest magiczką - Elfkę. I też nie sądzę, aby 'siadła i płakała', że jej demonek uciekł - imo raczej zaczęłaby magicznie przeszukiwać okolicę... No ale to moja wizja mrocznoelfiego maga.
Yassamet napisał/a:
wezbrało się

'Wezbrało' nie jest czasownikiem zwrotnym - nie ma przy nim 'się'.
Btw - też trochę dziwne dla mnie, że niedźwiedź (nawet magiczny) ot tak zagryzł Elfkę, ale mniejsza o szczegóły...
Madrik napisał/a:
Otrzepał się? Z mazi? ... Trochę to niefortunne.

Ano z mazi ciężko się otrzepać, gdyż ma to do siebie, że się mocno klei. Acha - przymiotniki z 'nie' piszemy...
_____________________________________________________________________


Gauri napisał/a:
Wpisuję Cię na listę osób, którym Kalia może niechcący urwać głowę przy samych kostkach ^^

:vampir: Oh, I love this job... :]

Polecam: http://takbardzozle.blogs...2-pisownia.html
 
     
Claiho 
The One & Only



Wersja gry S1: UW: 2.20
Wersja gry S2: Nie mam gry
Wiek: 37
Dołączył: 30 Wrz 2009
Posty: 27
Skąd: stolica
Ostrzeżeń:
 10/7/9
Wysłany: 2009-10-12, 13:49   

No to bierzemy tekst w imadło i jedziemy...
Yassamet napisał/a:
Rośli rosły znacznie wyżej od niego, zaś potem wypuszczały liany ku skale.

Rośli rosły? Rośliny chyba :lol:
Yassamet napisał/a:
Uśmiechnął się przechodząc obok jaszczurkowatego zwierzątka zjadającego jedną z nich.

Po kiego ten zawijas? Napisałbym raczej "zwierzątka, które zjadało (pożywiało się?) jedną z nich."
Yassamet napisał/a:
Doszedł do dziwnego miejsca/.

Gdzie mi tu z tym slashem... 8)
Yassamet napisał/a:
„Kto właściwie tak nazwał naszą rasę?” Przeleciało mu przez głowę.

"Kto właściwie nazwał tak naszą rasę?" - przeleciało mu przez głowę.
Yassamet napisał/a:
Rzucił kamyczek da siebie

za siebie
Yassamet napisał/a:
Do tego wydawała się tak jasna i tak ciepła…

Drugie "tak" zbędne.
Yassamet napisał/a:
ukryte błękitne oczy

Ukryte? W chowanego się bawią? :lol:
Yassamet napisał/a:
Chodź, zaprowadzę cię do mojego domciu!

Określenie "domciu" pasuje tutaj niczym pięść do nosa.
Yassamet napisał/a:
- Maaaamoooo… - zawołała – Przyprowadziłam kolegęęęę…

Fajtował strita na kornerze z blokersami z nejborundu i tak się zakumplowaliśmy...
Yassamet napisał/a:
dalej jego pamięć była jakby za mgłą.

Niezbyt szczęśliwe określenie. Napisz to inaczej.
Yassamet napisał/a:
Anika postawiła przed nim miskę wypełnioną czymś płynnym, w którym coś pływało.

Powtórzenie, i to wyjątkowo ordynarne.
Yassamet napisał/a:
Uśmiechnął się, słysząc swoje nowe imię i potaknął.

przytaknął
Yassamet napisał/a:
- Patrzcie! – Zawołała, a wszyscy zwrócili się w jej kierunku – A cóż to jest?! Czy ktoś ze zgromadzonych widział tutaj kiedy takie dziwo? – Cisza – Nikt! Bo to jest demon!
Inni zaczęli krzyczeć obelgi tak głośno, że Den zaczął się szamotać i wyrywać ze strachu. Naprzeciw kobiecie wyszła Anika.
-Ale on nic nie zrobił! Pojawił się tutaj! Może to nowy gatunek?
Kobieta i ją podniosła
- A to dziecko broni tego nieświętego! To czarownica! Spalić oboje!

Wyjątkowo mało przekonujące. Do wzbudzenia takich reakcji na ogół nie wystarczy, że ktoś dziwny się pojawi na ulicy.

Zaraz idę do pracy więc resztę póki co zostawię sobie na deser...
_____________________________________________________________________
[b]BOW TO NO MAN. TRUST NO ONE.[/b]

[i]Moc zmierzchu i zmroku pogrzebana w purpurowej krwi strumieniu!
Pogrążeni w otchłani czasu, połączmy nasze moce!
Wszyscy głupcy, którzy na mej drodze stoją, niech zostaną porażeni mocą twoją, którą i ja władam....
[b]DRAGON SLAVE![/b][/i]
 
 
     
Claiho 
The One & Only



Wersja gry S1: UW: 2.20
Wersja gry S2: Nie mam gry
Wiek: 37
Dołączył: 30 Wrz 2009
Posty: 27
Skąd: stolica
Ostrzeżeń:
 10/7/9
Wysłany: 2009-10-12, 13:54   

Kalia napisał/a:
albo 'Mroczni Elfowie rozmawiali' - z tym, że ta druga forma wykluczałaby udział kobiety,

Niekoniecznie. Kiedy mówisz "ludzie rozmawiali" nie wykluczasz kobiet. Nie ma jedynie słusznej formy. I "Elfy" i "Elfowie" jest poprawne. Preferuję to drugie żeby nie wpadać w chłopską manierę mówienia o rasach inteligentnych w rodzaju niemęskoosobowym (mówimy ci ludzie, nie te ludzie - wolę więc pisać ci Elfowie a nie te Elfy).
_____________________________________________________________________
[b]BOW TO NO MAN. TRUST NO ONE.[/b]

[i]Moc zmierzchu i zmroku pogrzebana w purpurowej krwi strumieniu!
Pogrążeni w otchłani czasu, połączmy nasze moce!
Wszyscy głupcy, którzy na mej drodze stoją, niech zostaną porażeni mocą twoją, którą i ja władam....
[b]DRAGON SLAVE![/b][/i]
Ostatnio zmieniony przez Claiho 2009-10-12, 13:55, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Kalia 
w(y)kurzacz trolli



Wersja gry S1: UW: 2.28
Wersja gry S2: IB/WS: 2.65.2
Platforma S2: PC
Wersja gry SC: Citadel
Platforma SC: PC
Wersja gry S3: Nie mam gry
Wiek: 27
Dołączyła: 13 Lut 2007
Posty: 1945
Skąd: Zielonka k. Warszawy
Wysłany: 2009-10-12, 17:45   

Claiho napisał/a:
Yassamet napisał/a:
Do tego wydawała się tak jasna i tak ciepła…

Drugie "tak" zbędne.

Bynajmniej nie :P W tym wypadku powtórzenie jest jak najbardziej na miejscu, podkreślając siłę odczuć, jakie wywołuje widok.

Claiho, mam genialny pomysł - stwórz wreszcie coś swojego zamiast zmieniać/poprawiać co tylko znajdziesz. Potem pogadamy.

Reszty nie zostawiam sobie na deser, bo pewnie bym niestrawności dostała.
_____________________________________________________________________


Gauri napisał/a:
Wpisuję Cię na listę osób, którym Kalia może niechcący urwać głowę przy samych kostkach ^^

:vampir: Oh, I love this job... :]

Polecam: http://takbardzozle.blogs...2-pisownia.html
Ostatnio zmieniony przez Kalia 2009-10-12, 17:46, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Claiho 
The One & Only



Wersja gry S1: UW: 2.20
Wersja gry S2: Nie mam gry
Wiek: 37
Dołączył: 30 Wrz 2009
Posty: 27
Skąd: stolica
Ostrzeżeń:
 10/7/9
Wysłany: 2009-10-13, 01:02   

Kalia napisał/a:
W tym wypadku powtórzenie jest jak najbardziej na miejscu, podkreślając siłę odczuć, jakie wywołuje widok.

Jest zbędne, bo rozumie się samo przez się. Pierwsze "tak" wystarczy w zupełności. Dodawanie drugiego to grafomania.
Cytat:
Claiho, mam genialny pomysł - stwórz wreszcie coś swojego zamiast zmieniać/poprawiać co tylko znajdziesz.

Tak się paskudnie składa, że napisałem bardzo dawno temu (pierwsza wersja opublikowana w Necie jakieś 7 lat wstecz, pierwsze opo napisałem na kartce w licealnym zeszycie około roku 1996...)

Nie wklejałem tutaj bo oba opowiadania czeka spora reedycja połączona z poprawianiem błędów wytkniętych przez moją betę. Ale generalnie nadają się do czytania.
_____________________________________________________________________
[b]BOW TO NO MAN. TRUST NO ONE.[/b]

[i]Moc zmierzchu i zmroku pogrzebana w purpurowej krwi strumieniu!
Pogrążeni w otchłani czasu, połączmy nasze moce!
Wszyscy głupcy, którzy na mej drodze stoją, niech zostaną porażeni mocą twoją, którą i ja władam....
[b]DRAGON SLAVE![/b][/i]
Ostatnio zmieniony przez Claiho 2009-10-13, 01:42, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
     
Rurabomber 



Wersja gry S1: UW: 2.28
Wersja gry S2: Nie mam gry
Dołączył: 10 Lut 2007
Posty: 49
Skąd: Toruń
Wysłany: 2009-10-13, 02:39   

Claiho napisał/a:
Kalia napisał/a:
Claiho napisał/a:
Yassamet napisał/a:
Do tego wydawała się tak jasna i tak ciepła…

Drugie "tak" zbędne.

W tym wypadku powtórzenie jest jak najbardziej na miejscu, podkreślając siłę odczuć, jakie wywołuje widok.

Jest zbędne, bo rozumie się samo przez się. Pierwsze "tak" wystarczy w zupełności. Dodawanie drugiego to grafomania.

Zgadzam się z Claiho...

Yassamet napisał/a:
Przed nim wznosił się majestatyczny kamienny łuk na nieznanym mu podłożu. W nim widać było zieloną krainę. Rośliny przy ziemi były brązowe, a na górze ciemnozielone. Do tego wydawała się tak jasna i tak ciepła… Nie mógł się oprzeć. Rozpędził się i wskoczył…

... jednak tutaj, kiedy zdanie nie jest wyciągnięte z kontekstu, zupełnie mi to nie przeszkadza.

Pochwalę teraz kogoś dla odmiany. o.O

Róbcie screenshoty i nie przyzwyczajajcie się za bardzo - podoba mi się styl pisania Yassamet. Jakiś taki hmm... przyjemny w odbiorze, "user-friendly", a niektóre literówki przypominają mi tekst "it's not a bug, it's a feature!" (Yass podobno nie zna angielskiego, znęcam się). xD

Całego opowiadania niestety jednak nie przeczytam (chociaż tytuł brzmi zachęcająco i swojsko... ^^ ), tak jak żadnego innego na tym forum - z tego samego powodu, przez który rzygałem i krwawiłem z uszu oglądając kiedyś Czarodziejki z Księżyca w TV (sorry Claiho :lol: ).
Ostatnio zmieniony przez Rurabomber 2009-10-13, 03:13, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Claiho 
The One & Only



Wersja gry S1: UW: 2.20
Wersja gry S2: Nie mam gry
Wiek: 37
Dołączył: 30 Wrz 2009
Posty: 27
Skąd: stolica
Ostrzeżeń:
 10/7/9
Wysłany: 2009-10-13, 10:02   

Rurabomber napisał/a:
... jednak tutaj, kiedy zdanie nie jest wyciągnięte z kontekstu, zupełnie mi to nie przeszkadza.

Owszem, to nie jest tak, że strasznie przeszkadza. Po prostu można je wychrzanić bez żadnej szkody dla tekstu. A jeśli jakiś wyraz można wyrzucić bez szkody, należy to zrobić.

Przyznaję, styl opo jest przyjemny. Próbuję po prostu podpowiedzieć, co zmienić, żeby był jeszcze lepszy. Sam dostawałem kiedyś baty za dokładnie to samo. To nie jest żadne odkrywanie Ameryki z mojej strony.
Rurabomber napisał/a:
z tego samego powodu, przez który rzygałem i krwawiłem z uszu oglądając kiedyś Czarodziejki z Księżyca w TV

Sailor Moon, nie czarodziejki :twisted: Czarodziejki to walnięty wymysł tłumaczki Polsatu. Należałoby ją powiesić na latarni głową do dołu i kazać wytłumaczyć co angielskie "sailor" ma do polskiego "czarodziejka". Skądinąd prawda, że anime jest banalne, przesłodzone i miejscami jest zwyczajnie nieznośne. Ale nie zmienia to faktu że od smoonów całe pokolenie zaczęło interesować się mangą w Polsce.
_____________________________________________________________________
[b]BOW TO NO MAN. TRUST NO ONE.[/b]

[i]Moc zmierzchu i zmroku pogrzebana w purpurowej krwi strumieniu!
Pogrążeni w otchłani czasu, połączmy nasze moce!
Wszyscy głupcy, którzy na mej drodze stoją, niech zostaną porażeni mocą twoją, którą i ja władam....
[b]DRAGON SLAVE![/b][/i]
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Możesz zmieniać swoje posty
Nie możesz usuwać swoich postów
Możesz głosować w ankietach
Możesz załączać pliki na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Powiadom znajomego o tym temacie
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Śledź odpowiedzi w tym temacie
Oznacz temat jako nieczytany

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,54 sekundy. Zapytań do SQL: 13