logo



FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
ProfilProfil  Nie masz wiadomościNie masz wiadomości  Wyloguj [ Arch ]Wyloguj [ Arch ]

Poprzedni temat «» Następny temat
Wrogowie moich wrogów.    Ignoruj ten temat
Autor Wiadomość
Madrik 


Wersja gry S1: S+: 1.8.96
Wersja gry S2: Nie mam gry
Dołączył: 14 Cze 2009
Posty: 12
Skąd: Pcim
Wysłany: 2009-10-04, 18:58     

C.D.

Runę zabrała Yassamet. Była to dość prosta runa, znana chyba każdemu magowi. Lecz jak wszystkie rzeczy proste, miała potężną moc opartą na uniwersalnych prawach wszechświata.
Wendalin rozgarnęła nogą resztki po jednym z nieumarłych magów zakonu. Wśród pyłu i szmat poniewierała się mała sakiewka. Zetlała skóra rozdarła się pod dotknięciem okutego buta. Wypadło trochę ingerencji do czarów, kawałek kredy, kilka monet oraz jeszcze jedna runa. Ta miała postać szarej, kwadratowej kostki. Ktoś wyrył na niej dwa znaki. Jednego nie znała, ale drugi oznaczał „bramę”.
- Klucz do portalu… ciekawe dokąd?
Mruknęła pod nosem. I pod wpływem impulsu schowała runę do własnej sakiewki. Resztę zostawiła.
- Te! Sreberko! Zostaw tego kochasia i idziemy. Nic tu po nas.
Yassamet była w naprawdę dobrym humorze. Przed chwilą zaciągnęła nieprzytomną Werez’mish’deat do ciała jednego z Ha’ht i wcisnęła jej głowę do wnętrza wypatroszonego brzucha. Cieszyła się przy tym jak dziecko, robiące komuś paskudny dowcip.
Na koniec związała jakimś rzemieniem ręce i nogi oponentki.
Na pytanie Serafi, po co to robi odpowiedziała krótko.
- Wyobraź sobie jej minę, jak się przebudzi. Ciemno, wilgotno, krwawo i nie może się ruszyć.
Mówiła z sadystyczną przyjemnością.
Wendalin tylko pokręciła głową na ten pokaz dziecinady.
- Myślałam, że chcesz ją zabić?
- Zabić? To by było za mało. Chcę by żyła ze świadomością upokorzenia. Już zadbałam o to, by wszyscy w otchłani się dowiedzieli, co jej zrobiłam.
Wskazała ręką jakiś kołtun na podłodze.
Serafia ze zdziwieniem zobaczyła, że to związany chochlik. Był ranny, ale przytomny i z przerażeniem patrzył na to, co Yassamet wyprawiała z jego poprzednią panią.
Gdy skończyła, podeszła do chochlika i podniosła go za gardło.
- Widziałeś. A teraz won mi do domu i rozpowiesz wszystko, co tu widziałeś. A jak nie, to cię znajdę i udekoruję twoimi flakami moją sypialnię. Zadbam przy tym, żebyś nadal żył. Zrozumiałeś?
Przerażone stworzenie z piskiem pokiwało głową. Yassamet wyciągnęła runę i wypowiedziała krótkie, szorstkie zaklęcie i chochlik zniknął w rozbłysku ognia.
Nie miała tu nic do roboty. Pilnie było jej starego znajomego.

Dziedziniec nie przedstawiał sobą pięknego widoku. Po przelocie hordy chochlików i przemarszu tuzina Demonów, przypominał jatkę. Kilka poranionych chochlików piszczało z bólu wijąc się na piachu. Poranieni ludzie wili się w konwulsjach. Nikt im nie przeszkodził przejść do głównego skrzydła zamku. Brama zamku była zamknięta od środka. Słudzy Ankard’era dobrze się przygotowali do podstępnego ataku na niedawnych sojuszników. Minie sporo czasu nim zaalarmowane wojska wokół zamku sforsują wrota. A wtedy pewnie najpierw zajmą się rzeźnią na dziedzińcu i biblioteką. Miały trochę czasu.
Straży przed wejściem nie było. No, właściwie była, ale strażnikom trudno było pełnić obowiązki. Brak głów i rozczłonkowane ciała skutecznie to utrudniały.
Wojowniczki wcale się tym nie przejęły. Wendalin zirytowało tylko to, że jakiś czerwony ochłap przyczepił się do jej obcasa. Strąciła to coś końcem miecza i poszła dalej za Yassamet.
Demonica z ledwością się powstrzymywała by nie rzucić się biegiem. Za wejściem rozciągał się duży hall. Tu też było widać, że to ludzie są panami zamku. Kamienne ściany przystrojono tuzinami gobelinów i arrasów. Niestety bez żadnego wyraźnego stylu. Ze ścian wystawały proste uchwyty z czarnej stali, w których tkwiły płonące pochodnie na olej. Pod ścianami rozstawiono kilka drewnianych ław i skrzyń. Między nimi ktoś bez żadnego sensu postawił dużą statuetkę z białego marmuru, na grubym, granitowym postumencie. Przedstawiała jakąś kobiecą postać, wygiętą chyba w zalotnej pozie. Niestety styl i wykonanie przywodziło na myśl tanią pamiątkę z jarmarku. Na podłodze rozłożono tylko wąski, i chyba kiedyś czerwony chodnik z grubego filcu. Teraz mocno zbrązowiały ledwo odróżniał się od wapiennych płyt posadzki. Gdyby nie rozszarpane ciała kilku służących, sala wyglądałaby mocno bezbarwnie. Kilkoro drzwi po jednej i drugiej stronie holu pozwalało dostać się do innych komnat.
- Którędy teraz, o wielka mścicielko?
Ironicznie zapytała Serafia. Yassamet jednak nie dała się sprowokować uniosła miecz i wskazała szerokie schody na końcu hallu.
- Idź przed się, a kto na prostej drodze ci stanie, tego w proch zetrzyj i dalej idź. Tak pisało w jednej księdze, jaką kiedyś czytałam. W każdym razie wierzę, że droga po trupach zawsze przynosi rezultaty.
Wskazała na leżące na górnym stopniu kolejne ciało jakiejś służki.
- W tej kwestii nie mogę się z tobą równać. Prowadź więc.
Skłoniła się sarkastycznie i uczyniła zapraszający gest.
Demonica tylko parsknęła i weszła na schody. Serafia nie czekając udała się w jej ślady.
Kilkoma susami dostały się na piętro.
I wtedy je trafiło. Potężna, przytłaczająca aura, niemal cuchnąca w mentalnym odczuciu, emanowała z lewej strony schodów. Z końca korytarza, zza drzwi prowadzących do dawnej sali balowej. Tak przynajmniej wynikało z na wpół zatartego reliefu nad drzwiami, przypominającego uśmiechniętą maskę, okręconą winnym gronem.
- TĘDY!
- TEDY!
Powiedziały równocześnie. Spojrzały na siebie. Yassamet pokręciła głową.
- Nie rób tak więcej. To mnie irytuje. Chodź.
Podeszły do drzwi. Aura ze środka napierała na ich zmysły z potężną siłą. Serafia omal nie padła na kolana, ale nic po sobie nie okazała. Ukradkiem skupiła się na swoim perłowym pierścieniu i przelała do siebie troszkę niebiańskiej energii. Od razu było lepiej.
Yassamet wiele razy czuła tę aurę. Lecz po raz pierwszy odczuwała ją jako wrogą. Jedyną oznaką drobnej słabości było to, że jej dłoń zawahała się nad klamką. Niepostrzeżenie przyzwała odrobinę energii z serca otchłani poprzez swój złoty pierścień z krwawnikiem.
Pokrzepiona spojrzała na towarzyszkę.
- Gotowa na bal?
Jej głos delikatnie drżał. Pragnęła zemsty, ale wiedziała też, że może wkrótce zginąć nie wypełniwszy jej. Budziło to w niej dziwny niepokój.
Wendalin nawet nie próbowała nic mówić. Skinęła tylko głową.
Yassamet - Sukub z otchłani, uśmiechnęła się promiennie i z dzikim ogniem w oczach otworzyła drzwi i wpadła do komnaty. Tuż za nią wkroczyła Wendalin - lodowa bogini i uniosła swoje miecze gotowa na spotkanie losu.

C.D.N.

Już niedługo koniec... Jeszcze tylko 73 odcinki... :wink:
_____________________________________________________________________
"Widzisz, mój uczniu. Magia to wspaniałe narzedzie, ale ma brzydki zwyczaj zawodzić w trudnych chwilach. I właśnie dlatego, warto mieć przyjaciela Kowala, który umie wykuć porządny miecz."
Ze "Wspomnień Zebranych" Arcymistrza Klobergena Starego, Mistrza z Mascarell.
Ostatnio zmieniony przez Madrik 2009-10-04, 19:01, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Madrik 


Wersja gry S1: S+: 1.8.96
Wersja gry S2: Nie mam gry
Dołączył: 14 Cze 2009
Posty: 12
Skąd: Pcim
Wysłany: 2009-10-07, 07:20     

Wiesz, ja wenezuelskich telenowel też raczej oglądać przyjemności nie miałem, ale wydaje mi się, że tam, byłby to zaledwie pilot serialu... :lol:

Wracając do meritum. Coś na osłodę deszczowego poranka.

C.D.


Na środku sali, ułożone z płyt posadzki, tkwiło ogromne „koło przywołań”. Wielki okrąg, w którym rozpostarto pentagram. Rogi pentagramu i przestrzeń między nim a wypełniały liczne wzory runiczne. Zagmatwane, na wpół zrozumiałe, niepokojące. Linie pentagramu i okręgu lśniły dziwną, pulsującą poświatą złotawego koloru. Runy płonęły krwawą barwą, odcinając się zdecydowanie od ciemnoszarej posadzki. Środek pentagramu był wielkości małego pokoju. Świecił ostrym odcieniem pomarańczu, przemieszanym z pełgającymi plamami żółci i czerwieni, przypominając żywe jeziorko płynnej magmy. Nieodparty znak wymiaru Otchłani. A na tym płynnym ogniu stała ciemna postać w czarnej szacie, z kapturem zarzuconym na twarzy.
Podłoga reszty Sali wyglądała odpychająco. To tu zaczął się podstępny atak Demonów, na stojących im na drodze członków zakonu. Mnóstwo ciał leżało we wszelkich możliwych pozach. Kilkadziesiąt chochlików ucztowało na tym darmowym bankiecie wrzeszcząc i kłócąc się zawzięcie o ochłapy z ciał.
Nie wszyscy ludzie z tej części zamku zginęli. Paru magów, zakneblowanych i związanych jak balerony leżało pod jedną ze ścian. Dwa Demony Ha’ht pilnowały ich czujnie.
Dwa inne, właśnie torturowały jakiegoś młodego maga, trzymając mu nogi w ogniu kominka i rechocząc przy tym wrednie. Młody mroczny elf, wył przez knebel jak potępiony duch.
Jakiś drobny Demon z rodzaju balorów przeglądał z ciekawością stos magicznych ksiąg, poplamionych krwią poprzednich właścicieli.
Ale cały ten teatrzyk zamarł, gdy pchnięte silnie drzwi odskoczyły i walnęły w ścianę, a dwie wojowniczki wkroczyły do środka.

Przed ciemną postacią w środku pentagramu unosił się z przejęciem jakiś chochlik i piszczał coś gwałtownie w ohydnym i gardłowym języku otchłani. Na hałas jaki uczyniły drzwi, obejrzał się i jako jedyna istota na Sali nie zamarł w zdziwieniu, tylko zaczął piszczeć jeszcze szybciej i pokazywać palcem na nowo przybyłe.
Ciemna postać nagle poruszyła się z niebywałą szybkością i zacisnęła rękę na gardle chochlika. Piski urwały się w głośnym trzasku i martwe truchło chochlika padło na ziemię.
Yassamet weszła jeszcze dwa kroki w głąb komnaty, czerpiąc jednocześnie niezwykłą dla niej otuchę, słysząc za plecami towarzyszący jej stukot srebrnych obcasów.
Zakręciła mieczem szybki młynek i oparła jego czubek o podłogę, wspierając się na nim jak na lasce. Drugą ręką podparła się pod bok w nonszalanckiej pozie.
- Cześć! Tęskniłeś tygrysku? Twoja kocica wróciła i ma ochotę rozorać ci tę wredną mordę, swoim najostrzejszym pazurkiem. I mam nadzieję, że będzie boleć!
Skończyła jadowicie. Okrutna, zła aura bijąca od postaci w kręgu, przytłaczała nawet ją.
- Yes’era s’gruch’ a’met’rgkien. Jestem nawet zaskoczony widząc cię aż tutaj.
Ankard’er miał głuchy, zgrzytliwy głos, ale jednocześnie dziwnie charyzmatyczny.
- To nawet miłe, że pofatygowałaś się osobiście. Nie będę musiał cię szukać. Myślałem co prawda, że masz więcej rozumu w głowie, ale widać cię nie doceniłem. Zamiast schować się w jakiejś dziurze i użalać nad sobą, przyłazisz tu, krzywdzisz moją ukochaną i jeszcze masz czelność pokazywać mi się na oczy?
Ankard’er mówił zupełnie spokojnie i dziwnie beznamiętnie. Chochliki w komnacie przerwały swoją ucztę i otoczyły szerokim kręgiem wojowniczki. Demony Ha’ht porzuciły swoje rozrywki zostawiając biednego Elfa z nogami w ogniu i podeszły bliżej. Miały wyraźnie bojowe postacie. Jedynie Balor dalej spokojnie przeglądał magiczne księgi.

- Siedemset lat, Anki. Siedemset, bur’zgar’k lat razem! A ty miałeś czelność potraktować mnie jak jakąś przygodną [*aaa psik!!*]! Wrobiłeś mnie dla własnej korzyści i jeszcze myślałeś, że potulnie zniknę? Musiałeś się z zombim na łby pozamieniać. Przyszłam tu tylko po to, by ci za to wszystko podziękować i to tak, byś miał co wspominać przez następne siedem tysięcy bur’zgar’k, lat.
Ciemna postać w kole tylko dziwnie się zatrzęsła, w niemym chichocie.
- Ty idiotko. Naprawdę myślisz, że możesz mi coś zrobić? Nigdy nie mogłaś i nie będziesz mogła. Ale skoro się prosisz o krzywdę, to się nawet po starej znajomości da załatwić.
Możecie je sobie wykończyć. Ja popatrzę.
Przyzwolił swoim sługosom Ankard'er.
Chochliki zawyły i wzbiły się w powietrze. Ha’ht zarechotały złośliwie i ruszyły na wojowniczki. Wendalin nie czekała. Oczy przeciął srebrny błysk i otoczyła ją świetlista tarcza. Energetyczne ostrza zatańczyły w śmiertelnym tańcu, szukając ofiary a na koniec, niebiańska aura spłynęła na nią i rozeszła się po okolicy. Yassamet momentalnie poczuła jak dziwna aura rozprasza mroczną obecność aury Ankard’era i zmywa z niej samej strach i niepewność. Ale to było przyjemne uczucie, znów być silną i złą.
Demonica przyzwała własne moce, otaczając się ognistym pierścieniem i przywołując ognistego strażnika, który natychmiast rzucił się w tłum chochlików. Choć same pochodziły z otchłani i nie bały się zwykłego ognia, tym razem musiały stawić czoło mocy nienawiści zdradzonej kobiety. Ten ogień palił nawet ich demoniczne ciała.
Serafia nie próżnowała. Rzuciła się na Demony Ha’ht, nie przejmując się zupełnie chochlikami. Te ginęły rozrywane niebiańskimi ostrzami i tańczącymi biczami żywej energii.
W zbeszczeszczonej Sali zaczęli ginąć niedawni zabójcy. Furia kobiety i nienawiść do odwiecznego wroga wreszcie mogły znaleźć ujście.

C.D.N.
_____________________________________________________________________
"Widzisz, mój uczniu. Magia to wspaniałe narzedzie, ale ma brzydki zwyczaj zawodzić w trudnych chwilach. I właśnie dlatego, warto mieć przyjaciela Kowala, który umie wykuć porządny miecz."
Ze "Wspomnień Zebranych" Arcymistrza Klobergena Starego, Mistrza z Mascarell.
Ostatnio zmieniony przez Madrik 2009-10-12, 23:55, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
Rurabomber 



Wersja gry S1: UW: 2.28
Wersja gry S2: Nie mam gry
Dołączył: 10 Lut 2007
Posty: 49
Skąd: Toruń
Wysłany: 2009-10-07, 22:02     

Madrik napisał/a:
(...) tkwiło ogromne „koło przywołań”. Ogromny okrąg (...)

Madrik napisał/a:
Rogi pentagramu i przestrzeń między nim a wypełniały liczne wzory runiczne.

Madrik napisał/a:
Zagmatwane, na wpół zrozumiałe

Unikaj masła maślanego. :P
Madrik napisał/a:
ciemno szarej

Ciemnoszarej.
Madrik napisał/a:
Środek pentagramu był wielkości małego pokoju. Świecił ostrym odcieniem pomarańczu, przemieszanym z pełgającymi plamami żółci i czerwieni. Przypominając żywe jeziorko płynnej magmy.

Przypominał - skoro to nowe zdanie (po przecinku byłoby ok :P ).
Madrik napisał/a:
Podłoga reszty Sali wyglądała niezbyt przyjaźnie.

Nie widziałem jeszcze przyjaznej podłogi. Nawet z różową nie można iść na piwo. ^^
Madrik napisał/a:
Kilkanaście ciał leżało we wszelkich możliwych pozach. Kilkadziesiąt chochlików (...)

Kilkanaście. Kilkadziesiąt...
Madrik napisał/a:
Kilku magów, związanych jak balerony i zakneblowanych leżało pod jedną ze ścian.

... Kilku. ^^ Poza tym trochę mi to zdanie nie pasuje ze względu na "i zakneblowanych leżało". Proponuję "Kilku zakneblowanych i związanych jak balerony magów leżało pod jedną ze ścian".
Madrik napisał/a:
Dwa inne, właśnie torturowało jakiegoś młodego maga

Torturowały (przecinek niepotrzebny).
Madrik napisał/a:
Ciemna postać nagle poruszyła ręką z niebywałą szybkością i zacisnęła rękę (...)

Madrik napisał/a:
C.D.N.

cdn.
 
     
Madrik 


Wersja gry S1: S+: 1.8.96
Wersja gry S2: Nie mam gry
Dołączył: 14 Cze 2009
Posty: 12
Skąd: Pcim
Wysłany: 2009-10-08, 06:37     

Przyznam się. Ten odcinek pisałem pomiędzy 0:00 a 2:00 rano... Jak widać "wczesna" pora miała wpływ na stan umysłu ;p Faktycznie, sporo jest do poprawienia. Przy okazji wklejania następnego odcinka usunę błędy. :wink:
To typowy przykład tego, co czasem mówię poczatkującym pisarzom - tekst w chwilę po napisaniu ZAWSZE wydaje się idealny. Choćby błędów było jak nasiał. Mnie też to dotyczy.
Dziękuję za zwrócenie uwagi. :spoko:
No body is perfect :oops:
_____________________________________________________________________
"Widzisz, mój uczniu. Magia to wspaniałe narzedzie, ale ma brzydki zwyczaj zawodzić w trudnych chwilach. I właśnie dlatego, warto mieć przyjaciela Kowala, który umie wykuć porządny miecz."
Ze "Wspomnień Zebranych" Arcymistrza Klobergena Starego, Mistrza z Mascarell.
 
     
Kalia 
w(y)kurzacz trolli



Wersja gry S1: UW: 2.28
Wersja gry S2: IB/WS: 2.65.2
Platforma S2: PC
Wersja gry SC: Citadel
Platforma SC: PC
Wersja gry S3: Nie mam gry
Wiek: 27
Dołączyła: 13 Lut 2007
Posty: 1946
Skąd: Zielonka k. Warszawy
Wysłany: 2009-10-08, 20:06     

Madrik napisał/a:
Wypadło trochę ingerencji do czarów

Czyjej ingerencji? Chyba chodziło o 'ingredjent' (od ang. 'ingredient' - składnik). To już nie można normalnie 'składnik' napisać? xD
Madrik napisał/a:
z rodzaju balorów

Kto tu mi pisał, że wzoruję się na Forgotten Realms... Qurde, niech sobie przypomnę... :]
Madrik napisał/a:
Oczy przeciął srebrny błysk

Musiało boleć...
Rurabomber napisał/a:
Gdyby ktoś tylko dłoń zacisnął "z niebywałą szybkością", to raczej nikt by tego nie zauważył.

Dlaczego? Czy to, że zrobię coś szybciej niż przeciętny człowiek (albo nawet szybciej niż jakikolwiek człowiek) musi od razu znaczyć, że stanie się to tak szybko, że nikt nie zauważy?
Madrik napisał/a:
To typowy przykład tego, co czasem mówię poczatkującym pisarzom

^^
Madrik napisał/a:
No body is perfect

And your name isn't Nobody?
Wniosek - Jazon chciał uchodzić za osobę perfekcyjną xD Sorki, skojarzyło mi się akurat...

Ps.:
Dawaj dalej, bo w końcu zapomnę o niespodziance :P
_____________________________________________________________________


Gauri napisał/a:
Wpisuję Cię na listę osób, którym Kalia może niechcący urwać głowę przy samych kostkach ^^

:vampir: Oh, I love this job... :]

Polecam: http://takbardzozle.blogs...2-pisownia.html
Ostatnio zmieniony przez Kalia 2009-10-08, 20:07, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Kalia 
w(y)kurzacz trolli



Wersja gry S1: UW: 2.28
Wersja gry S2: IB/WS: 2.65.2
Platforma S2: PC
Wersja gry SC: Citadel
Platforma SC: PC
Wersja gry S3: Nie mam gry
Wiek: 27
Dołączyła: 13 Lut 2007
Posty: 1946
Skąd: Zielonka k. Warszawy
Wysłany: 2009-10-09, 12:29     

Rurabomber napisał/a:
EDIT: Żeby być maksymalnie upierdliwym - w języku polskim skrót od postscriptum piszemy dużymi literami (PS) i na ogół nie powinno się po nim stawiać kropki.

Nie martw się - i tak nie zapamiętam :P xD

Zresztą jak chcesz się czepiać, to 'poruszenie' jest bardzo niekonkretne, ale kojarzy się raczej z niewielkim obszarem zasięgu - czyli za uchem się nie podrapie. Podejrzewam, że chodziło raczej o nagłe przyspieszenie tempa działania - od lekkiego poruszenia do nagłego zaciśnięcia dłoni.

^^
_____________________________________________________________________


Gauri napisał/a:
Wpisuję Cię na listę osób, którym Kalia może niechcący urwać głowę przy samych kostkach ^^

:vampir: Oh, I love this job... :]

Polecam: http://takbardzozle.blogs...2-pisownia.html
 
     
Madrik 


Wersja gry S1: S+: 1.8.96
Wersja gry S2: Nie mam gry
Dołączył: 14 Cze 2009
Posty: 12
Skąd: Pcim
Wysłany: 2009-10-12, 23:57     

Poprawiłem poprzednią część, z co bardziej głupich błędów.
I coś na ząb dla stęsknionych wrażeń.

C.D.

Walka wcale nie trwała długo. Cztery demony Ha’ht nie były dla nich żadnych wyzwaniem. A w tym momencie tylko one był godnym przeciwnikiem. Ale nie miały innej broni poza własnymi szponami, ani pancerzy z wyjątkiem własnej, demonicznej skóry. Dla miecza z kuźni Otchłani, jaki dzierżyła Demonica, nie było to przeszkodą. Ostrza broni Serafi spowijała święta aura planu Niebios, raniąca potępionych bardziej niż sam metal.
Nim Yassamet skończyła swoją zabawę magią, Wendalin trzema ledwo cięciami wypruła flaki z pierwszego Ha’ht i starła się z następnym.
Yassamet nie była gorsza i wcale nie chciała być. Potężny cios zadany oburącz, trafił Ha’ht w lewy bark. Ostrze wyszło tuż pod prawą pachą i głowa Ha’ht razem z odrąbanym ramieniem spadły na podłogę. Plugawa posoka chlusnęła na posadzkę. Yassamet wykorzystała impet i obróciła się w dzikim piruecie, którego obrzeże wyznaczał czubek miecza, w próbie rozpłatania następnego Demona. Jej twarz przypominała dziką maskę wściekłości. Zmrużone oczy z których wylewał się pomarańczowy blask ognia, otwarte usta odsłaniające jej ostre zęby zaciśnięte niczym potrzask na niedźwiedzie.
Ha’ht w ostatniej chwili odskoczył i rozpędzone ostrze o centymetry minęło jego tors.
Ten, z którym walczyła Wendalin też nie był od macochy. Zręcznie ominął pierwsze, szybkie cięcia i w dogodnym momencie pacnął Serafię w rękę, swoją szponiastą dłonią. Pchnięta obróciła się odsłaniając plecy. Ha’ht skoczył na nią z radosnym rykiem i wzniósł szponiastą łapę do ciosu, który miał rozpruć jej plecy. Wendalin jednak dokończyła obrót i pierwszy miecz rozciął brzuch Demona zatrzymując go w miejscu. Drugi miecz przebił jego serce.
Widząc to, ostatnie chochliki atakujące samobójczo ochronną tarczę Serafi, w dzikich wrzaskach uciekły z komnaty przez wszelkie możliwe drzwi i okna. Gdy padli ich szefowie nie miały żadnych szans. Krath’zgr były tchórzliwsze od królików. Jedynie ich liczba i strach przed silniejszymi Demonami mogły je zmusić do walki. Gdy tego zabrakło, uciekły szybciej, niż wieśniacy przed poborcą podatków.
Przeciwnik Yassamet nie mógł nawet zadać ciosu. Ostry miecz śmigał mu przed twarzą w ostrych łukach i jedyne co mógł zrobić to rozpaczliwe uniki. Sam by chętnie uciekł przed Demonicą o potędze dla niego nieosiągalnej, która mogła zniszczyć jednym czarem. Ale to by było dla niej za mało. Chciała zabić. Ostrzem. Tak by bolało. Sługa jej wroga. Rozkazano mu ją zabić. Jemu, słabszemu od jej pokojówki w dawnym życiu. On odważył się posłuchać tego rozkazu. To co, że tylko usiłował podnieść rękę. Kara musiał być bolesna. A to żałosne ścierwo jeszcze umykało.
Kto wie, kto w końcu wysłuchał niemych próśb Yassamet. Może Bogowie, może sam Los, a może po prostu jakiś dowcipny chochlik. Ha;ht pośliznął się na rozpaćkanych trzewiach swoich poprzednich ofiar i jak długi rąbnął na plecy. Rozpaczliwie machnął skrzydłami, ale to w niczym mu nie pomogło. Żelazny but z siłą kafara spadł mu na pierś i docisnął do podłogi.
Ostatnie co zobaczył, to twarz Yassamet rozjaśniona czystą satysfakcją i ognisty miecz spadający na jego czoło.
Ankard’er stał dalej w swoim kole. Zresztą nic innego nie mógł w tej chwili zrobić.
- No brawo, brawo. Prawie mi zaimponowałyście. Ale chyba nie sądzicie, że cztery żałosne Ha’ht i kilka Krath’zgr, to wszystko co mogę wam dać? To przystawka. Chciałem tylko zobaczyć, czy ci na starość reumatyzm nie dokucza.
Yassamet powoli wyciągnęła miecz z ciała Ha’ht i obróciła się do Ankardera.
- Starość?
Odezwała się dziwnie spokojnie i powoli.
Podeszła do granicy kręgu.
- Starość powiadasz. Może to i starość, więc będziesz mógł wspominać jak ci staruszka spuściła łomot.
I uniosła miecz. Postąpiła krok do przodu i zatrzymała się.
Ankard’er zdjął kaptur odsłaniając swoje oblicze, w którym nie było nic ludzkiego. Ciemna skóra była gładka niczym obsydian. Dwie pary oczu lśniły purpurowym blaskiem, a usta odsłaniały garnitur ostrych jak igły kłów.
- Czujesz kotku? Moc kręgu jest potężniejsza od ciebie. Nieważne jak bardzo pragniesz wbić we mnie tą swoją szabelkę. Gdy tylko przekroczysz tę linię, to zaboli. Naprawdę mocno zaboli. A ja… A ja mogę tylko to!
Uniósł rękę i kula czarnej jak noc energii trafiła Yassamet i odrzuciła ją kilka metrów do tyłu. Demonica wrzasnęła z bólu. Wendalin wykręciła mieczami szybkimi młynek i schowała je do pochew. Też uniosła rękę i posłała błyskawicę w Stronę Ankard’era.
Ankard’er nawet się nie ruszył. Tuż przed nim z powietrza pojawiła się nagle tafla lodu. Błyskawica rozbiła ją na kawałki i zniknęła, nie osiągając celu.
Ankard’er spojrzał od niechcenia na Serafię.
- Dzięki Slliarde, ale to nie było potrzebne. Ta lalunia nic by mi tym nie zrobiła.
Ale skoro się nudzisz, to możesz się nią zająć. Podobno masz jakieś uwagi co do tych nie opierzonych anielic.
- Dziękuję Panie.
Odpowiedział Demon, przy magicznych księgach. Odłożył tę, którą właśnie przeglądał i wyszedł zza stołu.
- Wiesz. Kiedyś taka jak ty, zabiła mojego ojca. Przysiągłem sobie, że następną Serafię którą spotkam zabiję tak okrutnie jak tylko zdołam.
Wendalin uśmiechnęła się mile.
- Mnie też miło spotkać. Będziesz gadać, czy pokażesz co umiesz?
Sięgnęła myślą do pierścienia i pozwoliła mocy przepłynąć przez nią. Słabnące ostrza energii odżyły. Tarcza rozjarzyła się silniej.
Balor złączył ręce i wymruczał jakąś inkantację. W komnacie zrobiło się zimniej. Tuż przed nim pojawiło się na podłodze koło ze szronu. Szron zmienił się w lód i zaczął rosnąć. Coraz wyżej i wyżej, z cichymi trzaskami formował się wielki sopel lodu. Jeszcze chwila i przybrał z grubsza ludzki kształt. A potem lodowy golem ożył i ruszył na Serafię posłuszny woli istoty, która go stworzyła.

C.D.N.
_____________________________________________________________________
"Widzisz, mój uczniu. Magia to wspaniałe narzedzie, ale ma brzydki zwyczaj zawodzić w trudnych chwilach. I właśnie dlatego, warto mieć przyjaciela Kowala, który umie wykuć porządny miecz."
Ze "Wspomnień Zebranych" Arcymistrza Klobergena Starego, Mistrza z Mascarell.
Ostatnio zmieniony przez Madrik 2009-10-13, 00:01, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
Madrik 


Wersja gry S1: S+: 1.8.96
Wersja gry S2: Nie mam gry
Dołączył: 14 Cze 2009
Posty: 12
Skąd: Pcim
Wysłany: 2009-10-13, 02:35     

Wiem, że długo czekaliście na poprzedni odcinek, dlatego żeby nie przeciągać i dłużej nie męczyć:

Odcinki od 48-118 w szybkim streszczeniu. :wink:
Kto jest czyim bratem, i kogo kocha Izaura i dlaczego nie wiedziała, że ma synów-trojaczki, urodzonych gdy miała 8 lat. Tylko w naszej telenoweli wszystkie odpowiedzi!
Mam nadzieję, że wybaczycie mi to niestosowne zakończenie i to, że Yassamet nie pożarł smok. ;p

PS - Wytłuszczony fragment "zaginął w czasie kopiowania. Wyłącznie moja wina. Może wyjaśni kilka dziwnych zawiłości fabuły.

C.D.

Yassamet podniosła się z podłogi. Dyszała ciężko w rozpaczliwej próbie zapanowania nad bólem.
Ankard’er uśmiechnął się przymilnie. Przez krótki moment jego twarz wyglądała nawet pociągająco.
- Wiesz, mogę cię od razu zabić i nawet się nie spocić. Ale to by było takie … takie… nudne.
Dlatego zaproponuję ci grę. Pozwolę ci mnie uderzyć. Jak tylko zdołasz i ile razy zdołasz. A w zamian ja ci oddam, ale zawsze dokładnie dwa razy mocniej. Jestem ciekaw, ile wytrzymasz w tej swojej żałosnej próbie zemsty. Proste zasady, a będzie ciekawie. Przyjmujesz?
Yassamet patrzyła w jego oblicze przez długą chwilę. A potem głośno się zaśmiała.
- Przyjmuję!
Odpowiedziała, po chwili.
Dwa asy w rękawie ma każdy dobry szuler. Jeden to za mało. A ona miała dwa asy. Dwa ostatnie i żadnej karty do zagrania więcej. A On miał całą talię. Jej głównym asem była zdobyta runa. Jeśli tylko zdoła dotrzeć do kręgu i wcisnąć ją na miejsce… Tak. To będzie boleć. Ale zrobi to choćby to miała być ostatnia rzecz w jej życiu. Ale najpierw drugi as.
Czar, jakiego nauczyła się już dawno temu. Czar wielki i pochłaniający mnóstwo mocy, której zawsze miała za mało. Do niedawna nawet by się na to nie odważyła, ale z piekielnym pierścieniem i determinacją desperatki zrobi to. Tylko tyle. I będzie się modlić, by zostało jej dość sił. Wendalin uskakiwała przed lodowym golemem i bezskutecznie cięła go mieczami, skrobiąc tylko niewielkie kostki lodu. Teraz jej świętoszka w niczym nie pomoże.
Yassamet wyprostowała się i schowała miecz.
- Trzymaj się Anki. To mój ostatni buziak dla ciebie.
I zaczęła gromadzić swoją moc.
- Postaraj się malutka. Mam nadzieję, że chociaż to poczuję.
Parsknął śmiechem Władca Otchłani.
Nie odpowiedziała u niosła rękę i zaczęła śpiewać w swoim języku dziką inwokację.
- Rytuał przywołania? Rozczarowujesz mnie. Myślałem, że sama chcesz mi, jak tu mówią „skopać tyłek”?
Mruknął rozbawiony Ankard’er.
Yassamet skończyła inwokację i zawołała głośno.
- Wy, duchy pomordowanych i zdradzonych. O to ja, Yes’era s’gruch’a’met’rgkien, wzywam was tu i w tym czasie, przez otchłań wieków, światów i przestrzeni. O to ten, który dopuścił się zdrady i mordu. Daję wam moją siłę. Przybądźcie i ukarzcie go, z moją siłą i według mej woli. Oddaję wam prawo do ciała i duszy, które sobie wywalczycie. Idźcie i pomścijcie swoje krzywdy nie bacząc na granice świata!
Błysnęło potężnie, gdy zebrana energia opuściła ją, niemal wysysając do cna. Rozbłysk przewrócił Balora, Serafię i lodowego golema. A Yassmet pozbawiona praktycznie całkiem sił opadła na kolana. Przeciążony pierścień rozgrzał się okrutnie, ale nie zwróciła na to uwagi.
- To wszystko? Żadnego anioła zemsty, jednorożca czy choćby herosa z innego świata? Tylko kilka duchów? Faktycznie upadłaś…
Zamilkł. Serafia podniosła się i schowała miecze, zamiast tego sięgnęła po topór. Golem wstał także, podobnie jak jego twórca. I nagle wszyscy zamarli.
Tysiące szeptów przeniknęło powietrze. Zrobiło się ciemno. Ciężka aura umarłych opadła niczym zasłona. A potem pokazały się pierwsze duchy. Czarne zjawy, w postaci smug wydobywających się ze wszystkich zakamarków. Pierwsze powstały duchy tych, którzy niedawno zginęli na tym zamku w wyniku zdradzieckiego ataku. Ich chęć zemsty była teraz największa. Zjawy krążyły w powietrzu na granicy kręgu. Było ich coraz więcej i więcej.
Duchy zabitych niewolników, skazańców, niewinnych ofiar. Dołączały kolejne, nie bacząc już na to, że to nie ich mordercy są celem ataku. Dyszące żądzą zemsty, która trzymała ich jeszcze w okowach tego świata. Duchy żołnierzy z pól bitew, wreszcie nawet te, które chciały tylko zdobyć dla siebie trochę świeżej mocy. Dziesiątki zjaw zmieniły się w setki, a potem w tysiące. Wirująca chmura wyglądała niczym jednolita ściana ciemności. Tysiące dusz złączonych w jeden organizm pragnący tylko jednego. I nagle tornado duchów zwinęło się runęło w dół, prosto na Ankard’era. Niematerialne istoty przeniknęły ochronę kręgu i uderzyły. A ich Ofiara tylko skuliła się i otoczyła purpurową tarczą. Raz za razem posyłając czerwone błyskawice w kokon ciemności jaki na niego opadł. Samotny duch nie był zbyt silny i nic nie mógł mu zrobić. Ale tysiące, może nawet dziesiątki tysięcy ciosów, spadały raz za razem. Yassamet z trudem wstała i podeszła do kręgu, W ręku trzymała runę. Zatrzymała się tuż przy kręgu, w miejscu gdzie w posadzce widniała dziura po płytce z posadzki.
- Miłej podróży Anki.
Mruknęła pod nosem i szybko wcisnęła runę na miejsce. Rozbłysk przed oczami, potworny ból i zapadła ciemność.

- Yassamet!
Krzyknęła Serafia, na widok padającej towarzyszki. Srebrny błysk wściekłości rozjarzył jej lodowe oczy. I skupiła się na najbliższym obiekcie nienawiści. A tym był teraz golem.
Dziwny spokój spłyną na Serafię. Zacisnęła mocniej ręce na trzonie topora. I machnęła potężnie. Cios trafił Golema w biodro. Ciężkie ostrze roztrzaskało lód i wyrwało wielką dziurę. Ale golem tylko się zatrząsł i znów ruszył na nią. Machną ręką. Uchyliła się i uderzyła w nią. Ręka golema strzaskała się niczym kryształowy kielich. Dla bezdusznej istoty było to bez znaczenia. Uchyliła się przed ciosem i walnęła toporem w sam środek piersi potwora. W momencie uderzenia myślała tylko o zabiciu tej ożywionej kupy zmrożonej wody. Klejnot wprawiony w broń rozbłysnął i kula ognia eksplodowała, rozrywając golema na strzępy.
Serafia uniosła broń i spojrzała na twórcę pokonanej istoty . Jej twarz była zimną maską pozbawioną emocji. Spojrzenie bezlitośnie wpatrzone w Demona. Postąpiła krok w jego stronę.
- A giń Suko!
Wrzasnął Demon i wymruczała szybko jakiś czar. A chwilę później wyczarował portal i zniknął w nim, uciekając przed pewną śmiercią.
Skoczyła za nim, ale portal zamknął się za Demonem. A potem poczuła ciepło i dym.
Obejrzała się. Komnatę otoczył wał dziwnego, czerwonego ognia. Rósł coraz wyżej, a potem zaczął powoli lecz nieubłaganie rozszerzać się na środek pomieszczenia. Palił nawet kamień ścian i podłogi. Wyczarowane piekło zacieśniało się.


Serafia założyła topór na plecy i podbiegła do Yassamet. Demonica żyła, ale ledwo, ledwo.
Serafia rozpaczliwie rozejrzała się szukając drogi ucieczki. Usłyszała nagle straszliwy wrzask. Ogień pochłonął związanych więźniów, których nie miał kto uwolnić. Płonęli żywcem, wrzeszcząc mimo knebli, oszalali z bólu. Aż ogień przedarł się przez skórę i dosięgnął żywotnych organów, kończąc ich męki.
To samo za chwilę czeka je. Widziała jak ogień pochłania ciała Ha’ht i chochlików, zrodzonych przecież w otchłani ognia.
I wtedy zobaczyła. Niewielkie podwyższenie w kącie Sali. Dezaktywowany portal podróżny.
Ale ściana ognia już prawie go dosięgnęła.
Nie było wyjścia. Zarzuciła sobie Yassamet na ramiona i sięgnęła do sakwy po runę do portalu i ruszyła na wyścig z magicznym płomieniem.

Budziła się powoli. Dziwny szum pomału przebijał się do jej zmysłów. Leżała na czymś miękkim i twardym jednocześnie. Za to przyjemnie gorącym. Było jej ciepło i miło. Szum dookoła dziwnie uspokajał. Powoli otworzyła oczy. Leżała na jasnym, niemal białym piasku, drobnym jak mąka. Gorący, miło przesypywał się przez zaciskane palce. Było jej tak dobrze. Chciała tam leżeć i leżeć. Ale w końcu zmusiła się i usiadła. Przed nią rozpościerała się gładka tafla bezkresnego morza. Lazurowe fale leniwe uderzały w brzeg, szumiąc przy tym kojąco. Woda. Nie lubiła wody. Ale podeszła do brzegu i sama nie wiedząc czemu, zanurzyła rękę, nabrała trochę wody i uniosła do ust. Woda była ciepła, ale straszliwie słona. Ostry smak wykręcił jej zmysły na drugą stronę i otrzeźwił. Wypluła wodę i rozejrzała się.
Stała na pustej plaży. Za nią rósł gąszcz dziwnych drzew o nagich, wysokich pniach, pochylonych ku wodzie i strzępiastych liściach. Na jej oczach z jednego z pni oderwał się wielka brązowa kula i ciężko opadła na piach.
Sięgnęła po miecz. Tkwił w pochwie, na swoim miejscu, a to ją pokrzepiło. Rozejrzała się ponownie. Tuż przy bucie znalazła znaną sobie szklaną buteleczkę z czerwoną etykietką.
Była pusta. Na granicy wody i piasku ciągnął się szereg wąskich śladów butów na obcasie.
Ruszyła za nimi.
Spory kawał dalej, plażę przedzielał zwał głazów i krzaków, dochodzący prawie do wody.
Ominęła go, wchodząc w ciepłe morze i krzywiąc się przy tym niemiłosiernie. Zza kamieni dobiegał gwar głosów.

Pokonała przeszkodę i znalazła się w innym świecie. Plaża przed nią roiła się od ludzi i nie tylko. Piasek zakrywały setki kocy i ręczników, na których leżeli ludzie, elfy, nawet orki. Małe dzieci wszystkich tych gatunków biegały razem, po plaży, drąc się w niebogłosy. Grupka małych Orków odbijała do siebie kolorową piłkę, gdzie indziej małe elfy ganiały się z ludzkimi dziećmi po plaży i bijąc się patykami, udającymi miecze. A dorośli leżeli obok i niczym się nie przejmowali. Zdumiona przetarła oczy i w końcu ruszyła do przodu, ku drewnianym budynkom, na skraju plaży i dżungli. Po suchym piasku szło się dość ciężko.
O dziwo, nikt nie zwracał na nią uwagi. Wszyscy na plaży mieli dziwne stroje, bardziej przypominające bieliznę niż zbroje.
„Gdzie ja jestem” przemknęło przez jej rogatą głowę.
Była w połowie plaży.
- O już wstałaś!
Dobiegło ją z boku. Rozejrzała się i zamarła ze zdziwienia.
Pod ogromnym, pasiastym parasolem, na dziwnym, krześle z drewna i kolorowego materiału siedziała wysoka blondynka w ogromnych okularach z ciemnymi szkłami i sączyła przez cienką rurkę jakiś kolorowy napój z połówki jednej z tych wielkich kul, które spadały z drzew. Ubrana była tylko w bardzo skromną przepasę biodrową z lazurowego materiału i wąski pas osłaniający jej piersi. I to niezbyt skutecznie, niewiele zostawiając dla wyobraźni.
Na ten widok Yasssamet opadła szczęka.
- Co jest? Mam coś na twarzy?
Spytała blondyna i zdjęła okulary.
Szczeka Demonicy opadła jeszcze bardziej. Z trudem w roznegliżowanej piękności rozpoznała Wendalin.
- Co… co… co…ty…
Wendalin odstawiła napój na ręcznik rozłożony obok krzesła.
- Och daj spokój. To nie raj, tylko wyspa Mal-Orc-A.
Podobno nowy sposób Orków na zarabianie kasy. Podobno ludzie tu przyjeżdżają na wakacje.
Żadnej broni i magii. Plaża, morze, drinki i darmowe ręczniki. Widocznie ten mag, się tu miał zamiar wybrać.
Szczęka Yassamet wróciła do neutralnej pozycji.
- Dobra. Szkoda czasu. Podejdź, do tamtego wysokiego straganu. Dają tam darmowe ręczniki i można sobie wypożyczyć takie siedziska i parasolki. Obok jest mały hotelik, gdzie możesz wziąć sobie pokój i zostawić rzeczy. Przyda ci się tylko parę sztuk złota. Bar pewnie znajdziesz sama. A przy okazji, obok baru jest budka z pamiątkami. Powiedz, że jesteś moją przyjaciółką, to sprzedawca da ci za darmo jakieś pingle takie jak moje. Wyświadczyłam mu drobną przysługę. Możesz tam też kupić sobie jakiś plażowy strój. A potem. Chyba zasłużyłyśmy sobie na trochę wakacji po uratowaniu świata.
I Serafia puściła do niej oko.

Yassamet, w krwistoczerwonym orkini, jak się podobno nazywał ten strój oraz z ciemnymi okularami drobnej i wąskiej oprawce siedziała obok Serafi i popijała wysokooktanowy drink zwany „Śmiercią z kokosa”. Zrezygnowała tylko z parasola, na rzecz miłej kąpieli gorących promieni słońca.
- A tamten?
Wskazała głową. Wendalin popatrzyła w tamtym kierunku.
- Nie lubię Elfów. Są takie… delikatne. O! Tamten jest mój!.
Wskazała Yassamet wysokiego faceta o niesamowicie szerokich barach.
- Wygląda mi na gladiatora. Mocne ciacho.
-Nie ma sprawy. Zaraz ci go załatwię. Ja chyba wezmę tamtego obok.
- Ale to Ork!
- No to co?
Przekornie mruknęła Yassamet.
- Stąd widać, że to prymityw totalny.
- Nie na inteligencji mi zależy.
Yassamet spuściła niżej okularki i z ponad szkieł otaksowała powłóczystym spojrzeniem wojownika Orków,a szczególnie jego długą i obcisłą opaskę na biodrach.
- Wiesz co Wen...
- Hmm?
- Tak się zastanawiam, czy ja czasem nie włożyłam tej runy w kręgu złą stroną.
- A co to ma do rzeczy?
- No wiesz… Krąg jest ukierunkowany. Jak pomylisz jakiś wektor, to może wysłać cię w dziwne miejsca.
- Mniejsza z tym. Zniknął z tego świata. Niech się martwią tamci bohaterowie. A my mamy swoje potrzeby. Dawaj te swoje uroki. Nawet ja potrzebuję czasem odetchnąć w sidłach grzechu i rozkoszy. Inaczej nie warto byłoby tego świata ratować.
Yassamet wzruszyła ramionami i skupiła moc na wybranych facetach.

Ognisty tunel ciągnął się w nieskończoność. Kolejne czary biły w czarną chmurę, unicestwiając coraz więcej zjaw. Chmura się przerzedzała. Z czarnej zrobiła się szara i przejrzysta. Aż w końcu zginęły ostatnie duchy. I wkrótce potem skończył się tunel między światami. Ankard’er znalazł się na rozległym polu w nieznanym świecie.
Stał na rozległym stepie, pokrytym niską trawą. Aura tego świata była dziwna i drażniła go.
- Ja! Pan Ognistego Morza, Władca Potępionych, Wielkich Książąt Otchłani, Ankard’er przysięgam, że podbiję ten świat i znajdę sposób, by odnaleźć tę sukę i osobiście wypruć jej flaki!
- Wiesz? To może być ciut trudne, a nie należy składać obietnic, których się nie da dotrzymać
Spiżowy głos rozbrzmiał za jego plecami.
Ankard’er obrócił się i zdębiał. Za nim stał najprawdziwszy archanioł w złotej zbroi a za nim stała armia dziesięciu tysięcy aniołów w pełnych zbrojach.
- Witamy w Niebiosach, na manewrach szóstej chorągwi bojowej, zwanej „Zabójcami Demonów”.
Archanioł ukazał pełny garnitur równych białych zębów i rozpostarł swoje eteryczne skrzydła.
- Tak się zastanawialiśmy, co mi dzisiaj potrenujemy? Co powiesz na zabawę w berka?
I uniósł swój niebiański miecz z czystej energii.
Ankard’er dosłownie oklapł.
- Eeeeeee…. Tego… to ja może już pójdę?!
A dziesięć tysięcy aniołów spojrzało zachłannie na Pana Ognistego Morza, Władcę Potępionych, Jednego z Wielkich Książąt Otchłani i wyciągnęło miecze.

THE END

Ciąg dalszy, dzięki bogu już nie nastąpi.

I teraz możecie jechać jak po łysej kobyle. 65 stron formatu A4. Trochę się tego po pisało.
Jak macie jakieś pytania co fabuły, to walcie.
_____________________________________________________________________
"Widzisz, mój uczniu. Magia to wspaniałe narzedzie, ale ma brzydki zwyczaj zawodzić w trudnych chwilach. I właśnie dlatego, warto mieć przyjaciela Kowala, który umie wykuć porządny miecz."
Ze "Wspomnień Zebranych" Arcymistrza Klobergena Starego, Mistrza z Mascarell.
Ostatnio zmieniony przez Madrik 2009-10-13, 23:54, w całości zmieniany 11 razy  
 
     
Madrik 


Wersja gry S1: S+: 1.8.96
Wersja gry S2: Nie mam gry
Dołączył: 14 Cze 2009
Posty: 12
Skąd: Pcim
Wysłany: 2009-10-13, 03:00     

:wink:

Potraktuj to jako znak towarowy. :]
_____________________________________________________________________
"Widzisz, mój uczniu. Magia to wspaniałe narzedzie, ale ma brzydki zwyczaj zawodzić w trudnych chwilach. I właśnie dlatego, warto mieć przyjaciela Kowala, który umie wykuć porządny miecz."
Ze "Wspomnień Zebranych" Arcymistrza Klobergena Starego, Mistrza z Mascarell.
 
     
Kalia 
w(y)kurzacz trolli



Wersja gry S1: UW: 2.28
Wersja gry S2: IB/WS: 2.65.2
Platforma S2: PC
Wersja gry SC: Citadel
Platforma SC: PC
Wersja gry S3: Nie mam gry
Wiek: 27
Dołączyła: 13 Lut 2007
Posty: 1946
Skąd: Zielonka k. Warszawy
Wysłany: 2009-10-13, 19:51     

Madrik napisał/a:
ledwo cięciami

Jak wyglądają 'ledwo cięcia'? :P Lepiej by było 'zaledwie trzema cięciami'.
Madrik napisał/a:
jak długi rąbnął na plecy

Zgrzyyyyt... 'Upadł na plecy', ew. 'Wyciągnął się jak długi na podłodze' lub choćby 'rąbnął plecami o podłogę', ale nie 'rąbnął jak długi na placy'....
Madrik napisał/a:
Mam nadzieję, że wybaczycie mi to niestosowne zakończenie i to, że Yassamet nie pożarł smok

Nie pożarł?! A ja miałam taaaaką nadzieję xD Że się nadzieje...
Madrik napisał/a:
Serafia założyła topór na plecy

A skąd go wzięła? Nic o tym nie było - ostatnio schowała ostrza i próbowała Antka kopnąć piorunem...
Madrik napisał/a:
Na granicy wody i piasku ciągnął się szereg wąskich śladów butów na obcasie.

Współczucia... Już boso bywa ciężko iść po piachu, a w szpilkach to... o matko... Sadysta.
Madrik napisał/a:
Widocznie ten mag, się tu miał zamiar wybrać.

'Miał zamiar się tu wybrać.' Chyba, że w drinku było dużo %ów i anielicy się język plącze :P
Madrik napisał/a:
Ciąg dalszy, dzięki bogu już nie nastąpi.

Koniec taki dziwny ale jakby go nie było i ciągnęło się dalej, to nie miałabym naprawdę nic przeciwko :P Kiedy możemy spodziwać się wersji drukowanej? I w której antologii?

A i coś obiecanego :)
Natchnęło mnie do tego powyższe opowiadanie, a dokładniej moment jak pannice ładowały się do świątyni na bagnach. A potem poszło z górki i do kompletu powstały jeszcze 3 kolejne. Nie wiem, czy wam (szczególnie Autorowi) się spodoba, ale przy odrobinie dobrej woli powinniście być w stanie rozróżnić i nazwać sety :P
http://kalia24.deviantart...emies-138579814
_____________________________________________________________________


Gauri napisał/a:
Wpisuję Cię na listę osób, którym Kalia może niechcący urwać głowę przy samych kostkach ^^

:vampir: Oh, I love this job... :]

Polecam: http://takbardzozle.blogs...2-pisownia.html
Ostatnio zmieniony przez Kalia 2009-10-13, 19:52, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Madrik 


Wersja gry S1: S+: 1.8.96
Wersja gry S2: Nie mam gry
Dołączył: 14 Cze 2009
Posty: 12
Skąd: Pcim
Wysłany: 2009-10-13, 23:48     

Cytat:
A skąd go wzięła? Nic o tym nie było - ostatnio schowała ostrza i próbowała Antka kopnąć piorunem...


O matko... :shock: Wcieło cały akapit! Mało akapit... Cały odcinek! :shock: ;/
Mój błąd! Doklejam!

Rysio może być. Choć przydała by się wersja w kolorze i jakieś klimatyczne tło. :spoko:
_____________________________________________________________________
"Widzisz, mój uczniu. Magia to wspaniałe narzedzie, ale ma brzydki zwyczaj zawodzić w trudnych chwilach. I właśnie dlatego, warto mieć przyjaciela Kowala, który umie wykuć porządny miecz."
Ze "Wspomnień Zebranych" Arcymistrza Klobergena Starego, Mistrza z Mascarell.
Ostatnio zmieniony przez Madrik 2009-10-14, 00:00, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Ezrile 



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Klan S1: White Warriors
Wersja gry S2: ZE: 2.65.2
Klan S2: White Warriors
Platforma S2: PC
Wiek: 42
Dołączyła: 15 Lip 2009
Posty: 58
Skąd: Katowice
Wysłany: 2009-10-14, 00:35     

Super...tylko co ja teraz będę czytała :?
_____________________________________________________________________
"Nasza młodość jest czymś w rodzaju osobistego Olimpu, gdzie żyją jedyni bogowie, jakich stworzyliśmy. Tam wiara i wyobraźnia są najpotężniejsze, tam byliśmy niewinni, zanim staliśmy się naiwni a wreszcie cyniczni. I obojętnie, czy pamiętamy wszystkie szczegóły czy tylko fragmenty, młodość jest niewyczerpana" Jonathan Carroll



[img]http://miniprofile.x...zrile.png[/img]
 
     
Madrik 


Wersja gry S1: S+: 1.8.96
Wersja gry S2: Nie mam gry
Dołączył: 14 Cze 2009
Posty: 12
Skąd: Pcim
Wysłany: 2009-10-14, 11:03     

Ezrile napisał/a:
Super...tylko co ja teraz będę czytała :?


Słyszałem, że książka telefoniczna jest niezła. Akcja może mało ciekawa, ale za to obsada... :D
_____________________________________________________________________
"Widzisz, mój uczniu. Magia to wspaniałe narzedzie, ale ma brzydki zwyczaj zawodzić w trudnych chwilach. I właśnie dlatego, warto mieć przyjaciela Kowala, który umie wykuć porządny miecz."
Ze "Wspomnień Zebranych" Arcymistrza Klobergena Starego, Mistrza z Mascarell.
 
     
Kalia 
w(y)kurzacz trolli



Wersja gry S1: UW: 2.28
Wersja gry S2: IB/WS: 2.65.2
Platforma S2: PC
Wersja gry SC: Citadel
Platforma SC: PC
Wersja gry S3: Nie mam gry
Wiek: 27
Dołączyła: 13 Lut 2007
Posty: 1946
Skąd: Zielonka k. Warszawy
Wysłany: 2009-10-15, 18:43     

Madrik napisał/a:
Choć przydała by się wersja w kolorze i jakieś klimatyczne tło.

Też nad tym myślałam :) O ile z wersją kolorową byłby mały problem, bo tylko czas byłby potrzebny, o tyle z tłem może być większy kłopot, bo nie jestem dobra w rysowaniu krajobrazów i architektury... Ale ćwiczę, ćwiczę naprawdę (pierwsza poważniejsza próba to tło z 'Saphire and Thorn').
Madrik napisał/a:
Wcieło cały akapit! Mało akapit... Cały odcinek!

No tak jakby czegoś brakowało - jakby całej walki. Aż byłam niepocieszona i zastanawiałam się czy nie pisać podania o dopisanie jakiejś większej akcji :P
Madrik napisał/a:
Słyszałem, że książka telefoniczna jest niezła

Niektórzy polecają też encyklopedię :P
_____________________________________________________________________


Gauri napisał/a:
Wpisuję Cię na listę osób, którym Kalia może niechcący urwać głowę przy samych kostkach ^^

:vampir: Oh, I love this job... :]

Polecam: http://takbardzozle.blogs...2-pisownia.html
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Możesz zmieniać swoje posty
Nie możesz usuwać swoich postów
Możesz głosować w ankietach
Możesz załączać pliki na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Powiadom znajomego o tym temacie
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Śledź odpowiedzi w tym temacie
Oznacz temat jako nieczytany

Skocz do:  
Szybka odpowiedź


Wygaśnie za Dni
 
 
 
 
 
 
Opcje
Dodaj podpis (może być zmieniony w profilu)
Powiadom mnie gdy ktoś odpowie
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,7 sekundy. Zapytań do SQL: 13