|
|
|
|
Cień Kruka  |
| Autor |
Wiadomość |
badcat

Wersja gry S1: S+: 1.8.26
Wersja gry S2: Nie mam gry
Wiek: 23 Dołączyła: 14 Cze 2009 Posty: 0 Skąd: Sieminowice Śl.
|
Wysłany: 2009-06-15, 13:08 Cień Kruka
|

|
|
Prolog
Dwa gobliny przygotowywały ceremonię przywołania z najgłębszych czeluści piekieł demona Sakkary.
Jeden z nich posypywał zimną, wyrytą w kamiennej posadzce gwiazdę złotym, połyskującym od magii prochem. Drugi trzymał w bulwiastej dłoni pochodnię, na której płonął dziwny, martwy ogień.
Nagle od ogromnych, pokrytych płaskorzeźbami i runami kamiennych wrót powiało przenikliwym chłodem. Pierwszy z goblinów w pośpiechu kończył rozsypywać proch, gdy wrota rozwarły się z głuchym łoskotem i do sali wkroczył krępy, zgarbiony ork o złym spojrzeniu i silnych łapach. Trzymał w nich wielką księgę, od której powietrze stało się ciężkie, przesycone intensywnym zapachem magii. Za nim kroczył nekromanta Shaddar, wysoki, odziany w czarną szatę mężczyzna, o długich, czarnych włosach i mrocznym, choć dumnym, spojrzeniu czarnych oczu.
Gobliny lękliwie zaczęły się cofać, jednocześnie nieporadnie kłaniając się swojemu panu.
Jeden z nich rozsypał stopą magiczny proch z jednego z ramion gwiazdy...
Shaddar jednak zdawał się ich nie zauważać.
Ork przeszedł przez salę i wszedł na kamienne schody prowadzące na niewysoki balkon. Umieścił księgę na drewnianym postumencie i wycofał się wgłąb sali cicho posapując.
Shaddar wkroczył na balkon i dotknął księgi.
Na skórzanej okladce widniała wyryta w srebrze twarz - symbol ankaryjskiej magii.
Przez chwilę przyzywał swoją magię, przez co powietrze stało się jeszcze cięższe, i szepcząc jakieś słowa w niezrozumiałym języku, przejechał zimną dłonią po srebrnym symbolu na okładce. Zielone refleksy zaigraly przy jego palcach i okładka ustąpiła, ukazując wnętrze księgi. Na bladych wargach Shaddara pojawił się słaby, ledwie dostrzegalny uśmieszek satysfakcji. Przewertował kilka kartek i bez trudu znalazł to, czego szukał.
Przejechał szponiastą dłonią po kartce, na której widnialy runiczne zapiski napisane ozdobnym, połyskującym pismem.
Fioletowozłoty refleks zatańczył przy brzegach księgi i na dłoni Shaddara. Błysk Magii.
Nad jego wyciągniętą dłonią rozbłysnął błękitny, magiczny płomień. Shaddar szeptał niezrozumiałe słowa. Zdawał się wsłuchiwać w ciszę.
Po chwili zaczął mówić glośniej. Słaby płomień zamigotał i rozbłysnął z nową mocą.
Gobliny usunęły się w jeszcze ciemniejszy kąt i ze strachem oglądały ten pokaz czarnej magii.
Shaddar uniósł ręce i krzycząc zaklęcie uwolnił Magię w stronę przygotowanej wcześniej gwiazdy. Niebieskie i białe oślepiające błyskawice wystrzeliły spomiędzy rozczapierzonych palców jego dłoni.
- Num Shaddar! Sakkara! - krzyknął nekromanta. Widać było, że magia go wykańcza. Po czole spływały mu strużki potu, zaciskał zęby z wysiłku, a ręce mu drżały.
- Sakkara - wysyczał po raz ostatni.
W tym samym momencie fala Magii zapulsowała od wnętrza gwiazdy, a wokół pojawiła się cuchnąca, krwistoczerwona mgła. W samym środku gwiazdy, jak z podziemi, wyrósł olbrzymi demon Sakkara. Kolejna pulsująca fala przetoczyła się po komnacie.
Wykończony Shaddar opadł bezsilnie na postument z księgą.
Gobliny zaczęł coś szeptać zachrypniętymi głosami.
Wokół Sakkary tańczyły czerwone błyski.
Shaddar uniósł powoli głowę i uśmiechnął się blado. Z zadowoleniem potarł nos.
Demon ryknął i spojrzał w dół.
Przez miejsce, gdzie proch się rozsypał, ulatywała wiążąca demona Magia.
Demon ryknął jeszcze donośniej i ruszył w stronę balkonu, na którym stał Shaddar.
Ten skulił się i zamachał rękami.
Sakkara zniszczył część balkonu jednym uderzeniem potężnej łapy. Shaddar w ostatnim momencie zdołał odskoczyć do tyłu.
Demon nachylił się nad czarnoksiężnikiem. Ten wezwał resztki swojej mocy i nieśmiało zaczął ciskać magiczne kule w demona. Niezadowolony Sakkara ryknął, aż Shaddar podskoczył. Gdzieś uleciały jego duma i pewność siebie, a na ich miejsce pojawił się strach i szacunek wobec tego wielkiego stwora z piekielnych czeluści.
Myśliwy stał się zwierzyną.
Rozwścieczony demon wyciągnął olbrzymią łapę w stronę nekromanty.
Zapadła cisza.
1.
Ścieżki przeznaczenia
Serafia z klasztoru sióstr Nimues w Belleuve spała i śniła swoje niespokojne sny. Zlana potem jęczała coś o demonie i przeznaczeniu, niespokojnie rzucając się na łóżku.
Nagle krzyknęła, poderwała się z łóżka i jednym szybkim ruchem wyjęłą schowany pod poduszką sztylet.
Stojąca najbliżej Siostra cofnęła się z wyrazem niepokoju na twarzy.
- Ach. - Serafia dyszała ciężko. Na jej pięknej twarzy lśniły kropelki potu. - Wybacz mi. Ten sen...był taki prawdziwy. A zarazem...taki nieprawdziwy...
- Sny często bywają prorocze. Nawet te złe. - zauważyła jedna z sióstr.
- To...to nic. - wyszeptała Serafia, obmywając twarz w miednicy, którą podsunęła jej inna Nimues. Powoli wytarła twarz, jakby się nad czymś głęboko zastanawiała. Podniosła wzrok na Siostry i zsunęła się z łóżka. Naciągnęła na nogi długie buty i podeszła do kufra, w którym trzymała miecz i skrzydłoostrza, które nosiła u ramion.
Jedna z Nimues podeszła do niej i umocowała Serafii skrzydła, kalecząc sobie palce o ich ostrze brzegi.
- Wyruszam. - wydała krótki komunikat Serafia, upinając swoje blond włosy w dwa kucyki - Teraz. Natychmiast. W tej chwili.
Siostry popatrzyły po sobie, nie wiedząc, co o tym myśleć.
Spomiędzy nich wyszła, uśmiechając się, najstarsza Nimues, zwana Matką. Jej śnieżnobiały habit był haftowany w piękny wzór, wyszywany złotą nicią.
Serafia Aisha mimowolnie spuściła głowę.
Matka podeszła do niej i ściągnęła swój kaptur.
- Matko... - Aisha podniosła głowę. Zza czarnej maski przysłaniającej jej oczy było widać jasno błyszczące, puste oczy. - Chciałabym...
- Wyruszyć w drogę. Przyjmij błogosławieństwo, moje dziecko.
serafia spuściła głowę. Matka ujęła jej twarz w swoje stare dłonie i wyszeptała:
- En Taro, Siostro Mieczy. Stąpaj czujnie, zawsze drogą światła.
Serafia uniosła głowę i chciała coś powiedzieć, ale przeszkodził jej głos:
- Pieniądze albo życie.
Aisha uniosła miecz i w tym momencie świst strzały wypuszczonej z łuku przeciął powietrze. Śmignęła koło obok lewego ucha Serafii i trafiła jedną z Sióstr. Ta osunęła się na ziemię.
Serafii zatańczyly przed oczami czarne plamy. I tańczyły nadal, gdy runęła do przodu, wprost na nacierających bandytów. Wybiegła przed klasztor, nie zwracając uwagi na tnące powietrze strzały. Jedna z nich wbiła się wojowniczce w udo. Wyjęła ją, jak gdyby nigdy nic, i wbiła w ciało stojącego najbliżej zbira. Zgiełk i wrzask narastały. Tak jak wściekłość Serafii. Zaślepiona furią i - nieznaną jej dotąd - rządzą zemsty, zabijała bandytów, jednego po drugim, plamiąc miecz karminową posoką.
Nie była pewna, co się właściwie stało. Skądś pojawił się nagle ubrany na czarno czarodziej, rzucając Serafii pogardliwe spojrzenie. Wyciągnął przed siebie rękę i wypowiedział cicho kilka prostych słów.
Ziemia zatrzęsła się i osunęła spod stóp Aishy, która zachwiała się i runęła w powiększającą się gwałtownie szczelinę.
Serafia złapała się krawędzi, wciąż trzymając miecz w dłoni. Jęknęła z wysiłku, próbując się podciągnąć.
Ujrzała czarny, wysoki but czarodzieja, który stanął tuż obok niej. Kopnął w przepaść kamień znajdujący się przy głowie Serafii. Jego stukot było słychać tylko przez chwilę, potem utonąał w nicości.
Czarodziej zaśmiał się.
- No i cóż. - stwierdził krótko i niedorzecznie, wykopując miecz z dłoni Aishy. - Zwykle tak to się kończy, gdy dziewczynka pragnie zostać legendarną wojowniczką. Świat jest zły. I nic tego nie zmieni. Może toi nawet lepiej.
Serafia oparła nogę o jakiś kamień, ale ten zaraz osunął jej się spod stopy, spadając w dół. Wtedy wzrok wojowniczki padł na miecz.
Dalej był w jej zasięgu. A czarodziej niczego nie zauważył, zajęty gadkami o kobietach wojowniczkach.
- Ratujące świat wojowniczki istnieją tylko w bajkach, opowiadanych dzieciom na dobranoc. Nigdy ich nie lubiłem.
Zaśmiał się znowu.
- Nie uratujesz świata, mała. Nie masz na to szans. nie uratujesz nawet własnej skóry, która, jak mniemam, wisi teraz nad przepaścią.
Przykucnął, by widzieć reakcję Serafii.
Wpatrywała się w niego pustymi oczami, nie mówiąc nic.
Czarodziej wyprostował się i zaśmiał ponownie.
- Mam nadzieję, że twoja "srebrna krew Serafii" nie jest jeszcze za bardzo zepsuta. Wybacz, jeśli ci jej trochę napsułem. Może jednaj jeszcze się na coś przyda...nie uwierzysz, ale zawsze bardzo mnie ciekawiło, jaką może mieć grupę krwi Serafia.
Uśmiechnął się, zachwycony swoim dowcipem.
- O, ha, ha, ha - zaśmiał się i odchrząknął.
- Dobra, dosyć tych żartów. Masz może jakieś ostatnie życzenie, hę? - spytał podsuwając Serafii swojego buta pod sam nos.
Aisha spojrzała na swój miecz, oceniając odległość.
"Teraz albo nigdy" - pomyślała gorączkowo.
Nie namyślając się długo, błyskawicznym ruchem sięgnęła po miecz i z wielkim wysiłkiem wbiła go w nogę czarodzieja. Wrzasnął, a z jego stopy zaczęła sączyć się krew.
Czarna krew.
Upadł na ziemię, trzymając się za stopę. Najwyraźniej zapomniał, że jest czarodziejem.
Serafia podciągnęła się i, wyczerpana, upadła na trawę, dysząc ciężko.
Uniosła głowę. Jej wzrok padł na kulącego się w trawie czarodzieja.
Resztkami sił wstała, chwiejąc się na nogach. Podeszła do niego, rzucając miecz na trawę.
Westchnęła.
- Może i nie uratuję świata - wyznała powoli - ale ty już nie sprawisz, że stanie się gorszy, niż jest.
Milczała sekundę.
- Powinieneś wiedzieć, że miarą prawdziwego wojownika nie jest jego siła ani potęga. Jest nią pokora.
Mówiąc to zamierzała sięgnąć po miecz, ale cofnęła rękę.
Poczuła ostry ból w brzuchu.
Sięgnęła do tego miejsca i poczuła pod swoją dłonią długi przedmiot.
Strzała.
mimo wszystko chwyciła miecz w dłoń.
Bandyta, który wcześniej wystrzelił do Serafii, założył na cięciwę drugą strzałę.
Strzelił, zanim wojowniczka zdążyła się zamachnąć.
Aisha zrobiła dwa kroki w tył i skuliła się.
Odetchnęła.
Widząc, że Serafia wciąż trzyma się na nogach, złodziej wystrzelił trzecią strzałę.
Wojowniczka wypuściła miecz z ręki.
Poczuła się tak słabo, że nogi ugięły się pod nią. Opadła na kolana.
Gdzieś w oddali dźwięczały drobne dzwoneczki.
A może tylko tak jej się wydawało?
Pociemniało jej przed oczami. Prawie nic nie widziała przez zalegający pod jej powiekami mrok. Przez chwilę Serafia widziała szyderczo uśmiechniętą twarz czarodzieja.
Wyszeptała słowa przekleństwa. I opadła na ziemię.
Powietrze przeszył tryumfalny śmiech czarodzieja, przetykany chichotem jednego ze złoczyńców. Tylko oni mieli odwagę się śmiać.
Złoczyńcy weszli do zakonu.
Po chwili krzyki Sióstr Nimues zaczęły cichnąć.
Niespokojna cisza zapadła w Belleuve. Cisza niczym niezmącona i straszna. [/b] |
|
|
|
 |
Peace
Pacyfista


Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: 2.43
Wersja gry S3: FE
Wiek: 21 Dołączył: 09 Lis 2007 Posty: 92 Skąd: Pleszew
|
Wysłany: 2009-06-15, 17:48
|

|
|
Hmmm... skąd to znam?
| badcat napisał/a: | | o złym spojrzeniu |
Złe spojrzenie? Jak dla mnie dziwnie to brzmi.
| badcat napisał/a: | | Za nim kroczył nekromanta Shaddar, wysoki, odziany w czarną szatę mężczyzna, o długich, czarnych włosach i mrocznym, choć dumnym, spojrzeniu czarnych oczu. |
Tu raczej za dużo przecinków ja bym napisał to tak:
| Cytat: | | Za nim kroczył nekromanta Shaddar, wysoki odziany w czarną szatę mężczyzna o długich, czarnych włosach i mrocznym, choć dumnym spojrzeniu czarnych oczu. |
| badcat napisał/a: | | rozsypał stopą |
Rozsypał stopą brzmi raczej jak by wziął proszek w stopę i go upuścił ;> Może lepiej "niechcący przerwał ramię gwiazdy z magicznego proszku" bądź coś na ten styl
| badcat napisał/a: | | Na skórzanej okladce widniała wyryta w srebrze twarz |
Wyryta w srebrze na skórze hmm...
| badcat napisał/a: | Błysk Magii.
Nad jego wyciągniętą dłonią rozbłysnął błękitny, |
Prócz tego gdzieniegdzie za dużo przecinków Jeszcze całości nie przerobiłem, ale skończę potem Napisz coś swojego |
_____________________________________________________________________
| Cytat: | | Dwie rzeczy są nieograniczone – wszechświat i ludzka głupota. Co do tego pierwszego nie mam jednak pewności. |
Albert Einstein |
|
|
|
 |
badcat

Wersja gry S1: S+: 1.8.26
Wersja gry S2: Nie mam gry
Wiek: 23 Dołączyła: 14 Cze 2009 Posty: 0 Skąd: Sieminowice Śl.
|
Wysłany: 2009-08-05, 14:06
|

|
|
peace, mógłbyś najpierw przeczytac cały fragment, a nie tylko prolog i dopiero potem decydowac o tym, czy jest to moje opowiadanie czy nie? Bo, jak słusznie zauważyłeś, prolog jest zaczerpnięty bezpośrednio z intra gry - ale reszta tekstu już nie. Będę wdzięczna |
|
|
|
 |
olasold
Poszukiwacz kodów


Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: Nie mam gry
Wiek: 22 Dołączył: 28 Sty 2009 Posty: 22 Skąd: Słup
|
Wysłany: 2009-08-05, 14:19
|

|
|
Z»się że i 1 rozdział jest zaczerpnięty z gry (z pierwszej mijsi serafi chyba "Rzeczni bandyci" ale pewien co do nazwy nie jestem)
Opowiadanko nawed fajne |
|
|
|
 |
|
|
|
|
|
| Strona wygenerowana w 0,28 sekundy. Zapytań do SQL: 12 |
|
|