logo



FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
ProfilProfil  Nie masz wiadomościNie masz wiadomości  Wyloguj [ Arch ]Wyloguj [ Arch ]

Poprzedni temat «» Następny temat
Śmierć to dopiero początek część IX    Ignoruj ten temat
Autor Wiadomość
Alcalata 
Death and Glory



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Klan S1: Freedom
Wersja gry S2: Nie mam gry
Klan S2: Freedom
Wiek: 22
Dołączył: 18 Mar 2008
Posty: 172
Skąd: Ancaria
Wysłany: 2008-12-01, 22:31   Śmierć to dopiero początek część IX  

...i Shaddar poznał wroga swego, a wielki był jego gniew...
CZYTAJ NOTKE!
Opowiadanie ukaże się w dwóch częściach. Dokleje drugą w innym czasie.
Życzę miłego czytania ;)


Świt Walki


Klimat Tyr-Haddaru zawsze był ciepły i miły. Niebieskie niebo majaczyło nad zieloną trawą, a pomiędzy nimi tańczył pyłki kwiatów, w odwiecznym balu. Istoty zamieszkujące te odwieczną krainę posiadały długie uszy i wzrok sokoła. Ich forty i twierdze dumnie wznosiły się na owych równinach.
Jednak, tym razem nie dane było niebu zachwycać błękitem, a trawie zielenić się, pyłki opadły na ziemie błagając o litość, a pod nimi rozpościerała się czarna gleba, naznaczona ogniem, nad którą ziało wręcz czerwone niebo. Płochliwa zwierzyna Tyr-Haddaru pochowała się w zniszczonych drzewach, tych które przetrwały nawałnice.
Okute żelazem setki nóg kroczyło po utraconej trawie, nad nimi powiewały czerwone i czarne chorągwie. Pierwej kroczyli ludzie, a za nimi rozciągał się rząd ich odpowiedników, jednak jedno troche chudsi, a drudzy postawni i muskularni. Przyodziani byli w żelazne zbroje, część niebieskie, z brązowymi hełmami i pasami, a inni czerwone i szare szaty. Każdy z nich dzierżył broń: wielkie topory, które służyły mutantom, małe, zakrzywione szable, w pochwach tych mniejszych, aż skończywszy na ludziach, których ekwipunkiem była kusza i miecz, i tarcza, z koleji ostrze mieniło się zielonym blaskiem, który przypominał trucizne.

W fortecy Tyr-Haddaru panowało poruszenie: kamienie szlifierskie były używane nieprzerwanie, a stolarze kończyli robić kolejne strzały i kilka łuków, dla tych, którzy jeszcze spóźnili się z ich zakupieniem, kawalerzyści doglądali swoich rumaków, Dedia, najlepszy ówczesny kowal, wyrabiała ekwipunek dla dowódców.
-...będą tu o świcie! - skończył mówić Lauranin, ostatni żywy elf, do króla imieniem Zeth.
Sala, w której stali była ozdobiona rzeźbami i runicznymi znakami na ścianach, przepych piękna zatykał dech w płucach.
-A co mi do tego...? Ty jesteś dowódcą! - odpowiedział mu, ździwionym głosem król.
-A to mi do tego, że pojedziesz ze mną i kawalerzystami, musimy odwrócić uwagę od kobiet, które wesprą nas łukami. Mam nadzieję, że potrafisz jeździć konno.
-Wesprę was dopiero wtedy, kiedy zgaśnie wszelka nadzieja i gdy nie będziesz widzieć innego wyjścia, niżeli śmierć... - odrzekł i usiadł na tronie.
Lauranin skłonił się i odszedł żwawym krokiem. Wyszedł przed zamek, gdzie stała najdziwniejsza drużyna, jaką widziała Ancaria.
Krasnolud, Leśna Elfka, Mroczny Elf, Sukkubus, Mag, Mroczna Elfka, Gladiator i Pół-Mag
-Ha! Nawet nie wiecie, jak komicznie wyglądacie wyglądacie! - zaczepił ich Lauranin.
-Tyś nie jest lepszy! - odrzekł Broodery żartobliwie.
-Ano.
I bez słowa ruszyli ścieżką do kuźni, z której zdala słychać było odgłos młota kowalskiego i przekleństwa kowalki. Lauranin zapukał.
-Już, kurw*, otwieram! - krzyknęła do drzwi.
-Coś taka poddenerwowana? - zapytał Broodery.
Drzwi się otworzyły, a Dedia starała się ugasić kosmyki brody, które zajęły się ogniem.
-Pech trafił, że iskry trysnęły mi prosto na brode!
Drużyna weszła do środka. Na ścianie przed nimi wisiał przygotowany ekwipunek.
-Lepiej cieszcie się z tych zbroji, bo nie jeden odcisk mam na ręce przez ten stary młot. - żachnęła się krasnoludzica.
Bez słowa podchodzili do ścian i zakładali ekwipunek. Elf miał już swój na sobie.
Shaharim przyodział złotą zbroje, hełm i nagolenniki, w rękach dzierżył miecz, a właściwie podobizme miecza, zakrzywione ostrze. Jego sylwetka zdawała się lśnić trującym blaskiem.
Meletia ni to się uśmiechała, ni to smuciła. Jej ubiór charakteryzował czarny hełm z niebieskim okiem na środku, karwasze koloru nocy, a nagolenniki zrobione z cienia, zbroja była ciemno-granatowa.
Broodery założył ciekawie wyglądajace działo, koloru złota, hełm z okularami, również odcieniu szlachetnego kruszca, szara, gruba zbroja, a buty zielone, z utwardzanej skóry i szare rękawiczki, jego bronią był dwuręczny topór.
Tessi, słodka Tessi, miała ubranie podkreślające jej wdzięk. Zielone karwasze, leśne nagolenniki i zbroja koloru trawy, kowal stwierdził, że hełm pogarsza celność.
Verfiu, potężny i dostojny. Ubarny w kolor nieba. Nie miał zbroji, czy hełmu, jedynie kaptur i szatę, jednak biła od niego tajemnicza aura...
Calassi, ta straszna. Odziana w czerń, wyglądała niczym prawdziwy demon, niosący krew, zniszczenie i... nadzieję.
Gladiator, samo na niego spojrzenie bolało, bowiem i tych odważnych może przerazić góra mięśni i pięćdziesiat kilogramów stali na człowieku, jego bronią były ząbkowane rękawice, które jakby płonęły...
Lauranin i Patanou, mieli już na sobie zbroje, elf miał hełm ze stali, był pozłacany, wyżłobione na nim napisy głosiły ''Dziedzić Nieznajomego''. Mały sztylet z srebra widaniał obok tarczy, obok niego holewa. Wiązany kubrak z miękkiego materiału, zdobiony srebrem, był twardy jak stal, przy tym giętki. Dalej widniała złota linka, mówiono na nią ''Niezniszczalna,'' zaś Patanou miał na sobie czerwoną zbroje i płaszcz, który dumnie powiewał przy każdym podmuchu wiatru, bądź ruchu.
-Dzięki ci Dedio, uwierz, twój trud nie pójdzie na marne, a teraz chodź z nami, lub jak chcesz odpocznij, liczę na ciebie na polu bitwy. - rzekł Brodek i wyszedł wraz z przyjaciółmi.
Dedia tylko machnęła ręką i usiadła na krzesło, biorąc do ręki kubek z wodą.
Niebo było wręcz czerwone.
-Która może być godzina...? - zapytał Lauranin.
-Dochodzi północ. - odpowiedziała po prędce Meletia.
Ptak przeleciał z drzewa, na drugie.
-Musimy zobaczyć z z odziałami, ja zajrze do kawalerii, a wy zmobilizujcie odziały. - rzekł elf i dodał. - Shaharim, Verfiu i Patanou dołączcie do mnie, bez was nie pojadę.
Pożegnali się i rozdzielili na dwie grupki.

Zamach koni i gwar rozmawiających elfów dobiegał ze stajni, gdzie wędrowało czworo kompanów. Weszli do środka.
-Gotowi? - zapytał Lauranin.
W jego stronę skierowało się czterdzieści par oczów. Jeden z mrocznych elfów podszedł do niego.
-Przygotowaliśmy się, jak najlepiej potrafiliśmy. W walce nas osądzisz. - po tych słowach wyjął miecz i podniósł go do góry. - Za Tyr-Haddar! - zawołał.
-Za Tyr-Haddar! - odpowiedziano mu chórem. Wiele koni zarżało, być może z przerażenia, lub powiedziały to samo...



Początek Końca

Szara mgła owinęła swym szalem równiny Tyr-Haddaru. Cztery rzędy kobiet, zbrojnych w łuk i miecz, miało za plecami ostatni bastion elfów. Po prawym boku kolumny widniała sylwetka Tessi, a po lewym Gladiatora, a na samym tyle Meletia. Przed nimi rozpościerały się kolejne rzędy zbrojnych, tym razem ciężko uzbrojonych elfów mieczników, na ich przedzie stał Broodery. Był to niewątpliwie dziwny scenariusz, bowiem krasnoludy nigdy nie były obiektami sympatji w śród elfów, a jeszcze dziwniejsze było, że obok niego stała kobieta krasnolud, a za nimi sukkubus.
Pierwej nic nie było widać. Potem zza mgły wyłoniła się jedna postać, za którą malowały się sylwetki tysięcy żołnierzy, ludzi i nieludzi... Broodery postąpił naprzód, jak i dowódca wroga. Gdy byli pare stóp od siebie, krasnolud rozpoznał w nim Shaddara.
-To nie musi się tak skończyć. - rzekł ów mag do krępego malca.
-Tak, nie musi, może przykładowo spaść na nas wszystkich grad meteorytów, który Verfiu chętnie wykona. - zakpił Brodek.
-Bezczelny krasnoludzie, chciałem was ułaskawić, nie chce wiele - dajcie mi elfów. - próbował go onieśmielić Shaddar.
-Ciekawa propozycja. Dobrze, że pytasz. Nie. - rzekł, akcentując ostatnie słowo. - Na tym zakończymy wstępną dyplomacje.
-Wstępną? Te pare elfów ma mi zagrozić?! My was zmieciemy, z tych równin! - krzyknął Brooderemu w twarz.
-Racz odwrócić twarzy, gdy mówisz, bo nie chcę wąchać tego, co się z niej wydobywa. - i odszedł.
Chwila ciszy, łyk powietrza, przed skokiem do wody, cisza przed burzą...
-Łuki! - krzyknęła Tessi.
Elfki podniosły ich narzędzia.
-Strzały - zawtórowała.
Elfki nałożyły strzały na cięciwy.
-Strzelać!!! - wrzasnęli równocześnie obrońcy elfek.
Koncert dały wszystkie łuki, a strzały, lecąc z zawrotną szybkością trafiły niewielu, gdyż przeciwnicy mieli tarcze. Bestie ruszyły na nich, jak nawałnica. Pięćdziesiąt metrów, elfki nie strzelają, czterdzieści, elfki nie strzelają, trzydzieści, elfki nie strzelają... i nagle...
Pierwszy szereg wroga legł, jak ścinany pień. Z nieba zleciały setki meteorytów. Armia gwałtownie się zatrzymała.
-Teraz! - rozległy się krzyki z prawej i lewej flanki wroga.
Tupot końskich kopyt posłyszeli wszyscy Tyr-Haddarczycy. Oto czterdziestu stawia opór tysiącą. Dwudziestu po prawej i tyle samo po lewej.
Wjechali we wroga, przebijając się przez jego szyki, bez żadnych oporów, miażdząc za sobą każdego, kto stanął na ich drodze.
-Strzelać bez rozkazu! - zawołała Tessi.
Elfki dały bis koncertu, armia wroga, zajęta zamieszaniem wywołanym przez konnice, przyjęła każdą strzałe.
Bitwa trwała, a trupów było coraz więcej. Niebo przeszyły setki piorunów, które Patanou wyczarował, odziwo nikt z kawalerii nie zginał... jeszcze.
-To ten znak! - krzyknał Broodery stojący teraz na czele armii elfów zbrojnych. - Atakować!
Ruszyli, krasnolud wbił się w szereg zabijając zamaszystym ciosem czterech wrogów naraz. Puki nie doszła jego armia, użył działa, które widniało na jego plecach, tym samym pozbawił życia batalion jednostek wroga.
Szczęk włóczni, jęk zabitych, krew rannych i śpiew łuków. Konnica, wyczerpana walką, zaczęła tracić swą liczebność, aż pozostali tylko Lauranin, Patanou, Verfiu, Shaharim i sześciu mrocznych elfów.
-Kawaleria odwrót! - wydał rozkaz Lauranin.
Przyszło im to z niemałym trudem, gdyż wrogowie wcale nie chcieli ich tak łatwo puścić, jednak udało się.
-Odwołać wszystkich? - pytał Lauranin Patanou. - My tego nie wygramy, a elfów zbrojnych też jest coraz mniej. Kobiety muszą być bezpieczne.
-Walczmy do świtu, potem zarządzaj odwrót. - wtrącił Verfiu.
-Taak.. - przytaknął Patanou.
-Jedźcie ze mną, ostatni raz. - rzekł Shaharim.
-Pojadę z tobą przyjacielu, lecz nie ostatni raz. Na koń - wykonali polecenie i ruszyli.
Bitwa rozgożała. Noc powoli ustępowała dniu, a elfy powoli ustępowały wrogom. Lauranin spadł z konia. Wylądował na ziemi, gubiąc ostrze. Wstał i pochwycił sztylet, który posłusznie widniał w holewie.
W chaosie bitwnym rozpoznał Shaddara.
-Czekałem na ciebie! - rzekł mag do niego.
-To ostrze, będzie tym, co zobaczysz jako ostatnie!
I wbił mu sztylet w udo. Shaddar potoczył się po ziemi, wyjąc z bólu, elf szukał miecza i znalazł, lecz Shaddara nigdzie nie było.
Pierwsze promyki słońca przebiły się przez horyzont, odgarniając chmury.
-Odwrót! - krzyknął Lauranin.
-Odwrót! - pomagał mu Patanou.
-Do zamku! - zawołał Broodery.
I biegli, jak tylko najszybciej potrafili.Gdy wszyscy byli w zamku, zamknięto bramę. Wrogowie czekali pod murami.
-Co teraz?! - spytał Gladiator.
-Jak to co...? Zabijmy kogoś! - krzyknęła Calassi.
-Nie, jeśli dotrą do zamku, zginiemy wszyscy.
Bum!
-Wyważają taranem bramę! - krzyknął stojący pare metrów dalej Ilim'Kar
''Portal'' pomyślał Lauranin.
-Musimy się stąd ewakułować, pamiętacie ten portal, który przenosi w jakieś nieokreślone miejsca?
Przyjaciele mu przytaknęli.
Bum!
-Ewakułujcie wszystkich, ja zatrzymam! - krzyknął elf.
-Sam? - źdzwił się Patanou. - O nie mój drogi, ja idę z tobą.
-I ja. - odwał się Broodery.
-Jeżeli życiem, lub śmiercią ci się przysłuże, to też zostaje. - odezwał się Verfiu.
-A o Gladiatorze to zapomniałeś?
-I mrocznym elfie!
Lauranin uśmiechnął się.
-Dobra chłopaki, ale dziewczyny uciekają, wraz z resztą!
-Ale!
-Nie ma czasu, biegnij!
Chwile potem wszyscy stali przy portalu, oprócz szóstki towarzyszy, stojących pod bramą. ''Ciekawe co robi Zeth...'' pomyślał elf.
Bum! Brama zaczęła pękać, a zamek opustoszał.
-Śmierć!!!!!!!!!!! - Słychać było zza bramy, lecz nie był to głos ludzki.
Rżenie koni i szczęk elfickich ostrzy zagościł znów w szeregach wroga.
''Wesprę was dopiero wtedy, kiedy zgaśnie wszelka nadzieja i gdy nie będziesz widzieć innego wyjścia, niżeli śmierć...''
-To Zeth! - krzyknął Lauranin. - To znak, że mamy uciekać!
-I zostawimy go za bramą? - zapytał Gladiator.
-Przecież dlatego nie brał udziału w bitwie! ''Wesprę was dopiero wtedy, kiedy zgaśnie wszelka nadzieja i gdy nie będziesz widzieć innego wyjścia, niżeli śmierć...'' - to są jego ostatnie słowa, jakie usłyszałem! - odpowiedział mu elf.
-Tak Lauraninie! - usłyszał głos zza bramy, to Zeth.
Sześciu ruszyło w stronę portalu i trzymając się blisko siebie, wkroczyli w jego czeluść.

Zniknęły odgłosy walki, zniknął też odgłos uderzeń tarana. Lauranin upadł na ziemie, obok niego leżało pięciu mężczyzn, jego przyjaciół. Poczuł słońce na swym ciele i biały sypki piasek na twarzy...

Lepiej, niż źle

Kamiennym korytarzem idzie ubrany w złoto elf. U jego pasa widnieje diamentowe ostrze, lecz cholewa stoi pusta. Jego rysy twarzy nadają jej charyzmatyczny wygląd, a włosy, czarne, siegały mu do ramion. Ów mąż był blady, jak kreda, a jego oczy były koloru zielonego, zaś źrenice pionowe. Podchodzi do drzwi i otwiera je. W środku jest ciemno, lecz elf wyczuwa niesamowity odór. Przełamał granice zapachu, dzielącą go od drzwi i wszedł do środka. Nagle zapłonęły pochodnie. Pomieszczenie wypełniło światło, w pokoju było pełno nieżywych elfów, leżały jeden na drugim.
-Jesteś wreszcie. - dobiegł go głos zza stosu.
-Ktoś ty? - spytał elf, przerażenie chwytało go za gardło.
-Nieważne kim jestem, ważniejsze pytanie brzmi: czy wiesz kim TY jesteś? - zapytał.
-Leśny Elf, Lauranin, syn Nieznajomego. - odpowiedział pytany.
-Tylko tyle? Wydaje mi się, że zapomniałeś o jeszcze kilku mianach związanych z tobą.
-Będziemy tu tak gadać, czy wreszcie powiesz o co chodzi? - spytał elf tracąc cierpliwość.
-Zabójca setek elfów, niewolnik miecza, odziany w winę? Coś ci to mówi? - zapytał ów głos, próbując zdezoriętować elfa.
Lauranin poczuł się dziwnie, czuł winę na swoich ramionach. Nagle po pokoju rozbrzmiały kroki.
Zza stosu wyłonił się mroczny elf. Odziany był w czarną zbroje, w właściwie to, co z niej zostało.
-Zeth! - wykrzyknął Lauranin.
Król nie miał oka, rozcięta klatka piersiowa ukazywała część jego wnętrzności. Na rękach trzymał winę Lauranina - martwą Galadiel.
-Teraz wiesz, o czym mówię? - ponowił pytanie, Zeth.
Elf złapał za miecz.
-I co chcesz zrobić? Zabić mnie? Igraj ze śmiercią dalej. - rzekł trup króla.
Elf upuścił miecz, a broń uderzyła w podłogę z brzdękiem. Upadł na kolana i zakrył twarz dłońmi. Zeth znów począł mówić:
-Nie ma już dobra, ani zła... jest tylko... śmierć...

W pewnym miejscu, nad małym skrawkiem ziemi, pokrytym białym, sypkim piaskiem, kruki latały po okręgu, wgapiając się w to co było pod nimi. Słońce grzało niemiłosiernie, na niebie nie było ani jednej chmurki, wokół owego zjawiska nie rosło żadne drzewo, za to stał wielki, kamienny portal, rozgrzany słońcem. Na nim leżało sześciu mężczyzn, odzianych w bajeczne zbroje.
-O cholera. - wydyszał Broodery.
-Dobrze to ująłeś, przyjacielu. - odezwał się Gladiator.
Elf poruszył się i wydał z siebie zduszony okrzyk. POCZUŁ palący kamień portalu.
-Jak to? - źdzwił się.
-Co jak to? - usłyszał głos maga, leżącego kilka cali dalej.
-Czuje ciepło tego portalu, żar.
-Bo to portal, zstąp na normalną ziemie, a zobaczysz, że minie. - z odpowiedzią nadszedł Patanou.
Elf doczołgał się do piasku i położył się na niego, a słodkie uczucie czucia czegoś zniknęło. Broodery powoli się podnosił i pomagał wstać Gladiatorowi, który wyciągnął do niego ręke. Gdy wszyscy już wstali, głoś zajął Verfiu.
-Kiedyś tu byłem, nie jestem pewien, ale to chyba pustynia. W 647 urodziny chcieliśmy zapolować na orków, a ten portal przenosił nas w te strony, ale coś, jakby się tu zmieniło... - zamyślił się czarodziej.
-Nie ważne co, to nie zmienia faktu, że jest tu cholernie ciepło, a te zbroje się dość nagrzały, coś trzeba z tym zro... - nie dokończył mówić, bo odpowiedź ich zaatakowała.
Powietrze przeszył bełt, skierowany w Lauranina i gdyby Shaharim w porę go nie odbił, elf już miałby przebitą rękę. Drużyna posłyszała pomruki orków, niestety nie mogli ich zauważyć, z powodu burzy piaskowej, które niewiadomo dlaczego, otaczała tylko ich.
-To orkowie! - krzyknął dotychczas milaczący mroczny elf.
-Atakować! - usłyszeli zza piasku.
Przyjaciele stanęli tyłem do siebie, w oczekiwaniu na grad ciosów wroga. Wystawili broń i...
Orkowie rozbili się o nich, jak fala o brzeg. Nacierali z taką siłą, że i gigant by się nie powstydził, Lauranin próbował się bronić, lecz zobaczył białe świtło i maczugę lidera orków, potem już tylko ciemność...

Khorad-Nur

Państwo orków, coraz bardziej rosło w siłę, a najeźdźcy zostali wypierani z pustyni. Niegdyś, niepokonani nieumarli, teraz niewielkie zagrożenie dla orkijskiej armii, której kunszt zadziwiał najlepszych wojaków.
Sercem państwa była biała forteca, jej flanki były zrobione z odmiany marmuru, który można znaleźć w skałach na wybrzeżu, przy pełni księżyca miasto świeciło, odbijając jego blask, za murami rozciągały się domy i fabryki nowej, wybudowanej na honorze, dumy orków - Khorad-Nur. Odkąd granice pustyni zostały otwarte i wszystkich kupców wpuszczano na jej tereny, owa forteca stała się przemysłowym gigantem. Handel uczynił z niej potęge Ancarii, a coraz to wieksze fundusze pozwalały orkom na produkcje i obróbkę metali.
Miasto otoczone było czterema łańcuchami murów, w pierwszym (nazywanym przez orków ''Grash'', co znaczyło tyle, co ''Korytarz'') stała trzoda i bydło, kwitł tam równierz handel nielegalnymi przedmiotami, gdyż było to najmniej pilnowana przez straż dzielnica.
W drugim łacuchu, który nazywał się Heret (we wspólnej mowie ''Hala'') odbywały się przetargi żywności, wyrobów rzemieślniczych i broni wszelakiej maści.
Trzeci poziom twierdzy, nazywany Orhin, co znaczyło ''Karczma'', obwitował w różnejgo rodzaju noclegi dla przyjezdnych, można też było tam nabyć i napoić konia.
Czwarty i piąty łancuch przeznaczony był tylko dla orków, przyjezdni nie mieli tam wstępu, co więcej, nie znali nawet nazwy. Plotki głoszą, że jest tam wyrabiana większość broni orków, jak i odbywa się tam trening, dla wojaków orkowiej armii.
Jednak dziś, gdy słońce zachodzi, po raz pierwszy sześciu ludzi weszło do piątego kręgu. Człowiek, Pół-Mag, Elf, Krasnolud, Mag i Mroczny Elf, niesieni tam, wszyscy spali.

Lauranina obudziły krzyki Brooderego, dotknął twarzy, otworzył oczy i spojrzał, że wylano na niego garniec wody, a on nadal spał.
-Zabieraj łapska bydklaku! - wrzeszczał Broodery, któremu próbowano zabrać sztylet, wiszący u jego pasa.
-Krasnoludzie nie rzucaj się tak, jesteś w centrum orkowego państwa, nie zamierzamy cię okraść, a raczej ci pomóc. - odpowiedział ork. Lauranina źdzwił poziom wysławiania orka, na ogół nie można było powiedzieć, że są to zbyt mądre stworzenia, lecz ten sprawiał wrażenie, że jest mądrzejszy niżeli, niektórzy ludzie.
-Nie awanturuj się Broodery, lepiej posłuchać tego orka, niż zakosztować jego topora. - odpowiedział Lauranin. - Nie wiem jak ciebie, przyjacielu, ale mnie przekonał.
Elf spojrzał na na innych, jednak wszyscy jeszcze spali, jedynie Brodek przechadzał się z miejsca, na miejsce, targany emocjami. Uniósł wzrok w górę i spostrzegł aksamitny baldachim unoszący się pod nim, musiał leżeć w namiocie. Do okoła było mnóstwo naczyń z najprawdopodobniej wodą, gdyż była cenna na pustyni. Skrzyżował ręce za głową i starał się wypocząć.
Począł rozmyślać o swoim śnie, czy Zeth nie żyje? Było mało prawdopodobne, że wygrał z armią tak licznego wroga. Być może źle zrobił, że uciekł. Co orkowie zamierzają z nimi zrobić? Jeżeli nie zabili ich, gdy mieli szanse, być może mają wobec nich inne plany... Może jakaś wyszukana tortura, ku uciesze widzów. W razie co, nie wiedzą, że elf ma towarzysza maga. Lauranin uśmiechnął się sam do siebie na tą myśl, gdyż broni Verfiu nie są w stanie odebrać.
-Ale miałem dziwny sen! - kilka stóp od Lauranina zaczął mówić Gladiator. - Śniło mi się, że orkowie nas zmasakrowali. - wojownik otworzył oczy. - Cholera! A już myślałem, że tylko zasnąłem...
-Gladiatorze, przyjacielu mój, ci orkowie pozwalają nam żyć, no cóż... broń nam zabrali, jednak pozostawili życie. - odwał się elf.
-Budzimy ich, czy nie? - spytał zażenowany całą sytuacją Broodery.
-To chyba najlepszy pomysł. - zgodził się Gladiator.
Broodery, dzielny Wojak i elf wstali i po koleji budzili swoich towarzyszy. Następnie, jak najciszej potrafili, usiedli na chłodnym w namiocie piasku. Patanou zajął głos:
-Będziemy walczyć, czy poddamy się orkom?
-Gdyby chcieli nas zabić, dawno już kruki rozdziobałyby nasze zwłoki. - zauważył Shaharim.
-No tak... ale nie możemy czekać, aż tu przyjdą. - powiedział Lauranin
-Wcale nie musimy, wyjdźmy otwarcie za namiot i spytajmy się ich co od nas chcą. - rzekł Broodery.
Przyjaciele przytaknęli. Szóstka wstała z ziemi i wyszła na powietrze.
Nagle uderzył ich ostry blask słońca, a nozdrza wypełnił zapach ciepłego piasku. Przed nimi stało dwóch uzbrojonych w halabardy orków, wyglądających dość groźnie, zważywszy na to, że mieli u pasa po dwie czaszki szkieletów.
-No! Nareszcie wstali! No ile można leżakować. - rzucił do nich ork stojący po prawej stronie.
-Tędy proszę, zaprowadzę was prosto do herszta. - rzekł drugi.
Zaskoczeni przybysze, bez słowa, ruszyli za orkami. Po niedługiej drodze strażnicy zaprowadzili ich przed wielki budynek, który zdobiły najwspanialsze materiały: srebro, złoto i platyna. Całość odbijała słońce tak mocno, że w południe trzeba było przymykać oczy.
-To tutaj. Wejdźcie do środka i ukłońcie się przed hersztem! Tylko... byle nisko, a teraz wybaczcie, musimy wracać do służby przy bramie. - po tych słowach orkowie odeszli.
-No to... wchodzimy. - powiedział Lauranin.
Broodery podszedł do wrót i zapukał kilka razy, a drzwi otworzyły sie same, a nawiasy zatrzeszczały. Wszeli do środka.
Przed nimi malowała się duża sala. Podłoga, ściany i sklepienie były z szarego marmuru, po bokach widniały pionowe kolumny, ozdabiany miedzą. Nad nimi majaczył żyrandol, w którym lśniały szlachetne kamienie, w dużych oknach widać było, elfickiej roboty, witraże. Na szczycie schodów, kilkanaście metrów przed drzwiami stał wysoki tron, zrobiony w większości ze srebra. W oknach stały posągi orkowych przywódców z przed wieków, dawały cienie na szarą podłogę. W pomieszczeniu było pełno naczyń, które wypełnione były bezbarwną cieczą.
-Witaj Lauraninie z Tyr-Haddaru! Witaj przybyszu z północy Patanou! Witajcie Broodery i Shaharim z Zhurag-Nar! Witaj Verfiu i Gladiatorze z Doliny Mgieł! - usłyszeli głos przywódcy orków. Trzymał w prawej ręce berło, z białego drzewa, na jego głowie spoczywała korona zrobiona z kości smoka, odziany był w zbroje, niewiele różniącą się od zwykłej zbroji wojownika orków.
Wstał z tronu, wydał się bardzo duży, ze szczytu tak wielkich schodów, lecz pozory były mylące, był jednym z najmniejszych orków będąch w Khorad-Nur, wzrostem ledwie przewyższał Brooderego.
-Od kiedy to gościnność orków tak urosła...? Niegdyś nie pozwolilibyście, aby do waszego obozu wszedł krasnolud! - rzekł Broodery, który po tych słowach sięgnął do kieszeni, po czym wyjął z niej fajkę i coś co miało posłużyć do jej odpalenia. Gdy chciał już zapalić wódz krzyknął.
-Nieee! Nie wolno tu wzniecać jakiegokolwiek ognia! Ciecz, która spoczywa w tych naczyniach, w połączenia z ogniem wybucha, tak, że nie pozostanie tu kamień, na kamieniu!
Herszt był wyraźnie zaniepokojony. Broodery, wgapiając się jeszcze chwile w naczynia, odłożył ''zapalniczkę'' do kieszeni, wraz z fajką.
-Przybysze! Orkowe państwo się rozrasta, a my tworzymy kulture na pewnych fundamentach. Orkowe uszy i oczy nie są obojętne na to, co dzieje się na północy. Jeżeli elfy przegrają wojnę z ludźmy, pochłonie ona także moją ojczyznę - pustynie.
Chwila milczenia, po czym głos zabrał Lauranin.
-Możesz zaoferować nam swoją pomoc?
-Czy mogę?! Pytanie brzmi raczej, czy WY możecie mi się do czegoś przydać, bądź, co bądź, oszczędziłem was! - oburzył się ork.
-Dobrze ''królu'' co chcesz abyśmy zrobili? - powiedział elf.
Herszt usiadł znów na swój majestatyczny tron, podparł się ręką policzek i wyglądał tak, jakby chciał starannie dobierać słowa, najwidoczniej sprawiało mu to niemałą trudność. Broodery usiadł na posadzce i przyglądał się kamieniom, które zdobiły budynek. Shaharim, narzuciwszy kaptur na głowę oparł się o filar, skrzyżował ręce na klatce piersiowej i wdał się w zadumę.
-Na wszystkich bogów Ancarii! Nie potrafisz dobrać słów?! - wrzasnął Broodery.
-Ucisz swego kompana, bo wszyscy poznacie smak orkowej pięści. - rzekł spokojnie wódz.
Lauranin spojrzał na Brodka wymownie. Krasnal wybełkotał coś pod nosem i zamilkł.
Mijały minuty, a król, jak siedział, tak siedział, znudzony Broodery wstał i niecierpliwie przechadzał się po sali. Wtem herszt powstał.
-Od wielu miesięcy nasi... hm... jak wy to mówicie... ''odziały'' giną z niewiadomych przyczyn na wschód od Khorad-Nur. Ich zwłoki spowija jednak mgła niepewności, bowiem nie wiemy, kto ich atakuje. Nieumarli w większości opuścili pustynie, ostatecznie udając się w okolice Shaddar-Nur, gdzie ich miejsce. Nieumarły smok, położony na południe od naszej fortecy, nie daje o sobie znać. Zatem powstaje pytanie: kto jest odpowiedzialny za te ataki...? Chcę od was tylko jednego - macie zbadać, kto morduje naszych ekhm... ludzi... następnie wytropić i zlikwidować. - powiedział wódz jednym tchem, jakby uczył sie tego na pamięć.
Towarzysze wyrwali się z zamroczenia, które powodowała cisza i pierszy przemówił Gladiator:
-A co jeśli odmówimy?
-Możecie walczyć o wolność na arenie z moimi wojownikami, a musicie wiedzieć, że orkowa technika znacznie znacznie się rozwinęła. - odpowiedział, bez zastanowienia, król.
Gladiator gestem ręki przywołał do siebie kompanów i naradzali się szeptem.
-...dla mnie arena to jak w domu. - powiedział wojak.
-A nie lepiej sprawdzić, kto za tym stoi i mieć to z głowy? - spytał Verfiu.
-Tak, tylko czym będziemy mieć te głowy jak wrócimy. - zauważył Broodery.
-Nie chcę walczyć z orkami, skoro może obejść się pokojowo, sądze że powinniśmy zaakceptować propozycje. - odezwał się Patanou. - Lauraninie, ty zadecyduj.
Elf zmarszczył brwi. To może być pułapka. Jednak... walka na arenie to nie to, co sobie wymarzył. Ryzyko pułapki zdawało się przeważać sprawę, ork był niepewny siebie, gdy to mówił.
-Walczymy na arenie, spodziewam się pułapki ze strony orków, jeżeli pójdziemy pierwszą ścieżką.
-Rozwalmy kilka orkowych łbów. - wtrącił Brodek.
Odwrócili się do króla.
-Chcemy walczyć na arenie!
Król uśmiechnął się. Odstawił berło i zszedł do nich. Dopiero teraz zobaczyli jaki jest mały, jednak zdawał się przeżyć wiele epok.
-Straże! Zabrać ich na arenę! - krzyknął.
W drzwiach pojawiło się dwunastu orków. Związali ręce, Broodery opierał się im, lecz bez broni nie miał szans. Bez słowa wyszli przez wrota na palący piasek pustyni.




Ogień Zemsty

-A teraz, przed wami wystąpi Broodery! - krzyczał ork, stojący na szczycie areny. Tłum szalał, byli tam orkowie, ogry, gobliny, ale także ludzie, wampiry i kilku odzianych w czarno-czerwone szaty magów.
-Uzbrojony w swoje własne ręce, stawi czoła Gharillowi Ognistemu!
Krata, czyli wyjście wojowników na arene, otwarła się. Przez nią wszedł krępej budowy karzełek. Miał na głowie oklulary, grube skórzane buty, utwardzaną, płócienną zbroje i płytowe naramienniki. Jego bronią były twarde rękawice, jednak nie metalowe, tylko skórzane.
Znów brzdęk otwieranej kraty i w drugim końcu areny pojawiła się postać postawnego orka, naznaczonego wieloma tatułażami, u pasa miał woreczek z czarnymi kulkami, w rękach dwa sztylety.
Przeciwnicy wyszli na środek i padali sobie ręce, Broodery niemalże zmiażdżył orkową dłoń.
-Niech rozpocznie się walka! - zawołał herold.
Gharill sięgnął do woreczka po dwie kulki i znienacka zaczął nimi obrzucać Brodka. Żadna go nie trafiła. Kiedy krasnolud chciał zaatakować kulki zaczęły się dymić, a po chwili areną zatrząsł wielki wybuch.
Broodery leżał juz w drugim kącie, nie dajac znaku życia. Gharill podnósł ręce do góry w geście zwycięstwa. Widownia szalała, ork poszedł do niego i kopnął, bo chciał sprawdzić, czy żyje. Widownia zaniemówiła, krasnolud nie dychał. Ork znów podniósł ręce do góry i wrzawa oklasków potoczyła się echem po arenie, jednak zagłuszyło je coś innego.
Wrzask Gharilla posłyszeli wszyscy w Khorad-Nur. Trzymał się za kroczę, z którego tryskała krew. Obok niego leżała jego męska duma, a Broodery stał dumnie. Dotychczas stojący ork upadł pod gradem ciosów, zadanych pięściami krasnala. Następnie Gharill skonał. Brodek, niepostrzeżenie schował pare kulek do kieszeni.
Ogłuszający gwizd potoczył się po arenie. Orkowie nie lubili, gdy ginął ich ulubienieć, jednak sport to sport. Brodek przeszedł przez kratę, zanużając się w ciemności.

Tej nocy w karczmie panowała cisza. Była spowodowana obecnością najdziwniejeszej kompani w dziejach Ancarii.
-Ile płacimy? - zapytał Lauranin, stojącego za ladą orka.
-Nie zapłacicie nic, jeżeli weźmiecie to na wynos! - rzekł, niezbyt uprzejmie karczmarz.
I wyszli z karczmy na chłodną, jednak jasną noc. Powodem owej jasności był księżyć w pełni. Niebo było krystalicznie czyste, gwiazdy świeciły, jedna mocniej od drugiej. Trzymając w rękach strawę, która należała do specjalności orkowego państwa, raczyli się jej smakiem.
-Hmm... ciekawe z czego to robią... - mruknął Broodery, trzymając w rękach miske, w której była zupa koloru piasku pod nimi.
-Lepiej nie pytaj, ważne że można się tym najeść. - otrzymał odpowiedź od Shaharima.
Usiadli na ławce przed karczmą i kończyli jedzenie.
-To ile wygrałeś za tą walkę, Brodek? - spytał Lauranin.
-Tyle, że starczy na zakup uzbrojenia dla następnego z nas. - przełknął kolejny łyk zupy. - O ile dobrze pamiętam, teraz miał walczyć Verfiu.
Milczący dotychczas mag, skończył jeść zupę i zrzucił kaptur z głowy. Ukazując białe, niczym śnieg, włosy. Jego twarz była pomarszczona, niczym u starca, jednak jego wiekowi przeczyła zwinność z jaką się poruszał. Towarzysze byli ubrani jedynie w zwykłe robocze ubrania, które łaskawie orkowie im dali.
-Nie potrzebuje broni, tylko ciemno-niebieskiej szaty maga żywiołów. Jutro pójdę wraz z Lauraninem i Brodkiem na rynek, to orkowie zapewne coś znajdą. Zanim opuściłem Dolinę Mgieł, moi bracia mówili, że orkowie są największymi w całej Ancarii importantami magicznych artefaktów, w tym szat.
-Nigdy nie przypuszczałem, że polubie maga. - rzekł Broodery, ocierając ręką usta.
Verfiu uśmiechnął się.
-Wiesz już z kim walczysz? - zapytał Lauranin.
-Mam nadzieje, że nie z jakimś magiem... a te kule, które wybuchły obok Brodka, to chyba nie jest magia.
Krasnolud pogrzebał w kieszeniach i wyjął małą kulkę, która wypadła Gharillowi, po tym, jak zginął.
-Skądś to wziął, szcześciarzu? - spytał, niedowierzając Patanou.
Broodery uśmiechnął się od ucha do ucha.
-Kiedy ten ork leżał, pare kulek wysypało się na ziemie, korzystając z okazji schowałem parę do kieszeni.
Verfiu pochwycił łapczywie jedną z nich.
-W naszej kwaterze sprawdzę jej skład. Chodźmy!
-A zupa? - spytał Gladiator, racząc się swoją trzecią porcją.
Verfiu spojrzał na niego z odrazą.
-Weź ze sobą!
Przeszli przez cały łańcuch orkijskiego miasta, aż doszli do małych domków, ustawionych rzędami - kwatery gladiatorów. Jednak, ich mieszkańcami nie byli tylko walczycy na arenach. Można było tu spotkać biedniejszych ludzi, lub nawet orków, którzy byli mało przydatni dla królestwa.
Doszli do jednego z większych domków. Lauranin otworzył drzwi.
Był to jedno pokojowy domek, w którym stało siedem łóżek, dwie szafki, parę kubków i stolik. Elf wyciągnął z kieszeni wcześniej zakupione świece i zapalił kilka z nich. W pomieszczeniu zrobiło się jaśniej i ukazany został brud na pułkach i podłodze. Orkowie nie dbali o gladiatorów. Kiedy tylko Verfiu usiadł do stolika, od razu począł przypatrywać się Brooderowej zdobyczy.
-Ach... jaka siła sprawia, że to cacko wybucha. - mag zaczął gestykulować nad kulką.
Lauranin i towarzysze położyli się już w łóżkach i życzyli sobie dobrej nocy.
-Verfiu, skończ już badać to znalezisko i kładź się spać, bo jutro czeka cię walka. - rzekł Patanou.
Mag nie zwracał na niego uwagi. Powoli otwierał kulkę. W środku zobaczył jakąś ciecz. Przelał jej nieznaczną część na podłogę i podgrzał ręką. Kropelka zapaliła się i zniknęła.

Na zajutrz Lauranin wstał, był niewyspany, w nocy dręczyły go koszmary. Przetarł oczy i zobaczył Verfiu siedzącego za stolikiem.
-Już wstałeś? - zapytał.
-Nie spałem. - odpowiedział mag, nie oglądając się.
-Ach... przecież musisz być wypoczęty przed tą walką. - rzekł leżący dotychczas Patanou.
-Odkryłem co powoduje, że ta kulka tak wybucha. Orkowie są genialni! Uderzenie nią o ziemie powoduje wybuch, gdyż w jej środku zapala się iskra, gdy metal trze o metal. Wypełniona jest łatwopalną cieczą, której w Dolinie Mgieł jest niewiele, lecz kiedyś się z tym spotkałem. - rzekł podniecony mag.
Po zjedzeniu ''śniadania'', bo tak nazwał to, co przyrządził Gladiator, Broodery, poszli na rynek. Musieli udać się do drugiego łańcucha murów, po drodze podziwiając kunszt orków trenujących w czwartym cokole.
Shaharim, Patanou i Gladiator zostali w kwaterze. Mroczny Elf mówił, że nauczy ich łapać strzałę w locie, Patanou wspominał coś o nauce alechemi, a Gladiator miał pokazać kilka sztuczek bitewnych.
Kiedy trójka pozostałych bohaterów doszła do drugiego poziomu murów, odóżył ich zapach miesą, aromatycznych ziół i mikstur. Wrzawa głosów dominowała na targu.
-Tylko u mnie! Świeże ryby! Wprost z południowej przystani!
-Mikstury z całej Ancarii!
-Magiczne runy! Nigdzie takich nie znajdziesz.
Gdy wędrowali w tłumie orków, ludzi i innych istot, Lauranina zaczepił pewien goblin.
-Ej! Pssst! Chodź tu!
Elf nie wiedząc co ma robić podszedł do niego.
-Chcesz kupić troche zwojów z starych ruin Normad-Nur? - zapytał goblin.
-Nie, a po co mi...?
-No... są drogie, w niech zapisana jest wielka wiedza. - zachęcał go karzeł.
-Nie, podzękujemy! - krzyknął z tłumu Broodery, przepychając się przez dwóch postawnych orków. - Chodź, elfie, bo się zgubimy.
Bez słowa, podążyl dalej za magiem i krasnalem.
-Magiczne szaty, napoje i różdżki! Prosto z Mystydle! - usłyszeli niedaleko siebie.
Podszedli tam, a ich oczom ukazał się łowca orków. Na plecach miał kuszę, u pasa półtoraręczny miecz. Jego twarz pokiereszowana była wieloma bliznami.
-Czym mogę służyć? Mam wysokiej jakości magiczne artefakty. Rzućcie okiem choćby na tę różdżkę, została zakupiona od mentora magów z Doliny Mgieł, imię jego Alcalat, czy jakoś tak.
-Alcalata, i od kiedy magowie handlują z orkami? - zapytał ździwiony Verfiu.
-No... zgodził się... - odrzekł zbity z tropy ork.
-Nieważne, pokaż co masz do zaoferowania. - ponaglił go mag.
Sprzedawca poszedł za stragan i przyniósł ciemno-granatową szatę i starą zniszczoną księgę.
-Ile za to chcesz? - zapytał Verfiu, coś błysnęło w jego oczach.
Ork zamyślił się na chwilę.
-Szata wcale nie taka zła... a tą książkę to sobie weź, mówią, że ma jakieś magiczne atrybuty, jednak nawet szamani nie mogą jej użyć. Za szatę chcę dwieście sztuk złota.
-Biorę.
I krasnolud wręczył mu złoto, gdy oddalili się pare stóp od handlarza, Verfiu przemówił:
-Ta księga jest warta tyle, co cały ten jego stragan, orkowie nie mogli jej użyć, tylko w rękach maga jest użyteczna, a szata zwiększy moje zdolności magiczne.
-Zostało jeszcze trochę pieniędzy, więc kupmy coś dla uszatego Lauranina. - rzekł z żatem w głosie Broodery.
Wędrowali od kupca, do kupca, jednak nigdzie nie widzieli broni odpowiedniej dla elfa. Jedne za duże, drugie za ciężkie.
Słońce odbiło się od ostrza pewnego miecza, przykuwając uwagę Lauranina.
-Ile za to os... - nie skoczył, bo zobaczył ostrze z diamentową końcówką. JEGO ostrze. - Skąd to masz?!
-Dostałem! - rzekł garbaty człowieczyna. - A kosztuje jakieś 500 złotych monet.
Broodery dał odpowiednią sumę i wrócili do kwatery.


-Panie i panowie! Orkowie, gobliny, ludzie, wampiry, ogry, magowie i inne fascynujące istoty! Dzisiejsza walka zapowiada się fascynująco! Przed wami wystąpi Verfiu, mag z Doliny Mgieł! - rozległ się głos herolda, stojącego na szczycie areny.
Krata rozsunęła się. Zza ciemności wyłonił się mag ubrany w ciemno-granatową szatę, trzymając starą książkę.
-Będzie walczyć przeciwko Farinowi Strasznemu! - znów rozległ się głos mówcy.
Druga krata stałą już otworem, a z niej wyszedł wampir odziany w czerń, na jego plecach spoczywał wielki miecz, z czarnym ostrzem. Obaj zawodnicy wyszli na środek i podali sobie ręce.
-Niech rozpocznie się walka!
Wampir, bez żadnego uprzedzenia, rzucił się na Verfiu, ten w ostatniej chwili odskoczył w bok. Wampir ponowił atak, ze zdwojoną szybkością, jednak tym razem mag wiedział co robić. Gdy bestia chciała go zaatakować rozbiła się o magiczną tarczę, którą przywołał mag, owa ochrona jednak szybko zniknęła.
Verfiu uniósł ręce do góry, a jego ciało spowił błękit. Stał się zwinniejszy. Następnie wypuścił kilka kul ognia, chcąc sprawdzić przeciwnika, jednak ten był szybki i omijał je jedna po drugiej.
Na każdy cios wampira, Verfiu odpowiadał gradem zaklęć, jednak wampir miał asa w rękawie. Odwracając uwagę maga, przywołał wilka. Owe zwierze zaatakowało nic nie podejrzewającego Verfiu, udrzucając go do ściany.
Wilk odsunął się od leżącego maga, a wampir powoli podchodził do niego z ostrzem przy ziemi. Spojrzał na maga z góry i gdy chciał zadać cios, Verfiu rzucił w niego ostrzami lodu, tak wielkimi, jakich jeszcze Ancaria nie widziała. Bestia i jego pupil legnęli na ziemi, jak ścięte drzewa. Verfiu zamknął oczy...
C.D.N. Komentujcie, mam nadzieje, że się podoba :)

P.S. Wszelkie błędy proszę zgłaszać w postach poniżej.
_____________________________________________________________________
Nigdy nie zapomnij, skąd pochodzisz, bo zapomnisz, gdzie już byłeś.
[img]http://miniprofile.x...sznka.png[/img]
[img]http://img266.imageshack.us/img266/9518/sznka.png[/img]
[img]http://www.ubar.pl/img_1171_normal.gif[/img]
[img]http://www.ubar.pl/img_14651_normal.gif[/img]
Najlepsza Leśna Elfka w Tabeli
Triumph or Agony - Top 5 HC ladder

Szukam hostera na S:UW - kontakt w profilu
Ostatnio zmieniony przez Alcalata 2008-12-13, 17:21, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Kowalka_umysłów 



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Klan S1: Freedom
Wersja gry S2: Nie mam gry
Wiek: 22
Dołączyła: 30 Lip 2008
Posty: 232
Skąd: Nocy
Wysłany: 2008-12-02, 10:08     

Poprzednich części nie czytałam, ale ta mi się podoba ^^ .
_____________________________________________________________________
[center]
:eat: [color=red][size=18]I'm CHEATER EATER![/size][/color] :eat:
[img]http://img259.images...93776.png[/img]
[color=orange]Zapraszam do spamowania na www.fd.pun.pl[/color]
[img]http://i-point.nazwa.pl/host/upload/2397/woma1.png[/img]
[/center]
 
 
     
Elfarran 
666



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: Nie mam gry
Dołączyła: 09 Lis 2008
Posty: 10
Skąd: Zgierz
Wysłany: 2008-12-07, 09:27     

Na początku ciężko mi się było połapać w tych opisach. Nie wydaje mi się, żeby walka w nagolennikach z cieni była czymś przyjemnym. Mam jeszcze zatrzeżenia co do tej "holewy" - co to miało być? - i tego, że piszesz Tyr-Haddar. Nie powinno być Tyr-Hadar?
Teksty Broodery'ego są świetne. Lubię go! Właśnie za te teksty.
Opis bitwy był rewelacyjny. Niemal widziałam kawalerię atakującą armię Shaddara, podlewaną deszczem strzał i meteorytów. Cudo!
I czemu skończyłeś w takim miejscu?! Chcę wiedzieć, gdzie ich rzuciło! Dodasz szybko następną część?
Ogólnie, podobało mi się. Weny życzę, amen. (I naprawdę nie wiem, po co to amen!)
_____________________________________________________________________
[img]http://fc08.deviantart.net/fs23/f/2007/329/9/1/Death_FAN_Stamp_by_HeruNoTenchi.jpg[/img]
 
     
Alcalata 
Death and Glory



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Klan S1: Freedom
Wersja gry S2: Nie mam gry
Klan S2: Freedom
Wiek: 22
Dołączył: 18 Mar 2008
Posty: 172
Skąd: Ancaria
Wysłany: 2008-12-07, 15:25     

1. Holewa jest to ''takie coś do chowania sztyleta'' :P
2. Mam zakaz na kompa i pisze teraz codziennie, opowiadanie powinno ukazać się w przeciągu 7 dni.
3. Tyr-Haddar - gdzieś wyczytałem, że w elfickich członach nazw regionów/miast podwajamy charakterystyczne litery :P tu masz akurat ''d'', ale zawsze można to zmienić, w końcu internet często kłamie.
4. Nagolenniki z cienia - tu chodzi o poetycki opis ekwipunku, że są ''koloru cienia'' :P
_____________________________________________________________________
Nigdy nie zapomnij, skąd pochodzisz, bo zapomnisz, gdzie już byłeś.
[img]http://miniprofile.x...sznka.png[/img]
[img]http://img266.imageshack.us/img266/9518/sznka.png[/img]
[img]http://www.ubar.pl/img_1171_normal.gif[/img]
[img]http://www.ubar.pl/img_14651_normal.gif[/img]
Najlepsza Leśna Elfka w Tabeli
Triumph or Agony - Top 5 HC ladder

Szukam hostera na S:UW - kontakt w profilu
Ostatnio zmieniony przez Alcalata 2008-12-07, 15:26, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Elfarran 
666



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: Nie mam gry
Dołączyła: 09 Lis 2008
Posty: 10
Skąd: Zgierz
Wysłany: 2008-12-07, 15:42     

Trochę nie po kolei, ale co tam.
4. Po prostu tak zdziwiły mnie te "nagolenniki z cienia", że w pierwszej chwili uznałam, że one faktycznie są z cienia.
3. Fakt. Nic dodać, nic ująć.
1. Wiesz, zawsze wydawało mi się, że cholewy są przy butach. Ale faktycznie, świetnie się w nich chowa sztylety :P
2. Współczuję z powodu zakazu, życzę weny do pisania.
_____________________________________________________________________
[img]http://fc08.deviantart.net/fs23/f/2007/329/9/1/Death_FAN_Stamp_by_HeruNoTenchi.jpg[/img]
 
     
Alcalata 
Death and Glory



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Klan S1: Freedom
Wersja gry S2: Nie mam gry
Klan S2: Freedom
Wiek: 22
Dołączył: 18 Mar 2008
Posty: 172
Skąd: Ancaria
Wysłany: 2008-12-08, 20:45     

Dziękuje i oby to się sprawdziło ;)
_____________________________________________________________________
Nigdy nie zapomnij, skąd pochodzisz, bo zapomnisz, gdzie już byłeś.
[img]http://miniprofile.x...sznka.png[/img]
[img]http://img266.imageshack.us/img266/9518/sznka.png[/img]
[img]http://www.ubar.pl/img_1171_normal.gif[/img]
[img]http://www.ubar.pl/img_14651_normal.gif[/img]
Najlepsza Leśna Elfka w Tabeli
Triumph or Agony - Top 5 HC ladder

Szukam hostera na S:UW - kontakt w profilu
 
 
     
Alcalata 
Death and Glory



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Klan S1: Freedom
Wersja gry S2: Nie mam gry
Klan S2: Freedom
Wiek: 22
Dołączył: 18 Mar 2008
Posty: 172
Skąd: Ancaria
Wysłany: 2008-12-13, 17:22     

Dodałem kolejną część
_____________________________________________________________________
Nigdy nie zapomnij, skąd pochodzisz, bo zapomnisz, gdzie już byłeś.
[img]http://miniprofile.x...sznka.png[/img]
[img]http://img266.imageshack.us/img266/9518/sznka.png[/img]
[img]http://www.ubar.pl/img_1171_normal.gif[/img]
[img]http://www.ubar.pl/img_14651_normal.gif[/img]
Najlepsza Leśna Elfka w Tabeli
Triumph or Agony - Top 5 HC ladder

Szukam hostera na S:UW - kontakt w profilu
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Możesz zmieniać swoje posty
Nie możesz usuwać swoich postów
Możesz głosować w ankietach
Możesz załączać pliki na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Powiadom znajomego o tym temacie
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Śledź odpowiedzi w tym temacie
Oznacz temat jako nieczytany

Skocz do:  
Szybka odpowiedź


Wygaśnie za Dni
 
 
 
 
 
 
Opcje
Dodaj podpis (może być zmieniony w profilu)
Powiadom mnie gdy ktoś odpowie
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,55 sekundy. Zapytań do SQL: 13