logo



FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
ProfilProfil  Nie masz wiadomościNie masz wiadomości  Wyloguj [ Arch ]Wyloguj [ Arch ]

Poprzedni temat «» Następny temat
Śmierć to dopiero początek część VII    Ignoruj ten temat
Autor Wiadomość
Alcalata 
Death and Glory



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Klan S1: Freedom
Wersja gry S2: Nie mam gry
Klan S2: Freedom
Wiek: 22
Dołączył: 18 Mar 2008
Posty: 172
Skąd: Ancaria
Wysłany: 2008-05-13, 21:11   Śmierć to dopiero początek część VII  

...i Shaddar poznał swego wroga, a wielki był gniew jego...



-Dziadku! Opowiedz więcej! - krzyczał uradowany chłopiec z ostatniej opowieści starca.
-Słuchaj, więc. - odrzekł dziadek i mówił dalej - Za dawnych czasów, gdy nasza wioska była ostoją spokoju, Shaddar, potomek znienawidzonego Króla Morgasta I przyzwał demona. Wielkiego Demon Sakkary. Gdzie stanęła jego stopa, tam z podziemi wyrastali nieumarli. Stąpał przez naszą Ancarie, aż do czasu gdy napotkał równego sobie wojownika. Nie wiadomo czy była to kobieta, czy też mężczyzna. Wiadomo jednak, że dokonał wielkich czynów. Gdyby nie ten bohater, dziś Ancaria wyglądała by inaczej... Orkowie, demony i wszystko co też natura złego stworzyła. Ale to nie jemu będzie poświęcona ta opowieść, lecz temu złemu, Shaddarowi.
Po pokonaniu Shaddara, odbył on podróż, która rzekomo go odmieniła. Lecz w sercu tak przesysonym złem, nie mogło na zawsze zagościć dobro. Ta zła cząstka jego duszy, nadal chciała przebić się przez dobro. W końcu udało jej się. Po upadku Andukara, Shaddar był wolny, opuścił Świat Poziemii i ruszył do Ancarii, aby siać zło w sercach jej mieszkańców. Zajął się badaniami na temat nieśmiertelonści, dążył do osiągnięcia swego celu za wszelką cene. Wnet, jak na życzenie, rozpętała się wielka wojna elfów. Następnie Korona przejęła ich tereny i zatrudniła Shaddara na Dwór Królewski, aby służył Księciu Valorowi II, są radą, mądrością. W cieniu murów zamku Braverock, prowadził swoje chore badania. Po latach, nie udało mu sie kontynułować działań. Zaczął, więc bratać się z nauką odlęgłą i nie zgłębioną od lat. Interesowało go stworzenie istoty, nadistoty. Stworzenie, które było by w stanie oprzeć się bólą i stanął u jego boku, na drodze podboju Ancarii.
Przez wiele lat, siał ziarno zła w sercu młodego jeszcze Księcia Valora II. Nadszedł jednak czas plonów, a były one obfite. Władca wpadł pod władnie mocy Shaddara. Wykonywał jego rozkazy. Shaddar, nie osiągnął jednak jego zamierzonego celu. Nie wiedział jak to zrobić. Lecz dokonała się rzecz niesłychana. Jedyny ocalały leśny elf, został w jakiś sposób zmutowany. Nie był on dziełem Shaddara, lecz niejakiego Alzura.
Wielki był gniew jego, gdy usłyszał o tym. Nakazał zabić Alzura, zabrać jego notatki. Uczynili to, Shaddar mogł wreszcie dokonać tego strasznego dzieła, lecz... - tu wstrzymał oddech. - nie potrafił stworzyć niczego co było by ponad normalne siły.... Brakowało mu czegoś... Polecił, więc szukać elfa, który został zmutowany. Prace te nadal trwają, elf jest nieuścigły, wielu zginęło z jego ręki. - przełknął śline.
-Dobra, mały, idz juz spać. Jutro musisz wstać rano, masz się stawić u medyka. - rzekł i sam udał się na spoczynek.



-Szybko! Musimy znaleść jakieś schronienie! - rzekł barczysty elf, o twarzy przeszytą blizną, zalewaną kroplami, wielkimi jak ziarna grochu.
-Ta jaskinia wygląda przytulnie! - odparł krasnolud, równie przemoczony co reszta.
-Brr... Ależ zimno. - powiedział wątłej budowy człowiek.
-Deszcz jest dobry, zmywa krew. - powiedział mroczny elf.
-Ale smród nadal pozostaje. - odrzekł na to człowiek o potężnej budowie.
-Nie ma to jak przelać z litr krwi przed śniadaniem. - powiedziała kobieta ze skrzydłami, była sukkubem.
-Ano, tak. - głosem cienkim i zmysłowym odpowiedziała mroczna elfka.
Ich oczom ukazała się jaskinia. W wejściu było pełno pajęczyn, głębiej nie mogli zajrzeć, gdyż mrok był w niej niezmierny.
-Skąd mamy wiedzieć, że tam nic nie mieszka? - spytał elf, maga.
-Zobaczysz. - zrobił gest ręką i wyleciała z niej kula ognia, która oświetliła drogę.
Przejście było czyste, a co ważniejsze, suche. Przemoczeni do suchej nitki, weszli do jaskini. Odurzył ich odór stęchlizny, wygląda na to, że długo tu nie wietrzono.
-Ależ, jestem głodny! - krzyknął na głos gladiator, trzymający w rękach wielki miecz.
Echo odbiło się od ścian jaskini, wypłaszając nietoperze. Elf odruchowo wyjął miecz.
-Lauraninie, ależ ty jesteś niespokojny. - rzekł z przekąsem w głosie krasnolud.
-Jakże mam nie być, Broodery, gdy jestem na terenie wroga.
-Ano, tak. - odparł.
Rozpalili ognisko, osuszyli się przy nim i gawędzili wesoło.
-...A ja mu na to: ,,Najlepiej przy użyciu ciężkiego sprzętu!'' - raczył Brodek swą opowieścią zaśmiewającego się Gladiatora.
-Ej, ja chyba coś słysze. - powiedziała mroczna elfka.
I rzeczywiście, z głębin jaskini dochodziły jakieś dzwięki. Znów nietoperze spkrzydła załopotały nad głowami śmiałków.
-Chodźcie! Zobaczmy co tam jest... - szepnął Lauranin.
Wyjęwszy uzbrojenie udali się głębiej. Zza ściany słychać było czyjś szloch. Klęczała tam kobieta, która roniła łzy, wielkie jak krople deszczu na dworze, łomoczące o drzewa.
-Kto tam jest? - spytała przez łzy, nie odwaracając się za siebie.
-A ktoś ty? - spytał elf.
-Matka cię nie nauczyła, że nie odpowiada się pytaniem na pytanie...? - spytała.
Dopiero teraz Lauranin ją zobaczył. Miała piękne, długie, złociste włosy, smukłą sylwetkę. Odwróciła głowę do elfa, obdarzając go uśmiechem. Jej oczy, tak przecudownie błękitne, a usta, tak krwawo-czerwone.
Te myśli przeszyły głowę elfa, jak grom z jasnego nieba. Stracił rozum, w głowie miał pustkę, poczuł dziwną próżnie w żołądku. Jego umysł był, jak skład z dynamitem, który w każdej chwili może eksplodowac.
-D-dobrze się c-czujesz? - spytał resztką rozsądku, która pozostała z nim.
-Tak.
Istota, która wydała ten cieniutki odgłos, chyba była szczęśliwą właścicielką tych oczu, ust i włosów. Lauranin ocknął się.
-W-więc, dlaczego płaczesz? - spytał ją.
-Bo zostałam uwięziona tutaj przez tych żołnierzy z góry! - krzyknęła z rozpaczą i dalej pogrążyła się w swym płaczu.
Elf spostrzegł szpiczaste uszy, na jej pięknej głowie.
-Tyś jest leśna elfka? - spytał z niedowierzaniem.
-Tak... Ostatnia... - po tych słowach westchnęła.
-To się dobrze składa bo.. jam jest ostatni z rodu leśnych elfów, potomek zamordowanej ojca, krwawy mścieciel na narodzie ludzkim. - odrzekł z pasją w głosie.
-Nie wierzyłam, że ten moment nastanie. Gdy spotkam leśnego elfa, tak pięknego i... tak odważnego. - odrzekła.
-Jak cię zwą? - spytał Lauranin.
-Jestem Tessia. - rzekła, uśmiechając się
Wstała, podeszła do niego. On wyciągnął do niej dłoń, ona uczniła to samo. Ucałowaj ją i zaprowadził do ogniska. Drużyna widząca całe to zamiesznie, stała oniemiała.
Po paru, mile spędzonych chwilach elfka wstała i zaśpiewała:

,,Dom za nami, świat przed sobą,
I są wiele ścieżek, do przejścia,
Przez cień, do krawędzi nocy,
Aż wszystkie gwiazdy zapłoną.

Chmura i cień,
Mgła i cień,

Wszystko stracone...
Wszystko zniknie...''


Wielce wzruszeni, wyszli z jaskini bez słowa. Lauranin nie mógł uwierzyć, że ta oto osóbka, naprawde jest elfką. I to leśną! Serce przepełnione było radością, świat wydawał się juz nie taki straszny.
-To gdzie teraz? - spytała Tessia.
-Musimy się udać do warowni naszych braci, aby tam porozmawiać z dowódcą. - powiedział Brodek.
-Na wszystkich bogów! Trzeba było tak odrazu! W tej jaskini jest portal, prowadzi prosto do zamku. Na północny-wschód stąd, leży forteca orków, którzy dziwnym trafem, pomagają nam. Nie lubią elfów, ale ludzi jeszcze bardziej... - powiedziała.
-Więc, dlaczego nie udałaś się tym partalem do swoich? - spytał Lauranin.
-O ile mi wiadomo do otworzenia portalu potrzeba maga... - odrzekła.
-Tessi, straciłem pamięć krótką... - odpowiedział elf.
-Och... Niestety nie mamy leśnych elfek druidek, które mogłby by zaradzić...
-Przyzwyczaiłem sie. - odpowiedział żartobliwie Lauranin.
Weszli z powrotem do jaskini, było coraz ciemniej, oczy ich przywykły do mroku.
-Tam zaraz za tymi krzakami! - powiedziała elfka.
Weszli za krzaki w jaskini, ich oczom ukazał się kamienny portal, z wyrytymi runami, na jego środku widniał napis:

,,Zawróc wędrowcze, bowiem tędy nie ma drogi''

-Jak to nie ma drogi? - spytał Gladiator, odgarniając burze swych czarnych włosów.
-Bo nikt nigdy nie wyszedł z tego portalu... przeniosło ich gdzieś indziej... - odpowiedziała Tessia.
-Nie mamy wyboru, tamci wytną nas w pień... - powiedział mag.
-Dobra, dobra, musimy isć przez portal!
Verfiu podszedł do portalu, wykonał skomplikowany gest ręką i otworzył go. Przed nimi stanął słóp światła, pokazujący różne krainy.
-Kobiety mają pierwszeństwo, więc... - powiedzał sukkub i wszedł.
Później wbiegł Gladiator, Brodek i reszta.
Lauranin poczuł, dziwne mrowienie w okolicach pępka, potem zaczęły go palić stopy, jakby chodził po gorącym piasku, ból przechodził od stóp, aż po głowę. Chwilę później stał w jedynej, elfiej fortecy Tyr-Haddar.
Spojrzał przed siebie, zobaczył lodowe i mroczne elfy, chodzące w pośpiechu po murach, wypatrując czegoś.
-Intruzi! - krzyknął lodowy elf, który spostrzegł drużynę.
Zza murów i drzew wyskoczyły elfy, razem liczyły sobie około trzydziestu.
-Stójcie! Nie jesteśmy wrogami! - krzyknął Lauranin.
-Wytłumaczycie to przed królem!
Zza pleców grupy, została rzucona sieć, w którą wszyscy zostali złapani.
Prowadzili ich przez korytarz przed tron króla.
Był on wysokim elfem, jego jaskrawo-zielone oczy połyskiwały mądrością. W ręce trzymał miecz, na sobie miał elfą zbroje, Lauranin dawno nie widział tak dobrej.
-Czego chcecie w ostatnim bastionie elfów?! - spytał ich głosem doniosłym.
-Chcemy cie wesprzeć! - odrzekł Lauranin.
-Wy?! Wy mieli byście mnie wesprzeć?! Taka drużyna dziwaków? - spytał obuchony.
Lauranin wyciągnął miecz, podszedł do niego, przyłożył klinge do jego gardła i powiedział:
-Jeśli odmówisz naszej pomocy, możesz nie mieć szansy przeżyć jutra.
-Ta... Tak, zgadzam się. - odrzekł przerażony. - Co was tu sprowadza? Jakie wieści z zewnątrz? - spytał starając poprawić sytułacje.
-Ano takie, że wiemy iż Valor nie jest zły. Sama Korona nie jest zła, lecz doradca króla. Imie jego Shaddar, znasz? - powiedział elf.
-Czyli to prawda, że powrócił... Ach.... A tak w ogóle to jestem Zeth, mroczny elfie. - rzekł król.
-Jestem leśnym elfem.
-Głupiś... - odrzekł władca i powiedział - Ostatni leśny elf został zabity w Bitwie na Umarłym Polu.
-Jeden przeżył, i przeżyła też leśna elfka. - tu skłoniła się Tessi.
-Tak, więc, ty jesteś tym, który tak przetrzebił szeregi wroga, doprawdy, jestem ci wdzięczny... - powiedział i wtrącił dalej - Chyba zdajesz sobie sprawę, że teraz ta wojna jest o ciebie?
-No.. Brawo, ,,królu'', cięzko się domyślić. - powiedział Brodek.
-Dobra, dobra, nie bagatelizuj tej sprawy. Chcecie się dowiedzieć co wiemy? - spytał Zeth.
Lauranin odszedł od króla i stanął przy swoich kompanach.
-Za trzy dni o świcie ma się rozstrzygnąć ostatecznie bitwa między ludzmi i elfami. Lauraninie, czy ty nie byłeś kiedyś dowódcą armii? - zapytał z ciekawością król.
-Ja... Nie pamiętam, królu, straciłem pamięc. - powiedział elf.
-Myśle jednak, że byłeś. No cóż, Shaddar przybędzie OSOBIŚCIE na bitwe. - zakpił Zeth.
-Świetnie, dwie pieczenie na jednym ogniu. - wtrącił Gladiator, odgarniając burze swoich czarnych włosów.
-Patrze na was... Widze największą bande cudaków, jakich świat widział. Żadnej zbroi, słabe miecze i topory. Idzcie do zbrojowni, powiedzcie kowalowi, że was przysyłam.
Skłonili się lekko i odeszli.


Idąc wąską ścieżką zwracali uwagę elfów przechodzących obok nich.
-Przepraszam gdzie jest kowal? - spytał Verfiu.
-Pan skręci w lewo, w prawo, pójdzie prosto, a potem w lewo, i znowu prosto i trafi pan. - odrzekł stary mroczny elf.
-Dziękuje! - odpowiedział wdzięcznie mag.
Idąc zgodnie z istrukcją starca, doszli do małego kamiennego domku, porastającego mchem. Z komina tlił się obłok dymu, okna wyglądały jakby nikt ich nie przecierał od wieków. Dzwi,drewniane, z mosiężną klamką. W oknie widać było krzątającego się człowieka. Lauranin podszedł do drzwi, reszta drużyny stała za nim. Zapukał.
-Kto tam? - powiedział głos niezbyt miły i przyjęmny.
-Ostatni żyjący elf i jego kompani! - krzyknął Brodek.
-Ach.. Słyszałem, że jesteście w zamku. - jego głos narastał, podchodząc do drzwi, otworzył je.
Oczom drużyny ukazał się przysadzisty krasnolud z brodą sięgającą jego stóp. Stał przed nimi w sandałach, okulary na głowie, fajka w ustach i uśmiech na twarzy.
-Wejdzcie... wejdzie... - powiedział zapraszając ich gestem ręki do środka.
Wewnątrz panował nieporządek, kawałki stali, piec kuźniczy, młoty kowalskie, wszystko to było brudne i zaśniedziałe. Wszysyko było kamienne, ściany sufit, podłoga. W dół prowadził wąski korytarzyk, na jego końcu stały zabarykadowane drzwi.
-Przepraszam za ten bałagan. Jestem bardzo zapracowana... - powiedziała krasnoludzica.
Lauranin ździwił się na wyraz ''zapracowana''. Pomyślał sobie ''Kobieta z wąsem...''
-Jestem Dedia, a to jest właśnie mój warsztat. Czym mogę służyć? - spytała.
-Potrzebujemy ekwipunku, najlepszego. - powiedział Gladiator, odgarniając włosy do tyłu.
-No to ja z Dedią zostaje, a wy przyjdzcie jutro, zobaczycie broń nie z tych czasów. - powiedział z entuzjazmem Broodery.
-Prosze bardzo! Ależ mam kompana do kuźnictwa! - powiedziała krasnoludzica.
Wzrok Lauranina utkwiony był w ów zabrarykadowanych drzwiach.
-Co tam jest? - spytał.
-Nie chcesz wiedzieć, zaprawde, nie chcesz... - odrzekła Dedia. - Idz do króla, on ci powie.
-Dobra idzcie sobie, my mamy dużo roboty. - powiedział Brodek.
-Do zobaczenia. - rzekł Lauranin wychodząc.

Idąc brukowaną uliczką, drużyna pogrążona była w zadumie. Myśleli co dalej począć.
-Dobra, robimy tak. Ja i Gladiator idziemy znaleść coś na strawę, Lauranin, idz do króla, Tessi i dziewczyny idziecie znaleść nocleg. Widzimy się w karczmie, o ile tu taką mają. - powiedział Verfiu.
Rozeszli się bez słowa, każdy w zamierzonym kierunku.

Gdy Lauranin doszedł do pałacu, został zatrzymany przez straże.
-Bez przepustki nie wpuszcimy!
-Ja znam króla!
-A ja znam Shaddara! - krzyknął strażnik.
Zza progu wyszedł Zeth.
-Spokojnie panowie, znam tego elfa. Wejdz Lauraninie. - rzekł król.
Lauranin ruszył za nim. Po drodze widział posągi różnych elfów. Zaintrygował go wizerunek człowieka.
-Kto to jest? - spytał Zetha, wskazując na posąg.
-To twój ojciec Lauraninie, nie wiedziałeś o tym?
-Straciłem pamięc... - powiedział Lauranin znudzonym tonem.
Ruszyli dalej, mijali obrazy. Dzieła elfów zachwycały swoim blaskiem, ich twórczość była niezrównana. Pośród murów, w półmroku wyglądały jeszcze piękniej.
Król zaprowadził elfa do sali, w której stał stół pełen przepysznych potraw. Od Braverock'ich Pieczonych Przepiórek, aż po Maszkarelski Bigos. Na środku stoły stał świecznik ze świecami, które wydawały z siebie miłą woń. Po bokach komnaty widaniły pochodnie, dawały nikły blask na otoczenie.
-Siadaj Lauraninie! Pytaj o co chcesz i racz się potrawami. - powiedział miłym głosem Zeth.
Elf usiadł naprzeciw króla. Wziął do ręki widelec i raczył się Przepiórkami.
-Panie, kim był mój ojciec? - spytał Lauranin.
-Hmm... Drogi elfie... Twój ojciec był wielkim i wspaniałym wojownikiem. Był jedynym człowiekiem po Aarnumie, którego elfy darzyły wielkim szacunkiem. Zakochał się w twojej matce, której imienia nie pamiętam. Jak wiesz Lauraninie, elfy nie zabija czas. Zginął zanim się urodziłeś. Imie jego - Nieznajomy... Nikt nie wiedział jak się nazywał, walczył w bitwie na Mascarellskim Polu. Każdy elf wspomina go dobrze...
-Królu... Jeżeli za trzy dni jest bitwa, czy przekarzesz mi władze nad wojskiem?
-Jak śmiesz... Albo nie, wiedziałeś te drzwi u kowala? Te zabarykadowane? - spytał król.
-Tak. - odpowiedział elf. - Co tam jest, królu...?
-W naszym zamku był wampir, moja żona... ona została ukąszona... Te drzwi w kuźni to przejście do jej legowiska. Lodowe elfy mówią, iż wystarczy aby wyszła z tamtąd i dotknęła blasku słońca. - przekłknął kęs i mówił dalej. - Przekarze ci dowódctwo nad armią jeżeli odczarujesz ją.
Lauraninowi serce podskoczyło do gardał, więc miał walczyć z WAMPIREM.
-Zeth'cie podejme się tego! - powiedział i wstał. - Jutro spotkasz swoją żone.
Usiadł i zjadł troche Bigosu.
-Królu, jest jeszcze jedna sprawa. Czy my wygramy w tej wojnie? - spytał.
-Będziemy walczyć do ostatniego żołnierza. Najgorsze nie jest to, że oni mają przewagę liczebną... ludzie nie stanowią problemu. Nasi zwiadowcy zauważyli magów. A dobry mag, z potworem na smyczy jest wiekszym zagrorzeniem, niż tysiąc ludzi....
-No ale moja drużyna będzie walczyć, to już coś. - powiedział Lauranin siląc, aby jego głos zabrzmiał śmiesznie.
-No tak... Przy tobie czuje, że mamy szanse. - rzekł król.
Nastepne minuty minęły na jedzieniu i piciu.
-Dzięki ci o Panie, za tę gościne, udam się z moimi kompanami na spoczynek.
-Lauranin, nie zapomniałeś o czymś? - spytał Zeth.
-Ach tak... Wasza królewska mość. Możecie być o nią spokojni. - powiedział i oddalił się z zamku.


Zapadała noc, Tyr-Haddar zakrywała kurtyna ciemności. Gwiazdy widniały na niebie, a w powietrzu czuć było zapach palonych ziół. Lauranin poczuł się jak we śnie. Szedł piękną uliczką, na niej stali jego towarzysze. Podszedł do nich:
-...jest miejsce. - usłyszał znajomy głos Verfiu.
-Gdzie? - spytał Lauranin.
-Ach! Nie strasz nas elfie... mówie o Karczmie pod Martwym Polem. Tam nas przenocują, a ty idziesz z nami czy nie? - odrzekł mag.
-Nie, dziś mam prace... Będę walczył z wampirem. Idę po ekwipunek dla mnie, a wy udajcie się na spoczynek. Do zobaczenia. - powiedział.
-Do zobaczenia! - powiedział Gladiator i odgarnął włosy do tyłu.
Lauranin ruszył ciemną ścieżką do kowala. Woń przetapianej stalii i dym zza drzwi był widoczny juz z daleka. Odgłosy młota, śpiew koników polnych.
Elf zapukał.
-Kto tam? - spytał Brodek.
-A jak myślisz? - spytał Lauranin.
-Nie wiesz, że nie odpowiada się pytaniem na pytanie, Lauraninie? Wejdz. - odrzekł krasnolud.
Weszdł do środka. Zobaczył trud wielogodzinnej pracy obu niziołków Na stole leżał stos zbroii, mieczy, tarcz i jakieś dziwne użądzenie, którego nigdy nie widział.
-Witajcie, widzę żeście nie tracili czasu.
-Witaj, witaj, zobacz to twoje. - Dedia wskazała na złotą zbroje, miecz z diamentu i tarcze ze szczerego złota. Hełm ze stali, był pozłacany, wyżłobione na nim napisy głosiły ''Dziedzić Nieznajomego''. Mały sztylet z srebra widaniał obok tarczy, obok niego holewa. Wiązany kubrak z miękkiego materiału, zdobiony srebrem, był twardy jak stal, przy tym giętki. Dalej widniała złota linka, mówiono na nią ''Niezniszczalna.
-Skąd masz te materiały...? - spytał elf.
-Ano, w Tyr-Haddarze, wbrew pozorom jest wiele surowców, tylko was to nie ciekawi. Przymierz. - odrzekła.
Podszedł i założył kubrak, piękną zbroje, pasowała idealnie. Miecz schował do pochwy, która była przymocowana do pancerza. Podniósł tarcze. Była lżejsza, twardsza i solidniejsza od tej, którą miał. Hełm dopasował się do jego głowy odrazu. Poczuł ciepło wyścianego w środu zbroii ciepłego materiału. Przymocował linke i sztylet do specjalnej kieszonki. Ubrany w to, wyglądał jak prawdziwy dowódca armii.
-Dziękuje. Dziękuje wam, moi drodzy przyjaciele. Dedio, te zabarykadowane drzwi, musze tam zejść. Dostałem zlecenie od króla, mam uwolnić królową od klątwy... w zamian za to, dostane jego całą armie. - powiedział Lauranin, siadając na krzesło w pełnej zbroii, poczuł że jest elastyczniejsza niż myślał.
-Dobrze... juz się biore za przenoszenie tych mebli. - powiedział Broodery.
-Nie trzeba, chyba wiem jak to zrobic... - odrzekł elf.
Zszedł wąskimi schodami na dół. Wyciągnął miecz do góry i instynktownie narysował nim znak Pentagramu. Powietrze przeszył huk, do okoła wybuchło od drzazg, wejście stało otworem.
-Ee... Lauraninie... jak ty to zrobiłeś...? - spytał Brodek.
-Nie wiem, instynkt samozachowawczy?
-Ty i ta twoja gadka... potrzebna ci tam pomoc? - spytał znów Broodery.
-Musze iść sam... gdybym zginął... zabijcie królową, zanim ona zabije was... Zabarykaduj drzwi druchu. Żegnajcie.
I oddalił się w czeluść lochu.




-Ssss...sss.... czujecie ich? Czujecie, moi bracia? - syczał pająk wielkości człowieka.
-Taaak... Chodz do nas! Chodz! Świerze elfie mięssso! Ssss...ssssss... - zawtórzył mu drugi osobnik.
Lauranin posłyszał te dzwięki. Po cichu udawał się w miejsce ich spoczynku, nie zdając sobie sprawy z niebezpieczeństwa w jakim się znajduje.
Buty miał całkiem przemoczone, woda sięgała mu do kostek. W powietrzy unosił się zapach stęchlizny i odchodów.
-Sss..sss... Bliżej, bliżej! Jesteśmy tacy głodni! - krzyczały pająki.
Elf bacząc, aby nie wywołać jeszcze wiekszego zamieszania swoją obecnością szedł teraz tak cicho, że słyszał pluski wody skapującej z sufitu. Wyszedł zza rogu korytarza i spostrzegł czarnego, owłosionego pająka, który wyraźnie na niego czekał, gdyż utkał dla niego cudną sieć.
-Chodz. Ss.... Chodz!
-Jak sobie chcesz... - odpowiedział Lauranin.
Wyciągnął ręke przed siebie i w myślach wypowiedział zaklęcie Orbus. Z czubka jego ręki wystrzeliły iskry dotkliwie raniąc pająka i oślepiając go. Paląca jego sierść rozświetlała mroki lochu. Przeraźliwy pisk towarzyszył tym męką. Jeden cios mieczem położył pająka, odnóżami do góry.
Paląca się pajęczyna pokazała Lauraninowi co kryło się dalej - za zwłokami ''małego'' pająka stała jego matka. Wielka, niczym dom, jad sączący się z kłów, krwisto-czerwona skóra jej przypominała łuski smoka.
Elf uśmiechnął się do siebie i ruszył w jej kierunku.
-Śmiertelniku zawróććć! Nawet jeśli mnie pokonasz zginiesz dalej zabity przez wampira żyjącego w tych lochac!
-Zobaczymy.
Podniósł miecz do góry, klinga zalśniała w nikłym blasku płomieni. Pająk rzucił się na Lauranina. Udany blok mieczem elfa uratował mu życie. Znów zrobił gest ręką i wystrzeliły z niej iskry. Odskok do tyłu, cios mieczem, parada, skok w przód. Pająk miotając się wpadł na ściane, wbijając w nią swe kły. Lauranin wykorzystał ten moment i zadał cios w kokon. Trystnęło pajęczyną, jadem i krwią pająka. Pająk z głuchym łoskotem uderzył o płytką tafle wody, piszcząc i miotając się zdechł. Elf przeciągnął się i ruszył dalej.
Nadzieją wypełniło się jego serce, gdy ujrzał światło w korytarzy. Szedł w jego strone i nagle spostrzegł szczątki elfów, ludzi i krasnoludów. Wszystko było w ubrane w pajęczyne. Przeszedł obok tego i wyszedł zza zakrętu.
Jego oczom ukazał się hol pełen pochodni, woda na podłodze byłą mętna i gęsta. Pełno w niej było krwi i pleśni. Poruszając się w głąb korytarza spostrzegł wolno poruszające się cienie, mówiące zaklęcie:
-Jej serce doda mi sił! Jej dusza wzmocni mnie! Przeniknijcie mnie! Ogień zapłonie w mych dłoniach! Słodka krwi, uczyń mnie ziwnną! - krzyczał cień, ze sztyletem w ręce.
Elf szedł w strone dzwięków. Gdy usłyszał pisk kobiety ruszył biegiem i nagle ofiara przestała krzyczeć, w zamian tego posłyszał odgłos sztyletu przecinającego ciało. Cień odwrócił się w jego strone. Pochodnie zgasły. W mroku błyszczały tylko jego oczy. Oprócz jego kroków słyszał też inne, przyspieszył biegu. Tarcze schował na plecy, miecz chwycił obórącz i stanął. Czekał. Kroki przyspieszyły, słyszał szepty:
-Zabije cie!
-Nie zasługujesz na życie!
-Jesteś niczym!
''Cień'' był coraz bliżej. Gdy nagle coś przewróciło Lauranina. Wpadł twarzą w wode i odrazu się podniósł. Oparł się o ściane i ponownie wyciągnał miecz przed siebie. Tym razem był szybszy - cień, króry przebiegł przed nim nie uniknął szybkiego, jak błyskawica, ciosu ostrza Lauranina. Sykło z bólu i ruszyło dalej - elf za nim. Biegł, pełen wściekłości, lecz nie mógł jej zabić. Wiedział, że to ta wampirzyca. Zdał sobie z tego sprawde dopiero, gdy wszedł do wielkiego pomieszczenia, oświetlonego blaskiem ognia z wielu palenisk. Wszędzie było pełno krwi, zwłok i szczątków. Na ścianie siedziałą ów wampirzyca. Syczała do niego z nienawiścią.
-Będziemy walczyć, czy zobaczymy wschód słońca? - spytał ją Lauranin.
-Lauranin, ostatni żyjący leśny elf. Chętnie zatopie me kły w twojej szyji. Elficka krew... tak smaczna, ale leśnych elfów jeszcze nie próbowałam. Może być smaaaacznie!
I rzuciła się na elfa z góry, lecz upadła na ziemie, gdyż Lauranin był szybszy. Kolejny odskok, tym razem w lewo. Cięcie, uskok, parada, cięcie. Elf biegł po ścianie, odbił się od niej i wylądował na drugiej, odrazu odbijając się od niej w strone wampirzycy. Zadał cios w locie i trafił w udo.
Przeraźliwy krzyk wydobył się z ust królowej. W oczach zapłonęła nienawiść, w sercu pojawiła się waleczność. Rzuciła się na niego, jak orzeł spada na gołębia. Trafiła w kark, z niego trysła krew. Lauranin wiedział jedno - zaraz zemdleje, z braku krwi, musi się z tąd wydostać. Nie czując bólu, walczył dalej. Wymieniali między sobą serie ciosów, wampir zamachnął się mocno, trafił w miecz elfa, wytrącając mu go z rąk.
Lauranin pochwycił za sztylet u swego boku. Rzucił w wampira z zawrotną prędkością tarczą. Trafiła w rzebra. Królowa trzasnęłą o ziemie z głuchym hukiem. Krew sączyła się z karku elfa, walczył z sennością.
Podbiegł do wampira, wziął złotą linke i związał jej ręce i nogi. Sztylet schował do holewy.
Podniósł nieprzytomną wampirzyce i szedł w strone wyjścia. Znajome, mokre korytarze znów powitały go odorem niczystym. Szedł w całkowitej ciszy, tylko jego kroki po wodzie dawały znak życia w tych lochach do czasu...
-Słyszałem to tutaj! - mówił głos ludzki, wyraźnie zniekształcony od alkoholu i życia.
-We łbie ci się pokręciło? Ty słyszysz ciągle jakieś głosy! Potem wychodzimy z tąd cali mokrzy i brudni... - odpowiedział ten sam głos.
Lauranin ździwił się słysząc ten sam głos odpowiadający sobie, niosąc wampirzyce, krew skapywała mu po ramionach, starał nie robić za dużego hałasu.
-Idziemy! - oznajmił znów głos.
-W prawo czy w lewo? - odpowiedział mu ten sam.
-W prawo.
Tego obawiał się elf, w prawo to znaczy do niego... Słyszał coraz wyraźniejsze kroki, kroki jednego człowieka. Wyszedł na krzyżowanie się korytarzy. Jego oczom ukazał się brudny człowiek z przepaską na biodrach. Oczy podbite, sine. Cuchnęło od niego alkoholem.
-To on? - mówił - Jego widziałeś?
-Tak to ten. - odpowiedział sam do siebie.
-Yy... przepraszam, czy ty się dobrze czujesz? - spytał Lauranin.
-Tak, ja tak.
-Ale ja nie, coś niestrawnego zjadłem.
-Aaa.... Ja ide, jak widziecie - przerwał i zastanawiał się czy dobrze mówi - ja krwawie.
-Pojdziemy z tobą.
-A róbcie sobie co chcecie. - odpowiedział elf i przyspieszył kroku z wampirem na rękach.




Nadchodził świt, słońce wychylało się zza horyzontu. Elf wszedł do wejscia na schodki do kuźni. Były zabarykadowane. Narysował pantagram i meble roztrząsły sie na drzazgi. Uradowany człowiek wybiegł pierwszy. Lauranin wyszedł, nie patrząc nawet na Brodka i Dedię. Wyszedł na słońce. Królowa na jego rękach, dotknąwszy słońca, zmieniła się w człowieka. Elf puścił ją na ziemie, sam upadając.
Z kuźni wybiegł Broodery i Dedia.
-Nic ci nie jest? - spytał krasnolud.
-N-nie... Królowa... bezpieczna... powiedzcie... królowi... zawołajcie Verfiu.
-Dedi leć po niego!
-Powiedzcie Zethowi, że odzyskał swoją miłość.
Przybiegł Mag.
-Lauraninie? Coś ty zrobił...? - spytał przerażony.
-Nie chcesz wiedzieć...


No... chyba najdłuższe opowiadanie. Dłuuugo się pisało, najtrudniej opisy jednak :D . Dobra nie będę nawijał tylko czytajcie.
Opowiadnie dedykuje Efce, za jej miłość :)
_____________________________________________________________________
Nigdy nie zapomnij, skąd pochodzisz, bo zapomnisz, gdzie już byłeś.
[img]http://miniprofile.x...sznka.png[/img]
[img]http://img266.imageshack.us/img266/9518/sznka.png[/img]
[img]http://www.ubar.pl/img_1171_normal.gif[/img]
[img]http://www.ubar.pl/img_14651_normal.gif[/img]
Najlepsza Leśna Elfka w Tabeli
Triumph or Agony - Top 5 HC ladder

Szukam hostera na S:UW - kontakt w profilu
Ostatnio zmieniony przez Alcalata 2008-05-13, 22:13, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Wampir 
Poleje się krew...



Wersja gry S1: UW: 2.28
Wersja gry S2: 2.43
Platforma S2: PC
Wersja gry S3: Nie mam gry
Wiek: 21
Dołączył: 18 Mar 2008
Posty: 567
Skąd: Wojcieszów
Wysłany: 2008-05-15, 07:39     

Alcalata napisał/a:
Lauranin wyciągnął miecz, podszedł do niego, przyłożył klinge do jego gardła

A ten król nie miał żadnej straży i Lauranin poprostu zaatakował tego Wysokiego Elfa ?

A tak ogólnie to podobało mi się :) Czekam na VIII część
 
     
cole458 
fix you



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: Nie mam gry
Dołączył: 23 Maj 2008
Posty: 2
Skąd: Bydgoszcz
  Wysłany: 2008-05-24, 11:23   O opowiadaniu  

Po pierwsze:Super opowiadanie
Po drugie:czekam na następna czesc
Po trzecie:to jest najlepsze opowiadanie z wszystkich jakie czytałem na tym forum :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo: :brawo:
 
     
cole458 
fix you



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: Nie mam gry
Dołączył: 23 Maj 2008
Posty: 2
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2008-05-24, 14:19     

Wiem ze miało byc ostatnie ale z tej koncuwki nic nie wynika
 
     
Wampir 
Poleje się krew...



Wersja gry S1: UW: 2.28
Wersja gry S2: 2.43
Platforma S2: PC
Wersja gry S3: Nie mam gry
Wiek: 21
Dołączył: 18 Mar 2008
Posty: 567
Skąd: Wojcieszów
Wysłany: 2008-05-26, 17:10     

Miało być ostatnie? A gdzie opis tej bitwy. Kończy się na uratowaniu żony króla, więc jak sądze Lauraninowi zostanie przydzielona armia. Musi być przynajmniej jeszcze jedna część o tej bitwie.
Ostatnio zmieniony przez Wampir 2008-05-26, 17:11, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Alcalata 
Death and Glory



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Klan S1: Freedom
Wersja gry S2: Nie mam gry
Klan S2: Freedom
Wiek: 22
Dołączył: 18 Mar 2008
Posty: 172
Skąd: Ancaria
Wysłany: 2008-10-19, 22:57     

Dobra to ja włoże do mikrofalówki ten temat. Nie zauważyłem tych postów, wiec odpisze teraz.
Kolejne opowiadania pojawią się zapewne niedługo. Nie pisałem nic więcej, bo poprawiałem stare i mam teraz troche roboty w klanie, no i szkoł*
Nie marnowałem czasu i pisałem też inne opowiadania, ale planuje połączyć je w jakby jakiś taki... no taką spójnie.
Dziś, ew. jutro pojawi się całkiem nowa seria opowiadań, ale tym razem dam je w jednym temacie.
W od jutra począwszy zaczne dokańczać VIII część, więc spodziewajcie się jej niedługo.

Pozdrawiam.

P.S. Na bitwie się nie skończy, planuje zrobić opowiadania do dziesiątki.
_____________________________________________________________________
Nigdy nie zapomnij, skąd pochodzisz, bo zapomnisz, gdzie już byłeś.
[img]http://miniprofile.x...sznka.png[/img]
[img]http://img266.imageshack.us/img266/9518/sznka.png[/img]
[img]http://www.ubar.pl/img_1171_normal.gif[/img]
[img]http://www.ubar.pl/img_14651_normal.gif[/img]
Najlepsza Leśna Elfka w Tabeli
Triumph or Agony - Top 5 HC ladder

Szukam hostera na S:UW - kontakt w profilu
Ostatnio zmieniony przez Alcalata 2008-10-19, 22:59, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Wampir 
Poleje się krew...



Wersja gry S1: UW: 2.28
Wersja gry S2: 2.43
Platforma S2: PC
Wersja gry S3: Nie mam gry
Wiek: 21
Dołączył: 18 Mar 2008
Posty: 567
Skąd: Wojcieszów
Wysłany: 2008-10-19, 23:10     

Suuuper! Czekam z wielką nie cierpliwością!
Alcalata napisał/a:
planuje zrobić opowiadania do dziesiątki
Nie zakładaj od razu ile zrobisz części opowieści, a nóż będziesz mieć wenę na więcej, na co liczę. Moim zdaniem jest to jedno z najlepszych opowiadań na tym forum. Już nie mogę się doczekać jak napiszesz po raz ósmy:
"...i Shaddar poznał swego wroga, a wielki był gniew jego...". :D
Ostatnio zmieniony przez Wampir 2008-10-19, 23:10, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Alcalata 
Death and Glory



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Klan S1: Freedom
Wersja gry S2: Nie mam gry
Klan S2: Freedom
Wiek: 22
Dołączył: 18 Mar 2008
Posty: 172
Skąd: Ancaria
Wysłany: 2008-10-19, 23:14     

Miło mi, że doceniasz to co pisze :)
Co do tego zakładania, to same opisy zajmują niesamowicie dużo czasu. Jeszcze nie zaczęłem opisu bitwy, a to będzie wyzwanie dla mnie.
Jak już powiedziałem, chce spoic ze sobą te moje opowiadania, tzn. Srebrna Krew będzie miała dużo wspólnego z Śmierć to dopiero początek. Zapraszam do czytania :)
_____________________________________________________________________
Nigdy nie zapomnij, skąd pochodzisz, bo zapomnisz, gdzie już byłeś.
[img]http://miniprofile.x...sznka.png[/img]
[img]http://img266.imageshack.us/img266/9518/sznka.png[/img]
[img]http://www.ubar.pl/img_1171_normal.gif[/img]
[img]http://www.ubar.pl/img_14651_normal.gif[/img]
Najlepsza Leśna Elfka w Tabeli
Triumph or Agony - Top 5 HC ladder

Szukam hostera na S:UW - kontakt w profilu
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Możesz zmieniać swoje posty
Nie możesz usuwać swoich postów
Możesz głosować w ankietach
Możesz załączać pliki na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Powiadom znajomego o tym temacie
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Śledź odpowiedzi w tym temacie
Oznacz temat jako nieczytany

Skocz do:  
Szybka odpowiedź


Wygaśnie za Dni
 
 
 
 
 
 
Opcje
Dodaj podpis (może być zmieniony w profilu)
Powiadom mnie gdy ktoś odpowie
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,44 sekundy. Zapytań do SQL: 12