Alcalata
Death and Glory


Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Klan S1: Freedom
Wersja gry S2: Nie mam gry
Klan S2: Freedom
Wiek: 22 Dołączył: 18 Mar 2008 Posty: 172 Skąd: Ancaria
|
Wysłany: 2008-03-30, 10:37 Śmierć to dopiero początek część IV
|

|
|
...i Shaddar poznał swego wroga, a wielki był gniew jego...
-...po co miałbym tu chować jakiegoś elfa?
-My nie wiemy, panie my dostalim rozkaz od komendanta. - rzekł mężczyzna wieśniacką gwarą.
-Czy macię pozwolenie na piśmie, dziesiętniku? - spytał starzec.
-Co...? Yy... Komendant powiedział: ,,Przyprowadzcie mi elfa, a obsypie złotem''. To ja, żem, pomyślał, że i tu sprawdze. - odrzekł lekcewarząco wojskowy.
-Pytam się o pozwolenie. POZWOLENIE, na przeszukanie domu. - rozgniewał się.
-Mam. - po tych słowach gwardzista wymierzył cios w korpus starca.
Starzec wydał z siebie zduszony okrzyk. Po czym potoczył się po ziemi, udając nieprzytomnego.
Żołnierz wszedł do małego domu, rozjerzał się i zobaczył śpiącego elfa. Wyciągnął miecz, powoli zbliżał się do niego.
Starzec wykonał gest ręką i wnet, z ziemi, wyrosły pnącza oplatając dziesiętnika.
-Posłuchaj mnie. - rzekł starzec, podnosząc się i ocierając pot z czoła - Jeżeli jeszcze raz komendant przyprowadzi tu wojskowych, poznacie mój gniew. - żołnierz miotał się jak szalony, pnącza odsłoniły mu usta.
-Czy mnie rozumiesz? - spytał.
-Ta... Tak... jest, panie - wyjąkał z przestrachem.
Pnącza opadły i żołnierz uciekł. Elf obudził się.
-Jak minęła noc? - spytał druid.
-Nadwyraz dobrze. - odrzekł i ciągnął dalej - co to za hałasy?
-N-nic... - skłamał starzec.
-Nie musisz tego ukrywać, wszystko widziałem. Śniło mi się to. - oznajmił.
-Muszę stąd uciekać. - rzekł elf.
-Nigdzie się stąd nie ruszysz!
-Ale ja...
-NIE!
-Dobrze, dobrze. Nie chcę cię wystawiac na niebezpieczeństwo, Sevisie. - odparł spokojnie elf.
-Lauraninie i tak przyjdą. Ty musisz wypocząc. Może odpakuj ten zwitek pergaminu? - pokazał mu małą paczuszke z wybrzuszeniem na środku.
Lauranin otworzył ją. W środku był mały kamyczek z wyrzeźbionymi runami. Dotknął go. Był ciepły, nadwyraz ciepły, lecz Lauranin nic nie poczuł.
-Pokarz to. - rzekł druid.
Lauranin dał mu kamyk na rękę. Starzec krzyknął poparzony.
-AAAgh! Jakie to chlolerstwo gorące! - zaklął Sevis.
Lauranin znowu dotknął tego. Potarł i kamień znikł. Lauranin zastanaiwał się nad tym przez dłuższą chwile.
-Co jest? - spytał druid, pocierając ręke w miejscu poparzenia.
-Nie mam pojęcia. - odparł Lauranin.
-A z resztą nieważne. Trzeba sie przygotować do niezłej bitwy, oni nie będą czekac. - oznajmił starzec.
-Czy możesz mi powiedzieć co tu się dzieje? - spytał z wyrzutem Lauranin.
-Ano, to było tak: Elfy walczyły między sobą, zabijały się wzajemnie. Korona nie gapiła sie na tę wojne bez zainteresowania. Wysłała więc legiony ludzi, a jak wiesz ludzie nie są tacy słabi... Wasze osłabione komanda bez dowódcy... To była rzeź - kobiety i dzieci... Teraz tereny Tyr-Haddaru są okupywane przez Króla Valora II, całe bataliony ludzi. Jedynie lodowe i mroczne elfy, pozostawiły ostatni bastion obrony przed ludzmi.
I wreszcie nastał ten moment, zjednoczenie wszystkich elfów... - przerwał, westchnął i kontynułował - Za chwilę tu będzie cały garnizon Sleter's Grave. No nic, czeka nas niezła bitwa. - skończył Sevis i usiadł na krześle.
Lauraninowi zakręciło się w głowie, tyle informacji, to zmienia wszystko w co dotychczas wierzył... Wiedział jedno: MUSI WALCZYĆ O ELFY...
-Aha i jeszcze jedno - dodał starzec paląc fajke - jesteś chyba ostatni ze swego gatunku.
-Co?!
-No plotki głoszą, że gdzieś w Zhurag-Nar jest jeszcze jakaś elfka. - rzekł Sevis i wrócił do palenia fajki.
-No pięknie, pięknie, nie było mnie 6 lat i takie rzeczy sie dzieją. - rzekł z nienawiścią w głosie elf i mówił dalej - Będziemy się tutaj bronić?
-No a gdzie? - spytał Sevis.
Lauranin nie odpowiedział. Wziął miecz, wsadził do pochwy, ubrał zbroje, zasznurował ją na ostatni szew, po czym to samo zrobił z karwaszami, nagolennikami i na końcu założył hełm.
-Lauraninie, ty ciągle masz ten staroć?
-Jaki staroć?
-No ten miecz. Twój ojciec kazał ci to dać. - powiedział skromnie i wręczył mu pakunek.
Elf otworzył go. Był w nim miecz, klinga lśniała błękitem.
-Łap to. - zrzucił z szafy kolejny pakunek.
Znowu go otworzył i ku jego ździwieniu była w nim bardzo lekka, lecz całkiem metalowa tarcza, była złota.
-Ależ... elfy nie noszą tarcz... - rzekł Lauranin.
-No tak, lecz twój ojciec był wyjątkowy. - odpowiedział krótko Sevis.
Następne dwie godziny spędzili na przygotowaniach do walki. Sevis wyczarował mur niewidzialny, chroniący przed strzałami z daleka.
-Nadchodzą! - krzyknął druid.
Było ich koło dziesięciuset.
-Jak ludzie mogli się tak rozmnożyć? - spytał elf.
-A bo ja wiem. - odpowiedział raźnie Sevis.
Wyszli z domu. Zostali obrzuceni wyzwiskami i zaczepkami od wrogów. Sevis szepnął:
-Zabiją nas.
-Zobaczymy.
Przyjrzał sie im elf i przemówił:
-Macie dwa wybory: Pierwszy - odejdziecie stąd i zostawicie nas w spokoju, Drugi - poczekacie, aż odejde i zabijecie Sevisa i będziecie gonić mnie. Wybór należy do was.
Został przez nich wyśmiany, z szeregu wystąpił kapitan Sharuki i krzyknął do niego:
-Ej, ty! Elfi psie! Myślisz, że możesz nam coś zrobić? Ty i ten głupi starzec? Spójrz - pokazał na legion - nie macie szans. - po czym zaśmiał się głośno.
-Zobaczymy. - odpowiedział króto Lauranin i mówił dalej - To wasz wybór - jeżeli chcecie zginąć wasza decyzja. - nie wiedząc co mówi pomyślał ,,Jak z nimi walczyć?!''
-Hahahaha! Nakarmie tobą wargów. - zakpił z niego kapitan.
Elf podszedł do niego i zdjął miecz z pleców, wycelował nim w jego serce.
-Spróbuj knypku, a uprzyjemnisz mi dzień. - warknął do niego.
-Dalej ludzie, w kupie nas nie ruszą! - krzyknął kapitan ze strachem w głosie.
I zaczęła się bitwa. Sevis wykonał skąplikowany gest dłonią i oto z ziemi wyrosły pnącza raniące przeciwników.
Lauranin odskoczył podbiegł do druida, pochwycił tarcze i ku jego ździwieniu, bełty przełamały ochronną barierę stworzoną przez druida.
-Będę twoją tarczą! - krzyknął Lauranin podnosząc tarcze i parując nadlatujące bełty.
Inni żołnierze nie byli dłużni, biegli do niego z mieczem, lub toporem. Elf rzucił się na nich. Błysk ostrza, krzyk żołnierza. Lauranin pomyślał ,,Jeszcze tylko 999''.
Do Sevisa zblirzali się wrogowie, cofał się przed nimi. Lauranin w mgnieniu oka, ku swojemu ździwieniu, był przy nim broniąc go.
Bełt przeszył powietrze, ugodził elfa w ręke. Z wściekłością podniósł nieświadomie, dłoń, wykonał jakiś gest, którego sam nie rozumiał i wnet z jego ręki wystrzeliło światło raniące wroga, który zadał mu cios.
-Co to było? - spytał Sevis, odganiając się kosturem.
-Nie... mam... pojęcia... samo.... się... zrobiło... - krzyczał elf uderzając wrogów.
Bełt widniał w jego przedramieniu, sączyła się stamtąd krew.
Znów jęki i zapach krwi, błysk ostrza, szczęk rozbijanego o tarcze miecza. Bełty przeszywają niebo...
-He, he, he! Złap to! - krzyknął dowódca łuczników.
Napiął cięciwe i wypuścił strzałę z donąśnym brzdękiem. Strzała szybowała, ze świstem, ostry grot lśnił w blasku słońca...
Donośny jęk przeszył powietrze.
-SEVIS! - krzyknął z rozpaczą Lauranin.
Sevis upadł na kolana, okrążył mętnym wzrokiem pole bitwy.
-Tyle śmierci, co może człowiek przeciwko takiej nienawiści? - rzekł ochrypłym tonem, tonem konającego.
U jego stóp leżało z 300 wojowników. Lauranin rzucił się do niego z zawrotną szybkością pokonując wrogów.
Druid upadł na ziemię.
-NIEEEEE!!!! - krzyknął Lauranin, drugi bełt ugodził go w tę samą ręke.
-Sevisie, wybacz mi, wybacz to przeze mnie! - płakał, łkał Lauranin.
-AAAAGGHH! - rzucił się na nich.
Jego ręka znów sama zrobiła znak, którego nie rozumiał. Ku elfowi biegli wrogowie. Bełt ugodził go w nogę, w udo. Trzy cięcia, czterech wrogów leżało. Biegł ku kuszniką broniąc sie przed bełtami tarczą.
Gwałtowny uskok w lewo, skok naprzód, w prawo, mijając żołnierzy. Znalazł się przy ostrzeliwujących. Krwawa rzeź, rzeź grzeszników. Jeki, krzyki, smak krwi w ustach.
Obejrzał się za siebie biegli, ku niemu, wrogowie, podnosili juz miecze chcieli zadać cios, przed sobą to samo. Uskok w lewo i wycięli sie wzajemnie. Pozostała przy życiu garstka żołnierzy uciekła z pola bitwy.
Lauranin podbiegł do martwego ciała Sevisa.
-Wybacz mi bracie! Wybacz nie zasługuje aby żyć. - krzyczł przez łzy Lauranin.
-Bogowie jeżeli zamierzacie ze mnie kpić, zabijcie mnie! - krzyczał patrząc w niebo.
Zaczął padać deszcz i błyskawice. Lauranin zabrał martwe ciało Sevisa do domu.
Obok domu rosło drzwo, dąb, płacząc i łkając kopał grób gołymi rękami.
-Bogowie mogliście zabrac mnie a nie jego! - krzyczał w rozpaczy...
Ułożył martwe ciało Sevisa w grobie. Zaczął zasypywać grób ziemią. Wbił jego laske druida w grób. Postawił kamień, na którym wyrył własnymi rękami napis:
Tu spoczywa Sevis. Najwyższy z druidów. Człowiek, który oddał życie za ostatniego elfa...
Ciągle płacząc, elf wyjął sobie beły z ramienia i uda. Zatamował krwawienie, zabrał z domu Sevisa to co było niezbędne i ruszył dalej, wspominając swojego jedynego przyjaciela...
Tę opowieść dedykuje mojemu najlepszemu przyjacielowi Davidowi.
Mam nadzieje, że was nie rozczarowałem. Licze na KAŻDĄ KRYTYKE.
Przekleństw juz nie ma |
|