logo



FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
ProfilProfil  Nie masz wiadomościNie masz wiadomości  Wyloguj [ Arch ]Wyloguj [ Arch ]

Poprzedni temat «» Następny temat
Moje kolejne opowiadanie    Ignoruj ten temat
Autor Wiadomość
Peace 
Pacyfista



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: 2.43
Wersja gry S3: FE
Wiek: 21
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 92
Skąd: Pleszew
Wysłany: 2008-03-26, 19:55   Moje kolejne opowiadanie  

a tak z nudów pisałem opowiadanie kiedyś ^^ to czemu by tu nie zamiescic?

Dawno temu żył jeden krasnolud, który nazywał się Yend. Wywodził się z krasnoludzkiej rodziny i stąd jego dziwne imię, które odziedziczył po pra pra pra wujku. Uważali go trochę za dziwaka, i chyba nim był, bo kto by nosił przez cały dzień pełną zbroję i wielki topór? Yend mieszkał w drewnianej chacie, w obszarze wieśniaków i wsi, pracował jako pomocnik rolnika, ale zawsze marzył, aby zostać wojownikiem. Yend miał siostrę – Leneye, która była elfem. Pewnie myślicie skąd się wziął elf w krasnoludzkiej rodzinie? Otóż Leneya nie była rodzoną siostrą Yenda. Była sierotą przygarniętą przez jego rodziców. Leneya nigdy nie chciała walczyć – była bardzo pomysłowa i wymyślała dużo przydatnych rzeczy. Yendowi nie podobało się to, że w wielkiej krasnoludzkiej rodzinie znalazł się elf, i sądził, że to zbezcześciło całą rodzinę. Yend nie lubił swojej siostry, chodź Leneya nie była do niego źle nastawiona. Ich rodzice już nie żyli, a Yend chętnie wyrzuciłby Leneye z domu, ale rodzice przed śmiercią zabronili mu tego surowo. Byli póki co zmuszeni mieszkać ze sobą.
„Krrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr” zabrzmiał budzik z dwóch kamieni zrobiony przez Leneye na urodziny dla Yenda. Krasnolud przetarł oczy i podnosił się powoli.
- Dalej Yend, musisz iść do pracy – zawołała z kuchni Leneya.
Yend wstał, założył ubrania, zbroje i swój topór na plecy, a następnie poszedł do kuchni na śniadanie przygotowane przez Leneye. Ospały krasnolud wziął do ręki chleb z astrolisem, czyli owocem podobnym do pomidora, tyle, że żółtym i bardziej kulistym. Pocięty astrolis był doskonałym dodatkiem do chleba. Yend zjadł posiłek bez słowa i oddalił się w stronę drzwi.
- Do zobaczenia Yend- Leneya pożegnała krasnoluda.
Ale on nic nie odpowiedział, jakby był zły na siostrę, że musi wstać do pracy. Po paru chwilach był już na farmie u Rona, swojego pracodawcy.
- Dalej Yend, ruszaj się mamy kupe roboty!- krzyczał na krasnoluda farmer.
Gdy Yend podszedł, Ron zaczął mu mówić, co ma zrobić:
- Najpierw umyj świnie. Muszą być różowiutkie!!! Potem umyj jeszcze krowy, kury i kozy. Potem je wszystkie nakarm. Następnie rozrzucisz gnój na polu, i zasadzisz parę nowych krzewów astrolisu. Po tym wszystkim możesz wrócić do domu.
Yend przyzwyczajony do ciężkiej pracy, pokornie poszedł wykonać obowiązki, które kazał mu wypełnić Ron. W tym czasie Leneya, przygotowywała szafę na bronie dla Yenda, z przegrodami na topory, miecze, tarcze, młoty, i poszczególne części zbroi. Elfka była całkowicie pochłonięta pracą, i nawet nie zauważyła, jak do domu ktoś po cichu wszedł. Postać wyciągnęła sztylet i skradała się do Leney. Przybysz chwycił Leneye i jedną ręką trzymał jej usta, aby nie mogła krzyczeć, a w drugiej mial sztylet, który przykładał jej do gardła. Elfka próbowała się szarpać, lecz bez skutku- napastnik był silniejszy od niej.
- Nie szarp się i bądź grzeczna to nic Ci się nie stanie.- szepnęła do niej tajemnicza postać.
Po głosie słychać było, że to mężczyzna. Leneya była bez szans, więc postanowiła się poddać i współpracować z bandytą. Ten przyłożył jej coś do twarzy, i tutaj Leneya mdleje, a jej pamięć się urywa… Yend był już strasznie zmęczony, i sadził właśnie astrolis. Kopał małe dołki, wrzucał tam parę nasion, a następnie zakopywał. Po paru chwilach skończył. Poszedł bardzo zmęczony (tym bardzej że przez cały czas nosił na sobie zbroję i topór) do Rona, i powiedział że skończył.
- Dobrze się dzisiaj spisałeś- pochwalił Yenda Ron – masz twoją zapłatę.
Farmer dał Yendowi 2 woreczki złota. „Taka robota za psie pieniądze…”- pomyślał krasnolud i poszedł do domu. Było już późne południe. Gdy Yend wszedł do domu zdziwił się. Nie dlatego, że nie było Leney, tylko dlatego, że nie było obiadu który ona zawsze przygotowywała. Oburzony krasnolud poszedł szukać siostry, aby na nią nakrzyczeć, więc od razu skierował się do jej warsztatu. Lecz zastał tam tylko niedokończoną szafę na broń. Yend szukał Leney po całym domu, ale jej nie znalazł. „Pewnie gdzieś polazła…”- pomyślał. Poszedł na ogródek, nazrywał trochę astrolisu i zjadł na obiad. Potem poszedł się umyć. To jedyny oprócz spania moment, w którym zdejmuje on zbroje. Potem położył się na kanapie i marzył o schabie z dwustu świń. Zrobiło się już późno, więc Yend postanowił się położyć. Zasnął, nie myśląc o braku siostry, tylko o gigantycznym schabie…

teraz czas na część drugą ;)

Yend nie spał spokojnie. Rzecz jasna nie chodziło o to, że myślał o siostrze, co się z nią stało, czy jest cała i zdrowa. Najpierw sen był beztroski, krasnolud zjadał gigantyczny (prawie większego niż jego dom) schab. Lecz nagle pojawiła się zamaskowana postać, i nie wiem jakim sposobem, wcisnęła go całego do worka i uciekła. Dla Yenda był to niemały horror. Obudził się w nocy zlany potem. Cały się trząsł ze strachu, i uspokoił się dopiero wtedy, gdy uświadomił sobie że to tylko sen. Poszedł do kuchni po szklankę wody. Krasnoludy bardzo intensywnie się pocą, tym bardziej przy wysiłku lub gdy się boją. Dla Yenda ten sen był piekłem, toteż był cały mokry. Dlatego też, schodząc po schodach, poślizgnął się na drugim stopniu i najpierw zrobił fikołka, z hukiem uderzył o schody, i ześlizgnął się na sam dół uderzając o stopnie głową. Yend leżał obolały na dole i wpatrywał się chwile w sufit. Było na nim dziwne wbicie. Ale krasnolud się nad tym nie zastanawiał i wstał powoli. Yend nie był zbyt inteligentny. Toteż nawet mu na myśl nie przyszło, że ślad w suficie może mieć jakiś związek ze zniknięciem Leney Tym bardziej, że siostra była ostatnią rzeczą o której myślał krasnolud. Yend poszedł do kuchni i zaczął szperać po szafkach. Lecz nie mógł znaleźć wody. Już miał ochotę krzyknąć „Leneya, gdzie jest ta cholerna woda?!?!” gdy nagle sobie przypomniał że Elfki nie ma. „Jak wróci to ja jej już pokaże…” pomyślał przeszukując kuchnie. Nic nie znalazł. Poszedł szukać do warsztatu. Gdy przeszukiwał warsztat natknął się na kartkę leżącą na półce razem z narzędziami. Yend wziął ją z zaciekawieniem i zaczął czytać:

Mamy Leneye. Jeśli chcesz zobaczyć swoją siostrę, przynieś to co najcenniejszego posiadasz.

Krasnolud gdy skończył czytać roześmiał się głośno i tarzał po podłodze ze śmiechu. Yend cieszył się że nie zobaczy nigdy więcej swojej siostry, i bardzo bawiła go myśl, iż Ci którzy porwali Leneye oczekiwali że dostaną coś cennego w zamian za jego siostre. Yend kartkę zostawił na podłodze, i kompletnie zapomniał o wodzie po którą przyszedł, bo był zbyt podniecony tym, że Leney już nie ma. Pomaszerował uśmiechnięty do łóżka, położył się i lada chwila zasnął. Jego sny nie były tak wesołe jak chwila, z którą zasypiał. Śnił mu się nóż, właściwie kozik. Leżał on na środku lochu, padał na niego strumień światła, tak że nic innego nie było widać. Yend podchodzi z zaciekawieniem i wtedy coś go od tyłu uderza. Krasnolud kończy na podłodze. Podnosi wzrok, noża już nie ma. Potem tylko czuje jak ktoś wbiła nóż w jego plecy, i nagle donośny dźwięk „Krrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr”.
To już nie jest część jego snu. To budzik dzwoni gdy Yend już się obudził. Krasnolud obudził się strasznie niewyspany, wszystko go bolało. Nie miał ochoty ruszać się z miejsca, więc wyobraźcie sobie jak zmotywowała go myśl o ciężkiej pracy w pełnej zbroi z wyposażeniem. Mimo to Yend wstał powoli z łóżka, strasznie zaspały, i zaczął zakładać zbroje. Uważał, że gdyby pokazał się bez zbroi, naruszyło by to jego dumę. Ledwo miał siłę zejść na dół, usiadł do stołu i myślał że zastanie tam pyszne śniadanie. A tam nic. Pustka taka sama jaką zostawił Yend wieczorem. Wtedy odczuł po raz pierwszy brak Leney. „Trudno pójdę bez śniadania…”- pomyślał. Ale jego pomysł nie wypalił. Ledwo oddalił się od domu, i już zemdlał. Nie miał żadnych snów, ani szczęśliwych (o wielkim schabie) ani nieszczęśliwych (o kradzieży wielkiego schabu). Wydawało mu się że nie minął żaden odcinek czasu, kiedy się obudził. Zadawał sobie tylko pytanie jakim sposobem znalazł się u sąsiada. Nie był już tak bardzo ospały jak rano, ale wypoczęty też nie był. Yend zerwał się na równe nogi, i gdyby nie bystry wzrok sąsiada wyszedł by niezauważony.
- A dokąd Ci tak spieszno?- zapytał obojętnym tonem sąsiad.
- Przepraszam, jestem w lekkim szoku… Co się w ogóle stało?
- A więc powiem to co ja widziałem. Wyszedłem na podwórze, aby odpocząć chwilę, i widzę Rona, idzie wściekły z dziabką. Potem zauważyłem leżącego Ciebie, i zorientowałem się że Ron idzie w twoim kierunku. Przestraszyłem się trochę, ale wydało mi się nieprawdopodobne aby on chciał Cię zabić. Jednak on miał jak najbardziej taki zamiar. Byłem tego pewien kiedy zadał Ci pierwszy cios. Gdyby nie ta zbroja cienko by z Tobą było…
Yend dopiero teraz zauważył wgniecenie na plecach swojej zbroi.
- Podbiegłem szybko i zacząłem krzyczeć na Rona, co on najlepszego wyprawia. On nie słuchał, więc popchnąłem go tak, że upadł. Wtedy naprawdę się zdenerwował. Na szczęście zapomniał wziąć dziabki która leżała obok niego, i rzucił się na mnie z pięściami. Ale straż nie śpi, i lada chwila jeden z nich nas rozdzielił i zabrał Rona. Potem wziąłem Cię na tutaj, i próbowałem ocucić i zapytać czemu Ron chciał cię zabić, dlaczego leżałeś na dróżce omdlały. A więc teraz odpowiedz.
- Eeee… Ja… Nie wiem… Miałem kiepską noc, i chyba zemdlałem w drodze do pracy. Pracuje u Rona, i on pewnie się zdenerwował że nie przyszedłem i chciał mnie zabić… Ci farmerzy…
- Dziwna historia… Najbardziej dziwi mnie w tym to, że Leneya Cię wypuściła w takim stanie. Może chcesz coś zjeść? Źle wyglądasz.
- Gdybym mógł…
Sąsiad pobiegł do kuchni i przyniósł kawałek mięsa dla Yenda. Krasnolud w mig zjadł mięso, bo był głodny jak wilk.
- To ja bym już się zbierał… Dziękuję serdecznie za gościnę i za wszystko!
- Nie ma za co. Do zobaczenia.
Yend poszedł prosto do swojego łóżka, uprzednio zdejmując zbroję. Zasnął, i po raz pierwszy poważnie pomyślał, że brak mu siostry.
_____________________________________________________________________
Cytat:
Dwie rzeczy są nieograniczone – wszechświat i ludzka głupota. Co do tego pierwszego nie mam jednak pewności.

Albert Einstein
Ostatnio zmieniony przez Peace 2008-04-22, 22:58, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
     
DzEM 


Wersja gry S1: UW: 2.28
Wiek: 24
Dołączył: 20 Mar 2008
Posty: 51
Skąd: Biała Podlaska
Ostrzeżeń:
 1/7/9
Wysłany: 2008-03-28, 18:17     

Według mnie niezłe. Czy będzie ciąg dalszy. :brawo:
Ostatnio zmieniony przez DzEM 2008-03-28, 18:19, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Riki Bomori 
Riki theBoner



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: Nie mam gry
Wiek: 23
Dołączył: 28 Sty 2008
Posty: 111
Skąd: Płock
Ostrzeżeń:
 1/7/9
Wysłany: 2008-03-28, 18:43     

Next please :)
_____________________________________________________________________
"A holy vampire hunter who was blessed by the light. His name means "cross."
His rival is a Slovenian vampire, Kudlak, and their battle is unparalleled. They both assume various animal forms such as pigs, cows, and horses, but his forms can be recognized by their white color. It is said that evil can never overcome light, and each battle ends with Kresnik victorious."
 
 
     
Sacreedino 



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Klan S1: Strażnicy Frostgardu
Wersja gry S2: ZE: 2.65.2
Platforma S2: PC
Wersja gry SC: Citadel
Platforma SC: PC
Wersja gry S3: Nie mam gry
Wiek: 25
Dołączył: 01 Lut 2008
Posty: 251
Wysłany: 2008-03-28, 20:23     

Czy to opowiadanie ma zamiar być komedią czy tragedią? Fajne, fajne, co dalej nam przyszykujesz. Jest troszkę błędów, ale nie będę się ciebie czepiać. :)
_____________________________________________________________________
[/url]
 
     
Peace 
Pacyfista



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: 2.43
Wersja gry S3: FE
Wiek: 21
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 92
Skąd: Pleszew
Wysłany: 2008-03-29, 10:02     

dzięki dzięki nie spodziewałem się takiej opinii ^^
Sacreedino napisał/a:
Czy to opowiadanie ma zamiar być komedią czy tragedią?

chce tu właśnie włożyc elementy komedii a nie tak jak poprzednio
Sacreedino napisał/a:
Jest troszkę błędów, ale nie będę się ciebie czepiać.

czepiaj się czepiaj bo na błedach się ucze :D

to szykuje cd :mg:
_____________________________________________________________________
Cytat:
Dwie rzeczy są nieograniczone – wszechświat i ludzka głupota. Co do tego pierwszego nie mam jednak pewności.

Albert Einstein
 
 
     
Peace 
Pacyfista



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: 2.43
Wersja gry S3: FE
Wiek: 21
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 92
Skąd: Pleszew
Wysłany: 2008-04-22, 22:59     

dodałem kolejną część :D

PS: sorry za post pod postem
_____________________________________________________________________
Cytat:
Dwie rzeczy są nieograniczone – wszechświat i ludzka głupota. Co do tego pierwszego nie mam jednak pewności.

Albert Einstein
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Możesz zmieniać swoje posty
Nie możesz usuwać swoich postów
Możesz głosować w ankietach
Możesz załączać pliki na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Powiadom znajomego o tym temacie
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Śledź odpowiedzi w tym temacie
Oznacz temat jako nieczytany

Skocz do:  
Szybka odpowiedź


Wygaśnie za Dni
 
 
 
 
 
 
Opcje
Dodaj podpis (może być zmieniony w profilu)
Powiadom mnie gdy ktoś odpowie
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,27 sekundy. Zapytań do SQL: 12