|
|
|
|
Opowieść z udziałem użytkowników naszego forum  |
| Autor |
Wiadomość |
Devil Hunter
Also known as Virian


Wersja gry S1: UW: 2.28
Klan S1: Strażnicy Frostgardu
Wersja gry S2: ZE: 2.65.2
Platforma S2: PC
Wersja gry SC: Citadel
Platforma SC: PC
Wersja gry S3: Nie mam gry
Dołączył: 04 Paź 2007 Posty: 236 Skąd: Sosnowiec
|
Wysłany: 2008-02-04, 22:13 Opowieść z udziałem użytkowników naszego forum
|

|
|
| Cytat: | 1 część
YubY przechadzał się po krasnoludzkim mieście. Tętniło życiem.
-Kurczę, jakie nudy. Pójdę do pubu, to od razu mi się humor poprawi.
Jak pomyślał, tak zrobił. Pobawił się z kilkoma dziewojami, chociaż okazało się, że to tak naprawdę byli mężczyźni. Po prostu nie rozpoznał ich pod długimi brodami.
-Aaaaach! Od razu lepiej. – powiedział pijany – chyba postrzelam do celu.
A ponieważ wypił około 25 kuflów najlepszego miodu jego celność była równa celności wypowiedzi RobiXa.
Postanowił użyć armatniego strzału. Ustawił tarczę z środkowym polem o średnicy trzech metrów.
-No to hop!
Złapał armatę i strzelił kilka razy udając jej dźwięki.
-Buuuum! Bang!
W końcu stwierdził, że wyczerpał zapas naboi..
-No to sprawdźmy co dzisiaj ustrzeliłem.
Jednak tarczy nie było widać żadnego śladu. Zakłopotany YubY cały czas myślał, jednak nic nie wymyślił.
-Straciłem tyle naboi, a tu nic. Nie poddam się! Idę ich szukać!
YubY szukał ich przez 5 godzin bez skutku. Nawet nurkowanie w beczce piwa nie pomogło.
-Hmmmm poważna sprawa. Muszę sobie odtworzyć w pamięci wydarzenia. Jaka szkoda, że jeszcze nie istnieją komórki. Kupiłbym sobie Sony Ericssona i przyczepił do pleców.
Przez noc nic mu nie przyszło do głowy. Jednak ma ranem go olśniło.
-No jasne! Przecież ja nie mam armaty!
Poszedł do pobliskiego kupca.
-Elo moto i heja banana! Co słychać dav3d, stary głupcze?
-E, nic ciekawego. Można powiedzieć, że nawet źle.
-A co się stało?
-Wypadek przy pracy. Regina nie odpaliła i…
-Dobra, nie kończ. Mam dość wysłuchiwania twoich bzdur starcze. Lepiej…
-A ty to może młody jesteś, hę?
-No…
-Dobra, nieważne. Gadaj po co tu przyszedłeś, bo jak użyję żądzy to nawet Ci miksturki z hełmu powypadają!
-Szukam armaty. Masz coś ciekawego?
-Jasne! Grejąca Haubica Kabelrinta, Odlewne Działo Erossa. Prosto z hiobowej jaskini mroźnych gigantów! Gorący towar!
-A za ile?
-Jedyne 100000 sztuk złota.
-Chyba żartujesz. Musiałbym wygrywać wszystkie konkursy w pubie przez najbliższe 20 lat!
-To wyrusz w świat, a nie kisisz się w domu jak kapusta w beczce.
-A masz jakiś eeee… tańszy towar?
-Jakieś odlewne działo za 450 z brąza…
-Dobra, biorę. A ty przestań się dąsać, bo zachowujesz się jakbyś wypił wodę z rzeki, do której sikał thek!
-Co to to nie!
Ale YubY już go nie słuchał. Obrażony wyszedł ze sklepu i już miał wycelowane działo w budynek, lecz stwierdził, że szkoda tracić runy, żeby spalić owy domek…
To w końcu moja jedyna runa. Szkoda ją teraz tracić, skoro mama(znaczy tata*) dała mi ją na moje 13,83625 urodziny.
-Dobra muszę poćwiczyć celowanie.
Jednak tarczy już tam nie było.
-Noszz co za cieć mi to zrobił!
Pierwsze, co mu przyszło na myśl to jedna z dziewoi, z którą bawił się wczoraj. Pamiętał, że zabrał jej „ważną rzecz”
-Oddawaj moją tarczę ty…
-Ależ kochanie ja bym tego nigdy nie zrobiła. Nie gniewam się za to.
YubY był mocno zdenerwowany.
-No nie. To po prostu jakaś apokalipsa. Armageddon normalnie. Że też na świat przysłano takich bezrozumców.
A więc dalej bił się z myślami. Potężne nie zadziałało, za to natarcie okazało się skuteczne.
-Przecież nie zapłaciłem barmanowi za 0,183211 piwa!
Poszedł do najlepszego pubu w okolicy
-Masz, reguluję wczorajszy rachunek.
-Ale nie trzeba…
-No jak to nie trzeba kłamczuchu?! A kto mi zabrał tarczę?!
-T-t-to-o-o t-t-ten k-k-kupiec, d-d-dav3d.
YubY puścił mocno przerażonego barmana.
-A więc to on tak się na mnie odegrał! Ten podstępny drań wybiegł tylny wejściem! Już ja mu pokażę!
Poszedł pod sklep. Wisiał na nim szyld:
„Dav3d. Profesjonalista we wszystkim. Najtaniej, najlepiej”
-Taa najlepiej. Gorzej to ja nie widziałem.
Pchnął z całej siły drzwi, tak mocno, że aż wyskoczyły z zawiasów.
-Heloł! Gdzie moja super, ekstraśna tarcza?
-A na wystawie sobie leży…
-Chcesz ją dać na sprzedaż?
-Używana, ale w dobrym stanie.
-Wrrrr ty złodzieju! Odkupuję!
-To tak… 2100 sztuk złota.
-Co?! Ty naciągaczu. Pisze, że tarcza jest za 100!
-Tak, 100 za tarczę, 2000 za drzwi.
-Masz i się wypchaj, ty… |
*Mama YubYego
Tak naprawdę YubY pochodzi ze związku dwóch mężczyzn, dlatego można mamę nazwać tatą.
A więc jedziemy dalej...
| Cytat: | 2 część
YubY postanowił postrzelać do swojej tarczy, jednak po przejściu paru centymetrów się zgubił.
-W lewo, w prawo, czy prosto? Chyba do tyłu.
A więc cofnął się i przewrócił się, na początku miarowo udając stracha na wróble na zmiennym wietrze, chociaż był zdecydowania za gruby, żeby tak wyglądać. Kiedy przestał już się bujać na wszystkie strony oraz bujać sam w sobie postanowił:
-Nie wytrzymam, muszę stanąć.
Niestety pomyliły mu się kierunki i się przewrócił, a ponieważ był strasznie napompowany odbił się od betonu trzy razy na swoim wytrzymałym patyku i wpadł do szlamu, gdzie łowcy glorbów wydalają swoją żółto-niebieską wydzielinę z odbytu.
-Łoch, ale smród. Niechże nawet Andukar tu przyjdzie, a nie leżę wytarzany w jakimś [cenzura]. Na dodatek tonę, a pływać nie umiem. Tylko się nurkować w piwie nauczyłem.
Zaczął tonąć, ale na szczęście woda(nawet gorzej) była tak gęsta, że utonięcie było czymś niesamowitym.
-Jeah to żem miał szczęście. Żeby pomścić moje trudy, zjem to coś!
Jak powiedział, tak zrobił. Jedyne, co mu się udało to zmienić pół powierzchni rzeki-szlamu na kolor pomarańczowy.
-Aaaaach! Cóż za przyjemność.
Mówiąc to [spuśćmy zasłonę milczenia ] po raz ostatni.
-Odświeżyłem się, więc czas teraz zająć się poważnymi sprawami.
Namyślił się, ale głowa mu już dymiła, więc poszedł napić się piwa, co było jedyną rzeczą jaka mu przychodziła do głowy.
-Dobra…
I znowu musiał zaspokoić swój umysł(mimo, że go nie posiadał).
-E u raka!
-E to taki proszek jest – odpowiedział mu ktoś z ulicy.
-Tak, tak, faktycznie.
-Nieuki tak mają.
-Ktoś ty?
-Ktoś, kto spuści ci manto, jeśli nie przymkniesz swojej wiecznie otwartej jadaczki szalony błotojadzie!
-Nie bądź taki szybki, bo cię sznurówki wyprzedzą ty…
-A w „coś” byś nie chciał?
-Kaman, co mi szkodzi! W końcu taki [cenzura] jak ty nic mi nie zrobi!
I teraz nic się nie działo prócz tygodniowego leżenia na kamiennych płytach o chlebie i wodzie.
-Ojojoj moje biedne kości… A mamusia mówiła, że trzeba jeść Danonki…
Po tygodniu w końcu się podniósł(a narrator umierał z nudów).
-Dobra, na szczęście już pamiętam, co miałem zrobić. Zgubiłem się, kiedy chciałem postrzelać do tarczy.
Po chwili namysłu powiedział głośno.
-Tak! Przecież niedaleko jest kartograf!
W rzeczywistości był aż na pieczarkowym pagórku, ale YubY nie był uczony niczego, więc nie potrafił określić długości.
Obrał ziemniaki, zabrał 10 kuflów piwa i zapakował do plecaka. I wyruszył.
-Ale mam mokro w gaciach. Czas się odlać.
Swoją potrzebę zażegnał w pobliskiej rzece.
-Aaaale mi się chce teraz pić! Trza zużyć ze trzy kufle, a co!
Czekała na niego niezła niespodzianka.
-Nieeeee! Moje piwo, piwunio. Jakim cudem?
I tutaj zaczął płakać. Nie chcę tego opisywać, bo byście się bardzo wzruszyli.
-Bądź dzielny. Pamiętaj, bądź dzielny.
I dalej zawzięcie szlochał.
-Ech, to może kartofle zjem.
Zjadł, a że były trochę oblane piwem, bardzo mu smakowały.
-A jednak trzeba się czegoś napić.
Poszedł do rzeki i nagle zobaczył theka*, który oddawał mocz do jedynej rzeczki w pobliżu.
-Thek ty świnio! Ja właśnie się chciałem tego napić!
-Kwiik, kwiik. Pij, póki ciepłe. Kwiik, kwiik.
-Nie mogę. Ja już nie wytrzymam z tymi przygłupami.
Został w sytuacji bez wyjścia. Napił się i…
-Bleeee! Co za ohydny smak! I śmierdzi!
Zarzucił plecak i poszedł w dalszą drogę. Po trzech godzinach żmudnej wędrówki, w której nic się nie działo dotarł na miejsce. Pierwsze, co rzuciło mu się w oczy był niski, mały Haduk.
-Kim jesteś, o brzydaśny stworku?
-Jam jest Kylson!
-Łech, ale obrzydliwe imię. Zupełnie jak twój wygląd.
-Nie ma jak kozy… - rozmarzył się
-A idź precz!
-Zatańcz ze mną, kochany – odkrzyknął Kylson
-Ale ten świat stwarza dziwolągów takich jak on. Chociaż mamusia też taka była…
Naburmuszony dotarł do chatki kartografa.
-Jak go tam zwą? O już widzę. Jaki Thewelion… Thecczelion… Thecmelion, o!
Lekko uśmiany stał jeszcze przed drzwiami.
-A ja myślałem, że Chlewelion… Ok., wchodzę
Pchnął drzwi, ale po chwili musiał wykazać się refleksem. Drzwi prawie zmiażdżyły kartografa.
-Łelkam mistrzu! Sorki, że tak ostro wpadam, ale te drzwi ledwo się trzymają.
-Że co? Śmieci wynosiłem w zeszłym tygodniu.
YubY jeszcze nie wiedział, że Thecmelion jest przygłuchy.
-Mówię o drzwiach.
-Czego mapę?
-Miasta krasnoludów.
-Pustynia, pustynia… Muszę poszukać w archiwach.
-KRASNOLUDY!!!
-Miasto krasnoludów? Dobrze, ale następnym razem tak nie szepcz.
YubY był na skraju wyczerpania.
-Dobrze, dobrze.
-Śmiałeś mnie nazwać idiotą? – oburzony kartograf się odwrócił
-Nawet gorzej
-Mogłeś od razu mówić, że rzucasz palenie. Masz tu świetne plastry. Polecam.
Po pół godzinie mapa była gotowa.
-Proszę, 50 sztuk złota. Polecam się na przyszłość. Mam bardzo duży charyzmy. – zakończył dumnie.
-I głupoty również ci nie brakuje – odburknął YubY
Teraz beztroski krasnolud poszedł do baru.
-Dawaj mi tu 2 kufle, ale już ty ścierko do kurzu! – krzyknął do barmana
-Jak mnie nazwałeś grubasie?
-Ścierką do kurzu – zarechotał YubY
-Już nie żyjesz, śmierdzący gadzie!
-Słuchaj elfku, żal mi cię. Lepiej nalej mi tego piwa.
-Pożałujesz…
Elf niechętnie poszedł do beczki i nalał mu dwa kufle piwa.
-Dostanie, albo nie nazywam się galgan.
I podał krasnoludami piwo.
-Masz jedno! – i podał piwo
-A teraz masz drugie! – i z siła nie większą jak ukłucie komara uderzył krasnoluda w czoło
-Miło, że mnie pogłaskałeś – powiedział YubY – A teraz ja.
Krasnolud uderzył go tak mocno, że barman przypominał wiecznie odbijającą się piłeczkę ping-pongową.
-Dosięgnie cię zemsta galgana!
-Jak się nazywasz? Gałgan? Hahahaha!
-GALGAN!!!
YubY spokojnie wyszedł.
-Jaki głupi…
Ale tu głos mu się urwał, bo zobaczył piorun. Jak przystało na tchórza od razu uciekł. Szybko wpadł do chatki kartografa.
-Uciekamy! Nadciąga Armageddon! Bierz mapy i wiejemy na północ!
-Nie czuję się zbyt dobrze…
-Nie ma czasu na dyskusje.
Biegli przez jakieś 10 minut i zobaczyli coś niesamowitego. Samego Andukara!
-Jam jest Shei! Z jakiego powodu mnie wzywałeś śmiertelniku?
-N-n-nie wzywałem cię…
-A właśnie, że wzywałeś! I jeszcze kłamiesz przed moim obliczem! Giń!
-Nie czuję się zbyt dobrze… - wyjąkał kartograf
-Nie pora na takie rzeczy! – krzyknął krasnolud
Po kilku sekundach YubY stracił cały swój ekwipunek. Nawet ziemniaki.
-I co teraz słabeuszu? Już po to tobie!
-A-a-a – stękał Thecmelion
W tej chwili wszyscy poczuli jakiś okropny smród.
-Łoooo, ale bącur poszedł! Co za ulga!
-Mój wybawco! Szej padł! – cieszył się krasnolud
-Moja specjalność
-Teraz już wiem skąd tyle tej charyzmy.
I oboje poszli dalej na północ. |
*thek
Thek to tak naprawdę glorb
I dalej...
| Cytat: | 3 część
-Mógłbyś przestać [*aaa psik!!*] cienki bolku?
YubY był już mocno zatruty i nie mógł się powstrzymać przed tego typu pytaniami.
-Ja myślałem, że mamy iść na północ, ale takiej zmiany się nie spodziewałem.
-A ja myślałem, że w końcu kiedyś ci ulży żabojadzie.
-Przecież mapy zostawiłem w domku.
-SŁUCHAJ KONIEC Z WYPUSZCZANIEM GAZÓW!!!!
I od teraz Thecmelion zaciekle magazynował swój gaz w przepołowionej bułce.
Po niezbyt długiej wędrówce napotkali czteroosobową grupę wędrowców.
-Ahoj, przybłędy! Szukacie przyjaciół?
-Może tak byś się stulił i wyraził trochę kultury?
-A co mi zrobisz jak mnie złapiesz?
Ponieważ YubY wręcz słynął ze swojej złośliwości zabrał mu kapelusz.
-Krasnoludzie! Jesteś niczym i zerem w porównaniu ze mną! Gryź błoto i jedz moje chusteczki z glutami glorba!
-Osz ty głupi pajociągu!
-Czy ktoś ma papier toaletowy?
Odezwał się nieproszony Thecmelion
Natomiast nieznajomy wędrowiec podszedł do YubYego, dotknął go leciutko palcem, a ten wyleciał na odległość 7 metrów(choć myślał, że to 2 kilometry) i sparaliżowany upadł na ziemię(znaczy się błoto). Nieznajomy podszedł do niego i spokojnie zabrał swój kapelusz.
-Dziękuję
Powiedział z bananem na twarzy.
-Idziemy!
Lecz krasnolud wstał, podskoczył wysoko i zaryczał jak mój tata, kiedy wstaje.
-Wraauuuuuu!
-Nie zwracajcie na niego uwagi. To wariat.
-Ma ktoś papier toaletowy?
Thecmelion znowu zadał pytanie niestosowne do momentu
-MATRIX!!
YubY znowu zaryczał.
-Eeeech przewraca mu się w głowie. To pewne.
YubY podskoczył tak, aby wskoczyć w sam środek grupy wędrowców. Niestety(dla niego) użył jeszcze spowolnionego tempa i wszyscy spokojnie zdołali uniknąć jego ciosu.
Otoczyło go cała grupka.
-I co teraz?!
-Jajks!
-Nie no zaraz się zesr…
Wrzasnął kartograf.
-Czekaj na babcię klozetową gadzie!
Jednak Thecmelion nie wytrzymał
-Aaach!
I znowu dokonał się bohaterski czyn. Ponieważ kartograf trzymał cały czas gazy w jednej chwili wypuścił maź odbytową i trujące gazy. Ten wybuch mazisto-trująco-gazowy śmiertelnie ugodził trzech wędrowców. Przeżył kartograf, krasnolud i jeden z nieznajomych.
-Fuuuuuuuuj, cóż za smród wyprodukowałeś!
Oburzyli się YubY i wędrowiec.
-Ktoś cię prosił o zdanie ludzki śmierdziuchu?
-Yyy…
-No więc się nie odzywaj!
-Ma ktoś papier?
Thecmelion był „lekko” brązowawy
-Siat ap!
-Kiedy brudny jestem
Krasnolud odwrócił od niego głowę.
-Jak się nazywasz, ludzki pomiocie?
Nie usłyszał żadnej odpowiedzi.
-Jak się nazywasz?!
I tym razem bez skutku.
-JAK SIĘ NAZYWASZ?!!!!
-Miałem nic nie mówić
Odpowiedział z zupełnym spokojem wędrowiec.
-To już ci pozwalam. A teraz pozwól: JAK SIĘ NAZYWASZ!!!!!!!
YubY się spocił, że śmierdział na kilometr. Zarówno wędrowiec jak i kartograf zatykali nosy.
-Fajer. Fajer Master
Odpowiedział z dumą.
-Czy twoja matka straciła wenę twórczą w wymyślaniu imion? [*aaa psik!!*] to świetne imię
-Fajer. Poznałeś moje, teraz ja chcę poznać twoje.
-YubY
I splunął mu w twarz
-Twoje nie lepsze niż moje.
-A myślisz, że jak masz nazwisko mistrz to możesz się bawić w czary ognia z powodu imienia? Lepiej się nie odzywaj już na ten temat!
-Hłe, hłe, hłe masz mordę jak niewypał.
-Uwaga, leci ptaszek!
I walnął go w twarz
-Posłuszeństwo to pierwszy stopie do nieba.
-A twoja „poziszyn” nie bardzo jest zadowalająca
-Lepiej powiedz czy Szej ma jakieś niecne plany
-Owszem ma. Nawet je wykonał.
-Znaczy co?
Z przerażeniem wybełkotał krasnolud
-Zrekrutował dwie kapłanki. Jedna jest dużo starsza od drugiej, czepia się, całymi dniami wyładowuje swój gniew na podwładnych. Natomiast druga to złośnica i ma duże przejawy analfabetyzmu. Całymi dniami grają w koszykówkę.
-Coś jeszcze?
-Owszem. Buntownicy z Ankarii mówią na mieszkańców Menelgond menele. Od nich właśnie wziął się związek „Menele z Menelgond”
-A co tak wzdychasz?
Fire się zarumienił.
-Ja się zak…
Nie skończył, bo kartograf krzyknął:
-Uwaga ktoś idzie.
-No to stul pysk.
Był to ktoś dziwny. Zapewne kobieta.
-Kim jesteś?
Powiedział Fire
-Jestem Kalia, Wampir nietoperz!
Pokazała kły z zębami oblanymi świeżutką krwią ofiar.
-Uciekaaać!
Wrzasnął wędrowiec, lecz kartograf na nic nie zwracał uwagi.
-Uwagaa!!! Leci!
BUUUUUUUUUM!!
To był gaz od Thecmeliona, przesiąknięty sporą dawką trucizny.
Wampir odleciał, kartografowi nic się nie stało, a Fire i YubY poszli do szpitala w Purgatori.
-Pokażemy skrzydlatemu, pokażemy.
A tym czasem kartograf zachwycał się grą grajka ulicznego - darethianina o imieniu i nazwisku Vimme Vivaldi.
Gdy już leżeli na sali w szpitalu YubY zapytał wędrowca.
-Słuchaj, domyślam się, że się zakochałeś. W kim?
-W… |
Zapraszam do dalszej lekury...
| Cytat: | 4 część
-W pewnej anielicy…
Wyjąkał Fajer
-Widzę, że więcej od ciebie nie wyciągnę
-To prawda.
-Dobra, cicho. Idzie jakaś rozciapana paćka ubita ubijarką do śmieci jakieś 357 razy. Jestem głodny, więc zjem i to.
I YubY zabrał się do jedzenia. Wyglądał przy tym mniej więcej gorzej od świni.
-Bleeee!
To był wędrowiec. YubY od razu skończył jeść.
Tymczasem Thecmelion(jak na swoją inteligencję) wpadł na zajee… znaczy się super pomysł. Postanowił odwiedzić znajomych.
Bynajmniej jeśli chodzi o niektórych nie chodzi o znajomych znajomych naszej-klasy.
Wdrapał się na najbliższy słup, który był oddalony o jakieś… 5-7 metrów.
-Hej!
Spadł
-Hej!
Spadł.
Tym razem postanowił się mocniej trzymać.
-Hej!
-Jesteś gej!
Spadł.
Znowu postanowił się mocniej trzymać.
-Hej! Idę do was!
Zrobił krok w przód i… znowu spadł.
-Tym razem skoczę… tym razem skoczę…
Skoczył i od razu spadł.
Jak na IQ, które wynosiło mniej więcej 21 nie umiał dobrze myśleć. W końcu zauważył drzwi i wszedł normalnie.
W szpitalu była tylko jedna sala, naprzeciwko od wejścia. Jednak kartograf jej nie zauważył i poszedł prosto do toalety dla pracowników, którzy specjalizują się w kategoriach moczopędnych. Dali mu taki wycisk, że Thecmelion raz na zawsze zapamięta, że nie wolno nigdy trzymać.
-Dobraa. To teraz w… prawo.
Trafił.
-Dzień dobry. Nazywam się…
-Hi
-Eloo ziomal! Co słychać w mieście zielonych i szarych robaków?
-Hmm. Wydaje mi się, że raczej tak.
-MÓGŁBYŚ MI ODPOWIEDZIEĆ NA PYTANIE MATOLE?!
-Uhm, tak. Jes master.
-NIE CHCE MI SIĘ KRZYCZEĆ!
-Przecież szepczesz.
-Ja z nim nie wytrzymam.
-Jeśli wolisz kiblować w tej chacie z mąki to proszę.
Przesiedzieli jeszcze tydzień w tej zgniłej lepiance. Kartograf odwiedzał ich regularnie(prawie) i już się nie gubił w wannie.
-Ło jejciu zmieniło się trochę. Czas iść dalej, bo Tinky Winky nas napadnie razem ze swoją czerwoną torebką i zapędami homoseksualnymi.
-Słuchaj Juby-gruby. Teletubisie żyją w telewizji.
-Teletubiś pedał…
-Dobra, nieważne. Kaman, bo się spóźnimy na busa.
-Co ty gadasz?
-Idziemy.
Poszli. I wrócili, bo krasnolud przestraszył się swojego cienia.
-Prawie umarłem ze strachu. Co się właściwie stało? Zobaczyłem coś podejrzanie ciemnego, grubego…
-To byłeś ty!
-Ojć…
-Nuuudy. Chodźmy do sklepu.
Poszli do cukierni. Stracili cały swój dorobek, bo krasnolud chciał trochę ciastek, a Thecmelion zjadł dużo grochu, żeby gazy były w pogotowiu.
-120 sztuk złota.
Powiedziała sprzedawczyni zacierając ręce.
-Chyba żartujesz. Nie mamy aż tyle.
-Trudno. Wezwę służby porządkowe i się skończy.
-Ja… mogę dać 70 sztuk złota…
-Możecie to odpracować.
-Chyba marzysz!
-Mam inaczej na imię!
-To lepiej je podaj brzydka małpo.
Tutaj niestety jak na niego przeliczył się. Dla YubYego był to piękny kociak, którego mógł tylko pogłaskać. Sam się zastanawiał jak mógł tej osobie coś takiego powiedzieć. Miał wyrzuty sumienia.
-Joasia.
-Joł Kasia? Hip-hopowe imię!
-Joasia!!
-Dobra, co mamy robić?
Powiedział Fire
-Na początek możecie wydoić śluzowce. Hahaha!
-Ożesz ty…
I tak doili przez trzy dni. Dostawali 3 sztuki złota na łebka na dzień.
Pewnego dnia stało się coś niespodziewanego. Pojawił się znany im nietoperz.
-Aaach. Świeżutkie mięso, świeżutka krew… najpierw ty tłuściochu.
Fajer od razu krzyknął.
-THECMELION! TERAZ! GAZY!
Kartograf wypuścił co miał(a było tego dużo). Wampir był bliski zdechnięcia, ale resztkami sił schował się i wyglądał tak jakby na pewno chciał się jeszcze na nich zemścić. Na szczęście cała trójka koczowników była przygotowana na wszystko i zatkała nosy. Niestety bydło padło, więc musieli uciekać z miasta. Joasia zdążyła krzyknąć:
-Nie daruję! Moje biedne robaki!
YubYemu bardzo było żal tego bydła, bo sprzedawczyni wydawała się być dla niego drugą połówką, a czegoś takiego nie życzył najgorszemu wrogowi(których miał dużo).
Przy ucieczce krasnolud tym razem się nie przestraszył swojego cienia, bo był już wieczór wieczór zaczynało się ściemniać.
-Kiedy leżeliśmy szpitalu, usłyszałem, że w okolicy kręci się jakaś kapłanka czy coś…
-Kapłanka? Mam nadzieję, że nie ta od Sheia!
Powiedział przerażony YubY.
-Przypadkiem usłyszałem was super szept. To nie jest taka kapłanka, o jakiej mówicie.
-Znaczy co?
Powiedzieli głośno, żeby kartograf usłyszał.
-To jest Samłanka…
-To jestem JA!
Wszyscy popatrzeli się na tajemniczą postać. Miała magiczną laskę.
-Ale masz laskę…
Powiedział zmieszany wędrowiec.
-Ona ma laskę? Przecież to dziewczyna, jak może mieć laskę?
-Stul… dziób, krasnoludzie! Jeśli chcesz, żebym spełniła twoje życzenie, powiedz swoje imię.
-Yyy… Yagol
-Umiem czytać w myślach, myślach wiem, że to nie jest twoje imię.
-Skoro umiesz to po co mam mówić?
-Nie to nie. PeHaI!
Znikła.
-Zwariowałeś głąbie? To była nasza szansa na pokonanie złego Sheia!
-Cicho! To ona jest obrażalska.
Szli tak długo przez jakieś trzy dni. Krasnloud dalej miał wyrzuty sumienia po wyzwaniu swojej sympatii. Poza tym nic się nie działo, więc co to będę opisywać.
Czwartego dnia ktoś stanął im na drodze. Zapewne była to jakaś jasnowłosa kobieta.
-Kim jesteś?
Tajemnicza osoba podniosła głowę.
Fajera całkowicie zamurowało. Jak tylko ją zobaczył coś się z nim stało.
-Jestem serafią, wysłanniczką bogów.
-Znaczy się aniołem?
-Tak.
-A ja jestem krasnoludem. Mówią na mnie YubY.
-Miło mi.
-Jak masz na imię?
Fire zupełnie oszalał. Zarumienił się, zrobił się czerwony jak burak, lub jak nick RobiXa.
-Jestem Mya. |
Popis radzę uważać na końcówkę
| Cytat: | 5 część
-Boże, co to ma być!
-To moje imię, a myślałeś, że nazwa ulicy?
-Nie, myślałem, że w kanałach grasował potwór o takim imieniu, który seplenił i miał dysleksję.
-Nie przeginaj pały.
YubY uśmiechnął się kpiąco.
-Jak się nazywacie?
Krasnolud podszedł do Thecmeliona i wrzasnął mu do ucha
-ONA SIĘ PYTA JAK SIĘ NAZYWASZ?!
-Niech poda woje imię, a pozna moje
Rzekł obrażony
-ONA NAZYWA SIĘ MYA! JUŻ WCZEŚNIEJ MÓWIŁA GŁUCHELCU!
-Jestem…
-GADAJ!
-Thecmelion jestem.
-A ty?
-Jestem Fire. Fire Master.
-Nie wiem skąd, ale znam cię…
-Yyy… możliwe, nie przeczę.
-Koniec gadania, nadszedł czas ruchania! Znaczy ruszania. W drogę oczywiście.
-Ło jej… znowu…
Kartograf jęczał.
-No nie! A ten znowu.
A ponieważ serafia była magiczką, od razu wyleczyła Thecmeliona z trującej mgły.
-Jeju! Cud!
-To nic wielkiego…
-A może chcesz iść z nami?
-Mogę.
A więc od tej chwili w wyprawie towarzyszyła pierwsza kobieta, jaką widzieli od czterech dni.
Fajer szukał sposobu jakby tu poderwać Myę
-Hmm, może to pomoże…
Gdy nadchodził zmrok postanowili poszukać noclegu. Niestety nie znaleźli, więc musieli położyć się na ziemi. Jakoś wyszło, że było dość wąsko i trzeba było położyć się losowo. Fire niesamowicie się podniecił, gdy dowiedział się, że będzie leżeć obok swojej sympatii.
-Ło matko, ale mam szansę. Muszę zrobić to szybko i pewnie.
Po zjedzeniu jaj pewnej osoby każdy się położył.
-Gdzieś już się widzieliśmy…
Zaczęła Mya.
-Też tak myślę.
-Pamiętasz gdzie? Bo ja nie.
-Cóż, myślę, że na pewno nie w…
-Pytanie było inne.
-No chyba podczas walki z orkami na pustyni.
-To ty? Kojarzę cię, nawet bardzo dobrze.
-To spoko.
-Wiesz co?
-Nie, nie wiem co, a co?
-Wiesz…
-Nie wiem…
-Według mnie jesteś…
Tymczasem musieli przerwać, bo po drugiej stronie coś się działo.
-YubY, ja się boję ciemności. Przytul mnie.
Kartograf położył się na krasnoludzie.
-Thecmelion, zboczeńcu, nie obmacuj mnie!
-O maj gat, co za scena!
Powiedział Fajer nie mogąc powstrzymać się od śmiechu.
-Ten wasz kartograf ma zaburzenia płciowe, to niesamowite!
-On tak od dawna…
-Ale wiesz? Ty jesteś całkiem…
-Jaki?
-Przystojny…
-Ty też jesteś ładna…
-Tak? Dziękuję.
Obydwoje poszli spać w rumieńcach.
Następnego dnia trzeba było wstać wcześnie rano.
-Hauu! Znaczy się zieeeew!
-Czas ruszać. Naprzód.
-Eee… ma ktoś mapę?
-Co ty gadasz?
-MA KTOŚ MAPĘ?!
-Ja mam. Macie.
-A ja chcę fajne gacie. Idziemy!
Po trzech godzinach coś zaczęło szwankować.
-Słuchajcie, gdzie jesteśmy? Droga nie zgadza się z mapą.
-Chyba nie umiesz czytać mapy. Daj mi ją!
-Proszę.
Powiedział nadąsany YubY.
-Tu naprawdę coś się nie zgadza…
-Dajcie mi!
-Boże, YubY, głąbie trzymałeś odwrotnie mapę!
-Tak?!
-TAK!
-Oj…
-Musimy się wrócić. Straciliśmy już dużo czasu.
I tak wracali i wracali. W końcu zgubili drogę jeszcze 4 razy.
-Trzeba poszukać miejsca na nocleg.
Znaleźli drewnianą chatę z łóżkiem, które miało zieloną pierzynę oraz białe poduszki. Na szafce obok stała świeczka.
-Musimy ustalić, kto będzie tu spał. Niech Mya będzie jedną z dwóch osób i niech wybierze, kto będzie spał z nią.
-Wybieram… Fajera.
-Szlag! Frajera!
-Nie każdy może mieć szczęście.
Fire pokazał krasnoludowi język i zamknął drzwi.
Była to bardzo romantyczna sceneria. Świeca, łóżko i księżyc w otwartym oknie. Pięknie…
-Wiesz, że cię lubię?
Powiedział wędrowiec.
-Ja cię też.
Przytulili się.
-Wiesz…
Zaczęła nieśmiało serafia.
-Tak?
-Ja cię…
-?
-Kocham…
-Ja cię też.
I zaczęło się. Było całkiem spokojnie, ale nie obyło się bez licznego postękiwania.
Nagle Mya musiała na chwilę wyjść.
-Wracaj szybko.
A ponieważ było ciemno Fajer nic nie widział. Nagle przyleciał wampir Kalia. Wleciała pod pierzynę i zmieniła się w postać ludzką.
-Nie zauważyłem kiedy wchodziłaś.
Powiedział Fire i założył drugą prezerwatywę. Tym razem zaczęła się jazda na całego. To była prawdziwa masakra!
Co jakiś czas było słychać uwagi wędrowca typu:
-Nie zauważyłem, żebyś wcześniej miała takie duże paznokcie.
Albo
-Nie wiedziałem, że masz takie duże zębiska.
Zdyszany Fajer nie zauważył gdzie ulotniła się jego kochanka, a tak naprawdę Kalia wyleciała przez okno.
Usłyszał głos YubYego
-Już świta! Trzeba wstawać! |
Szczególne podziękowania dla Fire'a, który napisał tę część. Przekonał mnie Dodałem trochę rzeczy i poprawiłem też
| Cytat: | 6 część
- Cicho Jabol i idź spać – odparli mu towarzysze.
- Wstawać lenie, i do pracy. Tekmelion, ty bierzesz się za czyszczenie sedesu. Ty Fajer idź zrób nam śniadanie. Ja pójdę wypiorę majtki. Ciebie, Myo, nie obciążamy, w końcu jesteś kobietą.
- Dziękuję Jupi.
Fajer poczuł się zazdrosny. Przez chwilę chciał rzucić w Jabola czymś ostrym, ale zrezygnował. Poszedł zrobić śniadanie dla drużyny.
- Kto rzygał do tego kibla?! – krzyknął Tekmelion – Czy wyście powariowali?!
- Dziwię się, że dopiero teraz to odkryłeś. Jeśli chcesz wiedzieć to to ja rzygałem – odparł Jupi.
Takie rozmowy są wśród drużyny normalne. Gdy już wykonali czynności, które mieli wykonać oraz zjedli śniadanie (gluty z nosa, odchody węża gaszone śrubokrętem), wyruszyli w dalszą podróż.
Gdy przebyli już kilka kilometrów, Myi zachciało się siq. Zostawiła więc resztę drużyny i poszła w krzaki.
- Aaa, zostaw mnie zboczeńcu! Nie dotykaj mnie! – krzyczała.
- Słyszeliście? – zapytał Fajer – Coś się z nią stało! Ratujmy ją!
Chłopaki poszli. Próbowali odnaleźć serafię, ale nic im to nie dało.
W końcu odnaleźli trop. Zobaczyli dwa rodzaje stóp: pierwszy należał z pewnością do myi, a drugi do bliżej nieokreślonej istoty. Poszli za tymi śladami. Doszli do centrum handlowego.
- Ja nie idę. Dla dziewczyn jestem w stanie zrobić wiele, ale do Biedronki nie pójdę – stwierdził Fajer.
- Fajer, dlaczego nie? Odnajdziesz tam swoich przyjaciół, nawet nie wiesz ile mają tam lalek Barbie. – odparł Tek.
- A Kena mają?
- Z odzysku.
- To idę.
Weszli.
- Tek, Fajer, ratujcie, to światło mnie zabijaaa!!! Światłość, światłość, widzę światełka w ciemności! Już idę! – mówił Jupi.
- „Don’t make village” jak to mówią Angole. – odparli mu – To tylko lampy.
Po tych słowach Jabol jeszcze bardziej się przeraził. Tek kupił mu w aptece środki na uspokojenie. Gdy Jabol je wziął natychmiast zasnął.
- Bez komentarza – stwierdził Fajer.
- Sory Fajer, chciałem więcej kupić, ale kasy mi nie wystarczyło, a moich skarpetek nie chciała wziąć.
- Nie dziwię się.
Poszli dalej. Fajer wziął Jabola na barana. Sam wyglądał przy tym jak baran, ale cóż poradzić.
- Patrz! Tam jest! - powiedział do Fajera Tekmelion.
- Za nim!
Biegali ze wszystkich sił, ale nie mogli go dogonić. Tek wziął więc wózek i ruszył za myą i tajemniczą istotą. Tak samo zrobił Fajer.
Jeździli jak [*aaa psik!!*] po całej głowie Biedronki, między kropkami. Na jednej półce zauważyli leżącego brokuła.
- No i kur** pustelnik jestem.
- Pustelnik jak pustelnik, ale brokuł ogółem z ciebie niezły – powiedział Tek i zjadł warzywo.
- Jakiś futrzany był.
- „Misiek, brokuł. Wyprodukowany w 1991. Cena 9,99 zł”
- Niskie ceny(TANIE RATY! A, to nie Neonet), jak nigdzie. Trzeba nie oglądać tych kłamliwych reklam, kiedy robię zażarcie fakju i rozpier***am mrówki w C&C
- Tek, ile razy ci powtarzałem, że komputer szkodzi zdrowiu. Spójrz na mnie. I nie klnij.
- A picie Coli i jedzenie tortu jednocześnie też szkodzi.
- Dobra, ruszamy dalej.
Niestety, dopiero teraz zrozumieli, że nie włożyli monety do wózków i ciągną za sobą całą kolumnę. Wyszli na parking i każdy włożył ogromny wysiłek(stfu, 2 zł).
W końcu dogonili myę i tajemniczą postać.
- Kim jesteś? – zapytał się Fajer owej tajemniczej istoty.
- Jestem Jozin z Bazin.
Zarówno Tek jak i Fajer spadli z wózka.
- Co?
- To. Ja się wam przedstawiłem, teraz wy się przedstawcie.
- Ja jestem Fajer, a ten to Tekmelion. Na baranach mam natomiast Jabola.
- Jabola? – zapytał się z szerokim uśmiechem Jozin.
- Nie takiego jabola piwożłopie.
- Nie?
- Nie. Ten Jabol jest bezalkoholowy i przez to o wiele mniej wart. Ale do rzeczy: dlaczego porwałeś tę serafię? Ona jest moja!
- Nudziło mi się.
Do rozmowy wtrącił się Tek.
- Ja znam wiele rzeczy, które można robić, gdy się komuś nudzi.
- A które nie przeczą Szóstemu Przykazaniu? – zapytali się go jednocześnie Fajer i Jozin.
- Hmm… niech pomyślę… kurczę, żadne. – odparł Melon.
- No widzisz – odparł Fajer – Dobra: wiemy już dlaczego porwałeś Myę. A my chcemy ją zabrać z powrotem… siła czy ugoda?
- Jabol – odpowiedział Jozin.
- A niech będzie, masz – Fajer dał Jabola Jozinowi, a ten mu Myę – Ok, jesteśmy kwita.
Mya, Fajer i Tek opuścili Biedronkę.
- Wiecie co? – zapytała chłopaków Mya – Żal mi tego Jabola. Może wróćmy do Jozina i jakoś to z nim załatwimy…
Ktoś krzyknął. Bez problemu można było usłyszeć przekleństwa. Drużyna obróciła się. Dogonił ich Jozin z Jabolem na ramionach.
- Weźcie go ode mnie! – błagał ich – Moja żona, on zjadł moją żonę! Nie chcę go widzieć, bierzcie go i wynocha. Moja biedna żona…
- To Józki z bagien też mają żony?
Jabol wyglądał na zadowolonego. Uśmiechał się głupio i beknął sobie.
- Idźcie już stąd. WYNOCHA!
Poszli.
- Dobra, więc idziemy dalej. Załatwmy teraz wszystkie potrzeby fizjologiczne – powiedział Tek.
- Fajer, czy mogę… - Jabol urwał, bo Fajer już mu odpowiedział:
- Nie. Przecież wiesz, że nigdy ci nie pozwolę.
- Pożałujesz tych słów, pożałujesz… |
Bardzo długa przerwa, ale jednak dalej
| Cytat: | 7 część
Jabol trzymał i trzymał aż w końcu nie wytrzymał.
-Ło matko. Ty Fajer stań naprzeciwko mniee.
-A po co?
-Nie gadaj tylko stawaj!
Fire stanął. Za nim był jeszcze fragment ścieżki, którą szli jak [*aaa psik!!*], a jeszcze dalej widać było kotlinę, całą usypaną spróchniałymi sosnami i jodłami.
-No stoję i co dalej?
Yubas był już przygotowany.
-Otwórz szeroko ten pys… buzię.
-Po co to wszystko, oprawco golonek, jak się sam zresztą nazywasz?
-Stój…
Jabol zdjął gacie i zaczął sikać Fajerowi do gęby.
-***** ****** mać! Przestań **** moczem ***********!
-HAHAHAHA! OMG!
-Fire, ależ ty jesteś wulgarny. - Powiedziała Mya.
-Teraz jestem cały osikany…
-Od dziecka przecież marzyłeś, żeby poczuć jak to jest, kiedy jesteś cały mokry – wtrącił się jak zwykle nieproszony TheC.
-Jaki ty głupi jesteś, czy naprawdę myślisz, że chodziło mi o ten brudny moczokał?
A tak btw. czy ktoś wie czemu kartograf już tak dobrze słyszy? Otóż to było tak:
Kiedy Fajer i TheC jeździli po Biedronce zatrzymali się kilka razy. Najpierw zatrzymali się przy zabawkach, żeby kupić Fire’owi lalkę Barbie. Następnie podjechali do działu z różnymi rupieciami. Znaleźli patyczki do uszu.
-Ooo ja chyba wiem TheC czemuś ty taki głupi. Znaczy się głuchy, ale głupi też. – rzekł Fajer przytulając swoją lalkę.
-Co ty tam mamroczesz?
-Pokaż uszy!
-Nie widzisz z daleka?
-POKAŻ!
Thecmelion z niechęcią pokazał ucho.
-I wszystko jasne. Całe uszy masz w miodzie!
-Pszczółka Maja, sobie lata, ooo…
-Teraz o owadach myślisz. Dawaj to ucho.
Fire zebrał cały słoik.
-Masz tego więcej niż Shrek. Ale straciliśmy dużo czasu, w drogę!
-A czy to ważne? Ważne, że wreszcie jesteś mokry!
-Ja ci…
Drużyna z trudem założyła Fajerowi kaftan bezpieczeństwa i położyła go na rożnie. Zaczęli zbierać drewno i chrust na podpałkę.
-Eej, co wy robicie?
-Chcemy ciebie upiec.
-Za co, wy ludożercy?
-Za to, że nie umiesz się zachować. Jeśli ładnie przeprosisz to się zastanowimy.
-Ja, Fire Master…
Tutaj oszczędzę Wam tej męki czytania
-Naradzimy się, a ty jeszcze trochę powisisz.
Czas mijał.
Po dwóch godzinach przyszedł Jabol.
-I co?
-Stwierdziliśmy, że zostaniesz upieczony… ale to oczywiście żart.
-Wystraszyłeś mnie.
Rano postanowili wyruszyć dalej.
-To gdzie idziemy?
-Tam gdzie szliśmy.
-Eee, znudziła mi się już ta ścieżka.
-Wymyśl lepszą.
-Ja wiem! Chodźmy na południe, w góry!
-Chyba cię mama nie kocha.
-Skoro wy nie macie pomysłu to ja mam. Idziemy!
Szli tak przez 3 dni.
-Dobra, jesteśmy już pod jakąś górą, ale gdzie dokładnie?
-W Menelgond.
-Łoo to żeś odkrył. Gadaj TheC, na pewno coś masz w archiwum.
-Archiwum mam w domu matole. Ale może coś się znajdzie.
Po długim wyczekiwaniu znużony Fajer zapytał się TheCa:
-Znalazłeś coś w końcu?
-No przecież mówiłem, że archiwum mam w domu, a ze sobą wziąłem tylko mapę swojej wanny.
-No to ładnie. Chodźmy dalej w te góry.
Szli i szli i szli…
-Jak tu zimno – powiedział YubY – co za palant wybrał tę trasę?
-Ty! – odpowiedzieli wszyscy zgodnie.
-Ja? No trudno, raz się żyje.
Gdy zapadł wieczór zaczęły się problemy.
-Ech no, zawsze udało nam się znaleźć jakąś kępę trawy, na której można było się przespać. A teraz same kamienie.
-Niedaleko już do szczytu, chodźmy się rozejrzeć.
-Ja nigdzie nie idę, jestem już zmęczony.
-No ja też.
-Niech będzie, zostaniemy tu.
„Kto rano wstaje temu Pan Bóg daje” - jednak tym razem to nie zadziałało.
-Heej już świt, a jedzenia nie ma.
-Nie zapominaj, że mamy GOLONKĘ!
-A no tak, posiekaj, bo już nie mogę jeść tego łykowatego ścierwa.
-Przydałaby się jakaś odmiana w mięsie.
Zjedli śniadanie i poszli się rozejrzeć.
-Ja was chyba pozabijam. Nie chce wam się czterech liter ruszyć, a tu obok domek stoi.
-Weź ty Fajer się tak nie gorączkuj, bo złość piękności szkodzi.
-A ty TheC zrozum, że znowu popełniliście błąd.
-Chłopaki, wy się kłóćcie, a ja pójdę do chatki – odezwała się Mya.
-Ja idę z tobą.
-I ja.
-Ja też.
A więc w końcu poszli wszyscy.
-Zapukaj Fire.
-Marzysz, sam zapukaj.
-A kogo to był pomysł, żeby tu przyjść?
-No dobra, idę.
-Heeej, któż to się tam tłuczo do drzwio? Idom, idom.
-Co to za pijak tam po drugiej stronie?
-Któż to waży nazywoć mnie pijokiem?
-Ten tam. – Jabol pokazał na jezioro, które było głęboko w dole.
-Nudzita się? Ni obgadujta mni panocku!
-Chcieliśmy się zapytać gdzie jesteśmy.
-Otóż jesteście w góroch.
-Taa, nie gadaj.
-Jeśli będzieta szli na południo dojdziecie do Frostgard.
-Cooo?
-Jeh tam, lepiej się przedstowcie.
-Jestem YubY, to jest Fire, to Thecmelion, a to Mya. Podróżujemy byle gdzie i nie wiemy gdzie.
-Ja jestem Robiksio, mioszkam z moja sługusem.
-A jak on się zwie?
-Ni mogę powiodzieć wam jak, ale inicjały podom.
-To podaj…
-J.O.
-Heh. No dobra, a kim jesteś?
-Jam jest rolnik, rolnik, rolnik, rolnik, rolnik sam w góroch.
-No widzę, że zbiory są rewelacyjne.
-Ano nie udało mi się w tym roku.
-A skąd masz pożywienie?
-Chodzita do sklepu.
-Emm… to my już pójdziemy dalej.
-Żegnajta, i szczęścia wam życzo, potrzebno bedzie
Szli przez pół godziny. Z jednej strony urwisko, z drugiej strony urwisko, a przed nimi – bardzo stroma ściana, ale przynajmniej dało się zejść.
-Taa, to kto schodzi pierwszy?
-Ja proponuję, żeby pierwszy schodził TheC, a potem ja, Mya i na końcu YubY.
-Ej noo ja nie chcę być pierwszy.
-A ja ostatni.
-Ty TheC idziesz pierwszy, bo jesteś kartografem i może kojarzysz teren. A ty Juhas na końcu, bo potrzeba kogoś „krzepkiego” na tyłach.
-Taa, wiem co chcesz przez to powiedzieć. Dobra, może być.
Zaczęli schodzić. Nie doszli do połowy, kiedy YubY nie uczepił się ściany, zaczął spadać i pociągnął wszystkich wszystkich w dół. Do dziś opowiadany jest wiersz o górskich wędrowcach:
Pewni wędrowcy z tarasu
Nałykali się za dużo potasu.
Spadli z góry
I tyle robili hałasu.
Ale to nie koniec naszej historii. Wróćmy do górala.
-Wiesz, ułożyłem pioseneckę.
-Jaką, panie Robiks?
-Andukar marzy, żeby było miło
Andukar marzy, żeby życie jakoś się wiło
Andukar marzy, żeby Menelowe ludzie
Andukar marzy, nie utopili się w wódzie.
Do Andukara marzeń, dorzućmy jeszcze to,
Żeby dla rolników były darmowe zakupy w Tesco.
-Brawo, brawo, sama prawda.
-Wiesz, martwio się o tych wędrowców. Chodźta ich poszukać, dżeJOł. Goł, goł, Pałer Rendżers! |
|
_____________________________________________________________________
|
| Ostatnio zmieniony przez 2008-07-29, 12:05, w całości zmieniany 18 razy |
|
|
|
 |
galgan

Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: Nie mam gry
Wiek: 18 Dołączył: 04 Sty 2008 Posty: 127 Skąd: miasto k. Bydgoszczy
|
Wysłany: 2008-02-05, 19:41
|

|
|
Super pomysł ! Też mnie tam daj ! Proszę ! Ale jeśli już, to tak jak powiedziała Kalia, nie przesadzaj . I jeszcze tytuł popraw, bo tam jest "Opowieść z udziałem użytkowników naszego foru,", a powinno być "Opowieść z udziałem użytkowników naszego forum" . A ogólnie fajne . |
| Ostatnio zmieniony przez galgan 2008-02-05, 19:44, w całości zmieniany 2 razy |
|
|
|
 |
SaberHaker
My soul, make music!


Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: 2.43
Platforma S2: PC
Dołączył: 25 Gru 2007 Posty: 47 Skąd: P(r)oland
|
Wysłany: 2008-02-05, 21:18
|

|
|
WoW ,super = 9+/10
No ,a gdzie reszta userów ....
Tia... YubY = Male + Male = Female + Female <Wzór na powstanie Yabola> |
_____________________________________________________________________
 |
|
|
|
 |
mya-serafia
Mya


Wersja gry S1: UW: 2.28
Wersja gry S2: 2.40
Wersja gry S3: Nie mam gry
Wiek: 22 Dołączyła: 18 Gru 2007 Posty: 97 Skąd: Będzin/Łagisza
|
Wysłany: 2008-02-05, 21:20
|

|
|
Ekstra opowiadanko Ale z tego lałam Jak chcesz to możesz wtrącić tam serafię o imieniu Mya Heeh i te teksty typu "-Heloł! Gdzie moja super, ekstraśna tarcza?" lub "-Elo moto i heja banana! Co słychać dav3d, stary głupcze?" Po prostu miodzio |
_____________________________________________________________________ "Yes, he sleeps nakedly, while I always sleep fully dressed.
He is full of Life, I am mostly depressed.
I guess, that's why I wish that he would want to take a walk with me
through lonely Fields of Sorrow, the only place I've ever seen..."
 |
|
|
|
 |
Riki Bomori
Riki theBoner


Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: Nie mam gry
Wiek: 23 Dołączył: 28 Sty 2008 Posty: 111 Skąd: Płock
|
Wysłany: 2008-02-06, 16:50
|

|
|
| Narazie 9+/10. Jak zrobisz dłuższe i dasz więcej ludzi to bedzie i pełna dziesiątka. |
_____________________________________________________________________ "A holy vampire hunter who was blessed by the light. His name means "cross."
His rival is a Slovenian vampire, Kudlak, and their battle is unparalleled. They both assume various animal forms such as pigs, cows, and horses, but his forms can be recognized by their white color. It is said that evil can never overcome light, and each battle ends with Kresnik victorious." |
|
|
|
 |
YubY
Bumelant :>


Wersja gry S1: UW: 2.28
Klan S1: Strażnicy Frostgardu
Wersja gry S2: ZE: 2.65.2
Platforma S2: PC
Wiek: 25 Dołączył: 15 Kwi 2007 Posty: 212 Skąd: Piaseczno
|
|
|
|
 |
Devil Hunter
Also known as Virian


Wersja gry S1: UW: 2.28
Klan S1: Strażnicy Frostgardu
Wersja gry S2: ZE: 2.65.2
Platforma S2: PC
Wersja gry SC: Citadel
Platforma SC: PC
Wersja gry S3: Nie mam gry
Dołączył: 04 Paź 2007 Posty: 236 Skąd: Sosnowiec
|
Wysłany: 2008-02-08, 13:22
|

|
|
| SaberHaker napisał/a: | No ,a gdzie reszta userów .... |
Spokojnie, wszystko w swoim czasie. Dla Ciebie już mam przeznaczone miejsce, więc się nie martw
Tak zdradzę, że między innymi w nowym odcinku pojawi się Shei i TheC |
_____________________________________________________________________
|
| Ostatnio zmieniony przez Devil Hunter 2008-02-08, 16:01, w całości zmieniany 1 raz |
|
|
|
 |
galgan

Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: Nie mam gry
Wiek: 18 Dołączył: 04 Sty 2008 Posty: 127 Skąd: miasto k. Bydgoszczy
|
Wysłany: 2008-02-08, 14:10
|

|
|
| Devil Hunter napisał/a: | | Tak zdradzę, że między innymi w nowym odcinku pojawi się Shei i TheC |
No to szykuje się niezła zabawa . Jak już mówiłem, możesz też mnie gdzieś tam dać, ale bez przesady . |
|
|
|
 |
Devil Hunter
Also known as Virian


Wersja gry S1: UW: 2.28
Klan S1: Strażnicy Frostgardu
Wersja gry S2: ZE: 2.65.2
Platforma S2: PC
Wersja gry SC: Citadel
Platforma SC: PC
Wersja gry S3: Nie mam gry
Dołączył: 04 Paź 2007 Posty: 236 Skąd: Sosnowiec
|
Wysłany: 2008-02-08, 15:28
|

|
|
galgan, jakoś Cię wepchnąłem, ale pamiętaj - jeszcze się pojawisz |
_____________________________________________________________________
|
| Ostatnio zmieniony przez Devil Hunter 2008-02-08, 15:30, w całości zmieniany 1 raz |
|
|
|
 |
YubY
Bumelant :>


Wersja gry S1: UW: 2.28
Klan S1: Strażnicy Frostgardu
Wersja gry S2: ZE: 2.65.2
Platforma S2: PC
Wiek: 25 Dołączył: 15 Kwi 2007 Posty: 212 Skąd: Piaseczno
|
|
|
|
 |
Thecmelion
TheC(melion) :P


Wersja gry S1: UW: 2.28
Klan S1: [SF] Black Hand
Wersja gry S2: ZE: 2.65.2
Klan S2: Nie dotyczy :)
Platforma S2: PC
Wersja gry S3: Nie mam gry
Wiek: 26 Dołączył: 09 Lut 2007 Posty: 2201 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: 2008-02-08, 15:51
|

|
|
Przygłuchy, słaby i pierdem ratujący Yubego, już chyba niżej nie można było upaść A tak w ogóle to nieźle Ci to wyszło. Mam nadzieję, że gdzieś mnie tam jeszcze "wkleisz" w opowiadanie. |
_____________________________________________________________________
|
|
|
|
 |
YubY
Bumelant :>


Wersja gry S1: UW: 2.28
Klan S1: Strażnicy Frostgardu
Wersja gry S2: ZE: 2.65.2
Platforma S2: PC
Wiek: 25 Dołączył: 15 Kwi 2007 Posty: 212 Skąd: Piaseczno
|
|
|
|
 |
galgan

Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: Nie mam gry
Wiek: 18 Dołączył: 04 Sty 2008 Posty: 127 Skąd: miasto k. Bydgoszczy
|
Wysłany: 2008-02-08, 20:25
|

|
|
| Devil Hunter napisał/a: | | galgan, jakoś Cię wepchnąłem |
Zauważyłem . A tak w ogóle, to druga część jest o dwa, nawet trzy nieba lepsza, i nie tylko dlatego, bo występowałem w nim ja, tylko dlatego, bo się więcej działo. Jak tak dalej będzie, to głosuje na dodanie to na stronę . |
| Ostatnio zmieniony przez galgan 2008-02-08, 20:26, w całości zmieniany 2 razy |
|
|
|
 |
SaberHaker
My soul, make music!


Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: 2.43
Platforma S2: PC
Dołączył: 25 Gru 2007 Posty: 47 Skąd: P(r)oland
|
Wysłany: 2008-02-08, 20:27
|

|
|
| Devil Hunter napisał/a: | | Dla Ciebie już mam przeznaczone miejsce, więc się nie martw |
hmmm... już to widzę ,pewnie będę sprzedawał spam |
_____________________________________________________________________
 |
|
|
|
 |
Kalia
w(y)kurzacz trolli


Wersja gry S1: UW: 2.28
Wersja gry S2: IB/WS: 2.65.2
Platforma S2: PC
Wersja gry SC: Citadel
Platforma SC: PC
Wersja gry S3: Nie mam gry
Wiek: 27 Dołączyła: 13 Lut 2007 Posty: 1945 Skąd: Zielonka k. Warszawy
|
Wysłany: 2008-02-08, 20:36
|

|
|
OMG
O, i znalazłam coś na ilustrację jednej z oststnich scen
Ps.: A ja? |
_____________________________________________________________________
| Gauri napisał/a: | Wpisuję Cię na listę osób, którym Kalia może niechcący urwać głowę przy samych kostkach |
Oh, I love this job...
Polecam: http://takbardzozle.blogs...2-pisownia.html |
|
|
|
 |
|
|
|
|
|
| Strona wygenerowana w 0,62 sekundy. Zapytań do SQL: 13 |
|
|