logo



FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
ProfilProfil  Nie masz wiadomościNie masz wiadomości  Wyloguj [ Arch ]Wyloguj [ Arch ]

Poprzedni temat «» Następny temat
Spisek przeciw Lodowym Elfom    Ignoruj ten temat
Autor Wiadomość
Peace 
Pacyfista



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: 2.43
Wersja gry S3: FE
Wiek: 21
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 92
Skąd: Pleszew
Wysłany: 2007-11-16, 14:30   Spisek przeciw Lodowym Elfom

Czytajcie i krytykujcie :D Poprawiłem literówki które widnieją w wersji na stronce.

Rozdział I


Karczma w Braverock tego dnia miała wielu gości. W całym pomieszczeniu było słychać rozmowy ludzi, krasnoludów i innych stworzeń, a elfickie kelnerki chodziły w tą i w tamtą nosząc piwo i różne potrawy. Nagle do karczmy weszła jakaś mroczna postać. Całe pomieszczenie opanowała dziwna aura. Owa osoba miała na sobie szaro-brązową szatę i kaptur, przez co nie było widać niczego, co można by schować pod szatą. Była wysoka i
niebyt dobrze zbudowana. Wszyscy wzrok skierowali na przybysza. On stał nieruchomo. Krasnoludzcy kucharze wychylili się z kuchni aby sprawdzić dlaczego nagle zrobiło się cicho. Postać nagle ruszyła w stronę lady, a jeden z kucharzy pobiegł do właściciela karczmy, aby zawiadomić go o przybyciu dziwnego gościa. Wszyscy wzrokiem szli za zakapturzonym, a on jakby nic nie widział szedł dalej w stronę lady. Gdy postać chciała wejść do kuchni jeden z krasnoludów stanął mu na drodze i powiedział:
- Tu wolno wchodzić tylko personelowi.
Postać opuściła lekko głowę i zdjęła powoli kaptur tak, aby twarz ujrzał tylko ten, który go zatrzymał. Krasnolud zobaczył bladą twarz Mrocznego Elfa. Był na niej jeden szew. Włosy miał siwe i długie do szyi. Przybysz rzekł:
- Zejdź mi z drogi, bo twoim szpikiem nakarmię klientów.
Krasnolud, jak to krasnolud, podszedł do tego lekceważąco i odpowiedział:
- A chcesz spróbować mojego topora?
Mroczny Elf założył kaptur, lekko wychylił spod szaty swoją bladą rękę i wyszeptał coś po cichu. Krasnolud wybuchł za sprawą czaru - jego wnętrzności i krew zalały kuchnie i trochę pomieszczenia dla gości. Klienci nagle wpadli w panikę. Elf jednym ruchem zdjął szatę i wykrzyknął:
- Wracać na miejsca, bo zrobię z wami to samo co z kucharzem!
Jego głos zabrzmiał śmiertelnie poważnie a wszyscy tylko wrócili się na miejsca i z przerażeniem siedzieli. Mroczny Elf był w szarej kamizelce i spodniach, które miały trochę podarte nogawki. Na pasie miał miecz schowany w pochwie, mały sztylet oraz kilka mikstur. Wszystko jakby zamarło a bladoskóry energicznym krokiem poszedł dalej. Chwile później był już w pomieszczeniu właściciela karczmy. Krasnoludzki kucharz stał przed właścicielem i rozmawiał z nim. Przybysz wszedł do pokoju i powiedział:
- Wyjdź krasnoludzie.
Krasnolud zagryzł zęby i już chciał się rzucić na przybysza, lecz nagle rozległ się spokojny głos właściciela:
- Do kuchni.
Krasnolud uspokoił się i tylko rzucił krwawe spojrzenie na Elfa, po czym wyszedł. Właściciel rzekł:
- Kim jesteś i czemu niepokoisz moich klientów?
Gospodarz mówił to z zupełnym spokojem, siedział na krześle za biurkiem z lekko uśmiechniętą miną. Obok niego stała długa drewniana laska, a on miał na sobie zbroje płytową i złoty kaptur. Miał krótkie włosy i pogodną twarz. Mroczny Elf mu odpowiedział:
- Jestem Liu, przyszedłem do Ciebie z pewną sprawą. Wiem, że jesteś potężnym magiem i potrzebuje twojej pomocy. Mam zamiar raz na zawsze zgładzić rasę Lodowych Elfów. Czy mi pomożesz?
- Hmm… Ale po co chcesz ich zgładzić?
- Oni coraz bardziej nasuwają się na nasze tereny. Będą mieli za swoje.
- Więc mielibyśmy iść do lasów w okolicach Tyr-Fasul? To bardzo daleko…
- Znam maga, który otworzy nam teleport.
- Nie mogę powiedzieć, aby te lodowe elfy mi nie przeszkadzały. Coraz częściej słyszę o ich agresywności i bójkach, które wstrzymają w moim lokalu. Często także przyłapuję się je na złodziejstwie. Sądzę, że pomożemy całemu społeczeństwu. Dobrze - pomogę Ci.

Rozdział II

Gospodarz chwycił za swoją laskę, i rzekł:
- A tak w ogóle, jestem Aron.
- Czas ucieka… Chodźmy. - odparł Liu.
I wyszedł z pomieszczenia, nie patrząc czy mag za nim podąża. Zanim Liu doszedł do kuchni gospodarz rzucił na niego zaklęcie pnączy, unieruchamiając go, na co wyciągnął on odruchowo szybkim ruchem miecz.
- Co ty robisz?!- krzyknął zdenerwowany.
- Spokojnie. Nie chcę wychodzić głównym wejściem. Ludzie już dość się naoglądali.
Liu schował miecz i znacznie spokojniej rzekł:
- A właśnie… Rozsadziłem jednego z twoich kucharzy.
- Boże… No trudno, ale nie wykańczaj swoich. Zaraz wracam, polecę tylko kucharzom co maja robić.
- Ten krasnolud był denerwujący… nieważne. Zdejmij to zaklęcie.
- Zdejmę jak przyjdę.
Po tym Aron poszedł do kuchni a Liu usiadł i czekał. Po jakiś pięciu minutach wrócił i rzekł:
- Już skończyłem. Zdejmę z Ciebie to zaklęcie i idziemy.
Aron bez żadnego wysiłku jednym ruchem ręki zdjął klątwe.
- Nareszcie… Teraz chodźmy.- rzekł Liu.
- Za mną!
Poszli do tylnych drzwi. Za parę sekund już byli na zewnątrz. Gdy wyszli Aron go zapytał:
- Gdzie jest ten czarodziej?
- Tu w mieście. Przy moście.
- Prowadź więc.
Mag przesunął się i Liu zdecydowanym krokiem poszedł naprzód. Po drodze spotkali jednego mniejszego demona, który nie sprawił im większych problemów. Szli dość długo dróżką aż doszli do małego drewnianego mostu nad rzeczką.
- Coś tu jest nie tak… - powiedział Liu
- Te tereny niedawno oczyszczałem z demonów. Nawrót powinien być dopiero za tydzień. - odparł Aron.
- Nie, nie chodzi o to… Nie widzę Vexara.
- Tego czarodzieja?
- Tak. Coś mi tu nie gra.
Gdy doszli na miejsce nikogo tam nie było. Tylko ślady krwi i dziwne małe dziurki o średnicy ok. 1 cm pomrożone z brzegów. - Wystawił mnie! - stwierdził pochopnie Liu.
- Nie…- Aron schylił się do dziurek- On walczył. To ślady po ostrzach mrozu no i jeszcze ta krew…
- No to co robimy? Chyba go nie będziemy szukać?
Aron wstał i obrócił się do Liu.
- Pomyśl logicznie… Co mogłoby się stać z magiem stojącym samotnie na mostku? Wyklucz ogniste demony. Od czego się tu roi prócz nich?
- Od bandytów!- odparł z namysłem Liu.
- Otóż to. Trzeba więc…- nagle Liu mu przerwał
- Patrz!
Widać było nadchodzących dwóch bandyckich magów, pięciu łuczników oraz wojowników.
- A więc musimy stanąć do walki!- oświadczył Aron i rzucił na siebie zaklęcie „skóra z kamienia” które wzmocniło jego odporności. Liu wyciągnął swój miecz zdobiony elfickimi runami, co sprawiało, że ostrze lśniło na czarno jakby chciało tchnąć zarazą. Aron rzucił ostrza mrozu na przeciwników a ci po odebraniu ciosu przyspieszyli kroku i zaczęła się walka.

Rozdział III


Liu ruszył na przeciwników i zaczął zabijać wojowników jeden za drugim. Wrodzy łucznicy ustawili się w drugiej linii strzelając do Arona i jego kompana a magowie zbliżali się do pierwszej linii chcąc rzucić na wojowników zaklęcie wzmacniające. Gdy Liu zabijał ostatniego wojownika, napastnicy zrozumieli, że nie mają już szans wygrać i zaczęli uciekać. Aron zdołał rzucić ostatnią kulę ognia na wrogiego maga zabijając go a reszta uciekła.
- Po problemie.- oświadczył mag.
- No to co teraz?
- Vexara najprawdopodobniej porwali lub zabili bandyci. Przeszukajmy więc ciała.
- Dobra, ja przeszukam wojowników a ty przeszukaj maga.
Liu zaczął po kolei przeszukiwać martwych wojowników. Nie znalazł nic prócz kilku mikstur leczących. Co innego Aron. Znalazł on jedną runę dla maga, (Ognista Kula) którą od razu użył. Było tam jeszcze parę mikstur i jakieś pismo. Mag, którego przeszukiwał Aron wyglądał jak szef grupy, miał fioletowy szal raz przewinięty na szyi i czarną szatę. Inni z jego grupy nosili tylko szare łachy. Aron wziął kartkę i zwrócił się do Liu:
- Znalazłem jakieś pismo!
- Pokaż!
Elf zaczął czytać pismo a było tam napisane:
„ Rozkazy

Porwijcie maga stojącego na mostku około godziny 15 i przytransportujcie go do naszej kryjówki. Następnie zabijcie Mrocznego Elfa który powinien się pojawić niedługo po waszym przybyciu. Uwaga, może z nim być mag, jeśli się pojawi zabijcie obu. Podczas gdy będziecie z nimi walczyć, mniejsza część z was może czekać ze związanym magiem (tym, którego porywacie) w zaroślach.

Lepiej niech wam się uda
R.O.T.”
Gdy Liu skończył czytać, podał kartkę Aronowi aby ten ją przeczytał. Gdy już skończył, schował list do swojej kieszeni i powiedział:
- Nie ma sensu przeszukiwać krzaków. Na pewno śledzili przebieg walki i uciekli z magiem. Musimy więc znaleźć kryjówkę złodziei, tam powinien być Vexar.
- Tylko kto może wiedzieć gdzie to jest…
- Popytam u mnie w tawernie. I oczywiście ty tam nie przychodź, ludzie już dosyć widzieli. Klienci, którzy byli obecni przy tamtym incydencie raczej nie przyjdą do tej tawerny już nigdy. Ty tymczasem popytaj o coś w mieście, spotkamy się za dwie godziny u mnie w gabinecie.
- No dobra…
I poszli w swoje strony. Liu od razu zaczepił pierwszego człowieka, którego zobaczył, lecz nic on nie wiedział. Więc poszedł dalej i pytał ludzi o kryjówkę. Gdy Aron doszedł do karczmy wszyscy już się bawili jakby Mrocznego Elfa nigdy tu nie było. Aron zawołał jednego z elfickich kelnerów do swojego biura. Gdy do niego przyszedł powiedział:
- Słuchaj. Pochodź po tawernie i popytaj czy ktoś wie gdzie znajduje się kryjówka bandytów.
- Jeśli pan chce wiedzieć… Ja wiem. Mogę zaprowadzić.
- Z nieba mi spadasz, podwyższę Ci pensje! Za jakieś pół godzinki przyjdź tutaj. A teraz wracaj do pracy.
- Dobrze szefie.
Gdy kelner wyszedł Aron odłożył swoją laskę w kąt i rozłożył się wygodnie na krześle. Tymczasem Liu chodził po zatłoczonych ulicach i pytał. Jak na razie niczego się nie dowiedział. Chodził w kółko od 20 min i miał już wracać do karczmy. Nagle coś go ogłuszyło. Ogłuszył go jeden z bandytów, z którym walczył wcześniej. Elf dostał się w ich ręce. Teraz wszystko zależało od Arona…

Rozdział IV


Po dłuższym czasie czekania Aron zaczął się niepokoić. Dlaczego nie wraca? Początkowo był zdenerwowany i zawołał do kelnera, aby powiedzieć mu, że poczeka sobie dłużej. Kelner wszedł niepewnie do gabinetu:
- Jeśli pan jest gotowy, możemy iść.
- Zaczekaj. Mój współpracownik nie przyszedł idę go poszukać. Jakby co to cię zawiadomię.
- Dobrze. - i odszedł.
Aron chwycił za laskę i poszedł na ulicę. Zapytał pierwszego lepszego przechodnia czy nie widział jakiegoś Mrocznego Elfa, który pytałby o drogę, a jeśli tak to w która stronę poszedł. Człowiek odpowiedział mu gwarą:
- Panie, co wyście wszyscy poszaleli?! Ciągle ktoś mi się o coś pyta!
Widać było wyraźnie ze wieśniak nie ma zamiaru odpowiadać. Zdenerwowany Aron nie zamierzał się go prosić i krzyknął na niego podkładając mu laskę do gardła:
- Powiesz mi gdzie poszedł czy mam sobie zrobić z twojego jelita naszyjnik?!
- Dobra powiem!- odpowiedział przestraszony- szedł w kierunku wyższego miasta, tam gdzie portal!
Aron puścił go wtedy a wieśniak uciekł od niego. Aron poszedł w tym kierunku i pytał ludzi dokładnie którędy szedł Liu. Reszta osób była pomocna i życzliwa, wskazywała Aronowi drogę. Aron napotkał na inną odpowiedź dopiero, gdy znajdował się przy skrzyżowaniu dróg (w lewo do górnego Braverock w prawo do wyjścia z Braverock). Owy człowiek mu odpowiedział niepewnym, kłamliwym głosem:
- Ja nic nie widziałem…
Aron od razu wyczuł że człowiek kłamie.
- Czyżby? Inaczej mi się wydaje. Mów!
- Dobrze, powiem… Ale na osobności! I jakby co, to tej rozmowy nie było.
- Stój. Teraz mów, co widziałeś.
- Najpierw przejdźmy na bok.
Aron i przechodzień stanęli trochę na boku tak, aby nikt nie słyszał, co mówią i kontynuował rozmowę.
- Najpierw widziałem bandytę, poznałem po stroju. Szedł od strony górnego Braverock. Ciekawe, jakim cudem przeszedł obok strażników…
- Do rzeczy!
- A tak! Wszyscy uciekli widząc zbója, Elf go jednak nie zauważył. Napastnik zaszedł go od tyłu i uderzył w głowę swoją laską a on upadł na ziemie. Następnie przeteleportował leżącego na ziemi Elfa w jakieś miejsce i poszedł. Najpewniej był to mag. Nie widział mnie, ukryłem się w krzakach.
- Dziękuję. Masz tu woreczek złota w zamian za informacje. Bardzo mi pomogłeś.
Przechodnia zaskoczył ten czyn i szczęśliwy poszedł w kierunku swojego domu. Aron zaś postanowił wrócić do karczmy, i polecić kelnerowi, aby zaprowadził go do kryjówki bandytów. Gdy był już na miejscu usiadł na krześle i zawołał kelnera. Gdy kelner przyszedł zaczęli rozmowę:
- Tak?- spytał kelner.
- Zaprowadź mnie tam.- w tym momencie wstał z krzesła- Mój kompan został pojmany przez tych bandytów. Muszę go więc uwolnić. I Vexara też.
- Jeśli można, jak pan zamierza pokonać wszystkich bandytów w pojedynkę?
- O tym nie pomyślałem…-Aron zamyślił się.
- Jeśli szuka pan kompana… Może ja? Uczyłem się trochę magii i szermierki…
- Jeśli chcesz! Ale to nie będzie bezpieczne… Do niczego Cię nie zmuszam!
- Chcę!- krzyknął jakby ucieszył się na wiadomość
- Nie rozumiem twojego entuzjazmu… A jak ty w ogóle masz na imię?
- Eti, proszę pana.
- Mów mi Aron.- poprosił uśmiechając się.

Rozdział V

Aron chwycił za laskę i zwrócił się do Etiego:
- Prowadź!
- Mógłbym najpierw iść do siebie po ekwipunek?
- Dobrze. Pójdę z tobą. Gdzie mieszkasz?
- Niedaleko w chacie na prawo.
- A więc chodźmy!
Eti poszedł pierwszy, za nim Aron wyszedł zamykając drewniane drzwi. Gdy szli kamienną drogą mag zaczął pogawędkę:
- Wszystko musi zostać między nami. Nie chce niepotrzebnego rozgłosu.
- Dobrze.
Aron chciał porozmawiać z Etim ale nie wiedział co ma powiedzieć… Nic nie przychodziło mu do głowy… Nagle Elf skręcił a Aron troszkę zdezorientowany za nim. Stali obydwaj naprzeciw kamiennego domu . Eti wyciągnął pęk kluczy i zaczął wkładać po kolei klucze do zamka od drzwi, aby odszukać ten właściwy.
- To tu. Jeśli pan chce zapraszam do środka.
- Chętnie. I nie „proszę pana” tylko Aron.
- Oczywiście.
W tym momencie elf otworzył drzwi i wszedł do domu. Była tam jedna drewniana sofa i stolik z czterema krzesełkami. Podłoga była z jasno-brązowego drewna, wokół stały rozmaite, także drewniane meble. Ogólnie dom sprawiał wrażenie jakby był cały z drewna.
- Niech pan tu sobie usiądzie - wskazał sofę – i poczeka tutaj.
- Nie pan tylko Aron.
Gość rozsiadł się na kanapie a laskę położył wzdłuż niej. Eti poszedł do innego pomieszczenia, aby się przebrać. Aron czekał spokojnie i słyszał tylko cicho dźwięk szeleszczącego metalu. To Eti zakładał zbroje i wsuwał miecz. Chwilę później był już gotowy. Miał na sobie srebrny pancerz przy pasie miał przypięty miecz.
- Możemy już iść. Jestem gotowy.
- A więc prowadź do tego miejsca.
Eti poszedł spokojnym krokiem w kierunku drzwi. Aron wstał chwycił laskę i poszedł za nim. Elf otworzył drzwi, przepuścił maga i zamknął drzwi na klucz. Za chwile wyprzedził Arona i zaczął go prowadzić. On niedaleko za nim po stronie jego prawego ramienia, spytał:
- W karczmie wspominałeś, że uczyłeś się szermierki i magii, a kto Cię uczył?
- Dobry mag… Lubiłem go. Nazywał się…- zamyślił się jakby zastanawiał się czy dokończyć zdanie.
- Jak?
- Vexar… Dlatego tutaj jestem i chcę Ci towarzyszyć.
Aron z początku zdziwił się trochę, potem odparł:
- Twój zapał od razu wydawał mi się dziwny… Ale ważne że mam kompana.
- W tej wieży jest siedziba bandytów…
Stali przed małą wieżą w górnym mieście, rozciągającej się na wysokość pierwszego piętra.
-Wejdźmy do środka.- zaproponował odważnie Aron.
Eti nic nie odpowiedział tylko wyjął bardzo skomplikowany klucz, i otworzył potężną kłódkę.
- Skąd miałeś klucz?- zapytał go mag.
- Nie twoja sprawa! Teraz zajmijmy się ratowaniem twojego kumpla i mojego nauczyciela.
Eti powiedział to tak opryskliwie, jakby zapomniał że Aron jest jego pracodawcą. Mag wtedy nabrał poważnych podejrzeń, ale szedł w zaufaniu za swoim podwładnym który wiele lat u niego służy. Elf otworzył drzwi. W środku były kręte schody i klapa prowadząca do podziemi. W pomieszczeniu panował zimny chłód. Eti otworzył klapę, machnął ręką aby Aron poszedł za nim i zaczął schodzić po drabinie. Za chwile dwójka stała już na dole. Elf rozejrzał się bacznie po pomieszczeniu, nagle zagwizdał. Z kątów powychodzili bandyci.
- Co to ma znaczyć?!- zawołał Aron.
Eti obrócił się ku niemu i z cwanym uśmieszkiem powiedział:
- Brać go!

Rozdział VI

Aron jednak był gotowy momentalnie gotowy do walki – rzucił na siebie czar wzmacniający i już miał się rzucić na bandytów, kiedy jeden z nich podszedł z Liu, któremu przykładał krótki sztylet do szyi.
- Chyba nie chcesz pozbawić życia swojego kolegi! – krzyknął opryskliwie Eti.
- Tyle lat dla mnie pracowałeś…
- I w końcu skończyłem pracę na zmywaku i osiągnąłem swój cel – teraz ja przejmę karczmę. Rzucaj laskę i podpisz akt własności a może podaruję mu życie!
Dawny pracownik Arona klasnął w dłonie, na co jeden z bandytów przyniósł mu kartkę papieru oraz mokre od atramentu pióro.
- Koniec tej zabawy… połóż grzecznie laskę na ziemi albo twój wspólnik będzie wąchał kwiatki od dołu!
Mag był bardzo zakłopotany. Jeśli rzuci laskę najpewniej zginą oboje. Jeśli zacznie walczyć będzie miał na sumieniu śmierć Liu. Elf miał związane usta tak, że nie mógł mówić. Aron patrzył mu bezradnie w oczy. Ten wydawał się dziwnie spokojny, skupiony. W głowie właściciela karczmy zaczęły się powtarzać słowa „zabij ciemięzcę i walcz…” ciągle w kółko. To właśnie była telepatia. Wszystko to trwało zaledwie kilkadziesiąt sekund a w oczach naszych bohaterów wydawało się godzinami. Aron zrozumiał, co ma robić – natychmiast zaatakował bandytę, który trzymał nóż przy gardle Liu czarem petryfikacja (skamienienie) a elf skręcił kark napastnika. Rozpoczęła się walka. Wszędzie buchały płomienie tworzone przez Arona. Jego kompan biegał po całej wierzy bandytów i skręcał im karki. Ci byli bardzo zdezorientowani, wszędzie był dym i płomienie. Ciągle słychać było krzyki umiejących wrogów a przez nie krzyk Etiego:
- Niee! To niemożliwe! Wszystko było tak dobrze zaplanowane!...
Wpadł on wręcz w histerię, krzyczał w niebogłosy, plan jego życia właśnie runął. Cegły, które tworzyły ściany zaczęły czerwienieć od ciepła. Mag zaprzestał rzucania płomieni i szybko skoczył w kierunku drabiny. Liu błyskawicznie zareagował i pobiegł za nim szybko wspinając się do góry. Za chwilę obaj stali do góry a Aron pospiesznie zamknął klapę. Mogli teraz chwilę odpocząć. Słyszeli obaj przytłumione krzyki raz po raz przerywane hukiem wybuchających rozgrzanych cegieł, których odłamki zabijały resztki bandytów. Bohaterowie stali podpierając się na kolanach ze zmęczenia.
- No to mamy obaj nauczkę, aby na przyszłość bardziej uważać… - westchnął Aron.
- Taa… Ledwo uszliśmy z życiem. Ale tu też nie jest zbyt bezpiecznie. Podłoga może zacząć się sypać. Chodźmy do twojej karczmy, tam porozmawiamy.
- Dobra myśl.
Nasza dwójka wyszła z wieży i w pośpiechu biegła do karczmy, bowiem było już ciemno, a w Braverock nie było o tej porze zbyt bezpiecznie. Bohaterowie biegiem za chwilę znaleźli się w karczmie Arona. Poszli do gabinetu szefa karczmy i rozpoczęli rozmowę:
- To wszystko było bardzo szalone. Nadal jestem w dziwnym szoku… - zagadał gospodarz.
- Ale teraz nam już nic nie grozi, więc zastanówmy się co dalej. Trzeba odnaleźć Vexara, bez niego nasza podróż się nie powiedzie. Nie podlega wątpliwości, że jest w rękach bandytów, lecz jest jedna dziwna rzecz. List, który znaleźliśmy przy jednym z bandytów kazał zabić nas obu, a nie zwabić Cię do wieży, więc R.O.T. to nie twój kelnerek. Musiał ich przekupić po walce, nie był ich stałym hersztem w mojej opinii.
- Myślę, że masz racje. Ale w takim razie gdzie szukać Vexara?
- U Lodowych Elfów. Ktoś musiał puścić parę a oni muszą wiedzieć o naszym planie….
- Więc co robimy?
- Trzeba przejść się kawałek po drodze do Tyr-Fasul i popytać po drodze czy ktoś widział jakiś lodowych elfów. Jeśli tak, spróbuj ich dogonić, nie wiem jak, miksturą szybkości, magią, wszystko mi jedno. Istnieje także możliwość, że mag przeteleportował się z elfami ja pójdę do najbliższego teleportu i sprawdzę czy był ostatnio używany.
- W takim razie załatwię nam konie i z rana wyruszamy. Spotkajmy się za powiedzmy dwa dni u mnie w karczmie. Jeśli mnie nie będzie to znaczy, że puściłem się w pogoń za elfami.
- Dobrze, niech tak będzie. Ja, gdy już sprawdzę teleport poszukam dodatkowego wsparcia, lecz deklaruję się być tutaj za dwa dni. I pamiętaj, aby samemu nie iść walczyć z Lodowymi Elfami, to by było samobójstwo.
- No, to chyba już wszystko mamy dokładnie rozplanowane – Aron jakby zadowolony rozsiadł się w swoim fotelu.
- Jeszcze jedna sprawa. Jakby nie mam gdzie przenocować. Czy mógłbym?...
- Hehe, no jasne. Czuj się jak u siebie. Chodź za mną.
Obaj poszli w górę schodami, które były w gabinecie Arona. Pokój był bardzo bogato umeblowany, stało tam wielkie łoże, z boku kanapa i dwa fotele, oraz drewniana ława przedniej roboty. Widać było, że mieszka tu osoba zamożna.
- Ja się prześpię na moim łóżku, ty prześpij się na kanapie. Najwyższy czas wypocząć, jutro nas czeka ciężki dzień. – zarządził gospodarz.
Liu bez słowa położył się na kanapie, podczas gdy Aron rozłożył się na swym łóżku. Obaj bohaterowie zasnęli bardzo szybko znużeni długim i męczącym dniem. Następny dzień dostarczy naszym bohaterom aż nadmiar przygód...

Rozdział VII

Wstał świt. Aron był strasznie niewyspany, lecz wiedział że nie ma czasu na to, aby zwlekać. Mag wstał pierwszy – nie budził elfa, tylko poszedł zorganizować konie. Zszedł cicho po schodach, w nadziei że może chociaż jego towarzysz w miarę się wyśpi. Wybiegł przed karczmę i donośnie gwizdnął. W tym momencie Liu zerwał się momentalnie ze snu. Aron nie pomyślał że ten gwizd go obudzi. Do gospodarza przybiegł piękny ciemnobrązowy koń.Miał on na sobie uzdę bogato zdobioną drogim materiałem.
- Mmm… Herold! – Mag poklepał konia po brzuchu. Obrócił się i zobaczył w drzwiach Liu. Mroczny elf który był strasznie niewyspany, wyglądał koszmarnie. Przy niewyspaniu jego blada skóra sprawiała wrażenie od lat już martwej.
- Aron…? Możemy ruszać? - powiedział zaspany.
- Tak, praktycznie to tak. Ale jeszcze jedno. Łyknij no sobie tego krasnoludzkiego miodu, od razu Cię ożywi!
Właściciel karczmy wyciągnął spod ubrań małą flaszeczkę i podał elfowi. Ten nie zastanawiając się wypił wszystko jednym łykiem. Oddał butelkę Aronowi. Był równie blady co przed chwilą.
- Uuu, mocny masz łeb! Hehe…
- Tak, tak… daj mi już tego konia i wyruszajmy.
- A właśnie… Jeśli chodzi o konia mam tylko jednego, tego którego widzisz obok mnie.
- O, super… To czeka mnie krótki spacer?... Nie szkodzi, pójdę na nogach.
- Szczerze mówiąc, myślałem o czymś innym. Wczoraj nie myślałem zbyt racjonalnie i dopiero teraz pomyślałem że można by najpierw sprawdzić teleport razem i wyruszyć za elfami razem. Przecież to bardzo niedaleko.
- Taaak, dobra myśl. No to zostaw Herolda i ruszajmy.
- Tak, tak jasne.. Zostań tu Harold. A tak w ogóle to skąd Ty wiedziałeś jak on…
- Nieważne. Czas nas nagli, chodźmy.
Nasza dwójka ruszyła do górnego miasta. Droga była istotnie krótka, a rozdzielanie się nie było dobrym planem. Przeszli przez bramę i stali przed teleportem.
- Aron, poszukaj śladów używania proszę, ja nie mam siły…
Mag bez słowa zbliżył się do owego miejsca. Bacznie obejrzał ziemię pod nim oraz runy na jego ścianach. Zobaczył tam coś czego obawiał się najbardziej – runy były delikatnie wypalone, ziemia zniszczona. To znak że ktoś podróżował portalem.
- Liu, nie jest dobrze. Ktoś się teleportował i to najprawdopodobniej był Vexar z Lodowymi Elfami.
- W takim razie musimy wyruszać do Tyr Fasul. Nie mamy innego wyboru. Teraz już nie tylko po to aby uwolnić Vexara, ale także aby wypełnić nasz główny cel – zniszczyć lodowe elfy. Co prawda nie będziemy mogli już atakować z zaskoczenia ale cóż…
Bladoskóry był coraz mniej zaspany, widać też było po nim powolne skutki alkoholu.
- Następny przystanek – Twierdza Kruka! – stwierdził Aron.
- Tak, myślę że tak. Nie traćmy więcej czasu. Chodź za mną.
Elf prowadził a za nim szedł mag. Idąc przez pola spotkali kilka demonów które nie stwarzały dla nich większego zagrożenia. Lecz zaledwie zaczęli swoją podróż, a już napotkali kolejną przeszkodę. Na drodze była spora grupa bandytów. Nawet bardzo spora. Rozbili oni obóz. Nie trzeba być geniuszem, aby się domyślić że czekali oni właśnie na nich. Bandyci byli wyraźnie przekupieni przez Lodowych Elfów.
- Cholera, przewidzieli każdy nasz ruch! – powiedział lekko podpity Liu.
- Nie ominiemy ich, nie ma tu żadnych lasów czy coś w tym stylu…
- Będzie trzeba ich załatwić. Ale w bezpośredniej walce nie damy rady.
- Zrobimy to podstępem… Słuchaj, zaczaimy się za tym krzaczkiem. Kiedy któryś z bandytów oddali się od reszty podkradniesz się do niego i zabijesz bezszelestnie. Potem ja założę jego rzeczy i pójdę do obozu. Dasz mi swój sztylet. Zabiję ich przywódcę to ich znacznie osłabi. Może nawet się wycofają.
- Ok, ok… Hep!
Przykucnęli obaj za dość dużym krzakiem. Aron cały czas wypatrywał jakiegoś bandyty. Liu, podpity i strasznie wyczerpany – zasnął. Mag tego nie zauważył bo był zbyt skupiony na swoim zadaniu. Przez powiewający delikatnie krzak widać było obóz bandytów. Aronowi zaczęły się kleić oczy. Czas płynął bardzo powoli. I wtedy nagle któryś z bandytów oddalił się od grupy i zaczął iść w ich kierunku. To była szansa na którą czekał. Spojrzał na swojego towarzysza który smacznie spał. Postanowił już go nie budzić, bo uznał że i tak był zbyt zaspany aby zabić ich cel. Chwycił jego sztylet w dłoń i czekał. Stukanie butów bandyty dudniło Aronowi w głowie. Czuł wyraźny przypływ adrenaliny. Postać była coraz bliżej. Gdy bandyta znalazł się już tak blisko, że można było by go chwycić za nogę, ten skoczył na niego wbijając mu sztylet w szyje przebijając rdzeń kręgowy i kręgosłup. Drugą ręką starał się zasłonić usta atakowanego aby nie było słychać krzyku. Lecz atakowany nie miał szans na krzyk, mag trafił go tak precyzyjnie, że umarł praktycznie od razu. Aron obawiając się że ktoś z obozu go dostrzeże przyciągnął go pośpiesznie za krzak. Dopiero gdy wyciągał sztylet z wiotkiej szyi bandyty zauważył coś bardzo ważnego – miał on fioletowy szal. Taki sam jaki miał wódz bandytów którzy ich atakowali wtedy przy moście. Magowi zaświeciły się oczy. Obudził szturchnięciem swojego towarzysza.
- Liu, Liu!
- Eee… Czego chcesz, Aron?
- Zabiłem ich wodza – mówił przebierając się w ciuchy denata – założę jego ciuchy i zarządzę odwrót. Ty tymczasem tutaj czekaj.
- No eee dobra… A co ja mam robić?... – spytał strasznie zaspany elf.
- Ty tutaj czekaj. Jak będzie po wszystkim, wrócę tutaj.
- No dobra. Jak co to mogę ewentualnie pomóc.
- Jasne. Dobra, idę do obozu zanim zaczną coś podejrzewać. Do zobaczenia.
Mag w pośpiechu ruszył w kierunku obozu. Jako broń miał tylko miecz który posiadał szef bandytów oraz sztylet Liu. Szedł zdenerwowany. Twarz miał całą zasłoniętą fioletowym szalem. Gdy był już w obozie bandyci go powitali:
- Hej chłopaki, szef wrócił! No to co robimy szefuniu? Atakujemy czy zostajemy?
- Aaa, tak. Dowiedziałem się ważnej rzeczy. Tamci przyszykowali wielką armię. Musimy się wycofać!
- Ale szefuniu!
- Jeśli wam życie miłe, pakujcie manatki!
- No, jeśli tak mówisz…
Bandyta z którym rozmawiał już się chciał oddalić, lecz Aron go zatrzymał.
- Zaczekaj! Ja muszę iść do Braverock. Zabiję ich po cichu, podstępem. Ty zostaniesz przywódcą, idźcie do naszej bazy.
- Dziękuje szefie… To daj szal.
Mag był teraz zakłopotany. Nie mógł odsłonić swojej twarzy.
- Nie mogę, ale ogłoszę reszcie że jesteś szefem. Muszę mieć ten szal jako znak rozpoznawczy w Braverock…
- No już dobra. To chodźmy.
Bandyta wyjął róg i w niego zadął. Momentalnie wszyscy się zbiegli.
- Słuchajcie! – zaczął przemowę Aron – od teraz on tu rządzi! – wskazał ręką na bandytę z którym rozmawiał.- Macie się wycofać do naszej kryjówki pod jego dowództwem. Ja mam ważną misję w Braverock. Słuchajcie go we wszystkim! Ja już nie mogę tracić czasu. Wyruszam do Braverock. Wy się pakujcie! Żegnam was, przyjaciele!
Bandyci dziwnym wzrokiem pożegnali Arona. Ten cieszył się strasznie że już jest po wszystkim. Szybkim krokiem udał się w kierunku miasta. Upewnił się że nikt go nie obserwuje i szybko wskoczył za krzak. Liu gdy zobaczył maga uskoczył na bok i przyłożył mu miecz do pleców. Gdy zorientował się że Aron to Aron schował miecz i spytał:
- Udało się?!
- Tak. Będziemy mieli ich z głowy.
Mag zaczął ubierać się w swoje dawne ciuchy.
- Ach, nareszcie czuję się jak ja w swojej skórze. Posiedźmy tu chwilę i poczekajmy aż bandyci sobie pójdą. Trupa „szefunia” zostawimy tutaj.
Obaj w duchu się cieszyli. Aron był dumny z tego czego dokonał. Wszystko robił spontanicznie a jednak skutecznie pozbył się bandytów. Przykucając za krzakiem i wpatrując się w twarz martwemu szefowi bandytów zastanawiał się, ile jeszcze ofiar pociągnie za sobą ta podróż…
_____________________________________________________________________
Cytat:
Dwie rzeczy są nieograniczone – wszechświat i ludzka głupota. Co do tego pierwszego nie mam jednak pewności.

Albert Einstein
Ostatnio zmieniony przez Peace 2009-02-10, 21:01, w całości zmieniany 15 razy  
 
 
     
Salandor 
wieczny malkontent



Wersja gry S1: UW: 2.28
Wiek: 31
Dołączył: 31 Paź 2007
Posty: 33
Wysłany: 2007-11-16, 16:28   

hmm Pokój.... chcesz całej prawdy czy tylko prawdy:>
musisz dużo ćwiczyć i bardzo dużo czytać to pomaga:) gólnie pomysł fajny ale wykonanie słabe bardzo dużo powtórzeń na poczatku w 2 zdaniach chyba z 10 razu użyłes słowa postać!!! a potem cały czas Aron... tak nie wolno:P a i jedna rzecz jeszcze

Peace napisał/a:
Popytam u mnie w tawernie. I oczywiście ty tam nie przychodź, ludzie już dosyć widzieli. Tamci klienci co tam byli wtedy raczej nie przyjdą do tej tawerny już nigdy. Ty tymczasem popytaj o coś w mieście, spotkamy się za dwie godziny u mnie w tawernie.


najpierw mu zakazał tam iść a potem powiedział że się tam spotkają? troche bez sładu


Peace napisał/a:
Po dłuższym czasie czekania Aron zaczął się niepokoić. Dlaczego nie wraca? Początkowo był zdenerwowany i zawołał do kelnera aby powiedzieć mu że poczeka sobie dłużej. Kelner wszedł niepewnie do gabinetu:

- Chodź za mną.

- Zaczekaj. Mój współpracownik nie przyszedł idę go poszukać. Jakby co to cię zawiadomię.

- Dobrze.- i odszedł.


kelner nigdy by się tak nie odezwał do pracodawcy


ogolnie czytać czytać i jeszcze raz czytać

ja czytam ponad 100 książek rocznie a nie pisze dobrze:P publikacji raczej bym nie wydał
_____________________________________________________________________
 
     
Joasia 



Wersja gry S1: UW: 2.28
Wersja gry S2: 2.43
Platforma S2: PC
Wiek: 23
Dołączyła: 19 Paź 2007
Posty: 463
Skąd: Mińsk Maz.
Wysłany: 2007-11-16, 16:51   

Opowiadanie fajne ale składnia... no troche ciężka i sie powtarzasz ale tak to bardzo mi sie podoba :]
_____________________________________________________________________
[img]http://img.userbars.pl/32/6231.jpg[/img]

~"Be careful what you wish for cus you just might get it"~

"Pozdrawiam mojego misia i resztę zabawek" xD
 
 
     
exit 
kupa kupaśna



Wersja gry S1: UW: 2.28
Klan S1: strażnicy frostgardu
Wiek: 19
Dołączył: 10 Lut 2007
Posty: 20
Skąd: tarnów
Wysłany: 2007-11-16, 17:00   

Salandor napisał/a:
Po dłuższym czasie czekania Aron zaczął się niepokoić. Dlaczego nie wraca? Początkowo był zdenerwowany i zawołał do kelnera aby powiedzieć mu że poczeka sobie dłużej. Kelner wszedł niepewnie do gabinetu:

- Chodź za mną.

- Zaczekaj. Mój współpracownik nie przyszedł idę go poszukać. Jakby co to cię zawiadomię.

- Dobrze.- i odszedł.


kelner nigdy by się tak nie odezwał do pracodawcy

ach ci krasnale sa nawet w stanie napisał na forum sheiovi :D ze jest du*** ale ja tak nie sądze xD :D świetna książka ale mam nadzieje ze
Cytat:
CDN
na serio bedzie :P :P
_____________________________________________________________________
1.Kakashi
2.jiraya
3.shino
4.naruto
5.yamato
6.rock lee
7.gaara (ale po walce z naruto)
8.hinata
9.nara shikamaru
10.tsunade
wszyscy są równie fajni
Ostatnio zmieniony przez exit 2007-11-16, 17:01, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
darkies 
Czy TY jesteś palny?



Wersja gry S1: S+: 1.8.96
Klan S1: -=Artifact Hunters=-
Wiek: 24
Dołączył: 10 Lut 2007
Posty: 11
Skąd: Rzeszów
Wysłany: 2007-11-16, 18:35   

Opowiadanie na 6 tylko troche krotkie, za malo watkow, brakuje bohaterow, zbyt skape opisy...
_____________________________________________________________________
"Pogromca oszustów, niepokornych, lżących, Ostoja uczciwości i prawości, Sędzia i Oskarżyciel, Pomoc słabym i biednym, chodząca Wyrocznia... - to ja - darkies"

S+ acc darkies
DE 144lvl [AH]Shadow of Death
BM 119lvl [AH]Call of Magic

Glad 72lvl [AH]Conan the Barbarian
WE 80lvl [AH]Nimrodel


 
 
     
Peace 
Pacyfista



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: 2.43
Wersja gry S3: FE
Wiek: 21
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 92
Skąd: Pleszew
Wysłany: 2007-11-16, 20:12   

dzieki za komentarze :D no macie racje ale badz co badz jescze mlody jestem i bledow duzo robie :D
_____________________________________________________________________
Cytat:
Dwie rzeczy są nieograniczone – wszechświat i ludzka głupota. Co do tego pierwszego nie mam jednak pewności.

Albert Einstein
Ostatnio zmieniony przez Peace 2007-11-16, 20:29, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
     
Joasia 



Wersja gry S1: UW: 2.28
Wersja gry S2: 2.43
Platforma S2: PC
Wiek: 23
Dołączyła: 19 Paź 2007
Posty: 463
Skąd: Mińsk Maz.
Wysłany: 2007-11-16, 21:44   

nie no wiesz mnie też sie czepiają a błędów robić nie można :]
_____________________________________________________________________
[img]http://img.userbars.pl/32/6231.jpg[/img]

~"Be careful what you wish for cus you just might get it"~

"Pozdrawiam mojego misia i resztę zabawek" xD
 
 
     
Kalia 
w(y)kurzacz trolli



Wersja gry S1: UW: 2.28
Wersja gry S2: IB/WS: 2.65.2
Platforma S2: PC
Wersja gry SC: Citadel
Platforma SC: PC
Wersja gry S3: Nie mam gry
Wiek: 27
Dołączyła: 13 Lut 2007
Posty: 1945
Skąd: Zielonka k. Warszawy
Wysłany: 2007-11-16, 22:01   

Ogólnie temat może być ciekawie rozwinięty, ale musisz nad stylem popracować. Szczególnie nad dialogami. W niektórych miejscach wygląda tak jakbyś na siłę chciał wepchnąć postaci słowa, które do niej nie pasują i jeszcze zmusić żeby wypowiedziała je naturalnie. Tak samo zachowania też czasem wychodzą mocno sztuczne (trochę jakbyś opisywał grę, nie osoby, które według założeń opowiadania, są żywe).

A poza tym błędy - jakichś poważnych nie ma (oprócz wspomnianych stylistycznych). Bardzo rażą natomiast powtórzenia. Kiedy czytałam pierwszy akapit, to niemal zwątpiłam:
Peace napisał/a:
Nagle do karczmy weszła jakaś mroczna postać. Całe pomieszczenie opanowała dziwna aura. Owa postać miała na sobie szaro-brązową szatę i kaptur przez co nie było widać niczego co można by schować pod szatą. Była wysoka i niebyt dobrze zbudowana. Wszyscy wzrok skierowali na postać. Ona stała nieruchomo. Krasnoludzcy kucharze wychylili się z kuchni aby sprawdzić dlaczego nagle zrobiło się cicho. Postać nagle ruszyła w stronę lady, a jeden z kucharzy pobiegł do właściciela karczmy, aby zawiadomić go o przybyciu postaci. Wszyscy wzrokiem szli za postacią, a ona jakby nic nie widziała szła dalej w stronę lady. Gdy postać chciała wejść do kuchni jeden z krasnoludów stanął mu na drodze i powiedział


Jeśli pozwolisz, posłużę się tym samym rodzajem krytyki jak u Niepogodnej w "Enklawie Cieni" :) Mianowicie zapodam tekst nieco przerobiony przeze mnie i zobaczysz, czy będzie lepiej ;)
Peace napisał/a:
Nagle do karczmy weszła mroczna postać. Całe pomieszczenie opanowała dziwna aura. Nowoprzybyły miał na sobie szaro-brązową szatę i kaptur, przez co nie było widać niczego, co można by schować pod okryciem. Był wysoki i niebyt dobrze zbudowany. Wzrok wszystkich skierował się na tajemniczą istotę, lecz ta stała nieruchomo. Krasnoludzcy kucharze wychylili się z kuchni aby sprawdzić dlaczego nagle zrobiło się cicho. Przybysz nagle ruszył w stronę baru, a jeden z kucharzy pobiegł do właściciela karczmy, aby zawiadomić go o przybyciu dziwnego gościa. Wszyscy obecni w karczmie obserwowali przejście postaci, a ona, jakby nic nie widząc, szła dalej w kierunku kontuaru. Gdy nieznajomy chciał wejść do kuchni jeden z krasnoludów stanął mu na drodze i powiedział:
_____________________________________________________________________


Gauri napisał/a:
Wpisuję Cię na listę osób, którym Kalia może niechcący urwać głowę przy samych kostkach ^^

:vampir: Oh, I love this job... :]

Polecam: http://takbardzozle.blogs...2-pisownia.html
Ostatnio zmieniony przez Kalia 2007-11-16, 22:03, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Peace 
Pacyfista



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: 2.43
Wersja gry S3: FE
Wiek: 21
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 92
Skąd: Pleszew
Wysłany: 2007-11-16, 23:20   

No tak tu to niezlego byka trzasnalem dzieki za poprawke :) Wedle mnie to jest o wiele lepsza
Kalia napisał/a:
W niektórych miejscach wygląda tak jakbyś na siłę chciał wepchnąć postaci słowa, które do niej nie pasują i jeszcze zmusić żeby wypowiedziała je naturalnie.

Mogłabyś wskazac te miejsca? :D
_____________________________________________________________________
Cytat:
Dwie rzeczy są nieograniczone – wszechświat i ludzka głupota. Co do tego pierwszego nie mam jednak pewności.

Albert Einstein
Ostatnio zmieniony przez Peace 2007-11-17, 10:28, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
     
ssayan 



Wersja gry S1: UW: 2.21
Wiek: 32
Dołączył: 16 Lip 2007
Posty: 213
Skąd: LBN
Wysłany: 2007-11-17, 17:11   

Salandor napisał/a:
ja czytam ponad 100 książek rocznie a nie pisze dobrze

Tu sie zgodze

Joasia napisał/a:
błędów robić nie można

mozna ale trzeba umiec je poprawic...

No i nasz nadworny krytyk-Kalia...powiem tak -latwiej jest zauwazyc i poprawic bledy kogos niz swoje, wg mnie jak na 12latka w pyte, plus za duza ilosc dialogow bo to przyspiesza akcje... ogolnie spoko, troche poprawek (nie powiem jakich bo nailepiej bedzie jesli pisarz sam zauwazy- nie bledy, a niedociagniecia) i bedzie 10 na 10 GW Peace


Ps kiedys napisalem ksiazke (inspirowana Resident Evil) ale watpie zeby ujrzala swiatlo dzienne, tym bardziej gratz Peace, po czesci za odwage :P
_____________________________________________________________________
"W razie braku talentu nie wystarczy bić na alarm, trzeba bić po gębie."
 
     
Peace 
Pacyfista



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: 2.43
Wersja gry S3: FE
Wiek: 21
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 92
Skąd: Pleszew
Wysłany: 2007-11-18, 10:31   

dzięki wam :] ZAbieram sie za kolejna czesc :)
_____________________________________________________________________
Cytat:
Dwie rzeczy są nieograniczone – wszechświat i ludzka głupota. Co do tego pierwszego nie mam jednak pewności.

Albert Einstein
 
 
     
Kalia 
w(y)kurzacz trolli



Wersja gry S1: UW: 2.28
Wersja gry S2: IB/WS: 2.65.2
Platforma S2: PC
Wersja gry SC: Citadel
Platforma SC: PC
Wersja gry S3: Nie mam gry
Wiek: 27
Dołączyła: 13 Lut 2007
Posty: 1945
Skąd: Zielonka k. Warszawy
Wysłany: 2007-11-19, 19:59   

Peace napisał/a:
Wedle mnie

Chyba "według" ;)
Peace napisał/a:
Mogłabyś wskazac te miejsca?

Nie chodzi mi o całe wypowiedzi, ale raczej o elementy. W niektórych miejscach stylizujesz mowę np. na mieszczanina, a w innym miejscu nagle pojawia się:
Peace napisał/a:
współpracownik

Peace napisał/a:
Boże

Tudzież tekst, który nie do końca pasuje do dobrego maga (jeszcze czarnoksiężnika, nekromanty czy innego heretyka by pasował, ale do maga stacjonującego w Braverock, według tekstu szkolonego w wyższej magii :? ):
Peace napisał/a:
mam sobie zrobić z twojego jelita naszyjnik?!

No i taka nieprzyjemna konstrukcja zdania, która z prędkości światła całą akcję w ułamku sekundy zatrzymuje w miejscu:
Peace napisał/a:
- No to co teraz?

ssayan napisał/a:
wg mnie jak na 12latka w pyte

Według mnie też. Ale to, że pisze dobrze, nie znaczy, że nie może pisać jeszcze lepiej ;) A jak teraz poćiwczy, to kto wie - może za parę lat będziemy ustawiać się w kolejce do księgarni po jego książkę?
Raen napisał/a:
Zbyt wiele słów o podobnym znacznieniu jak dla mnie i nie pasuje do całej reszty.

Wolisz, żeby powtarzało się w kółko to samo? xD

Zresztą każdy ma swoje zdanie - ja profesjonalnym krytykiem literackim nie jestem ani tym bardziej polonistką z zamiłowania. Zwyczajnie lubię dobrą lekturę i jeśli widzę, że jest szansa na jej powstanie, to pomagam jak mogę ;)
_____________________________________________________________________


Gauri napisał/a:
Wpisuję Cię na listę osób, którym Kalia może niechcący urwać głowę przy samych kostkach ^^

:vampir: Oh, I love this job... :]

Polecam: http://takbardzozle.blogs...2-pisownia.html
 
     
Peace 
Pacyfista



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: 2.43
Wersja gry S3: FE
Wiek: 21
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 92
Skąd: Pleszew
Wysłany: 2007-11-19, 21:43   

Dzięki Kalia że chciało ci sie wyszukiwac te wypowiedzi i wszystkim za komentarze :] Nic tylko sie za kolejna czesc zabierac. Postaram sie nie powtórzyc tych bledow :)
_____________________________________________________________________
Cytat:
Dwie rzeczy są nieograniczone – wszechświat i ludzka głupota. Co do tego pierwszego nie mam jednak pewności.

Albert Einstein
 
 
     
Salandor 
wieczny malkontent



Wersja gry S1: UW: 2.28
Wiek: 31
Dołączył: 31 Paź 2007
Posty: 33
Wysłany: 2007-11-20, 09:31   

no i bardzo dobrze ża każdy ma swoje sdanie:) ja czekam na dalszą cześć oby lepszą :) nie łam się Peace nie odrazu Hobbita napisano:P
_____________________________________________________________________
 
     
Peace 
Pacyfista



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: 2.43
Wersja gry S3: FE
Wiek: 21
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 92
Skąd: Pleszew
Wysłany: 2007-11-22, 20:07   

Dołaczyłem V częsc- oceniajcie :)
_____________________________________________________________________
Cytat:
Dwie rzeczy są nieograniczone – wszechświat i ludzka głupota. Co do tego pierwszego nie mam jednak pewności.

Albert Einstein
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Możesz zmieniać swoje posty
Nie możesz usuwać swoich postów
Możesz głosować w ankietach
Możesz załączać pliki na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Powiadom znajomego o tym temacie
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Śledź odpowiedzi w tym temacie
Oznacz temat jako nieczytany

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,64 sekundy. Zapytań do SQL: 13