logo



FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
ProfilProfil  Nie masz wiadomościNie masz wiadomości  Wyloguj [ Arch ]Wyloguj [ Arch ]

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Shei
2007-11-14, 13:50
Opowiadanie by Salandor    Ignoruj ten temat
Autor Wiadomość
Salandor 
wieczny malkontent



Wersja gry S1: UW: 2.28
Wiek: 31
Dołączył: 31 Paź 2007
Posty: 33
Wysłany: 2007-11-14, 09:33   Opowiadanie by Salandor  

dodam iż opowiadanie powstało mniej więcej rok temu, nie jest to całość lecz zaledwie szkic, niestety nie mam czasu by pisać dalej, ale zapewne wróce do tematu:P

a na razie zachęcam do przeczytania


Prolog


Słońce wynurzało się za posępnych Gór, gdy Salandor przybył do Darkhaven, wspaniałego miasta portowego leżącego na dnie doliny między Górami Otchłani a pasmem Gór Ragnaroth. Unikalny mikroklimat stworzony przez oblegające od południa i wschodu góry, oraz morza Elendar od północy sprawił, iż mała wioska rybacka z biegiem lat przeistoczyła się w ogromne nadmorskie państwo-miasto. Mag kroczył powoli szeroką ulicą kupiecką w stronę rynku. Tysiące myśli kłębiło się w głowie Salandora
Muszę rozegrać to bardzo ostrożnie – powiedział w myślach sam do siebie – Mam nadzieje, że Keryn dotrzyma danego mi słowa, oj biada mu, jeśli nie załatwił wszystkich składników na czas.
Przedzierając się przez tłum akolita dotarł w końcu do starej ławki, która nadal stanowiła centrum miasta jako pamiątka po pierwszych osadnikach. Usadziwszy się wygodnie ściągnął sandały by dać odpocząć stopom po długiej i męczącej wędrówce przez góry. Teraz wystarczyło tylko czekać do umówionej godziny.
Mając trochę czasu Salandor zaczął rozmyślać nad przeszłością. Często wracał myślami do dnia, w którym wszystko się skończyło. Dzieciństwo, rodzina, spokojna przyszłość, wszystko to minęło podczas osławionej bitwy Miliona Istnień.
Salandor stał w pierwszej linii razem ze swym ojcem Bithmorem, wujem Urkanem i innymi pół-smokami ze swojej wioski. Na przeciwnym brzegu doliny stała niezliczona ilość przeciwników. Nieprzeniknione morze Githów robiło na młodym poł-smoku ogromne wrażenie. Salandor pamiętał opowieści z dzieciństwa, o potwornej wojnie miedzy jego rasa a githami , która trwała już ponad tysiąc lat, nikt naprawdę nie wie jaki był powód sporu, chociaż jego dziadek uważał że główną przyczyną był wielki skarb wydarty siłą przez Sharem-nad –el wielkiego władcę Doliny Cienia- krainy zamieszkałej przez Githy
Słońce stało wysoko na niebie, gdy ciszę przerwał donośny dźwięk tysiąca rogów
- Zaczęło się – Powiedział Bithmore – Synu spójrz, Tak tworzy się Historia.
Ziemia zaczęła się trząść pod wpływem przesuwającej się czarnej plamy nieprzyjaciół, niczym mrok pochłaniającej zbocze doliny.
Dziesiętnicy ochrypłymi z wysiłku głosami nakazywali spokój i trzymanie zwartej linii. Gdy piechota wroga była na tyle blisko by można było rozróżnić poszczególne osoby, zabrzmiały wielkie trąby oznaczające atak
Czas zabijać –krzyknął Urkan - Śmierć ku chwale Króla i niebios! - Uniósł swój młot bojowy i ruszył w dół doliny.
Krew!! – ryknął Bithmore - i ruszył w ślad za bratem.
Oszołomiony Salandor nie mógł ruszyć się z miejsca i chyba właśnie to uratowało mu życie.
Mag zbudził się z drzemki zlany potem.
Zawsze źle znosił ten sen. Ostatnią rzeczą, jaką zapamiętał ze snu było ciało ojca przeszytego włócznią wrogiego bojownika, oraz obuch przed oczyma i ciemność.
Salandor wstał z ławki spojrzał na niebo,- zbliżała się pora spotkania z Kerynem- i ruszył do karczmy Pod Gadzim pyskiem.


Rozdział 1

Wnętrze karczmy było ciemne i zadymione. Skromny wystrój i kontuar pamiętały lepsze czasy.
Gdy Salandor wszedł do środka na chwilę zapanowała cisza, klienci, głownie miejscowi rybacy i kupcy przyglądali się przybyszowi by po chwili wrócić do picia piwa i grania w kości.
Mag ruszył ku wolnej ławie w rogu pod grubą powałą. Gdy tylko usadowił się wygodnie, skinął na grubego karczmarza. Ten mimo krępej postury szybko znalazł się przy gościu skłaniając się w przesadnym ukłonie.
Czego sobie życzysz Panie – powiedział gospodarz – mamy najlepsze piwo w mieście, a po naszą kapustę z kasza i suszonym rybim rekina ustawiają się kolejki – właściciel karczmy rósł i emanował po każdym zdaniu - które zachęciło by do kupna czegokolwiek nawet nie mającego nic żebraka.
- Piwa i kapusty z kaszą – powiedział pół-smok - gestem ręki uciszając rozmówce.

Po piętnastu minutach do karczmy wkroczyła wysoka barczysta postać Było widać, że osobnik jest po długiej podróży, jego niegdyś piękne i schludne czarne szaty i atłasowy płaszcz nosiły ślady wędrówki. Ciemnooki przybysz rozejrzał się po wnętrzu karczmy i ruszył w stronę Salandora. Cała sala oniemiała, gdy nieznajomy przywitał się wylewnie z pół-smokiem siedzącym w cieniu. Nie było by w tym nic nadzwyczajnego - w końcu każdy kiedyś witał się z długo niewidzianym druhem- gdyby nie fakt, że osobnik był Githem

- Witaj drogi przyjacielu – rzekł Keryn do siedzącego kompana- mam nadzieje, że nie musiałeś długo na mnie czekać.
- Ależ skąd, mną się nie przejmuj. Czas szybko płynie przy tak dobrym piwie. Karczmarzu! – wrzasnął - Antałek najlepszego wina. Dla mnie i Pana Githa, na jednej nodze!
Po krótkiej rozmowie o przebytej drodze i trudach minionego roku pół-smok poprosił o pokuj na noc.
Zaopatrzywszy się w beczułkę miodu pitnego przyjaciele udali się na spoczynek.

Zamknąwszy za sobą dokładnie drzwi mag przeszedł do rzeczy.
- Wiem, że zadanie ci powierzone było niezmiernie trudne i niebezpieczne, Jednak ufam, iż podołałeś zadaniu czasu było nie wiele. – Salandor spojrzał Kerynowi prosto w oczy- Ja również w tym okresie nie próżnowałem.
- Przesiedziałem wiele godzin nad księgami starych mędrców w bibliotece miasta Midgard. – akolita ściszył głos – dowiedziałem się wielu ciekawych rzeczy o naszym wspólnym wrogu. No, ale o tym później, nużże opowiadaj
Gith rozsiadł się wygodnie. Światło świecy odbijało się w jego wielkich czarnych oczach. Brak tęczówki sprawiał, że jego czarna porośnięta szczeciną twarz miała jeszcze straszniejszy wygląd.

- Ciężko było bez żadnych podejrzeń szukać interesujących cię przedmiotów- Keryn zmarszczył czoło w zadumie- zwłaszcza w Dolinie Cienia. Nikt nie patrzy przychylnie na osoby grzebiące w przeszłości Sharem-nad –ela. A jednak zdobyłem bardzo cenna mapę. Uwierz mi nie łatwo było spenetrować grobowiec Królów, na szczęście dowódca straży miał u mnie ogromny dług w karty – gromki śmiech rozmówcy przeszył powietrze – niestety nie potrafię rozszyfrować całości. Nigdy w życiu nie widziałem podobnych run, może tobie się uda. – po tych wyjął małe zawiniątko za pasa i rozłożył je na stole. Czarodziej przyjrzał się uważnie znalezisku jednak na pierwszy rzut oka mapa nie wyróżniała się niczym szczególnym, jednak za dobrze znał się na magicznych przedmiotach by dać się tak łatwo zwieść. Salandor przymknął oczy i zaczął cicho powtarzać słowa zaklęcia Znajdywania Magii poczym chwycił słowo i wycelował w mapę. Pokój wypełnił się zapachem magii a sam kawałek skóry zaczął świecić. Mag przecenił osobę, która zaczarowała runy na mapie, gdyż nadal większa część pisma była nieczytelna, dopiero zaklęcie Znajdowania Ukrytych całkowicie rozwiązało nurtujący problem.
Prastare pismo przedstawiało opis przejęcia artefaktu przez hordy Githow z Sharem-nad-elem na czele. Znajdywała się tam również historia śmierci legendarnego władcy- pierwszego z pół-smoków – Vassago

Keryn szybko przeczytał historie spojrzał na przyjaciela i rzekł – wygląda na to przyjacielu, że będziemy musieli ruszyć do krainy Borostworów – twarz Salandora nie zdradzała radości.
- Dobrze wież, że nie znoszę gnoli, A do Wierzy Strachu droga wiedzie przez ich terytorium.
Nagle Gith uciszył akolitę ruchem ręki i uważniej przyjrzał się dachom po przeciwnej stronie ulicy.
- Wygląda na to, że nie jesteśmy sami.


Rozdział 2

Salandor podążył za wzrokiem githa, przymrużył oczy i ujrzał małą przykucniętą postać wpatrującą się w okno z dachu kamienicy. Pomimo ciemności mag rozpoznał w postaci kendera – rasę służących Borostworom.
-Zajmę się tym – rzekł czarodziej. Skupiwszy myśli na odpowiednim zaklęciu przeniósł swe ciało za czyhającego obserwatora. Gdy szpieg zorientował się w sytuacji było już za późno, mag jednym potężnym uderzeniem w głowę pozbawił go przytomności.

Kendera obudziła fala zimna, zdezorientowany otworzył oczy, ból głowy doskwierał mu nie mniej niż jasna smuga światła skierowana w jego twarz.
- Dzień dobry sługo mroku – rzekł Keryn wylewając przy tym kolejne wiadro wody na oszołomionego intruza – może nie jest zbyt wygodnie – wskazał głową skrępowane ręce oraz nogi – ale mam nadzieje, że się wyspałeś
- Zginiesz za to! – syknął szpieg – mój pan jest na waszym tropie, ma wszędzie swych ludzi.
Salandor do tej pory opierający się o ścianę ruszył z miejsca, podszedł do więźnia i przeszył go lodowatym spojrzeniem – skąd wiedziałeś gdzie nas znaleźć – powiedział – mów dla własnego dobra, dlaczego twój mistrz gnie na nas parol- mag nie zdążył zadać kolejnego pytania. Przykuty do łóżka mężczyzna z ogromnym wysiłkiem przechylił głowę, ugryzł się w ramię i skonał.
- a to pies – powiedział gith patrząc na martwe ciało- sprytne, miał truciznę w kle.
- wygląda na to, że będziemy potrzebować towarzystwa w naszej wyprawie- skwitował akolita- zwłaszcza teraz, gdy nasze poczynania śledzi nieproszony gość.
Keryn spojrzał na twarz pół-smoka, która wykrzywiła się w dziwnym uśmiechu, poznał tę minę.
-nie, proszę cię tylko nie on- rzekł – wiesz, że nie przepadamy za sobą.
-wiem przyjacielu – odpowiedział - ale jednak jest nam potrzebny Wardak. Ruszamy jutro z samego rana.


Wielka ponura komnata była oświetlona tylko ogromnymi świecami. Przy największej ścianie, na niedźwiedziej skórze stał tron. Postać na nim siedząca przepełniała grozą ludzi zgromadzonych wokół. Mimo sędziwego wieku mistrz borostworów emanował mocą.
- poślijcie po Langrotha – powiedział stary bojownik – i wszyscy wyjść!
Szpieg pojawił się nie wiadomo skąd, był dobry w swym fachu. – wzywałeś mnie Wielki Panie – powiedział kender, wykonując ceremonialny ukłon- jestem na twe rozkazy. Siedzący wojownik zmrużył oczy, ważył słowa w myślach – mój zabójczy sługo - rzekł - mam dla ciebie kolejne zadanie.
- jeden z pół-zmoków –czoło starca zmarszczyło się jeszcze bardziej- zaczął interesować się rzeczami, które nie powinny go obchodzić.
- Znajdź go – powiedział władca – i przyprowadź przed me oblicze.
- jak karzesz władco – Langroth skłonił się i wycofał do korytarza.
Pół-smok –pomyślał – już dawno nie zabiłem żadnego smoka. –to powinno być zabawne –poczym ruszył w stronę stajni.

Słońce zaczynało swą codzienną wędrówkę po widnokręgu, gdy Salandor i Keryn opuszczali miasto.
- zbliża się wiosna- powiedział gith- oraz roztopy, zrezygnujmy z wędrówki wzdłuż rzeki, lepiej udajmy się przez góry. Mag spojrzał na ośnieżone szczyty, przez chwilę rozważając ich położenie poczym skierował kupionego na targu rumaka w stronę pasma Ragnaroth.
- mam nadzieję, że śnieżny lud zaszył się wysoko w górach, gdzie śnieg leży przez cały rok.
-ja też mam takową przyjacielu – czarodziej popatrzył w zmartwione oblicze githa – obyś się nie mylił




Rozdział 3

Przenikliwie zimny wiatr dął niemalże bez przerwy, szybko padający śnieg całkowicie ograniczył widoczność, a na dodatek z każdym krokiem robiło się coraz zimniej. Wędrowcy zaczęli szukać schronienia, noc zbliżała się nieubłaganie szybko.
-Wypatruj jaskini – Salandor próbował przekrzyczeć huk zamieci – albo zginiemy na tym mrozie.
Szli bardzo powoli, wyczerpani wielogodzinnym marszem prze góry.
- Tam!- wrzasnął Keryn wskazując palcem na prawie nie widoczne wejście do groty na stoku. Szybkim krokiem ruszyli w stronę jaskini. Wnętrze było przyjemnie suche oraz dużo cieplejsze niż mogli się tego spodziewać. Mag wypowiedział zaklęcie i szybko machnął kosturem. Jaskinia rozbłysła na krótki moment rozbłysła światłem, to wystarczyłoby ogarnąć wzrokiem grotę.
- chodźmy głębiej – powiedział gith- tam będzie cieplej.

Wkrótce siedzieli przy ognisku – czarodziej przy odrobinie szczęścia znalazł szczątki drzewa – krzepili się zabraną z Darkhaven suszoną wołowiną i cienkim winem.
-Pamiętasz przyjacielu nasze pierwsze spotkanie?- Keryn roześmiał się na głos- ależ cię nienawidziłem, ciebie i całej twojej rasy.
-nie byłem ci dłużny- twarz Salandor spowił złośliwy grymas.

Pół-smok próbował otworzyć oczy, potworny ból niemalże rozsadzał mu głowę. Ostatnią rzecz, jaką pamiętał była śmierć ojca, oraz trzonek obucha zbliżający się do swej twarzy.
- budzi się – głos nieznajomego jak przez mgłę docierał do świadomości młodzieńca –dajcie mu wody, musi dużo pić, ten cios o mało go nie zabił. Salandor poczuł zimną ciecz w ustach i zaczął łapczywie pić.
-spokojnie przyjacielu- rzekł głos – wygląda na to, iż przeżyjesz.
Kolejne dni upływały nieubłaganie wolno. Mag miał zabandażowaną głowę oraz oczy. Piorunujący fala dreszczy wprawiała pół-smoka w nieustanny stan odrętwienia oraz letargu. Akolita był wdzięczny nieznajomemu, który siedział przy nim dzień i noc. Po tygodniu gorączka ustąpiła nadszedł czas na zdjęcie opatrunku.
-no przyjacielu dziś znów ujrzysz słońce.
Jakież wielkie rozczarowanie i gniew ogarnął pół-smoka, gdy okazało się że tajemniczym rozmówcą jest stary gith. Ogromny szał wypełnił młodzieńca, rzucił się na starca, nienawidził go za wojnę, nienawidził go za to że jest githem a przede wszystkim nienawidził go za śmierć ojca. Postać zrobiła szybki niemalże niewidoczny unik i obezwładniła Salandora zaklęciem paraliżującym.
-Drzemie w tobie ogromny potencjał, smoku – powiedział Gith – ale wykorzystujesz go w zły sposób, nienawiść nie jest rozwiązaniem- starzec zbliżył się do leżącego przeciwnika- poprzez ćwiczenia siły woli oraz magii będziesz potrafił kierować swą niepohamowaną agresją i mocą.- nachylił się jeszcze bardziej, by móc spojrzeć młodzieńcowi prosto w oczy- i pamiętaj, nie każdy gith jest zły. Po tych słowach wstał – uratowałem cię z pola walki- rzekł – sam nie uznaję przemocy i nie wierzę w wojnę, chce ci pomóc a teraz poznaj mojego syna – po tych słowach obrócił się ku drzwiom, w których stał młody –mniej więcej w wieku Salandora- gith.
-To jest Keryn, pomoże ci w najbliższych dniach.
-Ojcze, ale ja nie chce pomagać wrogom- wykrztusił z gniewem syn.
- Milcz! – gniewne słowa starca sprawiły że obaj młodzieńcy skulili się w sobie – już o tym rozmawialiśmy, i nie mam zamiaru się powtarzać, poczym wyszedł z pokoju.
Pół-smok i gith zostali sami.
- masz szczęście, że ojciec cię polubił – powiedział Keryn – inaczej już byś nie żył.
-gdybym nie był ranny odszczekałbyś swe słowa psie - Salandor splunął pod nogi młodzieńca.
-Szkoda na ciebie czasu – syn starca obrócił się i skierował swe kroki ku drzwiom.
-czekaj! –smok próbował zachować spokój – jak on się nazywa, jak nazywa się twój Ojciec.
Keryn zastanawiał się chwilę czy wyświadczyć tą przysługę choremu. Chwycił klamkę i powiedział- Gromph, mój ojciec nazywa się gromph.

Kolejne lata Salandora upłynęły na naukach magii pobieranych razem z Kerynem jego ojca, Z biegiem czasu cała trójka zaprzyjaźniła się.
Całe noce upłynęły na rozmowach od tak dawna nienawidzących się rasach. Nauka pół-smoka nie poszła na marne, po krótkim czasie nie było w okolicy lepszego czarodzieja z wyjątkiem Starego Grompha.


To były czasy – powiedział mag - pociągając łyk wina przy ognisku.
-Idź spać- Keryn wstał i przeciągnął się- ja będę pełnił pierwszą wartę, jutro czeka nasz daleka droga.
_____________________________________________________________________
Ostatnio zmieniony przez Salandor 2007-11-14, 16:28, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Peace 
Pacyfista



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: 2.43
Wersja gry S3: FE
Wiek: 21
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 92
Skąd: Pleszew
Wysłany: 2007-11-14, 15:06     

Fajne opowiadanie chodź wydawało mi sie trochę zagmatwane. Czekam na ciąg dalszy :]
_____________________________________________________________________
Cytat:
Dwie rzeczy są nieograniczone – wszechświat i ludzka głupota. Co do tego pierwszego nie mam jednak pewności.

Albert Einstein
 
 
     
Salandor 
wieczny malkontent



Wersja gry S1: UW: 2.28
Wiek: 31
Dołączył: 31 Paź 2007
Posty: 33
Wysłany: 2007-11-14, 15:36     

dziękuję za pierwsze słowa krytyki:) nie wiem co może tam być zagmatwane oprócz wciągających meandrów fabuły:) ale każdy ma własne zdanie
_____________________________________________________________________
 
     
Fire Master 


Wersja gry S1: UW: 2.28
Wersja gry S2: Nie mam gry
Wersja gry S3: Nie mam gry
Dołączył: 10 Lut 2007
Posty: 579
Wysłany: 2007-11-14, 15:43     

Niezłe... szkoda, że ja nie mam takiego talentu. Szkoda też, iż akcja opowiadania nie dzieje się w świecie Ancarii/Menelgond, bo wtedy nawiązywałoby do Sacreda. Muszę jednak przyznać, że to ogranicza twórczość literacką :(
Salandor, dzięki, że przypomniałeś mi o opowiadaniach. Sam napiszę jakieś (już podchodziłem do tego, ale się zniechęcałem - ale plan wydarzeń już mam :P ).
 
     
Salandor 
wieczny malkontent



Wersja gry S1: UW: 2.28
Wiek: 31
Dołączył: 31 Paź 2007
Posty: 33
Wysłany: 2007-11-14, 15:57     

świat nie jes bazowany jakoś szczególnie, większa część jest zaczerpnięta z nazw w Cygnus Mud w którego bardzo długo grałem, a reszta powstała mniej lub więcej w mojej głowie pod wpływem ogromnej ilości ksiązek jakie przeczytałem, od tolkiena przez Sapkowskiego i pratchetta, trylogie Achaji i wiele wiele innych jak i równierz z wszelakich gier, Jak już mówiłem opowiadanie powstało ponad rok temu a sakreda i jego swiat dopiero niecały miesiąc więc nawet nie miałem jak do tego nawiązać:)
_____________________________________________________________________
Ostatnio zmieniony przez Salandor 2007-11-14, 16:29, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
RobiX 


Wersja gry S1: UW: 2.28
Dołączył: 18 Lip 2007
Posty: 306
Wysłany: 2007-11-14, 16:13     

Salandor napisał/a:
zalednie


w pierwszej linijce walnąłeś byka, no wiesz xD
mam nadzieję, że dalej się to nie będzie powtarzało :lol:

Salandor napisał/a:
Sabkowskiego
o proszę, następny ;P

i przyznam się, że jeszcze nawet nie zacząłem czytać a tu takie jajca xD ;)
 
     
Salandor 
wieczny malkontent



Wersja gry S1: UW: 2.28
Wiek: 31
Dołączył: 31 Paź 2007
Posty: 33
Wysłany: 2007-11-14, 16:22     

RObix nie offtopuj:P to ja jestem malkontentem nie Ty:P co do Sapka... moja wina:P co do przejęzyczenie to się nie czepiaj każdemu się zdarza:)
_____________________________________________________________________
 
     
Peace 
Pacyfista



Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Wersja gry S2: 2.43
Wersja gry S3: FE
Wiek: 21
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 92
Skąd: Pleszew
Wysłany: 2007-11-14, 16:38     

Salandor napisał/a:
dziękuję za pierwsze słowa krytyki

Nie chciałem krytykowac, ogólnie bardzo fajna może wydała mi się zagmatwana bo zmęczony jestem :wink: Albo za szybko czytałem :lol:
_____________________________________________________________________
Cytat:
Dwie rzeczy są nieograniczone – wszechświat i ludzka głupota. Co do tego pierwszego nie mam jednak pewności.

Albert Einstein
 
 
     
Salandor 
wieczny malkontent



Wersja gry S1: UW: 2.28
Wiek: 31
Dołączył: 31 Paź 2007
Posty: 33
Wysłany: 2007-11-15, 16:01     

RobiX ale konkretnej i konstruktywnej wypowiedzi i komentarzy a nie czepianiu się przejezyczeń, nawet napisałeś że nie przeczytałeś..... a zazwyczaj komentuje się coś co się czytało no chyba że w Angli jest inaczej:P

nadal zachecam do lektury (to już do wszystkich)
_____________________________________________________________________
 
     
Shei 
Rest in Pieces



Wersja gry S1: UW: 2.28
Wersja gry S2: ZE: 2.65.2
Platforma S2: PC
Wersja gry SC: Citadel
Platforma SC: PC
Wersja gry S3: FE
Platforma S3: PC
Wiek: 33
Dołączył: 09 Lut 2007
Posty: 2856
Skąd: Zawiercie
Wysłany: 2007-11-15, 16:46     

Całkiem przyjemnie się czyta, ładnie napisane. Jak przeczytałem całe, to się zawiodłem że to już koniec i nie ma dalszej części :P Jest kilka błędów i zjedzonych "literkuff", więc zanim wrzucę na stronę, będę musiał poprawić wszystko trochę :) Masz już plany co do kolejnej części oraz wiesz już może, kiedy mniej więcej napiszesz? :>
_____________________________________________________________________

 
     
Kalia 
w(y)kurzacz trolli



Wersja gry S1: UW: 2.28
Wersja gry S2: IB/WS: 2.65.2
Platforma S2: PC
Wersja gry SC: Citadel
Platforma SC: PC
Wersja gry S3: Nie mam gry
Wiek: 27
Dołączyła: 13 Lut 2007
Posty: 1945
Skąd: Zielonka k. Warszawy
Wysłany: 2007-11-15, 19:25     

Bardzo ładne - interesujące i przyjemnie napisane :) Czekam na ciąg dalszy.

Jest trochę malutkich błędów w stylu braku literki lub jej nadmiaru, ale nie przeszkadza. Poza tym w paru miejscach jest trochę zagmatwania (gramatyka się poślizła była i rzeczy trochę powypadały chaotycznie, rzecz ogólnie biorąc :P ).

A co do nazw to gdy przejrzałam ogólnie tekst (jeszcze nie czytając), to po "Gith" i "pół-smok" jakoś mi się z Forgotten Realms skojarzyło :P
_____________________________________________________________________


Gauri napisał/a:
Wpisuję Cię na listę osób, którym Kalia może niechcący urwać głowę przy samych kostkach ^^

:vampir: Oh, I love this job... :]

Polecam: http://takbardzozle.blogs...2-pisownia.html
 
     
Salandor 
wieczny malkontent



Wersja gry S1: UW: 2.28
Wiek: 31
Dołączył: 31 Paź 2007
Posty: 33
Wysłany: 2007-11-16, 09:58     

co do gramatyki jak wiadomo MS office a konkretniej Word jest ułomny w tej kwestii:) a ja jestem zbyt leniwy by poprawiać błędy gdzieś indziej:P

co do kontynuacji: hmm postaram się napisać ciąg dalszy do końca tego miesiąca:) najpierw musze przeczytać jeszcze raz to co napisałem bo już zapomniałem jakie były założenia:) i tak pewno bedzie widac różnice w pisaniu bo rok to sporo czasu zwłaszcza jak się przeczytało sporo ksiązek które z pewnościa będą miały wplyw na styl np Pratchett - no nie da się przejść obojętnie obok "zółw się rusza" i "rychłoż się zejdziem"
_____________________________________________________________________
 
     
mya-serafia 
Mya



Wersja gry S1: UW: 2.28
Wersja gry S2: 2.40
Wersja gry S3: Nie mam gry
Wiek: 22
Dołączyła: 18 Gru 2007
Posty: 97
Skąd: Będzin/Łagisza
Wysłany: 2008-02-22, 20:15     

Bardzo fajne opowiadanie :) Podobają mi się twoje opisy i wogóle... Mam nadzieję ,że cosik dopiszesz :)
_____________________________________________________________________
"Yes, he sleeps nakedly, while I always sleep fully dressed.
He is full of Life, I am mostly depressed.
I guess, that's why I wish that he would want to take a walk with me
through lonely Fields of Sorrow, the only place I've ever seen..."

 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Możesz zmieniać swoje posty
Nie możesz usuwać swoich postów
Możesz głosować w ankietach
Możesz załączać pliki na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Powiadom znajomego o tym temacie
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Śledź odpowiedzi w tym temacie
Oznacz temat jako nieczytany

Skocz do:  
Szybka odpowiedź


Wygaśnie za Dni
 
 
 
 
 
 
Opcje
Dodaj podpis (może być zmieniony w profilu)
Powiadom mnie gdy ktoś odpowie
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,52 sekundy. Zapytań do SQL: 14