Wersja gry S1: Nie mam gry
Wersja gry S2: Nie mam gry
Dołączył: 05 Lip 2010 Posty: 0 Miasto: Deska Wielkopolska
Wysłany: 2010-07-08, 15:59 Dziwne opowiadanie
AKT 1
Ranek, godzina 06:12. Starsza kobieta o imieniu Józefa wyruszyła do sklepu na codzienne zakupy. Jak co dzień szła swym wolnym krokiem w kierunku sklepu warzywnego. Dzień był gorący. Na pooranej zmarszczkami twarzy staruszki spływał pot, ale ani myślała zawrócić. Wędrowała swym codziennym rytmem prosto przed siebie.
-„Poproszę sałatę, kapustę, ziemniaki, jaja…”-wymieniała Józefa stojąc już przy kasie.
Sklepikarka z dużym biustem wykładała wszystko na ladę krążąc jak mrówka i przynosząc kolejne produkty.
-„…bułkę tartą, chleb pszenny, chleb razowy, oliwę z oliwek, jabłka”- kontynuowała staruszka. Jej lista zakupów wydawała ciągnąć się w nieskończoność, ale wcale nie wyglądała na bogatą. W nieklimatyzowanym warzywniaku za kobietą stali kolejno: jakiś pijak z czerwonym nosem, trzy starsze kobiety i na samym końcu dziwnie ubrany facet średniego wzrostu z bujnym zarostem i wielką torbą na ramieniu. Nie wyglądał on jednak na żula. Jego twarz przypominała zeschnięty kawałek boczku. Gdyby nie jego ogromna broda twarz szpeciła by nawet ten niezbyt gustownie urządzony sklep warzywniczy.
-„Dalej [*aaa psik!!*]!” – wykrzyknął na końcu kolejny ochrypłym ale donośnym głosem brodacz.
Spotkało to się z ogólnym oburzeniem.
-„Jak ci się facet coś nie podoba to możesz wyjść” – powiedziała sklepikarka wychylając się zza swoich wielkich atrybutów.
-„No właśnie. Kto cię wychował dziadu?” – dodała jedna ze starszych kobiet.
Mężczyzna nic nie odpowiedział. Zaczął po prostu milczeć. W sklepie znowu słychać było tylko starczy głos wymieniający coraz to bardziej absurdalne produkty takie jak golonka sojowa czy osiem cukiń.
W pewnej chwili facet z brodą schował rękę do wielkiej torby którą miał na ramieniu i wykrzyczał: -„Alllaaach!!!!!!”. Wyłożył ogromną bombę zegarową po czym położył ją na ziemi. Ludzie zaczęli krzyczeć i kierować się do drzwi. Te jednak były zamknięte.
„Tik, tik, tik, tik” – tikanie bomby było coraz bardziej donośne, ale przeraźliwe krzyki ludzi były o wiele głośniejsze.
-„Wypuście mnie!! Ja nie chce jeszcze umierać” – mówił do siebie pijak. Józefa zaczęła odmawiać różaniec.
-„Pomocy!!!”- krzyczała jedna z kobiet.
Cycata sklepikarka uciekła gdzieś na zaplecze.
Przeraźliwy huk wybuchającej bomby rozległ się w małym sklepiku warzywnym.
Na ścianach rozbryzgały się najróżniejsze warzywa i owoce. Wszędzie był dym i gruz. Krzyki ustały. Kiedy zasłona z gruzu opadła słychać było tylko ciche jęczenie sklepikarki której jakimś cudem udało się przeżyć na zapleczu. Wychodząc ze swojej kryjówki ujrzała okropny widok. Porozrywane kawałki ciał klientów były wszędzie. Zwymiotowała na podłogę, po czym usiadła przy ścianie i zaczęła płakać wpatrzona w pogorzelisko, które kiedyś było sklepem warzywnym.
W pewnej chwili gruz zaczął się dziwnie trząść.
Ogromny, sześciometrowy ogórek wyszedł z podziemi i zaczął kroczyć w stronę sklepikarki.
-„Niech się pani uspokoi!”
-„Ale mój sklep!”
-„Proszę pani. Ile pani tego wzięła?”
-„Nic nie ukradłam!”
Kobieta ujrzała nad sobą lekarza z brodą.
-„Odejdź ode mnie! [*aaa psik!!*] terrorysto!”
-„Proszę pani jest pani w szpitalu. Przedawkowała pani narkotyki” – mówił lekarz spokojnym tonem jakby obelgi na niego nie działały.
-„Kłamiesz mnie sukinsynu! Zniszczyłeś mój sklep i napuściłeś na mnie ten wielki cholerny w [*aaa psik!!*] [*aaa psik!!*] ogórek!”
-„Proszę pani znaleźliśmy panią w domu nieprzytomną…”
-„Kłamiecie mnie! Najpierw mniszyliście mój sklep a teraz mnie kłamiecie!!!!”
-„Nie ma pani żadnego sklepu. Jest pani nauczycielką.”
Kobieta zamarła. Zaczęła patrzeć się na lekarza swym wzrokiem narkomanki.
-„Pamięta pani?”- powiedział lekarz.
Nic nie odparła.
-„Józefa daj zastrzyk.”
-„AAAaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!” – wykrzyknęła kobieta.
AKT 2
Klinika leczenia uzależnień, godzina 09:00.
Czterdziestoletnia narkomanka imieniem Molly siedziała w odizolowanym pokoju z gumowymi ścianami. Jej życie wydawało się już być skończone, chociaż ciągle trwało. Godziny spędzone na śledzeniu w myślach przeszłości i wymyślaniu przyszłości w końcu przyprawiło ją o szaleństwo.
Postanowiła uciec…
Pora obiadowa zaczynała się o 12:00. O tej godzinie zazwyczaj roznoszono tą okropną papkę z warzyw znaną powszechnie jako obiad.
Do pokoju Molly jedzenie przychodziło najpóźniej, ponieważ przebywała w najdalszym, odizolowanym pomieszczeniu. Była nauczycielka narkomanka z wielkim biustem i szaleńczym wzrokiem pomyślała, że pora obiadowa będzie jedyną chwilą w której możliwa jest ucieczka.
Była przekonana, że uda jej się uciec….
Pora obiadowa, godzina 12:33.
Na korytarzu dźwięk piszczących kółek od przenośnego stolika z jedzeniem był już przy pokoju Molly. Kobieta trzymała w ręku plastikowy widelec, który ukryła w biustonoszu. Takie widelce były jej zawsze zabierane kiedy tylko zjadła, ale tym razem udało jej się ukraść jedno z plastikowych narzędzi.
Wózek z jedzeniem był już na miejscu. Metalowe drzwi wysłane gumą od wewnętrznej strony otworzyły się z brzękiem. Przed oczyma Molly pojawił się mężczyzna w białym uniformie. Zdjął talerz ze stolika i ruszył w kierunku kobiety aby podać jej jedzenie. Przyszłe narzędzie zbrodni z plastiku drżało w rękach narkomanki. Kiedy mężczyzna podszedł dość blisko Molly ta szybkim ruchem dźgnęła nożem kucharza. Prosto w oko. Plastikowe narzędzie wbiło się do połowy w gałkę oczną. Ofiara zaczęła przeraźliwie krzyczeć a nóż tkwił w pół zamkniętym oku. Wtedy kobieta wzięła metalowy nóż z kieszeni białego uniformu kucharza i wbiła go prosto w tętnice szyjną mężczyzny. Jasnoczerwona krew zaczęła tryskać na pół metra w górę. Molly z zakrwawioną twarzą śmiała się donośnie podczas gdy serce mężczyzny uderzyło po raz ostatni. Kobieta wybiegła na korytarz.
Ochrona była już na schodach, jednak narkomanki z nożem w ręku, która poczuła smak wolności nikt nie mógł już powstrzymać. Na końcu korytarza znajdowało się zakratowane okno. Po bogach były dwie klatki schodowe po których biegli ochroniarze.
Molly z wielką siłą rzuciła się na kraty po czym z zatrważającą siłą wyrwała je razem z murem. Skoczyła z ósmego piętra w dół.
Lecąc tak w stronę betonowego chodnika pomyślała jak pięknie będzie znowu ujrzeć własny dom i kolekcję strzykawek w szufladzie.
Kiedy była już nad ziemią usłyszała głos, który niemal przyprawił ją o palpitację serca:
-„Molly wstań wreszcie! Przynieśliśmy obiad!”
Kobieta wpadła do dziury, która pojawiła się kiedy chodnik otworzył się przed nią na oścież.
Znalazła się w swoim cuchnącym pokoju z gumowymi ścianami. Dwóch mężczyzn przywiązywało ją do krzesła. Trzeci natomiast kierował zieloną papkę na plastikowej łyżce prosto do jej ust…
CDN……
_________________
Ostatnio zmieniony przez Gwóźdź 2010-07-10, 15:46, w całości zmieniany 4 razy
Wersja gry S1: UW: 2.28
Wersja gry S2: 2.43
Tryb gry w S2: closed-SC
Nicki postaci S2: -Frey- (SW 101lvl); Tamila (Sera 86lvl); Maar'ador (Inq 69lvl); Ferrit (TG 60lvl); Kaloqee (Driada 50lvl); Tehy-Maule (Driada 33lvl)
Platforma S2: PC
Wiek: 21 Dołączyła: 13 Lut 2007 Posty: 1512 Miasto: Lublin/Warszawa
Wysłany: 2010-07-12, 18:55
Ogólnie fajne - nietypowe. Co prawda niezupełnie w moim guście, ale czytanie bynajmniej nie bolało, a to dobrze. Jedno, co mi się nie spodobało, to trochę niestaranny dobór słownictwa, np.:
Gwóźdź napisał/a:
Na pooranej zmarszczkami twarzy staruszki spływał pot
Raczej spływał po twarzy.
Tradycyjnie - przeczytaj to wszystko jeszcze raz i sprawdź, co nie brzmi tak, jak powinno
_________________
Przy zaproszeniach na X-fire proszę podawać jakiś nick,
który mogę rozpoznać, bo obcych nie akceptuję.
Wersja gry S1: UW: 2.28
Wersja gry S2: 2.43
Tryb gry w S2: closed-SC
Nicki postaci S2: -Frey- (SW 101lvl); Tamila (Sera 86lvl); Maar'ador (Inq 69lvl); Ferrit (TG 60lvl); Kaloqee (Driada 50lvl); Tehy-Maule (Driada 33lvl)
Platforma S2: PC
Wiek: 21 Dołączyła: 13 Lut 2007 Posty: 1512 Miasto: Lublin/Warszawa
Wysłany: 2010-08-09, 18:27
Namari napisał/a:
Jakby opowiadanie pisał ten żul z czerwonym nosem
Namari, weź poprwakę na to, że to wszystko dzieje się w głowie naćpanej/chorej psychcznie (w sumie jeden karabin) osoby - a tacy ludzie rzadko kiedy silą się na wyszukane słownictwo. Taki styl pisania dodatkowo dodaje tekstowi ciężaru, co w tym przypadku pasuje do treści. Tak więc imo ta uwaga jest bardzo trafna
Namari napisał/a:
Czyli ściany wyginały się, były sprężyste i miękkie, a jak biegło się w ich strone to mogło się tak fajnie odbić?
Nie wiem, w życiu nie gościłam w psychiatryku, ale prawdopodobnie tak - można się od nich odbijać. Tak to prawdopodobnie wygląda z perspektywy chorego (podobnie jak wyżej) - nie sądzę aby zastanawiał się, czy dana 'gumowatość' jest do ściany przyklejona, przywiercona czy jest właściwością samej ściany.
Dwie (ew. trzy) pozostałe uwagi rozumiem
_________________
Przy zaproszeniach na X-fire proszę podawać jakiś nick,
który mogę rozpoznać, bo obcych nie akceptuję.
Wersja gry S1: UW: 2.20
Wersja gry S2: Nie mam gry
Dołączyła: 08 Sie 2010 Posty: 0 Miasto: Chorzów
Wysłany: 2010-08-09, 23:48
Kalia napisał/a:
Namari napisał/a:
Jakby opowiadanie pisał ten żul z czerwonym nosem
Namari, weź poprwakę na to, że to wszystko dzieje się w głowie naćpanej/chorej psychcznie (w sumie jeden karabin) osoby - a tacy ludzie rzadko kiedy silą się na wyszukane słownictwo. Taki styl pisania dodatkowo dodaje tekstowi ciężaru, co w tym przypadku pasuje do treści. Tak więc imo ta uwaga jest bardzo trafna
Namari napisał/a:
Czyli ściany wyginały się, były sprężyste i miękkie, a jak biegło się w ich strone to mogło się tak fajnie odbić?
Nie wiem, w życiu nie gościłam w psychiatryku, ale prawdopodobnie tak - można się od nich odbijać. Tak to prawdopodobnie wygląda z perspektywy chorego (podobnie jak wyżej) - nie sądzę aby zastanawiał się, czy dana 'gumowatość' jest do ściany przyklejona, przywiercona czy jest właściwością samej ściany.
Dwie (ew. trzy) pozostałe uwagi rozumiem
Pragnę tylko zaznaczyć, że narracja jest trzecioosobowa. Więc narrator jest bezstronny i nie może opowiadać tego stylem ćpunki. Bo on nie ćpa, jedynie bohaterka. Wszystko rozchodzi się o narrację. Gdyby była w pierwszej osobie- owszem, zgodziłabym się z Twoimi uwagami.
Wersja gry S1: UW: 2.28
Wersja gry S2: 2.43
Tryb gry w S2: closed-SC
Nicki postaci S2: -Frey- (SW 101lvl); Tamila (Sera 86lvl); Maar'ador (Inq 69lvl); Ferrit (TG 60lvl); Kaloqee (Driada 50lvl); Tehy-Maule (Driada 33lvl)
Platforma S2: PC
Wiek: 21 Dołączyła: 13 Lut 2007 Posty: 1512 Miasto: Lublin/Warszawa
Wysłany: 2010-08-10, 13:21
Namari, widzę, że masz twardo ustalone poglądy literaturowe
Ale zapewniam cię, że te formy są jak najbardziej poprawne. Jakby ci to wytłumaczyć... Może tak: sen. Czasami może się zdarzać, że widzisz siebie, ale się nie poznajesz (ot, umysł człowieka robi różne cuda jak go samopas puścić). Albo po prostu opowiadasz sen. Wtedy jesteś narratorem tego snu.
W tym wypadku jest to wizja ćpunki, ona jest narratorką, więc dobór słownictwa jest jaki jest, a mimo to narrator wciąż jest tzw. wszechwiedzący.
Ogólnie niewiele o tobie wiem (wieku tudzież zainteresowań nie ujawniłaś), ale mogę cię ze swojego doświadczenia książkowego zapewnić, że we wpółczesnej fantastyce takie konstrukcje nie są rzadkością. Jeśli chcesz, przeczytaj sobie choćby 'Siewcę wiatru' Kossakowskiej (polska pisarka, a książka niedawno doczekała się kontynuacji ), tam jest całkiem sporo takich przypadków
Po prostu nie wszystkie książki/opowiadania pisane są czystym językiem godnym Trylogii czy Władcy Pierścieni
_________________
Przy zaproszeniach na X-fire proszę podawać jakiś nick,
który mogę rozpoznać, bo obcych nie akceptuję.
Wersja gry S1: UW: 2.20
Wersja gry S2: Nie mam gry
Dołączyła: 08 Sie 2010 Posty: 0 Miasto: Chorzów
Wysłany: 2010-08-10, 14:53
Może i masz rację, po prostu nie jestem przyzwyczajona do tego, że ktoś takim hm... ubogim, że tak powiem, językiem opisuje sytuację. Ogólnie nie podoba mi się taki styl pisania.
Sama jestem w trakcie pisania swojego opowiadania, również fantasy.
Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Tryb gry w S1: LAN
Wersja gry S2: Nie mam gry
Wiek: 15 Dołączył: 09 Lis 2007 Posty: 90 Miasto: Brzezie
Wysłany: 2010-08-13, 12:13
Cytat:
Lepiej brzmi: zamilknął niż zaczął milczeć.
Jak dla kogo.
Namari napisał/a:
Okropnie to brzmi cycata sklepikarka. Jakby opowiadanie pisał ten żul z czerwonym nosem.
Tak, to pisał żul z czerwonym nosem, a takie "okropne" przymiotniki dodają klimatu.
Namari napisał/a:
Czyli ściany wyginały się, były sprężyste i miękkie, a jak biegło się w ich strone to mogło się tak fajnie odbić?
Dokładnie tak. Nie tylko dla naćpanej pani lecz także w rzeczywistości.
Namari napisał/a:
Ale ona miała widelec, nie nóż.
Eee tam, drobne niedopatrzenie : P
Sprawiasz wrażenie jakbyś starała się doczepić czego tylko można. Każdy przecinek przed "i" każde "tę" zamiast "tą" musisz wytknąć? Kogo to obchodzi, tutaj nie to się liczy. Ogólne wrażenie jest fajne, chociaż widać że to było pisane dla jaj w 10 minut, i dlatego widnieją różnorakie powtórzenia i zdania które średnio się kleją.
_________________
Cytat:
Dwie rzeczy są nieograniczone – wszechświat i ludzka głupota. Co do tego pierwszego nie mam jednak pewności.
Albert Einstein
Ostatnio zmieniony przez Peace 2010-08-13, 12:15, w całości zmieniany 2 razy
Wersja gry S1: UW: 2.20
Wersja gry S2: Nie mam gry
Dołączyła: 08 Sie 2010 Posty: 0 Miasto: Chorzów
Wysłany: 2010-08-15, 12:49
Peace napisał/a:
Sprawiasz wrażenie jakbyś starała się doczepić czego tylko można. Każdy przecinek przed i każde tę zamiast tą musisz wytknąć? Kogo to obchodzi, tutaj nie to się liczy. Ogólne wrażenie jest fajne, chociaż widać że to było pisane dla jaj w 10 minut, i dlatego widnieją różnorakie powtórzenia i zdania które średnio się kleją.
Według mnie, jak już ktoś coś publikuje to jest przygotowany do przyjęcia nawet najbardziej szczegółowej krytyki. Dlatego jestem taka drobiazgowa i przyczepiam się do "byle głupoty". Po prostu staram się być dokładna.
A co do języka- to mi to wcale nie nadaje klimatu. Sprawia wrażenie że te fajne opowiadanie staje się nagle zbyt prostackie. Może i dla jaj jest napisane. Ja jestem czytelnikiem i mam prawo do najpoważniejszej, najostrzejszej i najbardziej szczegółowej krytyki.
Wersja gry S1: ZE KK: 2.28
Tryb gry w S1: LAN
Wersja gry S2: Nie mam gry
Wiek: 15 Dołączył: 09 Lis 2007 Posty: 90 Miasto: Brzezie
Wysłany: 2010-08-16, 12:27
Tylko w moim mniemaniu, to właśnie ma być prostackie, a ocenianie czegoś takiego wg. powszechnie utartych kryteriów nie ma sensu, bo to nie jest zwyczajne opowiadanie. To jakbyś komentowała zdjęcia na nk pod względem wartości artystycznej, wg. kryteriów jakim podlega ocena obrazów w muzeach
_________________
Cytat:
Dwie rzeczy są nieograniczone – wszechświat i ludzka głupota. Co do tego pierwszego nie mam jednak pewności.
Albert Einstein
Ostatnio zmieniony przez Peace 2010-08-27, 17:49, w całości zmieniany 1 raz
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum